Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Samochód Artura Weas...

Kategoria: Magiczne przedmioty
Autor: Prefix użytkownikaania919

Stary Ford Anglia, należący do Artura Weasleya, magicznie przez niego ulepszony. Może latać, a ta...
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i Książ...

Kategoria: Streszczenia
Autor: Prefix użytkownikaFilius Flitwick

Streszczenie szóstej części przygód o Harrym Potterze - "Księcia Półkrwi".
>> Czytaj Więcej

Wywiad z Emmą Watson

Kategoria: Wywiady
Autor: Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Przetłumaczony wywiad z Emmą Watson do magazynu Interview.
>> Czytaj Więcej

Biblioteka Hogwartu

Kategoria: Hogwart
Autor: Prefix użytkownikaania919

Artykuł zawiera informacje na temat biblioteki w Hogwarcie. Jest to ogromne pomieszczenie, w któr...
>> Czytaj Więcej

Magiczne Dowcipy Wea...

Kategoria: Magiczne miejsca
Autor: Prefix użytkownikaNedelle

Magiczne Dowcipy Weasleyów to sklep na ulicy Pokątnej nr 93. Można kupić tam różne psikusy i gadż...
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i Więzi...

Kategoria: Streszczenia
Autor: Prefix użytkownikaPaulaSmith

Streszczenie trzeciego tomu przygód młodego czarodzieja - "Więźnia Azkabanu".
>> Czytaj Więcej

Tezaurus Harry Potter

Kategoria: Książki
Autor: Prefix użytkownikaBarlom

Tezaurus, czyli encyklopedia związana ze światem czarodziejów - recenzja
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 2. (Ni...

Tytuł: Rozdział 2. (Nie)przypadkowe spotkanie.
Seria: Kto nie lubi jabłek?
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikagordian119

Pedersen rozpoczyna walkę z seryjnym mordercą.
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i ...

Tytuł: Harry Potter i Pentakl Wężoustych - Rozdział 1. Jozu Salu Mc
Gatunek: Inne
Autor: Angelina Johnson

Rozdział 1 fanowskiej kontynuacji przygód Harry'ego Pottera, Marcina Dęgi o tytule "Harry Potter ...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 4 - St...

Tytuł: Rozdział 4 - Starszy Szarc
Seria: Zaginiony Miecz
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNedelle

Dziewczyny zostały na noc u Szarców. Tanya szybko orientuje się, że coś tu nie gra...
>> Czytaj Więcej

Landrynka.

Tytuł: Landrynka.
Gatunek: Drabble
Autor: Prefix użytkownikaEwa Potter

Cytrynowy sorbet.
>> Czytaj Więcej

[NZ]5

Tytuł: 5
Seria: W stronę magii
Gatunek: Inne
Autor: Prefix użytkownikaWilena Romus

W stronę magii, rozdział 5.
>> Czytaj Więcej

Spełnione marzenie

Tytuł: Spełnione marzenie
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaScarllet

Miniaturka odbiega trochę od kanonu ;3
>> Czytaj Więcej

Severus Snape

Tytuł: Severus Snape
Gatunek: Drabble
Autor: Alette

...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 41
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
41,324 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 760
Było: 07.02.2017 04:15:19
Napisanych artykułów: 935
Dodanych newsów: 8,675
Zdjęć w galerii: 17,716
Tematów na forum: 3,048
Postów na forum: 284,554
Komentarzy do materiałów: 204,226
Rozdanych pochwał: 2,908
Wlepionych ostrzeżeń: 4,124
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  RAVENCLAW!

Gryffindor
Punktów: 1583
uczniów: 2170
Hufflepuff
Punktów: 1533
uczniów: 2543
Ravenclaw
Punktów: 2983
uczniów: 3704
Slytherin
Punktów: 54
uczniów: 2905

Ankieta
Pewnego dnia sowa przynosi ci przesyłkę, w której znajdujesz Pelerynę Niewidkę. Jak jej użyjesz?

