Świstoklik (ang. portkey - pochodzi z połączenia angielskich słów "port", które oznacza "nieść" lub "przenosić" oraz słowa "key" oznaczającego "klucz" - co daje "klucz do przeniesienia się") jest to przedmiot umożliwiający teleportację. Polska nazwa została wybrana w konkursie ogłoszonym na Czarostronie Tytusa Hołdysa przez Radę Translatorską. Termin ten idealnie odpowiadał szybkiemu przenoszeniu się z miejsca na miejsce w określonym czasie.
"- Jak wyglądają takie świstokliki? - zapytał zaciekawiony Harry.
- Przede wszystkim nie mogą rzucać się w oczy - odrzekł pan Weasley. - Wybieramy takie przedmioty, na które mugole nie zwrócą uwagi, a więc nie podniosą z ziemi i nie zaczną się nimi bawić. No wiesz, coś takiego, co uznają po prostu za śmieci."
![]()
Aby dostrzec różnicę pomiędzy teleportowaniem się i korzystaniem ze świstoklika należy wiedzieć czym jest teleportacja. Jest to proces znikania w jednym miejscu (deportacji) i prawie natychmiastowego pojawiania się w innym (aportacji). Można się jej nauczyć w szkole na szóstym roku. Wymaga skupienia i jest niebezpieczna.
"- To trzeba zdać egzamin, żeby się teleportować? - zapytał Harry.
- O, tak - odrzekł pan Weasley, wsuwając bilety do tylnej kieszeni dżinsów.- Departament Transportu Magicznego musiał właśnie ukarać parę osób za teleportowanie się bez licencji. Teleportacja wcale nie jest łatwa, a jak nie zrobi się tego we właściwy sposób, może dojść do przykrych komplikacji. Ci, o których mówię, rozszczepili się. Wszyscy, prócz Harry'ego, skrzywili się z niesmakiem.
- Rozszczepili się?- powtórzył Harry.
- Tak, zdeportowali się tylko w połowie - powiedział pan Weasley, wlewając sobie do owsianki sporą porcję syropu. - No i oczywiście ugrzęźli. Nie
mogli się ruszyć ani wte, ani wewte. Musieli czekać na Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe, żeby ich z powrotem poskładało do kupy. Było mnóstwo papierkowej roboty, nie mówiąc już o mugolach, którzy natknęli się na części ich ciał...
Harry wyobraził sobie nagle parę nóg i jedną gałkę oczną porzucone na chodniku Privet Drive.
- I co, nic im się nie stało? - zapytał wstrząśnięty tą wizją.
- Och nie - stwierdził rzeczowo pan Weasley. - Ale musieli zapłacić wysoką grzywnę i nie sądzę, by znowu próbowali się teleportować w takim pośpiechu.
Z teleportacją nie ma żartów. Wielu dorosłych czarodziejów w ogóle jej nie stosuje. Wolą miotły... Są wolniejsze, ale bezpieczniejsze."
I tutaj ciekawostka. Opis rozszczepienia opisany przez pana Weasleya jest bardzo dokładny, jednak pojawiają się pewne nieścisłości. Ojciec Rona dał do zrozumienia, że deportująca się częściowo osoba wpada w pułapkę nie mogąc się ruszyć, ponieważ część jej ciała znajduje się w jednym miejscu, a druga część w drugim. Ale gdy w tomie siódmym "Harry Potter i Insygnia Śmierci" Ron uległ rozszczepieniu podczas teleportacji i stracił spory kawałek ramienia, a mimo to nie utknął, zawieszony w dwóch lokalizacjach. Kolejną ciekawą rzeczą jest odpowiedź pana Weasleya na pytanie Harry'ego o to, czy rozczepionym coś się stało. Tata Rona odpowiedział "Och nie" co można odczytać jako uspokojenie i zapewnienie, że rozszczepiona osoba nie czuje ani bólu związanego z brakiem fragmentów ciała, ani grozi mu nic poza czekaniem na Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe. Jednak Ron wyraźnie tracił krew i gdyby Hermiona nie użyła esencji dyptamu, Ron wykrwawiłby się na śmierć. Z racji, że przy naszym rudym bohaterze nie pojawił się nikt z Czarodziejskiego Pogotowia można wywnioskować, że jeżeli się nikogo nie wezwie, to nikt się nie pojawi. Mogę przez to stwierdzić, że pan Weasley nie był jednak tak dobrze poinformowany w sprawie skutków rozszczepienia jak mu się wydawało.
Świstokliki swoim działaniem przypominają teleportację łączną, w której teleportować się musi umieć zaledwie jedna osoba, a pozostałe muszą się jej tylko trzymać. W pierwszym przypadku tą "osobą", potrafiącą się aportować i deportować, jest właśnie świstoklik. Również i tym razem każdy, kto chce się przenieść, musi się go trzymać. Może pojawić się pytanie. Oba środki transportu są całkowicie bezpieczne, rozszczepić się może tylko główna osoba, czyli ta która teleportuje pozostałe. Pojawia się zatem pytanie - dlaczego rozszczepił się Ron, gdy Hermiona teleportowała ich z Grimmual Place 12 do lasku, w pobliżu którego odbywały się Mistrzostwa Świata w Quidditchu? Odpowiedź jest prosta. Najpierw, po wydostaniu się z Ministerstwa Magii, to Harry użył teleportacji łącznej chwytając Rona i Hermionę za ramię, a że każdy go dotykał, więc wszystko się udało. Lecz potem teleportacji łącznej użyła Hermiona, która bezpośrednio kontakt miała tylko z Harrym, a z Ronem pośrednio poprzez naszego głównego bohatera. Dlatego teleportacja łączna została osłabiona i Ron się rozszczepił. Podobieństwem jest również fakt, że z obu sposobów transportu mogą korzystać również nieletni.
Gdy już dobrze znane jest pojęcie teleportacji powróćmy do tematu świstoklików. Jeżeli każda osoba w momencie przenoszenia dotyka świstoklika, a nie tylko kogoś, kto go dotyka, to nie ma niebezpieczeństwa rozszczepienia się. Świstoklik tworzy się "Zaklęciem Portus", a utworzyć może go każdy, jednakże jeżeli nie uzyska się licencji na jego utworzenie od Ministerstwa Magii, to taki świstoklik jest nielegalny. Z trzema takimi nielegalnymi świstoklikami mamy do czynienia w książkach o przygodach Harry'ego Pottera. Dwa razy utworzył je Albus Dumbledore - raz, żeby przenieść Harry'ego i Weasleyów ze swojego gabinetu na Grimmauld Place 12, wkrótce po napaści na pana Weasleya, a raz, żeby przenieść Harry'ego do swojego gabinetu w Hogwarcie, wkrótce po walce w Departamencie Tajemnic. Trzeci z utworzonych nielegalnie świstoklików powstał przy udziale Barty'ego Croucha Juniora w czwartym tomie, aby przenieść Harry'ego na cmentarz w pobliżu Little Hangleton (wioski, w której mieszkał ojciec Voldemorta - Tom Riddle senior). I tutaj pojawia się kolejna ciekawostka.

