Śmiem poprosić o odrobinę tolerancji, bo jak na pierwszą serię, wiem, że rzucam się na głęboką wodę. Proszę też o ostrą krytykę, abym trzymał siebie samego w ryzach. Między fantazją a wykonaniem granica zbyt cienka.
Pozdro, KHZP
***
Elvis siedział na jednym z drewnianych krzeseł obijanych czerwonym materiałem obok
TA-BP Ministra Magii. Czekał od około godziny na przyjęcie do zastępczego gabinetu, do którego został wezwany. Przez ten czas zmuszony był jednak wysłuchiwać jedynie konfrontacji dwóch głosów zza ściany pokoju.
Powtarzające się równomiernie ciężkie oddechy służyły mu do odliczania czasu, do momentu, gdy straci cierpliwość. Jego opanowanie dodatkowo poddawał próbie ziąb przenikający wszystko na korytarzu, ściśle związany z zimą panującą w jednym z pobliskich sektorów
MM.
Ubrany w skórzany płaszcz do łydek, grube, czarne bojówki i trepy, lecz okalany gęsią skórką auror, nie mogąc już usiedzieć dłużej w jednym miejscu, wstał i podjął próbę chwycenia za klamkę, gdy w tej samej chwili ta uciekła mu spod ręki. Drzwi otworzył niski, łysiejący mężczyzna z charakterystycznym piwnym brzuchem, ubrany w granatowy garnitur, białą koszulę wybieloną złudzeniem wywołanym przez krwisto czerwony krawat i zbyt mały melonik, który nie był w stanie zakryć golizny okrągłej głowy. Wyganiał właśnie jednego z bezpośrednio podlegających mu ludzi z pokoju, lecz spostrzegłszy Elvisa zaprosił go energicznym machnięciem ręki, a delikwenta, z którym rozmawiał, pożegnał w stanowczy sposób.
- Proszę nie wracać, dopóki tego nie naprawicie! Do widzenia. I oby szybko.
Mężczyzna w staroświeckim brązowym garniaku i kontrastującej mu, pistacjowej koszuli wyszedł z grymasem zmieszania z
TA-BP, dodając w momencie przekraczania progu:
- Tak jest! Wszystko będzie, jak być powinno! - Odwracając się zatrzasnął za sobą drzwi.
Minister opuścił głowę, położył się na jasnobrązowym biurku tak, że nogi zwisały mu od kolan w dół i zaczął ogrzewać je od grzejnika w przylegającej do mebla ścianie.
- Nie wiem czy wytrzymam dłużej niż moi poprzednicy... Ta banda niekompetentnych i niewiernych dzieciaków mnie wykończy - powiedział zgrzytając zębami. Zamknął oczy.
- Rozumiem więc, że ja jestem niekompetentny? - dociął mu zmarznięty Elvis.
- Hufflehow, nie! - Minister podniósł się momentalnie, a jego zgryz natychmiastowo się rozluźnił. - Przepraszam. Chodziło mi o tę bandę, co nie potrafi utrzymać porządku w głównej siedzibie.
Ministerstwo Centralne jest jedyną placówką, która pozwala sobie - powiedział z poirytowaniem - na klęski budyniowe... Jednak! Ciebie nie będę obarczał takimi bzdurami. Przejdźmy do rzeczy.
- Po co więc zostałem wezwany? - zaczął Elvis, ukrywając zaciekawienie.
- Od dawna nie potrzebowaliśmy aurorów do "ratowania świata", jednak teraz ani mugolska policja, ani nasi specjaliści, nikt nie wie co robić... - zaczął niepewnie Minister. - Liczę na ciebie w tej sprawie, ponieważ problemem są dwa morderstwa.
- Pozwoli Pan, Ministrze, że będę się wtrącał?
- Oczywiście. Kontynuując. Nieznane nam osoby zamordowały aurorkę i byłego pracownika zamkniętego już
Departamentu Tajemnic. Morderstwa te zostały dokonane w, jak dla mnie, niewyobrażalnie brutalny sposób.
- Będę prosił o wysłanie mi danych związanych z tymi osobami, a także adresy i zdjęcia miejsc zbrodni, wykonane przed i po znalezieniu ofiar.
Minister kiwnął przytakująco głową.
- Uważam, że najlepiej jak sam się tam udasz. Od znalezienia ciał minęło kolejno trzydzieści sześć i dwanaście godzin.
