
Kwiryniusz Quirrell - młody czarodziej, w latach 1991 - 1992 nauczyciel obrony przed Czarną Magią w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Wcześniej, w tej samej placówce prowadził zajęcia z mugoloznastwa. Podczas jednej ze swoich podróży po świecie napotkał Lorda Voldemorta - potężny czarnoksiężnik szybko opętał Kwiryniusza. Odtąd ciało Quirrella uległo strasznej deformacji - z tyłu jego głowy znajdowało się oblicze Czarnego Pana, a sam profesor wiernie służył swojemu nowemu mistrzowi.
Był to młody mężczyzna - podczas pobytu w miejscu pracy nie rozstawał się z turbanem, pod którym chowała się twarz Tego Którego Imię Większość Bała Się Wtedy Wymawiać. Pochodzenie okrycia głowy stało się tematem licznych spekulacji. Sam profesor utrzymywał, że dostał go za pokonanie pewnego zombie. Większość średnio wierzyła w tę opowieść - zapytany o sposób poradzenia sobie z tym stworem Kwiryniusz zmienił temat. Poza tym turban wydzielał mocny zapach czosnku.

Podczas swojej pierwszej wizyty w Dziurawym Kotle Harry wzbudził duże zainteresowanie. Wśród czarodziejów, którzy mu się wtedy przedstawiali był również Kwiryniusz Quirrell - jego późniejszy wykładowca. Od momentu pojawienia się w książce widoczne były jego szczególne cechy; ciągłe jąkanie się i nerwowość.
Po raz kolejny Quirrell pojawił się na uczcie powitalnej. Wśród tłumu wyróżnił go purpurowy turban na głowie. Bardziej niż zwykle denerwował się podczas rozmowy ze Snape'em, jak wszyscy dobrze wiedzieli, mistrz eliksirów od lat aspirował do posady piastowanej wówczas przez Quirrella.
W Noc Duchów, przerażony Kwiryniusz wbiegł do Wielkiej Sali alarmując wszystkich o obecności trolla w lochach. Nikt wtedy nie podejrzewał, że to on sam mógł sprowadzić niebezpieczne stworzenie do zamku. Miał to być sposób na odciągnięcie uwagi innych i podjęcie próby dostania się do Kamienia Filozoficznego. Szyki pokrzyżował mu Severus Snape, który zanim, wraz z resztą kadry profesorskiej, udał się do podziemi, postanowił upewnić się, że ukryty w Hogwarcie przedmiot jest bezpieczny.
Kwiryniusz był jedną z wielu osób, które zasiadały na trybunach oglądając otwierający sezon mecz pomiędzy drużynami Gryffindoru i Slytherinu. W trakcie rozgrywki zaczął zaklinać miotłę Harry'ego próbując zabić chłopca. Dziwne "zachowanie" Nimbusa 2000 nie uszło uwadze widowni. Hermiona zauważyła, że Snape ze skupieniem wpatruje się w Harry'ego i ani na chwilę nie traci Gryfona z oczu. Od razu zaczęła podejrzewać Severusa, który na każdym kroku okazywał Potterowi jak bardzo go nie cierpi. Podpaliła szatę Snape'a co wydawało się zadziałać - Harry odzyskał kontrolę nad swoimi ruchami w powietrzu. To tylko utwierdziło przyjaciół w przekonaniu, że sprawcą jest Snape. Nikt nie sądził, że ratował on uczniowi życie.
Po kolejnym sukcesie na boisku Harry na miotle śledził Snape'a. Dotarł za nim aż do polany w Zakazanym Lesie. Dostrzegł tam także profesora Quirrella, obaj mężczyźni rozmawiali na temat sposobu ominięcia trójgłowego psa, który strzegł przedmiotu schowanego na zakazanym korytarzu trzeciego piętra. Wybraniec opowiedział wszystko przyjaciołom. Jasne było dla nich, że to Snape chce dokonać kradzieży potężnego obiektu, a Quirrell opiera się mu, nie udostępniając informacji. Nawet przez myśl im nie przeszło, że może być odwrotnie.
Podczas odbywania kary aresztu w Zakazanym Lesie Harry, Hermiona, Neville i Draco mieli szukać rannego jednorożca - odnalazł go Harry, który dostrzegł tajemniczą, ciemną postać pijącą krew zwierzęcia. Do przyjaciół zabrał go Firenzo, centaur różniący się od innych przedstawicieli swojego gatunku. On też naprowadził jedenastolatka wskazując, że osobą, która chce użyć napoju, aby nabrać sił jest sam Voldemort - nikt wtedy nie sądził, że ten może posługiwać się ciałem Quirrella.

