
... podczas konferencji prasowej związanej z wielkim otwarciem Studio Tour in London.
Jak sobie poradziliście z tym, że z czasem dzieciaki zaczęły dorastać i wyglądać naprawdę dobrze, w przeciwieństwie do postaci w książce, które nie należały do atrakcyjnych?
David Barron: Prawdę mówiąc, wcześniej o tym rozmawialiśmy. W szczególności o Emmie, gdyż nie miała - od drugiego filmu - potarganych włosów, wielkich zębów i tym podobne, ale tam mocno emanował od niej charakter Hermiony. Była bardzo piękną, młodą dziewczyną. Nie można było sprawić, by wyglądała brzydko, zwyczajnie, pospolicie. W dodatku była bardzo świadoma wszystkich zmian w modzie i świadoma tego, że inni są zainteresowani modą. Jednak nawet jeśli nie wyglądała dokładnie tak jak Hermiona opisana w książce, była Hermioną opisaną w książce.
David Heyman: Nie sądzę, żebyśmy zrobili cokolwiek pod względem oświetlenia czy kostiumów, by wyglądali inaczej niż wcześniej - z wyjątkiem oczywiście Ruperta, który wydawał się być kimś kompletnie innym w ósmym filmie.
JK, w pewnym sensie, musiała gdzieś w połowie drogi ulec wpływom tego, co zobaczyła na ekranie.
David Heyman: Na pewno nie. Wiele razy była o to pytana. To co się działo, raczej nie miało na nią wpływu. Doskonale wiedziała, co się wydarzy w jej książce...
David Barron: ... Zanim w ogóle poznała obsadę.
Nawet jakieś szczegóły w bohaterach?
David Heyman: Naturalnie był taki proces odkrywania postaci w każdej z książek, ale Dan, Rupert czy Emma, to co stworzyliśmy, nie miało na to wpływu. Pamiętam, jak podczas pisania siódmej części przyszła do nas na plan i zobaczyła Ministerstwo Magii. Powiedziała, że to było dla niej w pewnym sensie surrealistyczne doświadczenie, ponieważ ona o czymś pisała, a to pojawiło się jeszcze zanim skończyła. Była zawsze dla nas bardzo pomocna i uwielbiała to, co zbudował Stuart i co my robiliśmy. Film i książkę traktowała oddzielnie i zawsze doskonale zdawała sobie sprawę, co należy do niej i co powinna z tym zrobić.
W takim razie czy widzieliście już Studio Tour i co o nim myślicie?
David Heyman: Myślę, że jest fantastyczne. Napełnia nas dumą. Kto by się spodziewał tak naprawdę w 1997 roku, kiedy pojawiła książka, że 15 lat później powstanie się takie coś? Nie sądzę, żebym jeszcze kiedykolwiek stworzył film, który będzie miał swoje własne muzeum, park rozrywki i takie tam. Spacerujesz i to dla ciebie takie ekscytujące. Nawet wzruszające. To porywająca pamiątka ciężkiej pracy, pasji i uwagi ludzi, którzy uczynili to tym, czym teraz jest.
David Barron: To nie jest zaskakujące, to satysfakcjonujące. Byliśmy zaangażowani w tworzenie Studio Tour, więc właściwie nie ma tu niczego, czego wcześniej nie widzieliśmy. Ale ujrzenie tego z całym splendorem, ze wszystkimi szczegółami, daje nam ogromną satysfakcję. Tego testamentu pracy rzemieślników i rzemieślniczek, którą tu włożyli.
David Heyman: Z resztą każde pomieszczenie, każdy rekwizyt są przepełnione wspomnieniami. Ta wycieczka to właśnie takie rozpamiętywanie dawnych czasów, a to są dobre wspomnienia. W takim razie to wielka przyjemność, móc tu być. Oczywiście to dziwne widzieć plan zdjęciowy przeistoczony w atrakcję dla turystów, nie mniej to urocze. W dodatku wspaniale było dzielić to z ludźmi. Publiczność będzie miała szansę zobaczyć poziom szczegółowości i rozmiar pracy, którą włożyli artyści, by stworzyć ten świat. Kiedy oglądasz film, w pewien sposób ją widzisz, ale nie dostrzegasz jej poziomu. Tu jest ławka, zwyczajna, szkolna ławka, a nabazgrali na niej rysunek miotły i małego ptaka.
David Barron: Co zabawne, część tłumu, uczniów Hogwartu, sama to zrobiła. Zamiast być więc zniechęceni, tak jak zazwyczaj jest na planie zdjęciowym - mówiono im żeby nie bazgrali po meblach, poczuli się zmotywowani. To typowe zachowanie.
Jak to wyglądało jeśli chodzi o zasoby, nie tylko finansowe, ale również pod względem wsparcia od Warner Bros, które dało wam wolność w tworzeniu tych filmów.
