Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

HPnet istnieje naprawdę

Kategoria: HPnet
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

Historia pod skórą z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Sam Quest, Mikasa, Roksolana Delakur, Shanti Black, Krnabrny, Co...
>> Czytaj Więcej

I ty możesz zostać c...

Kategoria: Świat magii
Autor: Quatromondis

Przygody Harry'ego Pottera przeczytane kilkunastokrotnie, filmy obejrzane, a gry przegrane. Mam t...
>> Czytaj Więcej

Nie lubię cyklu ksią...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Infans secundo generationis

Gdyby nie rozkoszne dementory - naprawdę przemiłe stworzonka - pół-światek Harry'ego Pottera byłb...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Pnącza, moc i i...

Tytuł: Pnącza, moc i intryga
Seria: Dziki pyłek
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Villemo znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, znikąd nie ma pomocy, czy uda jej się wyjś...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział szósty

Tytuł: Rozdział szósty
Seria: Magiczna chwila
Gatunek: Romans
Autor: Prefix użytkownikaPaulaSmith

Spotkanie po latach. Co dalej?
>> Czytaj Więcej

Stwory

Tytuł: Stwory
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaNquus

O fantastycznych zwierzętach
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział II

Tytuł: Rozdział II
Seria: Klątwa wilka
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaZireael

Czy potrafisz w sobie znaleźć tyle odwagi, żeby samotnie zapuścić się w las i odkryć mroczną taje...
>> Czytaj Więcej

***** *** (Wiwa...

Tytuł: ***** *** (Wiwat HJP)
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaNquus

Wiersz trochę zainspirowany spotkaniem w Krakowie
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział I

Tytuł: Rozdział I
Seria: Klątwa wilka
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaZireael

Czy potrafisz w sobie znaleźć tyle odwagi, żeby samotnie zapuścić się w las i odkryć mroczną taje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Dziwna rodzina ...

Tytuł: Dziwna rodzina Richardsonów 1/2
Seria: Dziwna rodzina Richardsonów
Gatunek: Obyczajowe
Autor: Prefix użytkownikaKrnabrny

Rodzina czarodziejów adoptuje dziecko z mugolskiego sierocińca. Los splata im niejedną niespodzia...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 40
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
47,887 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 260
Było: 21.09.2021 05:37:58
Napisanych artykułów: 1,091
Dodanych newsów: 10,472
Zdjęć w galerii: 21,472
Tematów na forum: 3,890
Postów na forum: 319,438
Komentarzy do materiałów: 222,131
Rozdanych pochwał: 3,311
Wlepionych ostrzeżeń: 4,166
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  HUFFLEPUFF!

Gryffindor
Punktów: 124
uczniów: 4025
Hufflepuff
Punktów: 154
uczniów: 3807
Ravenclaw
Punktów: 0
uczniów: 4458
Slytherin
Punktów: 0
uczniów: 4089

Ankieta
Koniec roku szkolnego nadchodzi wielkimi krokami. Jesteś w tym roku jak:

Ron Weasley, jakoś się prześlizgniesz, a mamie pokażesz świadectwo dopiero w sierpniu
6% [4 głosy]

Neville Longbottom, nie martwisz się o przyre i chemie, ale z reszty przedmiotów... oby chociaż było Nędzny
3% [2 głosy]

Luna Lovegood, jesteś zaskoczony, że to już koniec roku. Kiedy to zleciało?
25% [18 głosów]

Fred i George Weasley, może oceny będą średnie (głównie Z), ale trzeba koniecznie wykręcić jeszcze jakiś bombowy numer!
8% [6 głosów]

Harry Potter, oby Wybitny z w-f zrekompensował gorsze oceny z eliksirów, ojć
6% [4 głosy]

Pomona Sprout, dawno już skoczyłeś szkołę i tylko patrzysz z politowaniem na tych biedaków, co jeszcze próbują nadrobić materiał
29% [21 głosów]

Draco Malfoy, może posmarujesz komu trzeba i da ci ściągnąć albo przepisać notatki, wyjdziesz na plus ;>
13% [9 głosów]

Hermiona Granger, gotowy na egzaminy już od września
11% [8 głosów]