Będę wymykać się z zamku wieczorami, żeby ćwiczyć latanie na miotle
8% [11 głosów]

Zakradnę się do łazienki i będę podglądać kąpiące się dziewczyny/chłopaków
9% [13 głosy]

Będę nadstawiać ucha - żadna tajemnica się przede mną nie ukryje
9% [13 głosy]

Nastraszę kilku uczniów, których nie lubię - chcę patrzeć, jak wrzeszczą i uciekają
7% [10 głosów]

Odwiedzę w nocy Wieżę Astronomiczną i będę patrzeć w gwiazdy. Może zaproszę tu kogoś na randkę?
10% [14 głosy]

Zakradnę się do działu ksiąg zakazanych i będę czytać całą noc
15% [21 głosów]

Będę szukać nocami ukrytych przejść i zapomnianych sekretów Hogwartu
26% [37 głosów]

Uszyję z niej torbę, w której będę wynosić jedzenie z kuchni - teraz nikt mi go nie zabierze
7% [10 głosów]

Będę się pod nią ukrywać między zajęciami - nie lubię rozmawiać z ludźmi
6% [9 głosów]

Odegram się na Filchu i tej jego parchatej kotce, niech mają za swoje
2% [3 głosy]

Ogółem głosów: 141
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 09.04.17

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
RavenclawRose Stalcrist ostatnio widziano 28.05.2017 o godzinie 01:19 w Skrzydło Szpitalne
HufflepuffLiliana Williams ostatnio widziano 27.05.2017 o godzinie 15:56 w Sala wejściowa
RavenclawJewgienij Morozow ostatnio widziano 27.05.2017 o godzinie 15:21 w Skrzydło Szpitalne
RavenclawRose Stalcrist ostatnio widziano 27.05.2017 o godzinie 14:46 w Skrzydło Szpitalne
RavenclawJewgienij Morozow ostatnio widziano 27.05.2017 o godzinie 14:39 w Skrzydło Szpitalne
Ravenclaw[P] Corinne Wright ostatnio widziano 26.05.2017 o godzinie 23:25 w Sala wejściowa
[Z] Niełatwo być ojcem
Kiedy nagle okazuje się, że wraz z narodzinami małego człowieka zmienia się cały twój świat.
Autor: Alette
Gatunek: Obyczajowe
Ograniczenie wiekowe: +7
Przeczytano 728 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3].
Niełatwo być ojcem 3/3
Trochę szczęścia w nieszczęściu...

Kilka miesięcy później doszedł do wniosku, że nie istnieje coś takiego jak najgorszy moment w życiu… bo nigdy nie jest tak okropnie, żeby nie mogło być jeszcze gorzej. Harry’emu wydawało się, że skoro los odebrał mu już tyle bliskich osób, a kolejnych tak okropnie zranił, to już limit został wyczerpany. Tym razem… a właściwie za każdym razem nie miał racji.

James patrzył tępo w białą ścianę szpitala świętego Munga, zaciskając zakrwawione dłonie w pięści. Nie znalazł dość odwagi, żeby porozmawiać z uzdrowicielami. Przechodzący pacjenci spoglądali na niego ukradkiem, czasami mrucząc coś do towarzysza. Harry mrużył oczy, kiedy stojąca obok Ginny próbowała uspokoić oddech. W końcu obydwoje podjęli decyzję. Rudowłosa kobieta ruszyła do pokoju specjalistów, a on chwycił syna za ramię i niemalże siłą zaciągnął go do łazienki.

Harry, jako szef biura aurorów, na zewnątrz mógł wydawać się zbudowany niemalże ze stali. Na jego twarzy dostrzegalna była jedynie zaciętość i determinacja. W środku aż wrzał ze złości. Bo nikt nie chce patrzeć na swoje dziecko w takim stanie. No po prostu nikt.

James nie uronił ani jednej łzy, nie krzyczał, nie szarpał… wcale nie musiał. Wszystkie emocje emanowały z niego z taką siłą, że Harry czuł je na własnej skórze. Mógł to być smutek… okropny, wielowarstwowy… albo złość… wciąż tłumiona ale oczywista. Jednak przede wszystkim biło od niego zagubienie, kompletna dezorientacja. Jakby cały świat nagle odwrócił się do góry nogami, a on zaczął tonąć w czarnej otchłani.