David Heyman: Dali nam swobodę na wiele sposobów, wsparcie również oczywiście. To było szokujące, kiedy to my decydowaliśmy o poziomie filmu- jego budżecie i znaczeniu dla ich firmy. Pozostawili nas samych, jeśli chodzi o tworzenie filmów, a kiedy trzeba było, ofiarowali nam tyle wsparcia, ile potrzebowaliśmy. Dali nam dużo pieniędzy, ale jak to już jest z każdym filmem, nasze ambicje grubo wykraczały poza budżet, więc nieuchronnie musieliśmy zawierać kompromisy. Czasami te właśnie kompromisy prowadziły do naprawdę fajnych, kreatywnych rzeczy. Wiele dobrych decyzji podjęto poprzez rezygnowanie z części z nich.
Pamiętacie jakieś przykłady sytuacji, kiedy musieliście improwizować?
David Heyman: Jasne. Dla przykładu w trzecim filmie w dormitorium Gryffindoru, kiedy bohaterowie jedli słodycze i przeobrażali się w zwierzęta. Na początku chcieliśmy zastosować efekty specjalne, gdzie każdy z aktorów zamienia się w lwa czy cokolwiek. To mogło być zabawne, ale aktor krzyczący 'Roar' i widok jego twarzy jest znacznie śmieszniejsze.
David Barron: To moment niesiony przez bohaterów, naprawdę, lepszy niż efekty specjalne.
David Heyman: Nie mogliśmy sobie pozwolić na efekty specjalne - to mogłoby być nazbyt drogie. Ale sądzę, że pomysł Alfonso (Cuarona) był dużo lepszy.
Przychodzą do was przesyłki od agentów z napisem 'Hej, to twój nowy Potter'?
David Barron: Cóż, to taki Święty Graal. Staramy się znaleźć nowego Pottera jak również i zwykłego, skromnego, romantycznego dramatu, który leży gdzieś na półce. Tak naprawdę nie mam wyrzutów sumienia związanych z tworzeniem drugi raz tego filmu, gdyby się taki pomysł pojawił. Ale piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce.
David Heyman: W moim przypadku, kiedy przeczytałem pierwszą książkę, nie miałem zielonego pojęcia, że niedługo powstanie osiem filmów. To była powieść, którą polubiłem. Wydawało się, że to będzie ciekawy, umiarkowanej wielkości, brytyjski film. Tylko z takim podejściem mogłem polubić materiał. Aktualnie nie chcę znaleźć nowego Pottera, bo nowy Potter nie istnieje. Chcę znaleźć coś, co jest prawdziwe dla samego siebie. Nie sądzę, by 'Igrzyska Śmierci' były następcą 'Pottera' czy 'Zmierzchu'. Tak, to jest jakiś fenomen, ale to nie jest ten film ani żadna jego część.
Po zakończeniu Pottera nie chcesz już do tego wracać.
David Heyman: To nie jest prawda. Po prostu myślę, że wszystkie rzeczy, które mają być następcą, nigdy nie będą tak dobre jak oryginał. Dlatego, tak jak i ty, szukam filmu, który w jakiś sposób na mnie wpłynie. Czułem tę więź z Harrym, Ronem i Hermioną. Znam ludzi, którzy chcą być jak oni i uczyć się w szkole magii. To świat, z którym czułem się połączony w ten czy inny sposób i to ostatecznie mnie porwało i to jak sadzę również porwało i Davida - historia z którą możesz się związać. Niekoniecznie myśląc 'To następna wielka sprawa'.
Kiedy seria stała się tak popularna jak teraz, odczuliście jakąś zmianę w swoim podejściu do niej?
David Heyman: Na pewno nie. To dość proste pytanie. Nie. Traktowaliśmy każdą z części jako indywidualny film. Każdy, kto nad nim pracował, był niesamowicie ambitny - zdeterminowany, by uczynić go jeszcze lepszym niż pozostałe.
David Barron: Naszym celem było stworzenie najlepszego filmu, jak to tylko możliwe. Może komuś udałoby się lepiej, kto wie? Ale wszystko co mogliśmy uczynić, to wstawać każdego dnia i mówić 'Jak możemy zrobić to najlepiej?'
Nawet dwa ostatnie filmy były traktowane osobno? W końcu są na podstawie jednej książki.
David Barron: Myślę, że to są dwa różne filmy. Pierwsza część siódemki to coś nowego, gdyż nie powracało się do Hogwartu, wszystko przypominało trochę produkcję o podróżach po Europie. Druga część siódemki była kulminacją tego, co się do tej pory wydarzyło. Więc nawet jeśli były to filmy na podstawie jednej książki, bardzo się różniły.
David Heyman:Sądzę, że ostatni film był inny również dlatego, że tam pojawiła się świadomość tego, że czas na jakąś konkluzję i to chyba najbardziej wpływało na nasze umysły. Dlatego całość skupiała się na tym, by stworzyć najlepsze podsumowanie, na jakie nas stać. To wszystko. Nie było chyba niczego poza tym, w przeciwnym przypadku człowiek by się pogubił.
Zapadła jakaś konkretna decyzja, by od trzeciej części filmy stały się bardziej 'mroczne' czy to przyszło naturalnie?
David Heyman: Naturalnie - bazowaliśmy na materiale Jo, reżysera, Alfonso Cuaron tak do tego podszedł. To nie było takie trudne. Bohaterowie stawali się nastolatkami. Kiedy masz 13 lat zmieniają się twoje potrzeby, problemy. To jest znacznie bardziej skomplikowane niż gdy masz 11 lat. Dlatego to wpłynęło naturalnie na film.