Ogółem głosów: 72
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 26.05.21

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 21.09.2021 o godzinie 16:20 w Chatka Hagrida
Gryffindor[P]Natalie Swan ostatnio widziano 19.09.2021 o godzinie 16:13 w Cieplarnia
RavenclawWillow Deshayes ostatnio widziano 05.09.2021 o godzinie 21:57 w Londyn
Gryffindor[P]Natalie Swan ostatnio widziano 01.09.2021 o godzinie 22:48 w Dormitorium dziewcząt
Gryffindor[P]Natalie Swan ostatnio widziano 31.08.2021 o godzinie 07:11 w Ulica Pokątna
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 31.08.2021 o godzinie 00:47 w Księgarnia Esy i Floresy
[NZ] Klątwa wilka
W lesie znikają ludzie. Granica drzew przy miasteczku na północy Anglii stała się przedmiotem lęku, mówią, że tam traci się samego siebie. Nikt nie ma odwagi się tam zapuszczać. Poza tą, która straciła wszystko.
Autor: Prefix użytkownikaZireael
Gatunek: Kryminał
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 838 razy.
Rozdziały: [1], [2].
Rozdział I
Czy potrafisz w sobie znaleźć tyle odwagi, żeby samotnie zapuścić się w las i odkryć mroczną tajemnicę, do tej pory skrywaną przed światem?
Krzyk kobiety poniósł się echem nad czubkami drzew.

Księżyc leniwym światłem obrzucał pogrążony w mroku las. Zazdrośnie starał się wkraść w zakamarki niedostępne dla jego blasku, skryte między liśćmi, ukryte pod skałami. Obrzucał otoczenie pełnym wyższości spojrzeniem i jedynie muskał biegnącą między pniami postać, starając się złapać końcówkę jej szaty i poszarpane przez gałęzie jasne włosy.
Biegła. Nie mogła się zatrzymać, musiała dokończyć to, co zaczęła. Dlatego przedzierała się przez zagradzający jej drogę śnieg. Różdżkę zgubiła już dawno, nie wiedziała nawet, w którym miejscu. Starała się wspierać na drzewach, żeby tylko przyspieszyć kroku. Za nią na skrzącym się w bladym blasku księżyca śniegu co jakiś czas połyskiwał szkarłat krwi.
Nie czuła bólu. Nie czuła zimna. Czuła tylko przerażenie.
To już tylko ono pchało ją do przodu. Tylko ono było jej towarzyszem. Ściskało zimną dłoń na jej gardle, wyrywało serce z piersi. Rozdzierało duszę i umysł, które w szaleńczym pościgu wirowały w ciele kobiety, jakkolwiek próbując utrzymać ją przy świadomości i zdrowych zmysłach.
Musiała biec. Musiała go znaleźć i mu to dać. To był jedyny sposób. Jej wzrok zamazywały napływające do oczu łzy. Zamrugała kilkukrotnie, żeby je odgonić, niestety bezskutecznie. Parła więc niemal na oślep, w głowie mając tylko jego twarz, jego uśmiech i lśniące radością oczy. Musiała go uratować. Obiecała.
I wtedy usłyszała za sobą dźwięk. Dźwięk, który sprawił, że strach przepełnił całe jej ciało, a tak zawzięte w walce ze śniegiem kończyny zastygły w bezruchu. Dźwięk, który odebrał jej resztki tlącej się nieśmiało nadziei. Teraz po tym płomieniu nie zostało nawet śladu. Jeden dźwięk wystarczył, żeby przestała walczyć. Wiedziała, że nie zdoła uciec.
Znalazły ją.
Kobieta wolno osunęła się na kolana, czując, jak uchodzi z niej życie. Zatopiła się w puchowej warstwie śniegu, pozwalając, żeby otulił ją tak, jak matka otula kołdrą dziecko tuż przed snem. Nie miała już sił, by wstać. Uniosła oczy do nieba i w geście desperacji zaczęła modlić się o szybką śmierć.
Ostatnią rzeczą, jaką poczuła, był ciążący jej w dłoni niewielki kamyczek, który razem z nią tracił ciepło.

I kły, rozszarpujące jej ciało na kawałeczki.