Krótko potem trójka przyjaciół dowiedziała się, że szkolny gajowy zdradził tajemniczej osobie jak ominąć Puszka. Od razu dodali dwa do dwóch - postać od której Strażnik Kluczy otrzymał w karczmie smocze jajo musiała być Snape'em albo samym Voldemortem. Powiadomienie dyrektora uczelni było niemożliwe, a opiekunka Domu Lwa nie wierzyła w ich historię i zapewniła ich tylko, że Kamień Filozoficzny jest doskonale strzeżony. Harry, Ron i Hermiona podjęli decyzję - dotrą do Kamienia i przeszkodzą Snape'owi w zabraniu go, a tym samym udaremnią odrodzenie się Voldemorta i odzyskanie przez niego potęgi. Plan się powiódł, jednak u celu Harry nie spotkał znienawidzonego szkolnego znawcy magicznych wywarów. Był tam Qurriell. Wtedy wszystko stało się jasne. To on był sługą Sami-Wiecie-Kogo i dążył do zdobycia Kamienia Filozoficznego. Stał również za włamaniem do Gringotta, którego dokonano w wakacje, a z tyłu jego głowy znajdowało się oblicze Voldemorta. Próbował zmusić Pottera do zdradzenia miejsca ukrycia Kamienia Filozoficznego, jednak syn Lily i Jamesa dzielnie stawiał opór. Nie ugiął się nawet przed zabójcą swoich rodziców. W trakcie walki przesiąknięty nienawiścią Kwiryniusz nie mógł dotknąć pierwszoroczniaka - zielonookiego chroniła miłość matki. Ostatecznie Quirrella w tej komnacie spotkała śmierć.
W dzieciństwie Quirrell był wyśmiewany przez rówieśników, a nieśmiałość i nerwowość nie przysporzyły mu zbyt wielu kolegów. Jest to przykład kolejnej osoby, u której zaniżone poczucie własnej wartości i brak wiary w siebie zostało zastąpione przez zainteresowanie złem i bezwzględność. Świetnie opisuje go tytuł ostatniego rozdziału pierwszego tomu - Człowiek o dwóch twarzach. Tytułowemu bohaterowi serii i jego kompanom ciężko było odkryć prawdziwą naturę młodzieńca, jednak czytelnikowi dano tę szansę. Rowling wyraźnie puszczała do nas oko opisując przewrócenie nauczyciela przez pannę Granger czy umieszczając go w prowadzonym przez bezzębnego Toma barze.
Imienia Kwiryniusz nie ma w książce. Pojawia się ono w kartach autorstwa J.K Rowling, które dodawane były do czekoladowych żab firmy Master Foods.
Miał smykałkę do trolli - świetnie sobie z nimi radził.
W jego postać wcielił się Ian Hart.
W tłumaczeniu z Pottermore widnieje informacja, że odkąd w Albanii Quirell spotkał Voldemorta, z tyłu jego głowy znajdowała się twarz Czarnego Pana. W książce jest napisane, że zaczęli dzielić ciało od momentu nieudanej kradzieży w Banku Gringotta. Ta druga wersja jest bardziej prawdopodobna, zwłaszcza, że wzmianka o turbanie pojawia się dopiero w trakcie opisu rozpoczęcia roku szkolnego - podczas wydarzeń w Dziurawym Kotle nie ma o nim mowy.


Nicram_93



[P]Louise Lainey
Krnabrny
Mikasa
Serio? A to wiele mi wyjaśniło, bo męczyło mnie strasznie czemu on wcześniej nie zginął, skoro był wyraźnie znany w Hog jak Harry się pojawił, a ponoć żaden nauczyciel OPCM nie wytrzymał dłużej niż rok


Alette
A.
Pierwsza kwestia jest taka, że przecinków prawie nie było. Naprawdę, momentami miałam problem ze zrozumieniem zdań i do tej pory nie wiem, czy sama powstawiałam te przecinki we właściwych miejscach. Błagam, pilnuj tego na drugi raz.
Nie wiem też, czy temat jest wyczerpany - owszem, nie przepisywałeś bzdur z wikii i to jest plus, ale zawsze wydawało mi się, że o Quirrellu wiemy nieco więcej, ale mogę się mylić. W każdym razie, mam pewną obawę, że czegoś brakuje, ale nie do końca czuję się ekspertem, więc być może piszę to na wyrost.
Przydałby się też jakiś cytat, zawsze to uwiarygodnia opis postaci.
No i ja nadal nie do końca kupuję Twój styl - przez połowę właściwie sucho przytaczasz wydarzenia z książki, a później zaczynasz wtrącać swój punkt widzenia. Nie mam nic przeciwko, ale lepiej, żeby tekst wyglądał w ten sposób od początku, przynajmniej takie jest moje zdanie. Często też kluczysz obok tematu, tak jak we wzmiankach o meczu quidditcha, czy szlabanie w Zakazanym Lesie; bardziej skupiłeś się na opisaniu zdarzeń pobocznych niż faktycznym udziale Quirrella w tych scenach.
Na plus na pewno to, że artykuł jest estetyczny i to, że nie piszesz w sposób encyklopedyczny i nawet, gdyby nie było tutaj Twojego nicku, wiedziałabym, że artykuł jest Twojego autorstwa. Jako osoba, która sprawdzała inne Twoje prace widzę, że jest coraz lepiej, ale nie wiem, czy tym razem nie miałeś za bardzo czasu, żeby sprawdzić tekst, czy był jakiś inny powód, ale z przecinkami było źle. Natomiast cieszę się niezmiernie, że porzuciłeś te nieszczęsne wtrącenia w nawiasach i przekształcasz je w normalne zdania. Tekst wygląda przez to, jakby był kompletny, a nie jakbyś co rusz zapominał czegoś dopisać.
Na razie chyba tyle, może mnie jeszcze najdzie jakaś refleksja później.
PS. Podobało mi się to nawiązanie do nazwy rozdziału - nigdy jakoś na to nie zwróciłam uwagi.