Po pięciu latach od śmierci Voldemorta i czterech latach od skończenia szkoły, Hermiona wraca do Hogwartu w roli nauczycielki
Hermiona ślęczała nad podręcznikiem od eliksirów, gdy usłyszała przez uchylone okno nawoływania Hagrida. Wstała, by zerknąć, co dzieje się na zewnątrz. Hagrid w pośpiechu kierował powozy na drogę prowadzącą do Hogsmeade. Profesor Flitwick w tym czasie czarami odsyłał łódki przez jezioro do stacji, na której miały one zostać zajęte przez pierwszoroczniaków. Hermiona skupiła wzrok na testralach. Zastanowiła się, czy wśród grona pedagogicznego jest ktoś, kto nie może ich zobaczyć. Widzi je ogromna większość jej znajomych - w końcu podczas Bitwy o Hogwart ludzie ginęli na ich oczach. I chociaż bardzo chciałaby się cofnąć w czasie, nie być świadkiem tych wszystkich morderstw, nie mogła przestać podziwiać magicznych stworzeń. To prawda, wyglądały trochę przerażająco, ale było w nich coś pięknego, mistycznego. Pod koniec piątego roku nauki dzięki testralom z przyjaciółmi dostała się do Ministerstwa Magii, więc wiedziała, że te zwierzęta są niegroźne. Wręcz przeciwnie - przydatne i uczynne. No i mają niezwykły, przyciągający wzrok wygląd.
Kiedy ostatni z powozów zniknął z pola widzenia, Hermiona podeszła do szafy, by wybrać szatę na ucztę powitalną. Początkowo myślała o odcieniu burgundu, by w delikatny sposób zaakcentować swoje przywiązanie do Gryffindoru i jego barw, ostatecznie jednak wybrała ciemną zieleń - Ron często powtarzał, że bardzo ładnie jej w tym kolorze. Poza tym ta szata jest na tyle ciemna, że nie powinna odznaczać się od czerni, którą zazwyczaj ma na sobie większość nauczycieli. Wybór obuwia był nieco trudniejszą sprawą, ale i z tym w miarę szybko się uporała. Najwięcej czasu wymagało doprowadzenie burzy loków do względnego ładu. Po piętnastominutowej walce, Hermiona skapitulowała.
- Głupia dziewucha. Po co w ogóle się męczysz, skoro za każdym razem kończy się tak samo? - powiedziała z wyrzutem w kierunku lustra i sięgnęła po różdżkę z zamiarem ułożenia fryzury za pomocą magii. W tym momencie tuż za nią rozległ się donośny trzask. Nim zdążyła pomyśleć, już stała odwrócona tyłem do lustra, celując różdżką w... miejsce tuż nad głową skrzata domowego.
- Stworku! Ale mnie przestraszyłeś!
- Stworek nie chciał. Harry Potter przysyła Stworka, żeby zapytać jak panna Granger sobie radzi. Stworek wcale nie miał ochoty opuszczać Grimmauld Place, ale Harry'ego Pottera to w ogóle nie obchodziło - wyrecytował skrzat patrząc w sufit. Hermiona uśmiechnęła się mimo woli. Stworek bardzo zmienił się od kiedy dostał medal Regulusa, przez chwilę nawet żywił do trójki przyjaciół coś na wzór serdecznych uczuć, ale nie udało mu się całkowicie pozbyć części przyzwyczajeń. Nadal mówił co myśli, choć jest przy tym nieco taktowniejszy niż przed laty.
- A Harry sam nie mógł tu zajrzeć? Macie chyba proszek Fiuu?
- Harry Potter dostał pilne wezwanie do Ministerstwa, a chciał przekazać pannie Granger prezent. Powiedział, że skontaktuje się w wolnej chwili. - Skrzat wyciągnął w stronę Hermiony zniszczony pergamin. Nie ruszył się z miejsca, więc to ona musiała podejść i wziąć z jego dłoni złożony dokument. Już zanim to zrobiła, rozpoznała w starym, wyświechtanym kawałku pergaminu Mapę Huncwotów. - Poza tym Harry Potter lubi znęcać się nad Stworkiem i powierzać mu mało przyjemne zadania.
- Dziękuję, Stworku. Czy Harry mówił coś jeszcze?
- Nie, Stworek już przekazał wszystko, co mu polecił Harry Potter. Czy Stworek może wrócić do swojej ciężkiej pracy w domu państwa Blacków? - zapytał skrzat, błądząc wzrokiem po ścianach pomieszczenia.