"- Dzień dobry, Bazylu - rzekł pan Weasley, podnosząc gumiak i wręczając go czarodziejowi w szkockiej spódniczce. Ten wrzucił but do wielkiej skrzyni pełnej zużytych świstoklików..."
Fragment ten, pochodzący z tomu "Harry Potter i Czara Ognia", pokazuje, że świstokliki były jednorazowe - miały za zadanie przenieść dotykające je osoby w konkretne miejsce, konkretnego dnia i o konkretnej godzinie. Gdyby jednak w momencie startu nikt ich nie dotykał, również wykonałyby swoje zadanie, nie przenosząc jednak nikogo i stając się na powrót zwykłym przedmiotem. Pojawia się zatem kilka pytań dotyczących nielegalnego świstoklika Croucha Juniora. Pytanie pierwsze - skoro świstoklik jest jednorazowy, to dlaczego Harry mógł nim wrócić do Hogwartu? Pytanie drugie - dlaczego w jednym kawałku wrócił Cedrik, skoro nie dotykał pucharu (dlaczego się nie rozszczepił)? I pytanie trzecie - skąd Crouch Junior wiedział, w której dokładnie sekundzie Harry dotknie pucharu?
Na pytanie pierwsze można by odpowiedzieć, że Crouch Junior tak go zaczarował, żeby można było nim wrócić. Ale to dostarcza dodatkowych pytań. Po co zmieniał "naturę" świstoklika, który zwykle jest jednorazowy. Przecież Harry miał zginąć, a co za tym idzie nie miał wracać. Świstoklik wręcz obowiązkowo powinienbył być stworzony jako jednorazowy. No i kolejne pytanie, które pokrywa się z pytaniem trzecim, czyli jak został ustalony czas teleportacji świstoklika? Na pytanie drugie nie odpowiem, ponieważ według mnie ciało Cedrika powinno się rozszczepić (prawdopodobnie błąd autorki). I pytanie trzecie, na które nie potrafię znaleźć innej odpowiedzi poza tą, że puchar był nietypowym świstoklikiem, który przenosił gdy się go dotknęło niezależnie od daty ani godziny. Podejrzewam, że skoro Crouch oszukał Czarę Ognia używając "zaklęcia Confundus", to mógł zrobić coś podobnego ze świstoklikiem. Tylko w jakim celu uczynił świstoklik dwukierunkowym? Nie mam pojęcia.

