Dedykuję tą część mojego Ficka mojej sekretnej butelkowej wielbicielce ;3
Fan fick jest inspirowany grą komputerową Wolf Among Us - w jej fabule został osadzony świat Harry'ego Pottera
Księga I: Jaśmin
Rozdział II: Woodland
Harry podszedł do bramy Woodland. Woodland to budynek wyglądający jak hotel, jedyną różnicą było to, że mieszkały w nim tylko baśnie. Mieścił się tam także ich urząd. Oczywiście nie wszystkie baśniowe postacie tu mieszkały, były one rozsiane po całym Nowym Yorku. Było tak z różnych powodów: pracy, tańszych czynszów, czy może chęci ucieczki przed mugolami. W Woodland mieszkali nie tylko bogacze, jakby to mówiła tabliczka zawieszona obok bramy "Luksusowe apartamenty Woodland". Przykładem może być Harry, który dosłownie mieszka w najmniejszym pokoju hotelowym w budynku. Szeryf przeszedł przez bramę i placyk pełen bujnej roślinności, kiedy nagle usłyszał jakiś szelest za jednym z drzew.
- Nie każ mi tam iść - powiedział z poirytowaniem odwracając się do drzewa, za którym usłyszał szelest. - Słuchaj, przede mną godzina papierkowej roboty i już dziś miałem do czynienia z jednym dupkiem, więc... - Zza drzewa wyszła szczupła, niebieskooka kobieta o blond włosach, ubrana w czerwony płaszcz i buty na wysokich obcasach.
- Przepraszam, Harry. Nie chciałam być chamska.
- Piękna... - to nie był zwykły komplement, to było imię kobiety. Harry znał większość baśni osobiście i od razu ją poznał.
- Cześć, Harry - powiedziała kobieta, przechodząc przez krzaki. - Nikogo się nie spodziewałam. Wiem, że to dziwnie wygląda, ale mogę to wytłumaczyć.
- Dlaczego się chowałaś?
- Nie widziałam, kto idzie. Ostrożności nigdy za wiele.
- Tak, to prawda... - Piękna spojrzała na zegarek po czym powiedziała:
- Cholera, jestem spóźniona. - I pobiegła w stronę bramy. Kiedy do niej podbiegła, odwróciła się do Harry'ego. - Proszę, Harry... Obiecaj, że nie powiesz Bestii, że mnie widziałeś. Ostatnio robi się bardzo zazdrosny i... To po prostu bardzo ułatwiłoby mi życie.
- Jasne - powiedział Harry.
- Obiecujesz? - spytała niepewnie.
- Obiecuję - odpowiedział z ręką na sercu.
- Dziękuje, Harry. Wyjaśnię ci to później. Zrobię to, ale muszę już iść - powiedziała Piękna z uśmiechem na ustach, potem przeszła przez bramę i poszła nie wiadomo dokąd, a Harry skierował się do budynku. Kiedy do niego wszedł i spojrzał w prawo, ujrzał jak zwykle śpiącego ochroniarza z nogami na biurku i rycerską zbroję stojącą obok niego. Po przeciwnej stronie pomieszczenia były schody, dwie windy, spis mieszkańców budynku obok nich oraz skrzynka pocztowa. Ściany nie były malowane, tylko zostały obłożone tapetą, ale za to zdecydowanie ładniejszą niż tą w mieszkaniu Drwala, a podłoga była wyłożona gustownymi kafelkami, które bardzo pasowały do staromodnego wystroju wnętrza. Harry podszedł do windy, po czym nacisnął przycisk. Kiedy znalazł się już w środku i wybrał numer piętra, na które się wybierał, ze schodów zbiegł umięśniony, wysoki blondyn o szpiczastych uszach, ubrany w brązowe garniturowe spodnie i czarną koszulkę. To był Bestia, mąż Pięknej. Podbiegł do zamykającej się windy i włożył rękę między jej drzwi, sprawiając, że ponownie się otworzyły.
- Widziałeś moją żonę? Widziałeś Piękną? - spytał Bestia.
- Nie. Nie widziałem jej - odpowiedział szybko Harry.
