Jest dość sporo momentów wywołujących frustrację wśród czytelników, ale jest jeden, który szczególnie może irytować. W książce Harry Potter i Insygnia Śmierci, kiedy Harry jest tak mocno skoncentrowany na polowaniu na Horcruxy, my, jako czytelnicy ledwo możemy uwierzyć, że Potter był obok jednego z nich i to tak bardzo blisko, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.

Tak, ten przeklęty diadem Roweny Ravenclaw, uwięziony w tej samej wersji Pokoju Życzeń, w której Harry ukrył swój podręcznik do eliksirów, w poprzednim roku- wtedy wydawał się jedynie starą, zakurzoną tiarą. Kiedy Harry wrócił do Hogwartu w czasie bitwy o Hogwart i do Pokoju życzeń, nie mógł uwierzyć, że był tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
A fakt, że Harry ukrył podręcznik tak blisko samego diademu, dodaje jeszcze nieco irytacji.
Mówiąc o Pokoju życzeń, on sam został również przedstawiony już we wcześniejszych książkach. Mogliśmy myśleć, że został on nam przedstawiony w Harrym i Zakonie Feniksa, ale tak właściwie to Dumbledore opisał ten pokój już w Kamieniu Filozoficznym, jako ten, kto zapewnia to, czego akurat potrzebujemy najbardziej. W jego przypadku była ta akurat potrzeba wypróżnienia pęcherza.

W świecie pełnym magicznych przedmiotów, o których posiadaniu jako mugole możemy jedynie pomarzyć, szafka zniknięć wydawała się świetnym nabytkiem do salonu. A przynajmniej tak było do czasu, dopóki Draco Malfoy nie użył jej w jakże bezbożnym celu.
Szafka zniknięć to magiczny obiekt, który może służyć jako obiekt do teleportacji, jeśli posiadasz gdzieś drugą sztukę, był tak naprawdę wspomniany już w Komnacie Tajemnic, kiedy to Irytek był słyszany podczas jej niszczenia.
I przez okres około 3 lat to byłoby na tyle, aż do czasu Zakonu Feniksa aż do momentu, kiedy Fred i George nie wepchnęli do niej Montague, ucznia ze Slytherinu, a potem nie wiedzieli, dokąd się przeniósł. Kiedy Montague wreszcie udało się wydostać, opowiedział on Draconowi, że utknął w zawieszeniu pomiędzy Hogwartem a sklepem Borgina i Burkes'a na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. To właśnie wtedy Malfoy uświadomił sobie, że może naprawić szafkę i przeszmuglować Śmierciożerców wprost do Hogwartu.

Więc w pewien straszny sposób Fred i George, przez jeden ze swoich żartów, przyczynili się do śmierci Dumbledore'a.
Prawdopodobnie najsmutniejszym momentem w serii o Harrym jest fragment, kiedy Harry uświadamia sobie, że zmarły Syriusz zostawił mu urządzenie do komunikacji, za pomocą którego mogli się porozumiewać, kiedy przebywali osobno.
Jednakże w Insygniach śmierci, lustro połączyło Harry'ego z kimś innym, kimś zupełnie niespodziewanym. Po zobaczeniu w szklanym fragmencie błękitnego oka, Harry był pewien, że widzi dawno utraconego sojusznika Albusa Dumbledore'a. Nie był tak bardzo daleki od prawdy. Był to Abeforth, któremu w ostateczności przypadło lustro, którego używał, by mieć oko na Harry'ego podczas trwania siódmej ksiązki. I na brodę Merlina, dobrze się stało, że miał. Dzięki temu mógł wysłać Zgredka, aby ocalił ich przed tragicznym losem w Posiadłości Malfoyów.

Więc chociaż to lustro było źródłem smutku dla Harry'ego to ono także uratowało życie jemu i jego przyjaciołom dwie książki później.
Insygnia Śmierci to książka nostalgiczna pod wieloma względami. Wystarczy spojrzeć na sam początek książki, kiedy Harry pakuje swoje torby i natrafia na swoje pamiątki z poprzednich przygód w Hogwarcie takie jak Potter cuchnie i stary fałszoskop. Ach, stare dobre czasy...
I wtedy właśnie na scenę "wchodzi" testament Dumbledore'a, dzięki któremu Harry zdobywa złoty znicz ze swojego pierwszego meczu w Quidditcha, a Ron dostaje wygaszacz, urządzenie, które zgodnie z nazwą, wygasza wszystkie światła.

Oba te przedmioty były widziane po raz pierwszy w Kamieniu Filozoficznym i oba miały ogromne znaczenie podczas ostatniej przygody.
Podczas gdy Wygaszacz pomógł Ronowi wrócić na jego ścieżkę do zniszczenia Horkruksów; znicz Harry'ego otwiera się na sam koniec, dosłownie w decydującym momencie Bitwy o Hogwart, ujawniając w swoim wnętrzu jedno z Insgniów Śmierci - Kamień Wskrzeszenia.
Kto wie, czy bez kamienia, który przywołał echo Jamesa, Lily, Syriusza i Lupina Harry miałby siłę stawić czoła Voldemortowi. Tego nie dowiemy się nigdy.
A wy wyłapaliście jeszcze jakiś fragment, który został jedynie pobieżnie wspomniany, a później okazywało się, że jednak to było coś bardzo ważnego?
Źródło: tłumaczenie z Mugglenet


Nicram_93



[P]Louise Lainey
fuerte
Nymeria
Tłumaczenie tego typu tekstu, jak zauważyła fuerte wymagało zapewne dużo pracy, więc składam podziękowanie.
Klaudia Lind


A.
Ogółem artykuł fajny, szybko się czyta mimo błędów gdzieniegdzie. Jednak w połowie czytania zaczęłam się zastanawiać jaki związek ma tytuł z treścią, bo ja go nie widziałam. Po prostu się zagubiłam. Jakoś bardziej mi to przypominało wspominki z książek, aniżeli dowody na to, że coś już kiedyś było i ponownie się zdarzyło. Dopiero końcówka uświadomiła mi czego dotyczył artykuł.