David Barron: W pierwszych dwóch filmach Chris Columbs był naprawdę bohaterem, ponieważ wtedy pojawiało się znacznie więcej filmów dla dzieci. Nawet jeśli to był początek wspominania o tych wszystkich uniwersalnych tematach, to wciąż był zmuszony rozmawiać z dziećmi. Chris musiał nagrywać osobno dźwięk, gdyż w pierwszych dwóch filmach cały czas coś do nich mówił, gdy nagrywała kamera. 'Oczy otwarte', 'Jesteś przerażony!'
David Heyman: 'Głowa do góry', 'Przestań się śmiać!'
David Heyman i David Barron: 'Przestań się śmiać!'
David Barron: Dlatego to są bardzo różne filmy. Od czasu gdy skończyli 12,13,14 lat byli już zdolni do grania trochę inaczej. A książki również rosły. Bohaterowie dorastali, a to wymagało też zupełnie innego podejścia do nich.
David Heyman: Alfonso korzystał z dwóch lat, kiedy pracowali z Chrisem. Mike [Newell] bazował na pracy Chrisa i Alfonso. David (Yates) czerpał korzyści z pracy ich wszystkich. Dlatego historia stawała się mroczniejsza. To naturalna kolej rzeczy, jeśli się spojrzy na książkę - tak tam właśnie było.
David Barron: W dodatku dzieci przestały być dziećmi i zaczęły mieć swoje własne życiowe doświadczenia. Czasami te doświadczenia nabywali w przerwach między filmami, czasami podczas kręcenia, później przenosili to na swój występ, do swojej postaci. Wraz z tym jak dorastali, zmieniało się ich zachowanie. To wszystko było naturalne. Tak było w książce, tak jest w życiu. Więc jedno wpływało na drugie.
Myślicie, że film Alfonsa Cuarona był punktem zwrotnym dla całej serii? David Yates powiedział, że to jego ulubiona część.
David Heyman: Myślę, że to przełom na wiele sposobów. Chris Columbus pomagał przy tych zmianach. Ale tak, wszystko zmieniło się z Alfonso. Nawet kostiumy. To była subtelna zmiana doprawdy, ale jednak. Każdy pojedynczy kostium był przerabiany, co wywoływało trochę...
David Barron: ... sporów.
David Heyman: Trochę tak, ale niezbyt istotnych. To były zmiany, ale tylko drobne przekształcenia z prawej czy lewej strony. Myślę, że działania Alfonso pomogły filmowi ewoluować, a nam zrobić tyle części, ile ostatecznie się pojawiło - pozwoliły nam dojść do samego końca.
Więc to był most pomiędzy 'jasnymi' i 'mrocznymi' filmami?
David Heyman: Dokładnie.
David Barron: Tak było.
David Heyman: Jednak Alfonso od razu zdał sobie sprawę, że nie zrobiłby tego wszystkiego bez Chrisa Columbsa. Całość zmieniała się tak nie bez powodu. To nie był żaden wielki, mistrzowski plan. Tak się po prostu ułożyło.
Wiecie czy Warner planuje jakieś wznowione wydanie? To będzie tak jak z wytwórnią Disney, gdzie wielkie hity były wznawiane co siedem lat?
David Heyman: Nie mam zielonego pojęcia.
David Barron: Nie wiem. Szczerze, dla nas najważniejsze było zrobienie filmu w taki sposób, jaki chcieliśmy. Co Warner zrobi z reedycjami , pakietami filmów dla kolekcjonerów, największymi pakietami kolekcjonerskimi, czy super-super pakietami, to już nie jest coś, co możemy kontrolować. Ostatecznie to, co robiliśmy, to tylko wsparcie w dostarczaniu materiałów i pomysłów oraz przyglądanie się filmom podczas ich tworzenia.
Nawiązując do tego, prawdopodobnie wyjdzie finałowe wydanie filmów DVD w tym roku. Myślicie, że pojawi się tam dużo nowych materiałów?
David Heyman: Jak najbardziej. Zawarto tam wiele rzeczy. Będziesz miał szansę otrzymać świetny rekwizyt. To była fantastyczne udokumentowana seria filmów. Mieliśmy jedną, dwie, czasami trzy załogi z działy DVD. Posiadaliśmy własną drużynę do dokumentacji. Film i ten dokument to dwie różne sprawy.
Źródło: klik


Nicram_93



[P]Louise Lainey
Alette
unfeeling
Sann
Wywiad, chociaż taaaaaaaki długi, całkiem przyjemnie się czyta, nie ma błędów, no i dobre te synonimy :smilewinkgrin:
:*

spędziłam tu trochę czasu i wspominam bardzo dobrze, tęsknię
A.
Kurde, znowu pojawia się wątek tego dokumentu, ale nikt nie rozwija dalej jego wątku ;/
Świetne tłumaczenie, Leciu. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Bardzo lekko się czytało, wszystko jasne, niezagmatwane. Szok ;D