- Oczywiście - powiedziała Hermiona, obracając w dłoniach mapę Hogwartu. Zanim zdążyła dodać "dziękuję", skrzat wykonał niezgrabny gest, mający być ukłonem, i deportował się z głośnym trzaskiem.
Hermiona dłuższą chwilę wpatrywała się w złożoną mapę. Nie kojarzyła jej się zbyt dobrze. Owszem - była bardzo pożyteczna, kawał naprawdę dobrej i przydatnej magii, ale wspomnienia związane z nią nie napawały optymizmem. Cała czwórka twórców Mapy Huncwotów, mimo młodego wieku, już nie żyła. Poza tym Harry i Ron wielokrotnie łamali regulamin, a ten kawałek papieru im w tym pomagał. Nie lubiła tego, ale rzadko mogła na nich wpłynąć. Poza tym - do czego miałaby jej być potrzebna ta mapa? Czyżby Harry chciał jej w ten sposób coś przekazać, czy tylko zachęca ją do śledzenia uczniów, łamiących regulamin? Z zamyślenia wyrwało ją bicie dzwonu na wieży zegarowej. Była czwarta, miała czterdzieści pięć minut, by pojawić się w Wielkiej Sali i oczekiwać przybycia uczniów. Czym prędzej wróciła więc do ujarzmiania swojej fryzury.
***
O 16:35*, dokładnie w chwili, w której Hermiona wygładziła ostatnią zmarszczkę na szmaragdowej szacie, którą włożyła na tę okazję, rozległo się pukanie do drzwi jej gabinetu. Rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro, po czym chwyciła za klamkę, by otworzyć drzwi, za którymi czekał Neville. Na ucztę powitalną włożył klasyczną czarną szatę. Uśmiechnęła się na myśl o tym Neville'u, którego poznała dokładnie dwanaście lat temu w Expressie Hogwart. Fajtłapowaty grubasek szukał wtedy swojej ropuchy. Teraz stał przed nią wysoki, szczupły mężczyzna z dwudniowym zarostem na twarzy i zmierzwionymi, półdługimi włosami.
- Dziewczyny na lekcjach pewnie nie są w stanie oderwać od ciebie oczu, co? - zapytała Hermiona z łobuzerskim uśmiechem.
- Poczekaj aż ty zaczniesz pracę, możemy się spodziewać, że eliksiry staną się ulubionym przedmiotem męskiej części naszych uczniów... Ja tam nigdy nie zapomnę swojej pierwszej lekcji eliksirów z nieco innego powodu - odpowiedział, przy ostatnim zdaniu wzdrygając się mimowolnie. Hermiona stłumiła śmiech i zamknęła drzwi do swojego gabinetu. Wspólnie ruszyli ku Wielkiej Sali, gdzie zaczynali się gromadzić pracownicy szkoły.
- Macie tu jakiś szyk, w którym siadacie przy stole? - szepnęła Hermiona, zatrzymując się u progu Wielkiej Sali. Neville też się zatrzymał i spojrzał na Hermionę z zaskoczeniem i obawą.
- Taaak. - Przełknął głośno ślinę. - Od kiedy wrócił Snape i dołączyła Cho, nie było zmian przy stole.
- Och... I pewnie nie będę siedzieć koło ciebie?
- Nie, ja siedzę między Hagridem i Cho. Slughorn zajmował zawsze miejsce z jej drugiej strony, teraz chyba przypadnie ono tobie.
- Obok Cho? Super! - ucieszyła się Hermiona.
- Tak, ale z drugiej strony Slughorna było zawsze miejsce Snape'a...
Hermiona zbladła. Odwróciła się w stronę stołu, przy którym kręciło się kilka osób - między innymi profesor Flitwick, profesor Hooch i bibliotekarka, pani Pince. Nauczycielka wróżbiarstwa, Sybilla Trelawney siedziała już na swoim miejscu, z ponurą miną wpatrując się w puchar, stojący przed nią. Nagle wzdrygnęła się i otuliła szczelniej szalem. W ogólnym zamieszaniu nikt nie zwrócił na uwagi na dwójkę najmłodszych pracowników szkoły, a po sali toczyło się echo rozmów tej grupy nauczycieli, którzy już zeszli na ucztę.
