Druga część mojego wyobrażenia o Albusie Potterze. :)
Ceremonia Przydziału
Cała grupa stanęła przed wielkimi, dębowymi drzwiami. Darvid zastukał w nie trzy razy. Brama otworzyła się, a gajowy powiedział:
- Idźcie tymi schodami do góry, a potem skręćcie korytarzem w prawo. Będzie tam na was czekał któryś z profesorów.
Niektórzy cicho przytaknęli i cała grupa młodych czarodziejów ruszyła po schodach. Zaledwie skręcili w odpowiedni korytarz, ujrzeli profesora Neville'a Longbottoma. Był on opiekunem Gryffindoru i zastępcą dyrektora.
- Witajcie w Hogwarcie! - zaczął. - Za chwilę odbędzie się Ceremonia Przydziału. Zostaniecie uczniami Domów, które zastąpią Wam te rodzinne. Są to: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Puchar Domów zostaje wręczony na końcu każdego roku. Wygrywa Dom z największą ilością punktów. Zdobywa się je poprzez osiągnięcia, natomiast będą one odbierane za łamanie regulaminu. A teraz, proszę za mną - zakończył.
Wszyscy nowi uczniowie, mimo wielkiego zdenerwowania, ruszyli za profesorem Longbottomem. Poprowadził ich do, mniejszych niż te wejściowe, lecz również dębowych, drzwi. Otworzył je, a oczom młodych czarodziejów ukazał się tak bardzo wyczekiwany widok. Wielka Sala: z czterema stołami Domów i jednym dla ciała pedagogicznego, z latającymi pod sufitem świecami i z uczniami szczerzącymi zęby do pierwszoroczniaków.
Albus poczuł się jeszcze gorzej, widząc kuzynów machających do niego ze stołu Gryffindoru. Paul, który szedł obok niego, zrobił się bladozielony. Rose dyszała ciężko, a on sam nie mógł wyglądać lepiej, bo gdy spojrzała na niego Roxanne Weasley, zrobił naprawdę zmartwioną minę.
Coraz bardziej zbliżali się do stołu nauczycielskiego, przed którym czekał niski, drewniany stołek, a na nim stara Tiara Przydziału. Doszli wreszcie do trzech stopni oddzielających stoły Domów od tego dla nauczycieli. Profesor Longbottom kazał im ustawić się w zwartym szeregu, co też zrobili. Teraz już wszyscy byli bardzo bladzi i zdenerwowani.
- Kiedy wyczytam czyjeś nazwisko, podejdzie on i siądzie na stołku, a ja nałożę mu na głowę Tiarę Przydziału - tłumaczył profesor. – Najpierw jednak pani dyrektor powie kilka słów, a Tiara zaśpiewa swą piosenkę.
Powstała Minerva McGonagall.
- Witam wszystkich w nowym roku szkolnym. Witam w Hogwarcie. Mam nadzieję, że te dwa semestry będą dla was pomyślne. Od razu życzę powodzenia uczniom piątego i siódmego roku. A teraz, nie przedłużając, oddaję głos Tiarze Przydziału – powiedziała pani dyrektor.
Zewsząd rozległy się oklaski. Trwały przez chwilę do czasu, gdy stary, wystrzępiony kapelusz nie zaczął śpiewać:
Żyło raz czworo czarodziejów,
Niezrównanych w magii i sławie.
Śmiały Gryffindor z wrzosowisk,
Piękna Ravenclaw z górskich hal,
Przebiegły Slytherin z trzęsawisk,
Słodka Hufflepuff z dolin dna.
Jeden im cel przyświecał
I jedno mieli pragnienie,
By swą wiedzę przekazać
Przyszłym pokoleniom.
Śmiało, dzielna młodzieży,
Na głowy mnie wkładajcie,
A ja wam zaraz powiem,
Gdzie odtąd zamieszkacie.
Może w Gryffindorze,
Gdzie kwitnie męstwa cnota,
Gdzie króluje odwaga
I do wyczynów ochota.
A może w Hufflepuffie,
Gdzie sami prawi mieszkają,
Gdzie wierni i sprawiedliwi
Hogwarta szkoły są chwałą.
A może w Ravenclawie'
Zamieszkać wam wypadnie
Tam płonie lampa wiedzy,
Tam mędrcem będziesz snadnie.