***


Renfriee odrzuciła plik pergaminów na biurko i oparła łokcie na blacie, chowając twarz w dłoniach.
- To nie ma najmniejszego sensu - powiedziała zmęczonym głosem, a jej spięte od kilku godzin nerwy pozwoliły sobie na chwilę odpoczynku. - Nic z tego nie trzyma się kupy. I doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, Taegen.
Kobieta uniosła spojrzenie na stojącą przy oknie sylwetkę. Mężczyzna w podeszłym wieku opierał się dłońmi o parapet, między palcami trzymał papierosa, z którego wolno unosił się dym. Mimo tego, że pokój pogrążony był w półmroku, a jedynym źródłem światła był drgający niespokojnie płomień świecy, to Renfriee doskonale widziała pokrywające jego ramię blizny. Nigdy nie miała okazji zapytać, co było ich przyczyną. Nigdy też nie zdobyła się na odwagę, żeby zacząć ten temat.
- Tu nie chodzi o to, co ma sens, a co nie - odezwał się w końcu, a jego szorstki głos sprawił, że po plecach kobiety przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Ludzie tu giną, księżniczko. Znikają. A to nie jest coś, nad czym możemy bagatelizować.
- Raporty mówią o tym, że jak do tej pory chodzili tam tylko niewykwalifikowani czarodzieje..
- I ty uważasz, że jesteś w czymkolwiek lepsza od nich? - Mężczyzna spojrzał na nią kątem oka, ale to wystarczyło, żeby dziewczyna momentalnie spuściła wzrok. Nie lubiła, kiedy ją oceniał, kiedy dusił jej zapał i determinację. A robił to za każdym razem, kiedy starała się przejmować inicjatywę. – Fakt, że przydzielili cię do tej misji, jest jedynie dowodem na to, jak małą wagę przykładają do problemów czarodziejów gorszych od nich czy nawet mugoli. Łowcy czarnoksiężników mają w tym momencie ważniejsze rzeczy na głowie, na świecie panuje chaos, który ciężko jest ogarnąć. Słuchy o Sama-Wiesz-Kim i jego powrocie, o dziecku przeznaczenia, przepowiedni. To wszystko działa jak zapalnik. Sprawia, że powstaje panika, wszyscy szukają ucieczki od odpowiedzialności i od przyjmowania na siebie obowiązków.
Taegen westchnął i odepchnął się od parapetu, wyrzucając niedopałek przez okno. Wolnym krokiem zbliżył się do dziewczyny i delikatnie chwycił rzucone przez nią wcześniej dokumenty. Były całe pozakreślane jej własnymi notatkami, strzałkami, teoriami i taktykami. Mężczyzna przymknął oczy.
- Jesteś młoda i nie masz doświadczenia w tym, jak okrutny jest ten świat. Jesteś nieświadoma. Dlatego cię tu wysłali - odezwał się ponownie, kiedy w końcu uniósł powieki, żeby na nią spojrzeć. Już w następnej chwili po wypowiedzeniu tych słów chciał parsknąć śmiechem. Chyba nigdy wcześniej jeszcze nie zdarzyło mu się powiedzieć czegoś tak niedorzecznego. - Bo wiedzieli, że z radością przyjmiesz na siebie odpowiedzialność za coś, czego nikt nie rozumie i z czym nikt nie chce mieć związku.
Kobieta już od jakiegoś czasu unikała jego wzroku. Obserwowała drgający płomień świecy, jakby miał podsunąć jej odpowiedzi na wszelkie pytania. Jakby w jednej chwili wszystko miało się stać tak proste i oczywiste. Jakby jej błagania i prośby miały zostać wysłuchane.
Dziecinna nadzieja.
- Jestem tu, żeby pomóc ludziom - odpowiedziała, uparcie trzymając się swojego zdania. Zacisnęła dłonie w pięści i spojrzała na Taegena. Jej oczy płonęły. - Jestem tutaj, bo mnie potrzebują. A ty najwyraźniej nie zasługujesz na to, żeby przy nich być, skoro nie umiesz zrozumieć tak prostych rzeczy.
Mężczyzna otworzył usta, żeby zacząć dyskusję, jednak na widok zaciętości, jaka malowała się na twarzy dziewczyny, zdecydował się na milczenie. Znów zamknął oczy. To zawsze pozwalało mu zebrać myśli i uspokoić zszargane nerwy. Znał Ren właściwie od dzieciaka. Widział, jak dorastała i jak cierpiała. Jak musiała ponosić odpowiedzialność za czyny, z którymi nie miała nic wspólnego. Dawno temu obiecał jej ojcu, że będzie ją chronić przed całym złem tego świata. Ale teraz? Nie była już dzieckiem. Wyrosła na kogoś, kto zawsze stara się podejmować te słuszne decyzje. I zawsze dba o dobro drugiego człowieka.
Taegen spojrzał na nią jeszcze raz, zanim odwrócił się i ruszył do drzwi wyjściowych. Przy wyjściu zatrzymał się i położył dłoń na framudze. Krótką chwilę walczył z samym sobą, by w końcu kolejny raz tego wieczoru westchnąć.
- Pamiętaj, że nie jesteś tu sama. I nigdy nie będziesz.
Po tych słowach delikatnie zamknął za sobą drzwi, pozostawiając Renfriee sam na sam z jej myślami.
Wieczór szybko robił się chłodny. Lato przemijało, a razem z nim ciepłe dni. Choć w tym roku raczej nikt w świecie czarodziejów nie mógł sobie pozwolić na całkowity spokój i odpoczynek w wakacyjnym okresie. Napięcie było wyczuwalne w powietrzu, nerwowe spojrzenia na każdym kroku, strach i niepokój o nadchodzące dni. Odpoczynek to coś, na co w obecnych czasach mogli pozwolić sobie jedynie nieświadomi. I umarli.
Uśmiechnęła się delikatnie. Jednak jej uśmiech w żadnym stopniu nie przypominał tego, którym jeszcze kilka lat temu poprawiała humor wszystkim dookoła. Wiele się zmieniło, w tym ona. Przestała czerpać z życia radość, więc nie miała jak dawać jej innym. Świat sprawił, że dziecko w niej umarło dawno temu.
Ponownie wzięła do ręki pergaminy, przewróciła kilka stron.

