Wyjaśnia się tajemnica Irytka. Czy pracownicy Ministerstwa Magii sprostają postawionym przed nimi zadaniom?
Harry wyłonił się z kominka jako ostatni. Rzucił okiem na półki uginające się od opasłych woluminów. Przy samym palenisku było biurko, zapełnione kilkoma stosami pergaminów. Niesprawdzone jeszcze, równo ułożone stosy wypracowań uczniów, wywołały swoistą ulgę u Harry'ego i Rona - oni ślęczenie nad pergaminami mieli już za sobą. Samej Hermiony jednak tu nie było. Nie wiedzieli, czy powinni snuć się po zamku, ale postanowili jej poszukać. Tuż po wyjściu natknęli się na profesor McGonagall. Czarownica wyglądała, jakby przed chwilą została naprawdę rozwścieczona, jednak na widok byłych podopiecznych jej twarz trochę złagodniała.
- Harry, Ginewra i Ronald. Naprawdę miło mi was widzieć - powiedziała. Harry, Ron i Ginny wymienili łagodne uśmiechy. Nadal odczuwali respekt przed tą kobietą obawiając się, że zaraz odeśle ich do dormitoriów, besztając za zbyt późne snucie się po szkole. Ich relacje wyglądały już zupełnie inaczej, jednak wciąż czuli się trochę niepewnie, rozmawiając z byłą opiekunką. Zwłaszcza Harry, który ukrywał coś, o czym powinna ona wiedzieć.
- Szukamy Hermiony, Minewro - powiedziała Ginny, która była najmniej onieśmielona całą sytuacją.
- Powinna być w cieplarniach, Neville pokazuje jej jakąś kolejną fascynującą roślinę - odparła, nie starając się zatuszować pewnej dozy ironii. Fascynacja Neville'a roślinami mogła być nieco irytująca, zwłaszcza, że często ciężko przy nim sprowadzić rozmowę na jakiekolwiek inne tory. Harry, Ron i Ginny zaczęli szukać Hermiony i Neville'a. Natknęli się na nich w sali wejściowej. Podekscytowany nauczyciel zielarstwa zaproponował, że pokaże im najnowszy okaz jakiegoś cudownego liścia, ale wykręcili się koniecznością pilnej rozmowy z Hermioną. Nieco zawiedziony mężczyzna poprosił, by potem wpadli do niego. Gdy zniknął z ich pola widzenia, Hermiona zaproponowała spacer. Miała się na niego udać wcześniej, nim trafiła na kolegę z pracy - oczywiście nie mogła mu odmówić zobaczenia cudownego okazu flory. Wiązało się to z wysłuchaniem pół godzinnej mowy Neville'a, który wiedział o tej roślince chyba więcej, niż jej odkrywca. Opuścili budynek snując się po obszernych błoniach, a Hermiona opowiedziała im o Irytku, zastanawiając się co robić. Ron i Ginny doradzili jej aby dała sobie z tym spokój, jednak Harry postanowił dać jej pewną wskazówkę. Jako wtajemniczony pracownik Ministerstwa nie mógł zdradzać pewnych informacji, ale głupio mu było ukrywać tak ważne fakty przed Hermioną, z którą kiedyś przeżyli tyle przygód.
- Jeśli masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - doradził rozbawiając Rona i ściągając na siebie gniewne spojrzenia: Hermiony, która myślała, że kpi używając jej dawnego powiedzonka i Ginewry, której przenikliwy wzrok mógł zmrozić. Ona jedna przeczuwała, że młody auror może mówić rzeczowo, w końcu to jego ostatnie zainteresowanie dziejami Hogwartu. Nauczyła się już o wiele rzeczy nie pytać, ale to ją intrygowało...