Ze świstoklika skorzystano także podczas przenoszenia Harry'ego i Hagrida z domu rodziców Tonks do Nory. Z racji, że Ministerstwo Magii było już wtedy inwigilowane przez śmierciożerców, podejrzewam, że ten świstoklik również mógł był nielegalny.
Posumowując mogę powiedzieć, że świstokliki są całkiem przydatnymi środkami transportu, o ile nie maczał palców w ich tworzeniu żaden śmierciożerca.


Nicram_93



[P]Louise Lainey
Merykin
Goszka
losiek13



A.
To zdanie jest trochę bez sensu. Wiem o co Ci chodziło, ale brzmi nie po polsku ;p.
Zjadłeś "sz".
Trochę to dziwnie brzmi - może pojawić się pytanie, pojawia się pytanie. Trzeba było od razu przy pierwszym stwierdzeniu powiedzieć, o co chodzi.
A tutaj brakuje "nie" przed "grozi".
Stylistycznie mi tu coś nie gra... Chyba to "więc".
Spacja.
Słowem? Masakra. Po pierwsze ten artykuł jest gorszy od poprzedniego. Jest cała masa błędów. Wydaje mi się, że nie wymieniłam wszystkich, ale nie mam na to siły, ani cierpliwości. Po drugie - ciężko się go czyta. Bardzo długie, skomplikowane zdania, które tym razem utrudniały odbiór tekstu. Dla mnie za bardzo chaotycznie. Po trzecie - nie ten dział. Za mało tutaj było o świstokliku, za dużo o Twoich własnych przemyśleniach. Reasumując - skupiłeś się bardziej na niedociągnięciach w książce i filmie, niż na opisywanym magicznym przedmiocie. Dowiedziałam się co myślisz (nie mówię, że to źle, to nawet bardzo dobrze, bo kiedy już przebiłam się przez ciężką otoczkę poznałam Twój punkt widzenia i zwróciłam uwagę na błędy autorki), ale nie dowiedziałam się podstawowych informacji o świstokliku i to mnie rozczarowało. Wizualnie ładnie, całość jednak - zadowalająca.
Wizualnie zostało poprawione. Czytać, czytałam, ale widocznie zmęczone oczy już nie zauważyły takich błędów. Sann