- Dobra... Przepraszam, że zawracam ci głowę. - Kiedy drzwi windy zaczęły się zamykać Harry zobaczył jak Bestia wyszedł przez drzwi mówiąc coś do siebie. Harry, tak jak wszyscy wiedział, że w małżeństwie Bestii i Pięknej się nie układało, mimo że on pracował na kilka etatów, żeby zapewnić swojej żonie byt, ale i tak tonęli w długach, a Piękna wychodziła gdzieś wieczorami tak jak to zrobiła kilka minut temu.
***
Harry wszedł do swojego mieszkania i rzucił kluczyki na stolik przy drzwiach. Jego mieszkanie naprawdę było najmniejsze w całym budynku. Miało 4 pomieszczenia – kuchnię, łazienkę, sypialnię i coś na kształt salonu. Harry skierował się do kuchni, żeby obmyć twarz. Wyposażenie dorównywało wielkości mieszkania. Miał tylko kuchenkę, zlew, lodówko-zamrażalkę i szafkę, służącą do przechowalnia kubków, talerzy i sztućców. Kiedy obmył twarz, otworzył okno, żeby wpuścić trochę hałasu z ulicy do domu. Nie cierpiał chwil, kiedy był sam w tym obskurnym mieszkanku i po prostu siedział na swoim fotelu w ciszy i spokoju. To mu przypominało o tym jak bardzo tęskni za Ginny i o tym jak go zdradziła. Dlatego też zgłosił się na propozycję przyjazdu do Nowego Yorku, bo myślał, że to mu pomoże zapomnieć. Niestety nie mógł zapomnieć tak łatwo o miłości swojego życia, a kiedy już przyjechał, aby pilnować Baśniowej Społeczności, swoją tęsknotę zamieniał w gniew i wściekłość, którą wylewał na Baśniowców. To sprawiło, że niektórzy się go bali, a inni szczerze nienawidzili, a Harry mimo chęci i prób naprawienia z nimi relacji często wręcz pogarszał sprawę, więc został taki jaki był na początku swojej kariery Szeryfa. Ministerstwo Magii miało Baśniowców zupełnie gdzieś, dlatego też nie zwracali uwagi na niego i jego pracę. Mieli własne problemy, które musieli rozwiązać. Harry przeszedł do swojego salonu, w którego skład wchodziły telewizor i fotel, na którym leżała śpiąca świnia. Był to Colin, jedna z Trzech Świnek, która ciągle uciekała z Farmy - miejsca dla tych, których nie stać na Urodę Maskującą. Uważał, że to jest jak bycie w więzieniu, tylko gorsze.
- Colin, wstawaj - powiedział Harry, szturchając go w brzuch.
- Cześć, Harry - odpowiedziała mu świnia. - Zająłem ci fotel?
- Mam tylko jeden, więc tak. - Colin zszedł z fotela, a Harry zajął na nim miejsce i wyjął paczkę papierosów z kieszeni.
- Dasz zapalić? - spytała świnia. Harry zgodził się, włożył mu papieros do ust i go zapalił. Teraz oboje tylko siedzieli i palili.
- Musisz z tym skończyć. Nie możesz ciągle wymykać się z Farmy - powiedział Harry idąc do kuchni.
- Świeże powietrze i blask słońca, które obiecują, to bzdura. Nie po to uciekałem z Rodzinnych Stron, żeby skończyć w jakimś więzieniu. Nie każ mi tam wracać. - Kiedy Colin skończył, Harry miał już w ręce kubek kawy. - To dla mnie? - spytał z uśmiechem na ryjku patrząc na kubek.
- Nie - opowiedział szorstko Harry.
- Wiesz, mój domek nie zdmuchnął się sam, Harry, to wszystko. Oczywiście nie sugeruję, że to powód, żeby zaproponować mi drinka, ale... może... Pomogłoby to złagodzić ból, który spowodował mi Wielki Zły Wilk. Pokazałoby to też innym jak bardzo się zmieniłeś.
- Jeśli to wszystko, co miałeś do powiedzenia, to idę odpocząć - powiedział Harry ponownie zasiadając w swoim fioletowym fotelu.