„Raport z dnia 26 maja 1997 roku.
Mija dokładnie trzydzieści dni, od kiedy do lasu wyruszyła kolejna grupa przygotowanych, lokalnych czarodziejów. Żadnego znaku życia, żadnej formy kontaktu. Zwiadowcy dzień i noc patrolują granicę, wyczekując na chociażby najmniejszy znak. Jak dotąd od początku roku nie wróciło już dziewięć zorganizowanych grup, w sumie około pięćdziesięciu dorosłych czarodziejów. Sytuacja pozostaje niezmienna.”


Z biurka zleciało kolejnych kilka pergaminów.

„Raport z dnia 09 września 1996.
Próbowaliśmy spalić las. Nic z tego, żadne z drzew nie chciało zająć się ogniem. Nie pomagała żadna magia, drzewa stały niewzruszone, jakby były zrobione z antymagicznego metalu. Piły i siekiery również nie zdały testu. Tego lasu nie da się ruszyć od zewnątrz.”


Następne strony bezwiednie opadły na podłogę,

„Raport z dnia 01 marca 1995 roku.
To jakaś paranoja! Co noc słychać z lasu jedynie wycie wilków, nie pozwalają ludziom spać po nocach. Już od tygodnia tak to wygląda. Coraz częściej daje się słyszeć niezadowolenie mieszkańców, ale absolutnie im się nie dziwię. Będąc odpowiedzialnym za bezpieczeństwo wioski, jestem zobowiązany do odpowiedniego dbania o ich spokój. Jutro z rana wezmę chłopaków i przepędzimy te psie syny, żeby przestały nam rodziny męczyć.”


Na następnej stronie znalazło się ogłoszenie o zaginięciu grupy mężczyzn z prośbą o kontakt w razie jakichkolwiek wieści na ich temat. Wśród pergaminów znajdowało się jeszcze kilka takich raportów. Niektóre sporządzane przez mugoli, te późniejsze przez czarodziejów. Żadnych wiadomości o chociażby jednym ocalałym.
Renfriee ponownie utkwiła wzrok w płomieniu. Miała tak wiele informacji, a jednak nic z tego nie przybliżało jej do odkrycia prawdy. Według danych wycie wilków w momencie zniknięcia pierwszej grupy mężczyzn ustało. Ludzie dalej się tam zapuszczali w poszukiwaniach, nikt nie wracał. Informacje są więc niemal znikome. Zginęli? Zostali porwani? Postanowili porzucić życie w tym miejscu i zdecydowali się na zamieszkanie w lesie? Tak właściwie niczego nie można być pewnym w obliczu braku dowodów na poparcie którejkolwiek tezy. Nikt nie wie, z czym na do czynienia. Każdy coraz bardziej poddaje się władzy strachu. Liczba ekspedycji z każdym kolejnym zniknięciem maleje. Nie ma już chętnych na prowadzenie poszukiwań.
Dziewczyna sięgnęła po jeden z najświeższych raportów, sporządzony miesiąc wcześniej.

„Raport z dnia 17 lipca 1997 roku.
Dzisiaj władze miasteczka wydały zakaz wchodzenia do lasu. Zleciły i opłaciły prace nad budową muru, który miałby otaczać cały obszar lasu. Dzięki temu byłaby pewność, że nikt więcej nie zniknie. Od początku problemów ze zniknięciami było już kilka przypadków, że w środku nocy znikał mieszkaniec wioski. Kilku świadków może potwierdzić, że postacie za każdym razem wchodziły do lasu, jakby były w transie, nie dało się ich powstrzymać. Drugą ciekawostką jest fakt, że tymi osobami zawsze były kobiety.”


To wiele rzeczy upraszcza, a jeszcze więcej komplikuje. Czy to możliwe, żeby las miał umiejętność oddziaływania magicznego na zewnątrz? Znikające kobiety musiały przecież działać wbrew swojej woli, jednak na czym to mogło polegać? Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Jeszcze mniej czasu.
Przy nagłym podmuchu wiatru płomień świecy na biurku momentalnie zgasł. Pomieszczenie zalał mrok, rozpraszany jedynie przez blade światło księżyca. Dziewczyna powoli wstała z fotela i podeszła do otwartego na oścież okna. Wiatr bawił się jej długimi do pasa, czarnymi lokami. Dziewczyna oparła łokcie na parapecie, wbijając wzrok w przestrzeń przed sobą. Na horyzoncie majaczyły czubki drzew starego lasu. Z tej perspektywy wyglądały tajemniczo i złowieszczo, sam ich wygląd przywodził na myśl wygłodniałą bestię. Jakby to one pożerały wszystkich, którzy zdecydowali się przekroczyć granicę. Jakby to las był wilkiem.
Wiatr wiał od strony lasu. A Ren mogłaby przysiąc, że wraz z nim usłyszała krzyk.

