Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1227
Było: 17.02.2026 21:30:57
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Brudne ulice miasta były skażone spalinami, mimo że ostatnie samochody poznikały już w ciemnościach garaży i mrocznych zakątkach parkingów. Żadna bowiem latarnia nie chciała zakłócić ciszy otaczającej to miejsce swym trzaskającym miganiem, które z daleka przyciągnęłoby czyjąś uwagę. Światło było tutaj nieproszonym gościem, a promienie słońca nie były w stanie przedrzeć się przez ciasne uliczki i znaleźć drogi do zabudowy mieszkalnej w labiryncie pełnym ślepych zaułków. Wzdłuż i wszerz nie dało się dostrzec żywej duszy.
Wtem rozległ się stłumiony ścianami jednego z większych budynków huk. Ze zniszczonego kominka, od którego próbowały uwolnić się płaty tynku, wydobył się obłok świeżego kurzu, który kotłował się w całej tej ruderze. Ze środka wyszedł Elvis, który, machnąwszy płaszczem, natychmiastowo otrzepał się z pyłu, jaki go oblepił w przeciągu tych kilku sekund. Udał się prosto w przejście po swojej prawej, by okrążyć północną, obarczoną ciężarem wylotu jedynej drogi sieci Fiuu prowadzącej w to miejsce, murowaną czerwoną cegłą, kruszącą się od starości ścianę.
Zachowując od niej milimetrową odległość, szedł wzdłuż uliczki, by szybko odbić w przejście w budynku po lewej. Jednym susem pokonywał drewniane schody, które uginały się delikatnie pod ciężarem, jaki niósł każdy jego krok, przeskakując w ten sposób kolejne piętra, aby w końcu dotrzeć na stęsknione za nim czwarte.
- Co tak wcześnie? - zapytał prześmiewczo przygarbiony, oparty o framugę przy drzwiach jedynego na tym poziomie mieszkania, starszy mężczyzna.
Ubrany był w ciemną, zielono-niebieską swetropodobną kamizelkę i ukrytą pod nią koszulę. Z kieszeni bocznej brązowych spodni, które od lat proszą się o złożenie ich na wieczny spoczynek w jakiś ciemny kącik, wystawał granatowy, nieco rozciągnięty wzdłuż beret z charakterystyczną, usytuowaną na środku równie wysłużonego jak reszta tego odzienia nakrycia głowy, zardzewiałą blaszką, która nie była już w stanie odbić resztek światła dostających się przez szpary w spękanych, matowych szybach i ubytki w parapetach. Uzupełnieniem tego, jakby to nazwać, starczego gustu były nieco za duże, odkrywające pasiaste i nadprute skarpetki, połamane na czubkach czarne jak smoła mokasyny, zapinane na wielką, zajmującą trzecią część powierzchni obuwia, rzepę.
Smukła twarz ozdobiona była złamanym, prawdopodobnie w bójce, wąskim, średniej długości nosem. Mimo zgredowatego wyglądu mężczyzna miał czarne włosy, które w półmroku były niewykrywalne, jednak w świetle dnia dumnie się mieniły. Pomimo to łysienie zabierało powoli siwiejące włosy ukrywające się pod szerokimi, przylegającymi uszami.
Ręce trzymał za plecami i w dziwacznym półkroku, przypominającym próbę kucnięcia, wyszczerzył swoje zęby, których komplet był uzupełniony parą srebrnych i kilkoma schowanymi głębiej złotymi.
Elvis postanowił nie zaprzątać sobie nim głowy. Szybkim ruchem wyjął z kieszeni samotny galeon i wystrzelił go kciukiem w stronę zaczepnisia, który złapał monetę rutynowym machnięciem.
- Na bogato - zaśmiał się chrapliwie. Jego oczy przeszyły Elvisa na wylot po czym dodał. - Ciekawe, czy wygodniej byłoby jednak używać własnego kominka?...
Elivis uderzył go gniewnym spojrzeniem.
- Hufflehow, spokojnie. Pamiętaj. Ja nie gryzę. Tylko, w przeciwieństwie do innych, siedzę...
- Prawie - wszedł mu w słowo rozdrażniony auror.
- ...cicho. Hmy... Jestem w stanie nad sobą popracować, ale nauka kosztuje i takie tam. Sam wiesz, jak jest. - Złośliwy uśmiech zdominował udawany spokój i zapanował na twarzy natręta.
Elvis wsadził gruby klucz w drzwi, przekręcił go dwa razy i trzymając za klamkę, stał w bezruchu. Zgredowaty człowiek odwrócił się, unosząc ramiona w sztucznym zdziwieniu "o co to temu człowiekowi może chodzić" i powoli oddalił się w cień panujący na niższych kondygnacjach budynku.
Drzwi otworzyły się, Elvis wpadł do środka mieszkania, a zamykając je za sobą, odwiesił lewą ręką na jednym z trzech haczyków przy wiszącej na ścianie ramie lustra zdjęty w progu płaszcz. Rzucił w kącik po drugiej stronie przedsionka trepy i kierując już myśli ku jedynemu obecnie celowi zanurzył się w głąb swego domostwa, które było oświetlone jedynie lampą biurową. Światło rozprzestrzeniało się po pokoju, ironicznie zwanym "dziennym", znad kominka, z którego wylatywały trociny i kulki styropianu.
Pomarańczowa poświata okrywała fioletową kanapę na środku pokoju, stojącą dwoma drewnianymi kołkami na owalnym dywanie w czerwono-zielone elipsy. Elvis rzucił się na nią, a pod jego ciężarem ugięła się elastyczna pianka materaca. Coś strzeliło mu głośno w plecach. Przeciągnął się po czym sięgnął po wysoką tubę stojącą na szklanym blacie owalnego, dwupiętrowego stolika, który, nierówno ustawiony, podwijał dywan.
W narożniku, który dopiero z tego położenia właściciel mógł dostrzec, leżało styropianowe osłony i pudło po oknach. To z nich wylatywały kulki, które dotarły już do kominka.
Granatowa, wykonana z półprzeźroczystego, dymionego szkła tuba wydała dźwięk chlupnięcia. Pstryknięcie zapalniczki w rękach Elvisa i burza iskier, jakie się z niej wydobyły, ostatni raz rozdrażniły jego zmysły. Kontem oka zerknął na zegarek z siedmioma wskazówkami, z których już tylko jedna trzymała się na odległość pięciu minut od godziny trzeciej. Leżał na boku unosząc z trudem głowę. Lewą ręką próbował zapalić w przyrządzie, który po chwili zabulgotał. W stronę jego twarzy buchnęła gęsta para. Przyłożył wylot bliżej i zamknął oczy. Po raz kolejny zbliżył się do snów.
Klaudia Lind dnia 23.02.2018 11:18
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
Strasznie mnie męczyły miejscami opisy i kilka razy czytając niektóre z nich gubiłam sens, na przykład w końcówce drugiego akapitu. Niesamowicie barwnie i dokładnie wszystko opisujesz, czasem mam wrażenie aż do przesady, bo gubi się w tym wszystkim sama akcja, jak na taki kawałek tekstu nie działo się dużo ;> Choć przyznaję, że ogólnie dobrze się czytało i jestem ciekawa, jak pociągniesz tę historię dalej. Mam tylko nadzieję, że oprócz na wyszukanych opisach rozwiniesz też bardziej akcje i nadasz jej trochę dynamizmu ;D