A jeśli chcecie zdobyć
Druhów gotowych na wiele,
To czeka was Slytherin,
Gdzie cenią sobie fortele.
Więc bez lęku, do dzieła!
Na głowy mnie wkładajcie,
Jam jest Myśląca Tiara,
Los wam wyznaczę na starcie! *
Gdy Tiara skończyła śpiewać, wybuchły oklaski. Nie trwały jednak tak długo jak aplauz po kilku słowach pani dyrektor. Gdy ucichły ostatnie brawa, profesor Longbottom wyczytał pierwsza osobą:
- Adams, Sue – wywołał niska blondynkę.
Dziewczyna podeszła i usiadła na stołku. Tiara myślała chwilę po czym krzyknęła:
- RAVENCLAW!
Uśmiechnięta i o wiele mniej blada Sue usiadła przy stole Krukonów.
- Allen, Berta – powiedział profesor, trzymając w ręku długi zwój pergaminu.
Prawie biała na twarzy Berta podeszła wolno do krzesła, a nauczyciel nałożył jej na głowę kapelusz. Ledwo jednak Tiara dotknęła jej głowy, krzyknęła:
- GRYFFINDOR!
Uradowana Berta podbiegła do stołu Gryfonów, gdzie przez chwilę trwały oklaski. Następnie do Gryffindoru trafili Adam Bennet i Terry Davies. Emily Cooper jako pierwsza dostała się do Slytherinu razem z Agnes McCras. Sophie Flores znalazła się w Hufflepuffie, a jej siostra Mary w Gryffindorze. Amelia Foster wylądowała w Ravenclawie razem z Arnoldem Wattem i Arthur'em Walkerem. Następnie Gabriel Mooris i Scorpius Malfoy zostali przydzieleni do Slytherinu.
Albus był coraz bardziej przerażony. Szereg uczniów przerzedzał się z chwili na chwilę.
Polly Grey trafiła do Gryffindoru, za nią do Hufflepuffu kolejno: Edward Scott, Chris MacDougal i Alice Kelly. Zostało już tylko pięć osób. Basil Moon i Becky Ross dołączyli do stołu Gryfonów. Została już tylko trójka: on – Albus, Paul i Rose.
- Weasley, Rose – wyczytał profesor Longbottom.
Rose podeszła do stołka i siadła na nim. Nauczyciel nałożył jej na głowę stary kapelusz, który myślał przez chwilę, by w końcu krzyknąć:
- GRYFFINDOR!
Zostali już tylko on i i Paul. Albus poczuł, że robi mu się raz ciepło, raz zimno. To było nie do zniesienia.
- Potter, Albus – usłyszał głos profesora.
Al poczuł, że zamiast nóg ma dwa ołowiane słupy. Bardzo, bardzo powoli podszedł do krzesła. Neville Longbottom popatrzył na niego wzrokiem, który zapewne miał oznaczać "Nie martw się", po czym włożył mu na głowę Tiarę Przydziału.
- Trudny wybór – usłyszał w głowie cichy głosik. – Jesteś bardzo sprawiedliwym i odważnym młodzieńcem... Rozumu też ci nie brakuje... Pragniesz się sprawdzić, pokazać bratu... Może do Slytherinu...
Al, mając na uwadze poradę taty, powtarzał w myślach : ' Chciałbym do Gryffindoru, chciałbym do Gryffindoru...'.
- Do Gryffindoru? - ponownie usłyszał szept – Nie, chyba nie...Może lepiej do Ravenclawu, albo do Hufflepuffu.
Albus, powtarzając cały czas swoją prośbę, poczuł jak ogarnia go coraz większa panika.
- Do Gryffindoru, do Gryffindoru... No cóż, myślę jednak, że najlepiej pasujesz do...
- GRYFFINDOR! - to Tiara wrzasnęła na całą Wielką Salę.
Albus jeszcze chyba nigdy nie czuł się tak szczęśliwy. Opuściły go wszystkie zmartwienia. Bardzo, ale to bardzo radosny podążył do stołu Gryffindoru. Jednak zanim tam doszedł, Paul Turner również dostał się do najwspanialszego według niego Domu. Usiedli obok siebie, a Al odmachiwał wszystkim dziewięciu krewnym (Fredowi, Molly, Roxanne, Dominique, Victorie, Louis'owi, Rose, Lucy i, o dziwo, James'owi).