***


Kiedy tylko słońce uniosło się na tyle, żeby oświetlić dachy domów w miasteczku, Renfriee stanęła na ścieżce, prowadzącej w głąb lasu. Mur, o którym była mowa w raporcie, był jeszcze w trakcie budowy i znajdował się dobrych dwadzieścia metrów od granicy z lasem. Brama prowadząca do lasu i zastawiająca przejście tym razem stała otwarta. Ren musiała posłużyć się dokumentami i zezwoleniem od łowców, żeby władze miasteczka zgodziły się ją przepuścić. Była zdecydowana. Dostała misję, pierwszą samodzielną misję, której nie mogła zawalić. I widziała ją nieco inaczej od tego, jak Taegen opisywał poprzedniego wieczora. Łowcy zaufali jej do tego stopnia, że pozwolili na samotną wyprawę. I na pewno pokładali w niej nadzieję. Nie zamierzała ich zawieść, w końcu była dumną łowczynią czarnoksiężników. Stała się jedną z osób, którymi kiedyś byli jej rodzice, obiecała chronić niewinnych.
I tym razem zamierzała dotrzymać słowa.
Wzięła głęboki wdech i zrobiła pierwszy krok. Na plecach czuła spojrzenia mieszkańców, ich niepewność i niechęć, słyszała szepty, niesione z wiatrem.

Kolejna przepadnie.

Z pewnością nie wróci.

Idzie sama? Zwariowała.

Chodźcie, dzieci, śniadanie gotowe.


Ren uśmiechnęła się pod nosem. Ci ludzie potrzebowali ochrony, której nikt nie był w stanie im dać. Ona jest tą, która musi przywrócić w ich sercach nadzieję. W końcu to właśnie nadzieja jest płomieniem, który pomoże spalić ten przeklęty las.
Nie czekała na Taegena. I tak by z nią nie poszedł, możliwe, że nadal ma jej za złe słowa, które wypowiedziała w nocy. Nie chciała się też żegnać, bo zamierzała wrócić. Razem ze wszystkimi, którzy kiedykolwiek zniknęli wśród tych drzew. W jej głowie zajaśniał obraz mężczyzny, który wspólnie z jej ojcem bawił się z nią w najmłodszych latach jej życia, jeszcze przed tragedią. Tęskniła za tym. Za dniami, kiedy mogła widzieć jego uśmiech. Teraz oboje go stracili. Obiecała sobie jednak jeszcze jedną, małą rzecz. Podoła wyzwaniu i sprawi, że Taegen będzie z niej dumny. Wszyscy będą.
Renfriee weszła do lasu, znikając mieszkańcom z pola widzenia. Brama zatrzasnęła się za nią z łoskotem. Nie obejrzała się za siebie.