- Cofam to, co powiedziałem... Dlatego wszyscy cię nienawidzą - odpowiedział Colin z wyrzutem.
- Więc... wszyscy mnie nienawidzą? - spytał posmutniały Harry.
- Nie. Robię cię w konia.
- Robię co w mojej mocy - powiedział, biorąc łyk kawy.
- Nie powiedziałbym, ale wróć, nienawiść to złe słowo. Obawiają się ciebie bardziej niż czegokolwiek.
- Nie mogę zmienić przeszłości, wiesz?
- Nie możesz też zmienić cudzych wspomnień. Nie mówię, że to w porządku... ale taka jest prawda. Ludzie się ciebie boją. Popatrz chociażby na swoje dłonie. Z kim się dzisiaj biłeś? Z Baśniowcem, prawda? Wiem, że nie zaatakowałbyś mugola.
- Nie moja wina - powiedział Harry.
- Mam wrażenie, że za często to mówisz. - Harry wziął kolejny łyk kawy i zaczął mówić:
- Myślisz, że moja praca jest łatwa? Spróbuj powstrzymać Baśniowców przed wyrżnięciem się nawzajem. Wiesz jak to jest?
- Nie mam pojęcia. Jak? - odpowiedział sarkastycznie Colin.
- Trzeba być wielkim i groźnym.
- "Wielkim i groźnym"... Nie mów tego przy innych, Harry. To żenujące. - Harry wziął kolejny łyk kawy. – Właśnie przez takie nastawienie masz problemy. Jestem pewny, że byłeś dziś wredny dla każdego, kogo dzisiaj spotkałeś.
- Nie dla wszystkich.
- Wymień chociaż jedną.
- Piękna.
- Serio? - spytał z niedowierzaniem Colin.
- Tak, skłamałem dla niej.
- Dobra... Naprawdę miło z twojej strony. Z przyjaciółmi życie jest prostsze, Harry. A jeszcze sobie długo pożyjemy. Wiem, że lubisz takie życie samotnika, ale widziałem jak patrzysz na Śnieżkę. Mnie nie oszukasz - powiedział Colin, przydeptując raciczką skończonego papierosa.
- Zamkniesz się kiedyś? - spytał poirytowany Harry.
- Może jeśli moje gardło nie byłoby takie wysuszone, nie gadałbym tyle.
- Przecież to nie ma...
- Po prostu daj mi tego drinka! - krzyknął błagalnie Colin.
- Colin, dość. Nie śpię od dwóch dni. Wyleciałem z okna na pierwszym piętrze i chcę chwilę odpocząć, zanim... - Colin popatrzył na Harry’ego smutnymi oczami. - Dobra. Jeśli ci to dam, dasz mi spać?
- Tak, tak, jasne... Prawdopodobnie. - Harry dał Colinowi kawę, a ten ucieszony zaczął ją energicznie pić, więc Harry zamknął oczy i zasnął. Obudziło go głośnie pukanie do drzwi. Szybko pobiegł je otworzyć. Kiedy je otworzył, zastał Śnieżkę. Miała na sobie beżową marynarkę, która na dekolcie miała namalowane płatki śniegu, i fioletową spódnicę do kolan. Jak zawsze jej czarne włosy były spięte w kitkę, a paznokcie i usta pomalowane na czerwono. Śnieżka była sekretarką Ichaboda Crane'a zastępcy Króla Cola, który zaginął kilka miesięcy temu. Nigdy nie lubiła swojego szefa, który był dla niej wiecznie złośliwy, mimo że była pracownicą, o której każdy szef mógłby pomarzyć. Jej życie towarzyskie również nie było za ciekawe. Całe dnie spędzała w biurze przez co nie miała zbyt wielu znajomych oprócz tych z pracy, a jej mąż - Książę Uroczy zostawił ją dla jej siostry Róży. Zawsze była sympatyczna i otwarta na nowe znajomości. Miała rękę do dzieci i ogólnie w pod względem charakteru można ją było uznać za wierną kopię pani Weasley.
- Śnieżko? - spytał niepewnie Harry.
- Chodź za mną - powiedziała szybko. Harry bez pytania podszedł z nią do windy.
