Aktor wcielający się w postać Draco Malfoy'a, Tom Felton, udzielił ostatnio wywiadu dla Adelaide Now. Całość w języku angielskim możecie przeczytać pod tym linkiem, natomiast niżej zamieszczam tłumaczenie.
Wybierasz się do Australii, by uczestniczyć w Supanova Pop Culture Expo. To twoja pierwsza wycieczka w te tereny?
Tom Felton: Tak, to moja pierwsza wizyta. Jestem trochę zdenerwowany. Przyczyną mojego zaniepokojenia jest mój brat, który cztery lata temu wyjechał na miesiąc i nigdy nie wrócił. Z pewnością podróżowanie kocha tak bardzo, że miejsca w których przebywa są jego nowym domem. Dlatego boję się, że sam nie wrócę, że stanę się stałym mieszkańcem Melbourne czy Brisbane.
Masz już spory kontakt z fanami na Twitterze.
Tom Felton: Publicyści powiedzieli mi lata temu - 'Powinieneś to zrobić'. Byłem niechętny, nie mam facebooka, nie udzielam się na portalach społecznościowych... więc ściągnąłem Twittera na mój iPhone, a reszta jest historią. Teraz mam chyba około 4000 tysięcy wpisów. To trochę smutne, nieprawdaż? (śmiech)
Ktoś powiedział, że ludzie poniżej trzydziestego roku życia muszą cię nienawidzić przez postać Draco Malfoy'a, w którą wcielałeś się przez ostatnią dekadę.
Tom Felton: Prawda! Zdecydowanie! Zawsze byłam dziwnie witany. Dwa lata temu podczas rozdania nagród Children's BAFTA każda pojedyncza osoba wygwizdywała mnie. Nigdy nie wiedziałem, kiedy zejść ze sceny. Potem zdałem sobie sprawę, że to w sumie komplement i muszę zrobić coś takiego, jak Draco, skoro ludzie tak mnie traktują. Kilkoro dzieci na ulicy było, powiedzmy, bardzo niechętne znajdowaniu się blisko mnie.
Jak długo czekałeś po finałowej scenie, zanim pozbyłeś się blond włosów?
Tom Felton: Dosyć byłoby rzec 'Zrób to kolego, pozbądź się tych włosów'. Tak naprawdę, próbowali mi powiedzieć: 'Powodzenia w próbowaniu pozbycia się tych włosów'. W sumie zajęło mi około sześciu miesięcy, by to zrobić, gdyż z farbowaniem jest tak, że jakikolwiek kolor wybierzesz, blond wydaje się powracać.
Jaka była twoja reakcja na ostatnie słowo 'cięcie' na planie Insygniów Śmierci?
Tom Felton: Właściwie przewidywałem, że będę się mazać. Jest coś takiego w ostatnim dniu, że jeśli cały dzień kręcisz się wokół ludzi, przytulasz ich, to stajesz się bardzo, bardzo przygnębiony. Moja teoria jest taka: powiedz do widzenia wszystkim wcześniej, więc gdy usłyszałem 'Już koniec, dzięki na współpracę', byłem z dala od tego wszystko, w drodze do domu... zanim zacząłem ryczeć.
Nie ma za wiele czasu, by opłakiwać zakończenie Pottera, prawda?
Tom Felton: Miałem szczęście. To była taka mieszanka emocji, gdy skończyliśmy, ponieważ pojawiła się też przerażająca strona tego wszystkiego: 'Dobra, co teraz będę robić? Powinienem oderwać się od tego wszystkiego czy trwać przy aktorstwie? Ja i moja dziewczyna zrobiliśmy sobie małą przerwę, wtedy dostałem telefon, by spróbować w Rise of the Alpes
Rise of the Alpes ma świetną obsadę: James Franco, Freida Pinto i Andy Serkis... Czy twoja rola w Potterze miała na tych aktorów jakiś wpływ?