- Będziecie tu stać przez całą ucztę i Ceremonię Przydziału, czy zajmiecie swoje miejsca przy stole? - Pęd myśli w głowie Hermiony został w jednej chwili zatrzymany przez głęboki głos, który rozległ się tuż przy ich głowach. Oboje odwrócili się i instynktownie odsunęli, robiąc przejście dla Snape'a.
- Ju...już idziemy - zdołała wykrztusić Hermiona. Kiedy Snape przeszedł między nimi, obserwowali jak zmierza w stronę stołu i wita się z zebranym tam gronem pedagogicznym. Chwilę później w drzwiach wejściowych pojawiła się profesor McGonagall.
- O, już jesteście, to dobrze. Longbottom, wskaż pannie Granger miejsce, które zajmował Horacy. Dobrze się złożyło, że będzie siedzieć obok ciebie i panny Chang, będzie jej raźniej. Głowa do góry Granger, początki są trudne, ale na pewno sobie poradzisz. - Dyrektorka położyła dłoń na ramieniu Hermiony i delikatnie popchnęła ją w stronę stołu nauczycielskiego. Za nimi do sali weszła Cho, a w chwilę później wokół stołu kręcił się ponad tuzin postaci w długich, odświętnych szatach.
- Moi drodzy, proszę o uwagę! - McGonagall przerwała gwar rozmów. - Za moment pojawią się nasi uczniowie i rozpoczniemy Ceremonię Przydziału, ale najpierw chciałam wam przedstawić nową nauczycielkę eliksirów. Tak się składa, że wszyscy ją znacie, bo zaledwie cztery lata temu opuściła progi tej szkoły jako jedna z najlepszych uczennic przynajmniej minionych pięćdziesięciu lat. Mam nadzieję, że wszyscy postaracie się, by pomóc jej wdrożyć się w nowe obowiązki, będziecie służyć swoją wiedzą i doświadczeniem. Panna Hermiona Granger zgodziła się przejąć obowiązki profesora Slughorna i wierzę, że sobie z nimi poradzi, ale potrzebuje naszego wsparcia, przynajmniej na początku. - McGonagall przerwała i przebiegła wzrokiem twarze kolegów i koleżanek. Widniały na nich uśmiechy, gorliwie kiwali głowami na znak, że może liczyć na ich pomoc. Nawet Snape skinął lekko, kiedy dostrzegł na sobie wzrok Hermiony. To do niego będzie musiała się udać, gdyby miała problem z jakimś eliksirem - w końcu przez kilkanaście lat nauczał tego przedmiotu. Z zamyślenia wyrwał ją ciąg dalszy przemowy. - Oprócz tego chciałam poinformować, że profesor Flitwick już ostatni rok będzie opiekował się domem Ravenclaw. Uznaliśmy wspólnie, że przez swoje obowiązki związane z pracą zastępcy dyrektora, mistrza zaklęć i z uwagi na wiek, czas przekazać pałeczkę komuś młodszemu. Od przyszłego roku szkolnego obowiązki opiekuna Ravenclawu przejmie Cho Chang. Najbliższe dwa semestry będą dla niej czasem obserwowania, na czym to zadanie polega i poznawania formalnych aspektów pracy opiekuna domu. - Dyrektorka spojrzała na zegarek. - Lada moment powinni pojawić się nasi uczniowie, dziękuję za uwagę. - McGonagall wyszła z sali razem z profesorem Flitwickiem. Wróciła w chwilę później, już sama, i zajęła miejsce, na którym przed laty siadał Dumbledore.
Do Hermiony zaczęli podchodzić jej dawni nauczyciele, by powitać ją w swoim gronie i pogratulować nowej posady. Tylko profesor Trelawney i Snape obserwowali tę scenę bez cienia uśmiechu. Nauczycielka wróżbiarstwa doskonale pamiętała, jak nowa mistrzyni eliksirów potraktowała ją i jej przedmiot na trzecim roku swojej nauki w Hogwarcie i nie mogła jej tego wybaczyć. Gratulacje nie ominęły też Cho, dla której opieka nad jej niedawnym domem była nie tylko awansem i dowodem uznania, ale też perspektywą większej ilości obowiązków. Ogólny rozgardiasz został przerwany przez gong.