Albus zerknął na stół ciała pedagogicznego. Siedzieli tam Darvid i Hagrid, którzy uśmiechali się do niego. Zobaczył również profesor Raptus, Bones oraz profesora Duruma. Nie przyglądał się jednak dłużej, gdyż na stole pojawiły się najróżniejsze potrawy, które wszyscy zaczęli pałaszować. Al zaczął jeść wszystko, co tylko zdołał nabić na widelec, to znaczy: befsztyki, pieczone kurczęta, sosy (tego nie mógł nabić, ale polewał nimi potrawy), kotlety, puddingi, ziemniaczki, steki, kiełbaski, frytki. Do tego sok dyniowy, a nawet piwo kremowe...
Gdy wszyscy się już najedli, potrawy znikły, a głos zabrała pani profesor McGonagall:
- Dziękuję Wam za to, że kolejny raz się tu spotykamy. Przypominam, że nie wolno wchodzić do Zakazanego Lasu. Nasi woźni: pan Filch i pan Flint przypominają o zakazie używania czarów w czasie przerw i opuszczaniu Pokoi Wspólnych w nocy. Nie chcę Was dalej zanudzać, dlatego powitam tylko nową nauczycielkę quidditcha, profesor Morsus. - Rozległy się nieliczne oklaski. – A teraz udajcie się do Waszych dormitoriów. Najpierw Hufflepuff, potem Slytherin, Ravenclaw i Gryffindor. Dobranoc!
Pierwszy stół zaczął się podnosić. Puchoni podążyli za Albertem MacMillianem i Laurą Barris. Gdy ostatni z nich minęli dębowe drzwi, wstali Ślizgoni.
Albus poczuł, że jest bardzo szczęśliwy. Nie wstaje z nimi, od dziś jest Gryfonem.
Prefektami Slytherinu byli Roger Pucey i Patty Haron. Następnie Krukoni ruszyli za Marthą Chang i Lorcan'em Scamander'em na czele. Został już tylko jeden stół. Gryfoni podążyli za Dennisem Lopezem i Lucy Weasley. Kuzynka Ala poprowadziła pierwszoroczniaków, a Dennis resztę uczniów. Starsi poszli przodem, a grupa najmłodszych ruszyła po chwili schodami do góry. Pięli się przez dobrych kilka minut. W końcu dotarli do portretu Grubej Damy.
- Ita Nobilis – powiedziała Lucy, a obraz uchylił się.
Wszyscy weszli do obszernego Pokoju Wspólnego. Po prawej stronie stoliki z wygodnymi fotelami oświetlał blask dogasającego w kominku ognia. Po lewej mieścił się stół, całkiem podobny do tego z Wielkiej Sali, chociaż dużo mniejszy.
- Tak brzmi nowe hasło – wyjaśniła rudowłosa dziewczyna. - Po prawej stronie znajdują się sypialnie dziewcząt, po lewej chłopców. Regulamin zawsze wisi przy Tablicy Ogłoszeń, radzę go przeczytać. Wasze kufry czekają na was w dormitoriach. Dobranoc!
Grupa młodych czarodziejów podzieliła się na dwie mniejsze i podążyła do swoich sypialni. Wśród dziewcząt znalazły się Rose, Becky, Mary, Berta i Polly. Natomiast chłopców reprezentowali Adam, Terry, Basil, Paul i Albus.
Al usiadł na swoim łóżku i wyciągnął z kufra pidżamę. Przebrał się i leżąc już pod kołdrą, zamienił kilka słów z Paulem. Jednak zmęczenie było silniejsze i po kilku chwilach całe dormitorium zmorzył sen.
* Piosenka Tiary została zapożyczona z cyklu książek o Harrym Potterze J.K Rowling
Powiem szczerze, że pierwszy rozdział podobał mi się o niebo bardziej. Tutaj trochę... powiało nudą. Niczym mnie nie zaskoczyłaś, można było przewidzieć następujące po sobie wydarzenia. Miałam wrażenie, że czytam fragment z książki J.K. Rowling, bo w zasadzie wszystko jest tak samo. Przydział, moment wahania Tiary, uczta... Może trzecia część spodoba mi się bardziej, życzę weny.