Tom Felton: To było trochę kłopotliwe. Przy każdym pojawieniu się rzeczy podobnych różdżce czy miotle, ktoś zaraz sobie żartował. Były momenty rzeczywiście śmieszne, inne niekoniecznie. Nauczyłem się 'brać to na klatę'.
W wolne na planie Pottera, spędzałeś grając na gitarze - czy to oznacza, że zaczniesz nową, muzyczną karierę?
Tom Felton: To przeobraziło się w coś, czego nigdy nie przewidywałem. Zabierałem własną gitarę i długo ćwiczyłam, z resztą nie tylko ja. Matt Lewis, który gra Neville'a, jest utalentowanym gitarzystą. Mieliśmy kilka sesji Beatlesów.
A Daniel Radlifffe jest totalnym, muzycznym maniakiem.
Tom Felton: Mój Boże, to odpowiedni słowo dla niego - maniak. Możesz zgrać jakikolwiek utwór z lat 50-tych, a on 'O, tak, to było Nat King Cole'. Ma fenomenalny słuch pod tym względem. Dla mnie to było wspaniałe, gdyż każdego ranka, kiedy szedłem na makijaż, słyszałem tę dziwną muzykę, wydobywającą się z małego iPoda.
Co myślałeś, zanim zacząłeś pracować dla Six String Production?
Tom Felton: Dużo ludzi mówiło: 'Nie udało ci się w aktorstwie, to próbujesz sił w muzyce'. Nie takie są moje zamiary. Muzyka zawsze była moją pasją, nagrałem 10 utworów w swojej sypialni i umieściłem je w Internecie. Pojawiła się szansa by włożyć w to trochę pieniędzy, sprawdzić jakość piosenek. Wtedy wpadliśmy na pomysł stworzenia niezależnej wytwórni, która promowałaby młodych ludzi piszących i tworzących muzykę.
Premiera Insygniów Śmierci odbędzie się 14 lipca. Co się stanie z Draco?
Tom Felton: Będzie to swego rodzaju 'zbawienie'. Nie sądzę, żeby ludzie zaczęli mu kibicować, ale on i Harry pomogą sobie nawzajem więcej niż jeden raz.
Myślisz, iż w filmie było wystarczająco dużo Malfoya, byś był usatysfakcjonowany?
Tom Felton: Ciężko powiedzieć, bo było około 140 istotnych postaci w tym filmie, więc nawet jeśli zająłeś tylko pół strony w scenariuszu - ciesz się swoim szczęściem! Doprawdy było znacznie więcej okazji, by umieścić Draco w nadchodzącej, ostatecznej bitwie - grał tam dość istotną rolę.
Jaki był największy bonus grania w Harrym Potterze?
Tom Felton: To zabrzmi bardzo sentymentalnie, ale największą nagrodą była możliwość pójścia do szpitali dla dzieci czy miejsc tego typu, stworzenie im dnia bez obowiązku robienia czegokolwiek. Zwłaszcza Daniel - widziałem dzieci, które dosłownie moczyły sobie spodnie naprzeciw niego. Myślę, że to priorytet, wykorzystywać chwilę na takie coś, robiliśmy to bardzo często.
30.03.2011r.


Nicram_93



[P]Louise Lainey
Alette
Lapa98

fuerte
A.
"widziałem dzieci, które dosłownie moczyły sobie spodnie naprzeciw niego." ?! nie no zabił mnie tym x<
Ale bardzo przyjemny wywiad zresztą jak każdy w wykonaniu Toma, nie da się ukryć, że jest bardzo otwarty na fanów, zawsze odpisze (a pewnie czasochłonne to strasznie).
Bardzo bym chciała zobaczyć proces walki z farbowaniem włosów. ;D
/Czytałam ten wywiad po angielsku, żeby może coś wyłapać, ale też nie mam pomysłu jak można by to inaczej przetłumaczyć/