- Proszę państwa, proszę zająć swoje miejsca! - powiedziała McGonagall donośnym głosem. Nauczyciele posłusznie usiedli za długim stołem, już dużo ciszej rozprawiając o tym, co działo się w wakacje. Hermiona usiadła na krześle, które miało być jej przypisane przez kolejne dziesięć miesięcy. Nie takie sąsiedztwo sobie wymarzyła, na szczęście teraz Severus Snape był najwyraźniej bardzo zajęty swoimi myślami, bo milczał, wpatrując się w jakiś odległy punkt Wielkiej Sali. Hermiona wypuściła powietrze z płuc i bez słowa rozejrzała się po jeszcze pustym pomieszczeniu. W chwilę później do nauczycieli dotarł gwar uczniów wlewających się do Sali Wejściowej, a po dziesięciu minutach Wielka Sala była już wypełniona postaciami podekscytowanymi powrotem do Hogwartu. Wkrótce potem do pomieszczenia wszedł profesor Flitwick, prowadząc za sobą grupę przerażonych pierwszoroczniaków. Woźny Argus Filch przyniósł Tiarę Przydziału, która spoczęła na krzesełku. W ciszy, jaka zapadła, głos Tiary, śpiewającej swoją tradycyjną pieśń, brzmiał bardzo przejmująco.
Przed laty wieloma, gdy magia Ziemię ocaliła,
Czterech Założycieli złość wielka rozdzieliła.
Początek konfliktu jak świat ten jest stary,
Lecz nie tak dawno temu doznaliśmy kary.
Zło na świat wróciło, magię posiąść chciało
I zniszczyć całą resztę - tak to przewidziało.
Lecz miłość to potęga, sprzeciwia się złej woli,
Nie daje się zakuć w kajdany i zamknąć w niewoli.
Dziś po dawnych waśniach została wielka szrama
Bo każdy z nas jest inny, choć potrzeba ta sama.
Który dom najlepszy – trudno jest osądzić,
Jedni wolą chwałę, inni – bardzo chcą rządzić.
Prawi chcą wiedzę zdobywać i ciężko pracować,
Niektórzy czerpać zyski, ale leniuchować.
Lecz mimo tych podziałów, winniście zachować przyjaźń,
Bo tylko w jedności siła, co w wrogach wywoła bojaźń.
Więc śmiało, młode druhy, poddajcie się mej woli,
Bo każdy z Założycieli, co dobre, w was wyzwoli:
Hufflepuff nauczy pracy, Ravenclaw da wiedzę elitarną,
Gryffindor pokona lęki, Slytherin dorzuci sprytu ziarno.
Zjednoczeni w dobrej wierze, pamiętając o przeszłości
Strzeżcie pilnie tajemnicy o swej mocy i wyjątkowości.
A gdy wróg u bram Hogwartu zacznie czyhać na wasz los,
Wtedy razem, ramię w ramię, trzeba zadać mocny cios.
Jedzcie, pijcie, wiedzę chłońcie, nie zważając na trudności,
Wspólnie dbając o historię, bądźcie zawsze w gotowości.
Powiedziałam, co wiedziałam, lecz teraz kolej wasza,
W którym Domu zamieszkacie, za chwilę ogłaszam.
Śmiało pierwszoroczni, na stołku siadajcie,
Strach nie jest wskazany, niczego się nie obawiajcie.
Ja wskażę tylko drogę, którą podążać będziecie,
Ale co zrobicie dalej, sami zdecydujecie.
Choć nie jestem już młoda, to nigdy się nie obijam
I Ceremonię Przydziału właśnie rozpoczynam!**
-----------------------------------------------------------------------
*Tak, wiem, że akcja dzieje się w Wielkiej Brytanii i powinnam napisać 4:35 PM, ale jednak wolę skorzystać z polskiej wersji.
** Treść pieśni Tiary Przydziału jest efektem wspólnych działań raven i Czarodziejki, której dziękuję, mimo że tego nie zobaczy :)
Wow, wow, wow. Chyba każdy komentarz tak rozpoczynam? A przynajmniej przy Twoim opowiadaniu. Jest genialne! Jak dla mnie jedno z dwóch najlepszych rozdziałów w Twojej historii. Idealnie opisałaś całe zajście, trzymając się kanonu Pottera, a jednocześnie zrobiłaś to wszystko oryginalnie, po swojemu. Jedyne, do czego się mogę przyczepić, to brak większej ilości akapitów. Mogłabyś podzielić jeszcze bardziej na części, bo łatwiej czyta się takie coś, aniżeli zbity tekst. Prawda, są akapity, ale mogłoby być ich więcej. I OGROMNY plus za piosenkę Tiary, w życiu bym takiego czegoś nie wymyśliła.
Pozostaje mi jedynie czekać na kolejną część i zostawić Ci W. ;D