
Po przeczytaniu szóstej części przygód Pottera wiele godzin spędziłam na zastanawianiu się, jak zekranizują tę powieść. Nie oszukujmy się - przerobienie prawie siedmiuset stron powieści na film nie należy to łatwych, tym bardziej, że nie obfituje ona w akcję, a większą część zajmują konwersacje i wędrówki do myślodsiewni.
W końcu w Internecie pojawiły się zwiastuny, a do mnie dotarło - tanie romansidło. Kiedy przeczytałam o Ginny zawiązującej sznurówki Harry'emu stwierdziłam: "Nie, to ja do kina nie idę".
Poszłam. Czy żałuję? Nie. Czy jestem zachwycona? Też nie. Czy jestem rozczarowana? Kilkoma wątkami, ale po odwiedzeniu Multikina nie poszłam do KFC nawtykać się longerów, więc również nie było najgorzej.
Sam film zaczyna się od ataku na mugoli. To był dobry pomysł reżysera. W tej scenie roi się od efektów specjalnych, a ucieczka ludzi z mostu przypominała trochę "Wojnę Światów". To był ten plus, który kazał mi odstawić popcorn.
Film zaczyna się rozkręcać i...nie ma się nad czym zachwycać. Wiele momentów jest naprawdę zabawnych, możemy do tego zaliczyć sprawdziany, związek Rona i Lavender (Ma Lav zachowywała się jak psychopatka), zadurzenie eliksirem miłosnym, pogrzeb Aragoga, gdzie Harry sprawiał wrażenie (tutaj przepraszam za wyrażenie) człowieka, który tańczył wokół ogniska z marihuaną i przede wszystkim, przyjęcie Slughorna. Jednak "Harry Potter" nie jest komedią, dlatego dalej recenzując scenariusz trzeba napisać o tym, czego zabrakło. Po pierwsze muszę rozczarować tych, którzy liczyli na poryw namiętności ze strony Ginny i Harry'ego. Jeśli ktoś sądzi, że pocałunek Cho był do chrzanu to cóż - radzę zobaczyć "HP6". Dla większości ludzi Ginewra kojarzyła się z dziewczyną pogodną, wesołą, z nutka arogancji, ale również odważną. Miała być tym oderwaniem głównego bohatera od życia wśród czarnej magii. Tutaj następuje tak zwany "zonk". W filmie dziewczyna zjawia się zawsze wtedy, gdy Harry ma kłopoty. Nie powinnam pisać, że scena, w której zawiązuje mu buty wyglądała równie żałośnie jak brzmi - zamknęłam oczy, żeby nie załamać się psychicznie. Jak przedstawiał się ten wielokrotnie wspominany pocałunek w Pokoju Życzeń? Ano cóż, przybliżona twarz głównego bohatera, zamknięte oczy, klimat jaki trzeba. Zbliża się Ruda, krótkie muśnięcie wargami (kilkosekundowe) i Ginny odbiega jak ptaszyna. Widocznie nie stać ich było na więcej. Możemy tylko czekać na część siódmą, bo tam "rozmowę" w pokoju Ginny Rowling opisała jak typowa autorka romansów. Nawet Yates nie będzie w stanie tego zepsuć...Chyba, że to pominie. Wiem, że wielu wszystkich was się nie zgodzi, ale nie podobała mi się kreacja postaci Bellatrx Lestrange. Zawsze wyobrażałam ją sobie jako sobowtór Syriusza tylko po złej stronie. Być może była fanatyczką, ale Helena tak bardzo skupiła się na graniu psychopatki, że zapomniała o "klasie" prezentowanej przez wszystkich przedstawicieli starych rodów czarodziei.
Przez wszystkich wyczekiwana śmierć Dumbledore'a. Wielu powie, że była beznadziejna. Ja się z tym nie zgadzam. Fakt, była krótka, ale czy Albus w książce umierał długo? Poza tym, porównując to ze śmiercią Syriusza w Zakonie Feniksa to Dumbledore kończył żywot jak Roland. Faktycznie pominęli pogrzeb, ale nie ubolewałam na tym, reżyser powinien, bo ta ceremonia mogłaby być tym lepszym momentem w filmie. Krótko jeszcze na temat walki., Cóż, scena w jaskini jak z horroru, była dobra. Walka w Hogwarcie? Jaka walka? To tak, jakby Śmierciożercy wpadli do zamku, zabili dyrektora i wrócili na kolację do domu. Powiem prawdę - nie było śladu po pojedynkach. Trudno, jakoś to przeżyję, wam też radzę.