***
Harry i Śnieżka wyszli przed budynek. Od razu zauważył leżącą przed nimi kurtkę oświetlaną przez lampy z Woodland i światło księżyca. Harry powoli ją podniósł, a pod nią leżała odcięta głowa prostytutki, którą spotkał dziś u Drwala. Wokół niej była kałuża krwi.
- O mój Boże... - powiedział Harry odwracając swój wzrok.
- Znałeś ją? Nie jest mugolem, prawda? - Harry pokręcił głową. - Myślałam, że znam wszystkich Baśniowców - powiedziała Śnieżka z wyrzutem.
- Pracowała na ulicy - odpowiedział jej Harry. - Drwal ją zaatakował, a ja go powstrzymałem. Później zaczął grozić, że zabije nas oboje.
- Nie sądzisz, że on... - spytała niedowierzająca Śnieżka. Sam akt morderstwa bardzo ją wystraszył, gdyż to pierwsze morderstwo od kiedy sprowadzili się do świata zamieszkiwanego przez czarodziejów i mugoli.
- Jeszcze nic nie sądzę. Widziałaś tu kogoś?
- Nie. Nikogo - odpowiedziała szybko.
- Żadnych samochodów? Głosów? Mugoli?
- Może. Ale... nie, raczej nie. Zapamiętałabym. Czy zrobił to... ktoś z nas? - zapytała Śnieżka przyglądając się głowie.
- Nie wiem - powiedział szczerze Harry.
- Kolejny powód, żeby nie dopuścić do wybuchu paniki, zanim nie dowiemy się o co tutaj chodzi. - Śnieżka spojrzała w kierunku bramy Woodland, obok której przeszły dwie nieznane jej osoby. - Rozejrzyj się. Mamy mało czasu, zanim ludzie zaczną tędy przechodzić - powiedziała, po czym podeszła do bramy patrzeć czy nikt nie idzie. Harry zamknął oczy odciętej głowie, po czym zaczął bacznie się jej przyglądać. Po pozycji domyślił się, że została ułożona w ten sposób prawdopodobnie, żeby ktoś ją znalazł. Szeryf przyjrzał się także szyi ofiary, z której nadal sączyły się krople krwi.
- Dziwna rana... Co to mogło być? - powiedział Harry do siebie.
- Co mówisz? - spytała podchodząca do niego Śnieżka uznając, że pytanie było skierowane do niej.
- Mówię, że głowę odcięto czymś bardzo ostrym albo czymś przesiąkniętym magią - odpowiedział Harry na swoje pytanie. Nagle zobaczył, że z ust głowy prostytutki coś wystaje. Otworzył jej, wyjmując przedmiot. Była to wstążka, którą kobieta nosiła na szyi, kiedy była u Drwala. Na końcu wstążki był przywiązany jakiś pierścień, Harry pokazał go Śnieżce.
- Zobacz, na tym pierścionku jest jakiś symbol - powiedział Harry.
- Nie rozpoznaję go - powiedziała Śnieżka zdziwiona tym, że nie zna symbolu z pierścienia. Do tej chwili myślała, że jest jedną z osób, która najlepiej zna baśnie, ich historię i obyczaje.
- Ja też. Daj mi chwilę na rozejrzenie się, mogą tu być jakieś ślady - powiedział Harry, po czym Śnieżka wróciła do bramy stać na czatach. Szeryf dokładnie przeczesał placyk nie znajdując nic, co mogło by im pomóc znaleźć mordercę, kiedy ujrzał plamy krwi prowadzące do bocznej alejki. Wszedł za śladami krwi do alejki i zastał tam pusty śmietnik oraz furtkę, na której ogrodzeniu było więcej krwi. Uznał, że nic więcej tu nie znajdzie, więc podszedł do Śnieżki i powiedział jej co widział i, że prawdopodobnie nic więcej tu nie znajdzie.
- Dobrze - odpowiedziała Śnieżka, po czym spojrzała na głowę leżącą przed drzwiami. - Powinniśmy ją gdzieś przenieść... zanim ktoś się pojawi - zaproponowała. - Myślę, że moglibyśmy ją zidentyfikować, jestem pewna, że będzie w księgach - Śnieżka skierowała wzrok na Harry’ego i spytała:
- Harry... Wiesz co tu się dzieje?