- Osiemnasta... - pomyślał Elvis, zerkając na wysoki zegar wahadłowy stojący w narożniku.
- W kwestii danych. Wyślemy ci najważniejsze elementy z ich kartotek oraz informacje o ich obowiązkach i planach, które ostatnio realizowali. Myślę, że to wszystko, czego potrzebujesz jak na ten moment.
- Też tak uważam - powiedział Elvis, próbując zapamiętać istotne rzeczy, które przewijają się przez tę rozmowę.
Podali sobie ręce na pożegnanie, jednak Minister zatrzymał go w uścisku jeszcze na chwilę.
- Posłuchaj. Ostatnio dzieją się wokół same idiotyzmy, jednak musimy być czujni i nie dać sobie zamydlić oczu. Jeśli będziesz czegoś szukał lub coś odkryjesz, niezwłocznie udaj się do mnie.
- Oczywiście. Zaraz po sprawdzeniu miejsc zbrodni przybędę do
Tymczasowego Anty-Budyniowego Pokoju Ministra, by zdać raport.
Minister przetarł wolną ręką czoło, drugą rozluźniając uścisk.
- Aaaahh... - jęknął. - Nawet mi o tej nazwie nie przypominaj... Toć to kpina!
Elvis uśmiechnął się lekko drwiąco i wyszedł, ignorując wyszeptywane "przeciw wszego świata niekompetencjom" bluźnierstwa, które niosły się długo za jego plecami cichnącym echem.
***
Hufflehow w drodze do kominków mijał zdziwionych na jego widok znajomych pracowników Ministerstwa, którzy witali go zmieszani. Byli nieprzyzwyczajeni do jego obecności, ponieważ pracował zawsze poza
Departamentem Przestrzegania Prawa Czarodziejów i nie wiedzieli nigdy, jak się wobec niego zachowywać.
Elvisa to jednak nie obchodziło i akceptował każde niezręczne zachowanie współpracowników. Wolał sam zajmować się swoimi zadaniami, a papierkową robotę wypełniał, za zgodą nowego Ministra, we własnym domu.
Gdy dotarł do atrium i zdecydował się podejść do jednego z płonących szmaragdowym ogniem kominków w ścianach, dostrzegł grupkę czarodziejów skandujących przy stanowisku ochrony. Kręciło się tam też kilku gapiów oraz pracowników
MM, którzy nieskutecznie próbowali uciszyć wrzawę.
- Ciekawe, co tym ludziom znów się nie podoba? - zaciekawił się Elvis.
Rzadko wtrącał się w takie sprawy, ale stwierdził, że tym razem popatrzy sobie na to, co się dzieje w jego, formalnie, miejscu pracy.
Przymierzał się już do wykonania pierwszego kroku w stronę zbiegowiska, ale poczuł jak grawitacja zaczyna go mocniej przyciągać do błyszczącej posadzki. Stanął pewniej i szybko podciągnął rękawy, by zweryfikować, która godzina. W tym celu wybrał jeden, dość specyficzny, w kształcie trzynastokątu. Wskazówki wyginały się lekko do góry i wszystkie siedem zaczęły, wbrew naturalnym ruchom zegara, podążać najkrótszą drogą w stronę godziny trzeciej. Otworzył lekko usta, jakby miał coś powiedzieć, ale zreflektował się, że nie ma do kogo i zacisnął zęby.
Elvis z niezadowoleniem zawrócił w stronę kominków. Wszedł w ogień i momentalnie wystrzelił w powietrze wymawiając donośnie słowo "
dom".
Toż to skandal, że brak tu jeszcze komentarza! Nie czuję się zobowiązana, piszę teraz z czystej chęci wyrażenia własnej opinii.
Jak na początek jest naprawdę bardzo dobrze. Podoba mi się sposób, w jaki formułujesz zdania. Są długie, ale nie wymuszenie, a to bardzo rzadka sztuka. Zgrzytów w czytaniu nie miałam, wszystko płynnie grało ze sobą. Język też ciekawy, nie strikte oficjalny, bywają też słowa potoczne, co zdecydowanie działa na plus.
Teraz co do fabuły. Muszę przyznać, że czuję się zaintrygowana i to nawet bardzo. Temat morderstwa ma szerokie pole do popisu, a jako że osobiście uwielbiam kryminały, to liczę, że dobrze ten wątek rozwiniesz
Na ten moment ode mnie to tyle. Czekam niecierpliwie na kolejną część i życzę powodzenia w pisaniu.