Harry siedział w ministerialnym gabinecie, i znów, przy zapalonej świecy, czytał ten sam fragment Historii Hogwartu:
23 sierpnia 1921 roku szkołę nawiedziła kontrola z Ministerstwa Magii. Przedstawiciele władzy chcieli sprawdzić salę i gabinet ówczesnej mistrzyni eliksirów - profesor Meropy Spinkers. Podczas rewizji znaleziono składniki najgroźniejszych trucizn, które wykonywać za zgodą Ministerstwa mogły tylko niektóre laboratoria, zajmujące się badaniami nad zastosowaniem i właściwościami eliksirów. Powszechnie szanowana wykładowczyni straciła pracę, a prowadzone przeciw niej śledztwo, zakończyło się nałożeniem grzywny, gdyż nie zdołano udowodnić aby ingrediencji używała do sporządzania niebezpiecznych mikstur.
Auror świetnie wiedział dlaczego sprawy nie zatuszowano. Tamta nauczycielka otwarcie krytykowała zarządzanie Fineasa Blacka, który rozgrywki prywatne przedkładał nad dobre imię uczelni. Jego wpływy sprawiły, że rada nadzorcza nie podjęła żadnych kroków, by ukryć ten incydent. Sprawa wróciła, bo poprosił o to potomek pani Spinkers, nowo wybrany francuski Minister Magii. Utrzymywał, że jego dawną krewną wrobiono, a sporo galeonów przeszło z rąk do rąk. Sytuacja między magiczną społecznością Anglii, a krajów Europy Południowej była już napięta, dlatego postanowili sprawdzić całość, prowadząc najdziwniejsze i najmniej zdane na sukces śledztwo o jakim Harry słyszał. Było ono tajne, gdyż nie chcieli, aby uczniowie Hogwartu próbowali cokolwiek odkryć na własną rękę. Wszyscy biorący udział w tej sprawie złożyli obietnice wierności, które wiązały ich odpowiedzialnością jeszcze większą, niż przysięgi wieczyste. Dlatego postępowanie Harry'ego, który udzielił Hermionie wskazówki było mocno lekkomyślne. Na szczęście konsekwencje przyjętego zobowiązania go nie dosięgły, toteż jeszcze słowa nie złamał. Pracownicy Ministerstwa nie mogli się komunikować z prowadzącymi tamto postępowanie, gdyż ci magowie już nie żyli, a pech chciał, że dwójce z nich za współpracę z przestępcami i zdradzanie tajemnic rządu, dementorzy złożyli pocałunki. Trzej kolejni niedługo potem doznali urazów psychicznych na skutek klątw, dlatego nie było żadnego ich portretu, który mógłby pomóc. Harry i jego współpracownicy pytali więc duchy i obrazy z Hogwartu, starając się wymusić od nich zeznania, jednak na razie sprawa niezbyt poruszała się do przodu. Znacznie ciężej wyciągnąć coś od osób, które już właściwie nie istniały. Irytek wtedy wprowadzał zamieszanie, a potężna magia niewidzialności i niewykrywalności sprawiła, że póki co McGonagall nie wiedziała co się dzieje pod jej okiem. Bano się, że nauczyciele mogą celowo zacierać ślady. Dla Pottera było to śmieszne, ale nie on kierował działaniami komisji, powołanej w celu zbadania dawnych dziejów. Harry nie wierzył, aby długo dało się to utrzymać w sekrecie, ale na razie mieli szczęście.
No niestety nadal sporo błędów. Interpunkcja leży totalnie...
Nadal źle piszesz Neville - mam nadzieje, że poprawiłam wszędzie. Powinno być Neville'a.
Do tego stylistyka. Tworzysz dziwne, pokręcone zdania. Ogólnie mógłbyś pisać krótsze zdania, może poszłoby Ci lepiej ;]
Co do fabuły:
Nie za wiele się dzieje. W sumie tylko szukanie Hermiony i krótka rozmowa. Nie podoba mi się tez to, że Ginny mówi do McGonagall po imieniu, raczej nie powinno tak być.
Fragment z histori Hogwartu zaciekawia. No nic pozostaje tylko czekać, co będzie dalej.