- Jedyne, co na razie wiem, to to, że ktoś ją tu przyniósł z zewnątrz - powiedział Harry odwracając głowę w stronę bocznej alejki.
- To ma sens. Brak śladów walki. Ale skąd to wiesz?
- Znalazłem krew na tamtej furtce. Ktoś przez nią przeskoczył - powiedział Harry potwierdzając swoją teorię.
- Dobrze, to już coś. Więc był to ktoś z zewnątrz... - powiedziała z zastanowieniem Śnieżka. - Przynajmniej nie przyszli z samego Woodland. - Harry podszedł i ukucnął ponownie przy głowie ofiary. - Będę musiała powiedzieć o tym Crane'owi - powiedziała Śnieżka podchodząc do Harry’ego. - Dopóki Króla Cole’a nie ma, on jest Burmistrzem... Musi wiedzieć.
- Rób co musisz - odpowiedział krótko Harry, zawijając głowę kobiety w kurtkę.
- Jestem pewna, że nie będzie zachwycony, ale... - Śnieżka westchnęła. - Tak trzeba. Miejmy nadzieję, że podejdzie to tego rozsądnie.
- Nie spodziewałbym się zbyt wiele - powiedział sarkastycznie Harry i miał rację. Szef Harry'ego i Śnieżki nie pracował zbyt wiele, praktycznie w ogóle nie pracował, a kiedy przejął stanowisko burmistrza Baśniogrodu, czyli baśniowej społeczności, zaczęło się robić tylko gorzej.
- I nie spodziewam się.
- Po prostu nie chcę, żeby się wtrącał - powiedział Harry kończąc zawijać głowę w kurtkę.
- To nie Crane jest teraz ważny. Musimy się dowiedzieć się, kim ona była, żeby znaleźć tego kto ją zabił - powiedziała Śnieżka, podchodząc do drzwi Woodland. - Zabierz ją do doktora Świńskie Serce. Niech rzuci na nią okiem.
Może nie butelkową, ale jestem fanką tego ficka. Jak już pisałam wielokrotnie, kocham wszelkie baśnie i bajki i mimo że pokazujesz nam tu Baśnowców w bardzo smutnej rzeczywistości, jako nieszczęśliwych, przepracowanych, wcale nie po happy endzie postaci, to jednak nadal ta historia ma swój urok. A może właśnie przede wszystkim dzięki temu?
Urzekła mnie strasznie jedna ze Świnek Trzech. W życiu bym nie wymyśliła czegoś takiego. Na razie wszystko wygląda na typowy kryminał - jest dobry-zły glina, jego przyjaciel, który mu pomaga i dziwne morderstwo. Do tego piękna kobieta, która również postanowi pomóc naszemu glinie - sama Śnieżka. Ale jednak w takim zestawieniu, mimo temu braku oryginalności w głównym wątku, jest to jednak opowiadanie wyjątkowe.
Jednak masz mnóstwo małych błędów nad którymi chyba nie panujesz (i Twoja beta również). Przecinki - szczególnie w zdaniach wielokrotnie złożonych. Postawisz je w jednym miejscu, a w drugim już nie. Skaczą Ci one. Niby wszystkie przecinki, które postawiłeś, były raczej w słusznych miejscach, to mnóstwo ich brakowało.
Poza tym zdania. Masz jakiś taki dziwny styl pisania. Opisujesz wszystko tak topornie. Tu stoi to, to i to. Tam jest to i tamto. On zrobił to, to i to. To jest suche. Musisz dać opisom nieco magii, używając właśnie czasowników z końcówkami -ąc itp. I przede wszystkim dziel takie dłuuugie zdania kropką!
Poza tym przy dialogu nieco zamotałeś czytelnikiem (czyli mną) i mam wrażenie, że sobą również. Ciężko było pod koniec zrozumieć, kto co mówi.
I najważniejsze do zapamiętania - "mimo że" to wyrażenie, gdzie przed "że" w żadnym wypadku nie stawiamy przecinka. Zapamiętać proszę! ;D
Czekam na więcej