***


Od drzew bił chłód.
Nie chodziło tutaj jedynie o wyobrażenie, kora na pniach emanowała zimnem, jak zimą zalegający na drogach śnieg. Sama w sobie była źródłem niskiej temperatury i przy okazji dreszczy na ciele dziewczyny. Dobrze, że była przygotowana na taką ewentualność i odpowiednio wcześnie zapakowała do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy.
Czuła się nieswojo. Jak w klatce, w zamknięciu, odcięta od reszty świata. Miała wrażenie, jakby ktoś stale ją obserwował, chociaż już dawno powinna zostawić miasteczko za sobą. Powietrze było ciężkie, a mimo tak wczesnej pory w lesie panował półmrok. Nie słyszała niczego poza własnymi krokami i przyspieszonym oddechem.
Musiała się otrząsnąć. Przecież to niedorzeczne, z pewnością sama sobie to wszystko wmawia albo daje się zwodzić tanimi, magicznymi sztuczkami. Pokręciła głową, żeby odgonić nieproszone myśli i przyspieszyła kroku. Przecież to zwykły las, nie mógł jej w żaden sposób zagrozić. A nawet jeśli, to przecież doskonale znała się na magii, nie powinna oddawać się pesymistycznym wizjom. Chociaż przez to, czego zdążyła się dowiedzieć, powinna zachować najwyższą ostrożność.
Po kilkunastu minutach podróży dotarła na szczyt niewielkiego wzniesienia. Mogła stamtąd zobaczyć otaczające ją drzewa, krzewy pełne owoców, kilka możliwych ścieżek i mnóstwo uschniętych liści, zalegających na ziemi. Renfriee z niedowierzaniem rozglądała się dokoła. Leżały dosłownie wszędzie, zdobiąc krajobraz odcieniami czerwieni i żółci. Dziwne, jesień się jeszcze nie zaczęła, a drzewa wciąż cieszyły oczy zielenią. Skąd więc wzięło się tutaj tyle uschniętych liści? Ren zmarszczyła brwi. To mało możliwe, żeby były to zeszłoroczne liście, wyglądają zbyt świeżo. Może wiatr je skądś przywiał? Albo faktycznie niektóre z rosnących tu drzew tracą liście wcześniej?
Renfriee postanowiła to sprawdzić. Ruszyła jedną ze ścieżek, wpatrując się w korony drzew. Nie mogła jednak dostrzec nawet jednego, które byłoby pozbawione liści. Jedna z możliwych teorii została więc dość szybko wyeliminowana. Korony drzew były rozległe i bujne, promienie słoneczne miały znaczny problem, żeby się przez nie przebić. To nie miało żadnego sensu. Nawet w starych borach ciężko było o takie drzewa. A tutaj wszystkie wyglądały niemal identycznie.
Kiedy dziewczyna w końcu spuściła wzrok ponownie na ścieżkę, ze zdziwieniem zauważyła, że ścieżka zniknęła. Zamiast tego jej stopy niemal całkowicie zniknęły w wysoko rosnącej trawie. Przecież to niemożliwe, żeby aż tak zboczyła z trasy. Szybko rozejrzała się wokół siebie, starając się znaleźć miejsce, z którego przyszła. Bezskutecznie. Zaklęła cicho pod nosem, dłuższą chwilę wpatrując się w miejsce za sobą. Trawa była nietknięta. Jak mogła tędy przejść? Po chwili ponownie spojrzała przed siebie, między źdźbłami udało jej się dopatrzyć ścieżkę, chociaż mogłaby przysiąc, że przed chwilą jej nie było.
- Co tu się wyprawia? - wyszeptała do siebie, niepewnie ruszając przed siebie. Dynamika odkrywanych przez nią zmian i nowych faktów była tak duża, że ledwie potrafiła za nimi nadążyć. Momentalnie poczuła się jak kilka lat temu, kiedy wspólnie ze znajomymi w Hogsmeade wypiła trzy kufle kremowego piwa na raz. Miała przynajmniej pewność, że las oddziałuje na nią magią. I to dosyć potężną, skoro ona sama nie była w stanie dokładnie zidentyfikować tego, co się działo. Pozostawało tylko znaleźć sposób na to, żeby tę magię powstrzymać. Jakby to było takie proste i oczywiste.
To nie był jedyny problem, z którym musiała się mierzyć. Miała mnóstwo pytań, które zaprzątały jej głowę i nie pozwalały się skupić. Dlaczego to miejsce do tego stopnia emanowało magią, że zaczęło wpływać na jej postrzeganie rzeczywistości? Czy w jakiś sposób może jej to zagrozić? Gdzie są ci wszyscy ludzie, którzy tu wchodzili?
Ren skrzywiła się delikatnie. Taka ilość pytań bez odpowiedzi z pewnością nie nastrajała jej optymistycznie. Poza tym coś cały czas nie dawało jej spokoju. Te oczy, które na sobie czuła, które uważnie śledziły każdy jej ruch. Nie była w stanie zlokalizować ich źródła, ale była przekonana, że jest obserwowana.
- Jest tu kto? - zapytała w najgłupszy możliwy sposób, na jaki tylko wpadła.

Doskonale, Ren, spisałaś się wyśmienicie. Teraz z pewnością wszyscy wyjdą z ukrycia z przygotowaną imprezą-niespodzianką.