Jeśli mam ocenić grę aktorów... No, na samym początku wspomnę o dubbingu Nie był taki straszny jak w poprzednich częściach. Nie wiem czy bardziej się postarali, ale mnie tak nie przeszkadzał. Oczywiście nie można tego porównać do oryginału. Głos Ginny był sztuczny, Toma Riddle'a bez wyrazu. W angielskiej wersji jego słowa wzbudzają dreszcze, w polskiej nie. Pochwalić za to można przedstawicielkę Luny i Lavender. Polska jest w końcu krajem uznanym za jeden z lepszych krajów jeśli chodzi o dubbing bajek (np. głos Osła podkładany przez Jerzego Stuhra)Wracając do tematu, Danielowi nic konkretnego zarzucić nie można, jednak mnie kojarzy się on bardziej z aktorem teatralnym. Rupert był fenomenalny, muszę go po stokroć pochwalić. Wspaniale zagrał człowieka zadurzonego eliksirem miłosnym, jego rozterki miłosne były jasne dla widzów i nie męczyły, co również jest ważne. Na temat Emmy nie ma się co wypowiadać... Niczym się nie wyróżniła, niczym nie zaszkodziła. W całym filmie warto zwrócić uwagę na aktorów grających młodego Voldemorta i Narcyzę Malfoy (Hero Fiennes-Tiffin i Helen McCrory). Obydwoje doskonale stworzyli potrzebną atmosferę w konkretnych scenach. Płacz matki Dracona był autentyczny, widzowie mogli stać się świadomi zagrożenia jej syna. Natomiast dzięki Hero Fiennes-Tiffin'ie czujemy grozę i zbliżające się niebezpieczeństwo w czasie pierwszego wspomnienia pokazanego przez Dumbledore'a
Muzyka - można pochwalić Hoopera za podkład muzyczny podczas misji Harry'ego i Albusa oraz śmierci dyrektora. W pozostałych momentach stanowiła tylko tło. Mimo to stwierdzam, że utwory w tej ekranizacji były lepsze niż w "Harry'm Porterze i Zakonie Feniksa". Sama jednak odczuwałam brak charakterystycznej muzyki do tego filmu stworzonej przez Johna Williamsa. Pojawiła się ona tylko raz na samym początku filmu.
Jeśli chodzi o efekty specjalne -jak już wcześniej wspomniałam, atak na mugoli był bardzo realistyczny, pojawienie się Śmierciożerców podczas świąt, chociaż lekko przesadzone, miało swój klimat. Poszukiwanie horkruksów- inferiusy jak małe Golumy, a Dumbledore jak Gandalf (tak przynajmniej stwierdziła osoba siedząca obok mnie).
Podsumowując - przedostatnia część książki była zekranizowana dobrze. Nie doskonale ani wspaniale, ale dobrze. Siedząc w kinie nie miałam ochoty uciec to toalety, nie zasypiałam i nie skupiałam się na jedzeniu. Gdybym nie czytała książek, pewnie dałabym mu 6/10, ale jako, że jestem fanką i wiem, że tej części nie było łatwo nakręcić, więc dam 8-9/10.


Nicram_93



[P]Louise Lainey
Alette
Kerle
Nanevil
. Napisałaś to słowo 2 razy, potem było dobrze, więc myślę, że to z pośpiechu.
Jak dla mnie wzorcowa recenzja mam teraz wszystkie potrzebne dane by stwierdzić, że nie idę do kina. Za art dam W 

, ale dla fana HP to karygodny błąd. Do literówek, polskich znaków, braku spacji, to juz nie ma się co czepiać, to byłoby przegięcie. Najważniejsze, że jest to recenja, a nie tekst recenzjopodobny

spędziłam tu trochę czasu i wspominam bardzo dobrze, tęsknię
A.
Haha jestem pierwsza