Przygryzła delikatnie wargę, starając się wyrównać płytki, urywany oddech. Panika powoli zaczęła przejmować kontrolę nad jej ciałem. Mrowiła w palcach, pełzła wzdłuż kręgosłupa. Zatapiała w karku ostre, lodowate zęby. Zaciskała skostniałe palce na ustach, odbierała krzyk i kradła oddech, niemal pozbawiając płuca powietrza.
Przed oczami stanęła tak dobrze znana jej scena.
Ludzie, mnóstwo ludzi, biegają gdzieś, coś krzyczą, wpadają na siebie, depczą resztki opanowania. Co to był za wypadek, co za wybuch, ile płaczu i krzyków. Wszyscy starali się znaleźć wyjście, wylewali się z budynku, tratując się nawzajem. Pośrodku tego zamieszania stała dziewczynka. Jeszcze mała, jeszcze nieświadoma, odłączona od rodziców. Płakała, ale przecież nikt nie słyszał. Nikt nie zwracał na nią uwagi. A ona tam czekała, czekała na rodziców. Mama mówiła, że wróci.
Nie wróciła.
Ren ukryła twarz w dłoniach, chcąc pozbyć się tragicznych obrazów z głowy. Dawno już nie musiała się z nimi mierzyć, myślała, ze koszmary jej minęły. Pogodziła się z tym, że Śmierciożercy w służbie Czarnemu Panu zamordowali jej rodziców i osierocili sześcioletnią dziewczynkę, która wyrosła w nienawiści, samotności i bólu. I pewnie gdyby nie Taegen całkowicie dałaby się pochłonąć ciemności.
Skupiła się na oddechu. Odcięła się na chwilę od otaczającej ją rzeczywistości, żeby znów się uspokoić. Wdech i wydech. Krzyki, płacz, widok krwi. Wdech i wydech. Tłumy ludzi, błysk zaklęć i świst powietrza. Wdech i wydech. Mnóstwo obrazów, wszystkie zlane w kalejdoskop barw. Wdech i wydech. Nie ma ich, nie ma, nie ma, nie ma! Wdech i wydech. Nagle cisza, ciepłe ramiona wokół jej drobnego ciała, delikatny szept, zapach dymu.
Wdech i wydech.
Spokojnie, księżniczko, już nic Ci nie grozi.
Dziewczyna powoli uniosła powieki, kiedy udało jej się zapanować nad drżeniem ciała. To miejsce na pewno nie pomagało jej w utrzymaniu bolesnych wspomnień z daleka. Odetchnęła głęboko i ponownie spojrzała przed siebie. Obok niej leniwie płynął strumyk z idealnie błękitną wodą, ledwie dało się słyszeć wydawany przez wodę szum. Była przekonana, że wcześniej go tu nie było, jednak nie przejęła się tym zbytnio. Ruszyła wzdłuż strumienia, uśmiechając się pod nosem.
Kiedy wszystko się wyjaśni, z satysfakcją zrówna to miejsce z ziemią. Co do jednego drzewa.
Do końca dnia nie wydarzyło się już nic niezwykłego. Dalej podróżowała po lesie, starając się znaleźć jakiekolwiek wskazówki, niestety bezskutecznie. Uczucie bycia obserwowaną również nie zniknęło, towarzyszyło jej przez całą drogę, ale po kilku godzinach zdążyła się przyzwyczaić. Pod koniec dnia, kiedy słońce już zupełnie przestało przedzierać się przez liście, postanowiła rozbić niewielkie obozowisko. Z pomocą zaklęć rozłożyła niewielki namiot, przygotowała szybki posiłek z tego, co zapakowała i ułożyła znalezione gałęzie w niewielki stosik.
- Lacarnum inflamare - wymruczała, celując różdżką w uschnięte drewno. Z jej końca wystrzelił płomień, ciesząc blaskiem i ciepłem. Już po chwili Ren mogła się w końcu odprężyć przy ognisku i odpocząć od chłodu drzew. Wyciągnęła z plecaka niewielki notatnik, pióro i kałamarz. Ostatecznie była tu z misją zwiadowczą, musiała sporządzić raport. Tylko jak miałaby go komukolwiek przekazać?
Zmarszczyła delikatnie brwi i zaczęła schludnym pismem zapisywać wszystkie spostrzeżenia.

…emanujące chłodem drzewa…

…uczucie niepokoju, strachu paniki (?)…

…zmiana obrazu rzeczywistości, wpływ na umysł i wspomnienia…


Na chwilę uniosła spojrzenie, uważnie rozglądając się dookoła. Jak dotąd nikogo nie spotkała. Ani niczego. Zacisnęła wargi, starając się przeanalizować sytuację, w jakiej się znalazła. Według raportu wycia wilków nie było słychać od dwóch lat. Ale czy to znaczy, że zupełnie wymarły?
Ren podniosła się z miejsca i odeszła kilka kroków od ogniska. Uniosła różdżkę i przez chwilę starała się zapanować nad myślami i oddechem.
- Cave Inimicum - wypowiedziała nazwę zaklęcia, jednak nie przyniosło to żadnego rezultatu. Dziewczyna zmarszczyła brwi, mocniej zaciskając dłoń na różdżce. Powtórzyła zaklęcie jeszcze dwukrotnie, niestety bez żadnego efektu.
- Fianto Duri… Salvio hexia… Protego Totalum…
Wymieniała kolejne znane jej zaklęcia ochronne, jednak żadne z nich nie przyniosło efektu. Dlaczego? Dlaczego zaklęcia nie działały? Przecież przed chwilą rozpaliła ogień.
- Lumos! - rzuciła zdenerwowana pierwszym zaklęciem, jakie przyszło jej do głowy. Koniec różdżki zajaśniał białym światłem, oświetlając wszystko dookoła. To nie miało sensu… Część zaklęć nie działa? Może to wina tych drzew?
- Nox - powiedziała cicho i usiadła na swoim miejscu, szybko dopisując zdanie w notatniku.

…brak skuteczności zaklęć wpływających na przestrzeń…

Jeśli zaklęcia ochronne nie działały, to problem z możliwymi wilkami stawał się znacznie poważniejszy. Pozostało mieć nadzieję, że przynajmniej niektóre z zaklęć obronnych okażą się skuteczne. Nie chciała ich teraz wypróbowywać, żeby nie przyciągnąć niechcianej uwagi. Otuliła się kocem i wbiła wzrok w płomień. Będzie musiała pozostać przytomna przez całą noc, żeby zminimalizować niebezpieczeństwo.
Niestety w planach nie uwzględniła zmęczenia, spowodowanego całym dniem drogi. Po dwóch godzinach czuwania i zmagania się z sennością opadła na mech, całkowicie odpływając. Po kilku chwilach na dobre straciła kontakt z rzeczywistością.

A noc była jeszcze młoda.
Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaSharllottka  dnia 03.07.2021 05:34
O Merlinie! Wkręciłam się na dobre! Każde słowo aż hipnotyzuje tajemnicą i chętnie będę czekać na każdy nowy rozdział, aby odkryć jej skrawki. Sama postać Renfriee jest bardzo ciekawa, muszę przyznać że ciekawie się zapowiada i już się nie mogę doczekać następnej cześć :)
avatar
Prefix użytkownikalouise60  dnia 03.07.2021 20:16
Trzyma w napięciu (jak na kryminał przystało), wciągnęłam niemalże na raz, aż wzrok zaczął mi szwankować od kontrastu czcionki względem tła, z niecierpliwością czekam na następny rozdział! Masz super styl pisania, momentami miałam wrażenie, jakbym chłonęła książkę, a te wstawki z gazet to świetny pomysł Tak
avatar
Nieoryginalna  dnia 31.07.2021 18:12
O, miałam wrażenie, że komentowałam już ten rozdział, na szczęście urodziny wybrańca dały mi kolejną okazję xD Podobnie jak poprzedniczki bardzo szybko wkręciłam się w tego wspaniałego jak rurka z kremem fanficka, szczególnie opisy trzymały mnie w napięciu niczym wyniki loterii. Ciekawi mnie postać Renfriee, też bardzo wciągnęły mnie te przeplatane raporty.

Pamiętam, że miałam jedną uwagę odnośnie niepotrzebnie używanych wielkich liter przy okazji zaimków. Wielkie litery potrzebne są w prywatnej korespondencji czy bezpośrednich komentarzach w przypadku grzecznościowych zwrotów do adresata, ale nie w dialogach - w końcu wielką literą też nie mówimy :D No ale to błąd mały jak samolocik na ogromnym lotnisku.

Czekam na kontynuację!
[dziwne słowa przez butelkę]
avatar
Prefix użytkownikaKlaudia Lind  dnia 07.08.2021 22:01
Po pierwsze nawet nie wiesz jak się cieszę, że pisząc ff sięgnęłaś do tematu mrocznego, tejnemniczego lasu, w którym na dodatek czycha jakaś bestia lub coś podobnie strasznego. Nie jest tajemnicą, że kocham takie wątki, sama piszę o strasznym lesie, jest to dla mnie wyjątkowy temat i już dla niego samego będę czytać twoją serię:) Oczywiście nie tylko tematyka mi się spodobała. Piszesz pięknie, opisy są tak plastyczne, że bez problemu mogę sobie wyobrazić to, co się dzieje. Trochę się zdziwiłam, że główna bohaterka tak po prostu poszła sama do tego strasznego lasu, zastanawiam się czy to odwaga, czy głupota, może jedno i drugie, mimo to jestem ciekawa co się dalej wydarzy oj tak:D Na koniec dodam, że piękne imiona wymyśliłaś:)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Instagram
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Najlepszy wśród szkolonych
28.09.2021 19:26
*kilku rzeczy i jeszcze strąciła pieniądze z dłoni i trzeba było wysiąść i zbierać
Nie polecam

Najlepszy wśród szkolonych
28.09.2021 19:25
Krnabrny, znaczy się to była część zbiorowego zamówienia, tylko każdy się ograniczył do czegoś małego
I pojechalam na drive'a bo w środku nie chcieli przyjąć xD
I tak zapomniala dać*

Pracownik departamentu
28.09.2021 19:20
Aneta02, w KFC da się zamówić same fryty?

Pracownik departamentu
28.09.2021 19:19
no bo knajpy wg mnie powinno udostępniać info do której można składać zamówienia

Najlepszy wśród szkolonych
28.09.2021 19:16
Ja ostatnio zamówiłam w kfc aż frytki, bo za piętnaście dwunasta patrzyli na mnie jakbym im krzywdę robiła, bo zamykali już xD

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59632 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 56651 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 46483 punktów.

4) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 43981 punktów.

5) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 43948 punktów.

6) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 38369 punktów.

7) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36635 punktów.

8) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 34114 punktów.

9) Prefix użytkownikaWioletta

Avatar

Posiada 32797 punktów.

10) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 1.13