Zmusił go do umycia rąk pod ciepłą wodą, powtarzając, żeby wziął się w garść… i że przyjdzie jeszcze czas na wszystkie inne uczucia, ale nie w tym momencie, nie w tym miejscu. Wszelkie słowa docierały do Jamesa z opóźnieniem, w niepełnej formie, ale kiedy pozbył się śladów krwi jego dziewczyny, zacisnął zęby i wychrypiał coś niezrozumiałego. Dla Harry’ego był to dobry znak, bo przynajmniej powrócił na ziemię… nawet jeśli na razie nie czekało tam na niego nic dobrego. Poza tym jednym małym promykiem nadziei, którego nie doceniał… ale był jeszcze młody, wciąż przerażony i głęboko w szoku.

Mily obudziła się w środku nocy, czując, jak każda część jej ciała płonie. Wrzeszczała tak głośno, że James wpadł w panikę. Nie wiedział, co powinien zrobić, dopóki nie zobaczył kałuży krwi. Wtedy zaczął działać tak szybko, jak w czasie alarmu na szkoleniu aurorów. Wysłał błyskawiczną wiadomość do szpitala, a już po chwili ratownicy wbiegli do jego domu, odbierając mu dziewczynę, której nie potrafił uspokoić.

Tak opowiedział Harry’emu znajomy uzdrowiciel. Jego głowa zawitała w kominku Potterów o piątej trzydzieści osiem, kiedy Ginny szykowała śniadanie dla Albusa, który wcześnie rano wyruszał na poszukiwania nieznanego nikomu magicznego przedmiotu. Zaraz potem rudowłosa kobieta obudziła męża i kilka minut po zakończonej przemowie obydwoje teleportowali się do szpitala.

Od Jamesa nie dowiedzieli się nic, ale też wcale tego nie wymagali. Od uzdrowicieli dowiedzieli się tego, czego nie chcieli słyszeć.

Urodziła ślicznego chłopczyka o złotych włosach, malutkich rączkach i wielkich oczach. Był zdrowy, silny, chociaż mniejszy niż powinien. Przy badaniu nie wskazano na żadne ułomności – ani mugolskie, ani te magiczne. Mimo to z jakiegoś powodu płód we wnętrzu matki w pewnej chwili zadziałał jak bomba zegarowa, rozrywając ją od środka. Uzdrowiciele nie mieli szansy powstrzymać nieuniknionego, nie zadziałały żadne eliksiry. Kiedy podjęli decyzję o ratowaniu dziecka, rozpoczął się prawdziwy horror, pełen bólu, krzyków, płaczu i strachu. Poród trwał krótko, a wraz z jego zakończeniem zniknął horror, ból, krzyk, płacz i sama Mily.

Harry sam nie wiedział, co powinien teraz myśleć, czy w ogóle powinien o tym myśleć. To nie był moment na wspomnienia, rachunek sumienia ani planowanie przyszłości. Mimo to w jego głowie panował chaos dotyczący osoby, której tak naprawdę wcale nie znał

"Lubię ją" usłyszał w swojej głowie wesoły głos Jamesa. "Ma w sobie dużo zapału, nawet jeśli trochę słomianego, to… jest energiczna i ciekawa świata. Myślę, że nasz mógłby jej się spodobać."

Strata bolała zawsze… ale też zawsze inaczej. Tym razem Harry nie potrafił wyrazić emocji związanych z osobą, której niby nie znał, a która i tak należała do jego rodziny. Ponad wszystko przerażała go myśl o przyszłości, bo jak sobie James z tym poradzi? Pewnego dnia będzie musiał się pozbierać, a wtedy doścignie go świadomość, że jest samotnym ojcem.

Zostawił Jamesa na poczekalni, dając mu przestrzeń, której potrzebował. Sam ruszył na oddział, gdzie przed salą noworodków stała Ginny, wpatrzona w szereg łóżeczek z ubranymi na niebiesko lub różowo maluszkami.
– Chcą go zostawić jeszcze do jutra – powiedziała, przeczesując rude włosy. – Na wszelki wypadek.
Kiwnął głową, podążając za jej wzrokiem.
Ich pierwszy wnuk spał nieświadomy okoliczności, w jakich przyszedł na świat. Zacisnął piąstkę na kocyku, ale poza tym pozostawał obojętny na kwilenie jego sąsiadów.
– Nawet pasuje do niego ten Leonardo – dodała zachrypniętym głosem, dotykając palcami szyby.
Mily uparła się na to imię, chociaż James reagował iście histerycznie.
– Nie pasuje – odparł Harry. – Ale to i tak nie my o tym decydujemy.



***


Nie znaleźli sposobu na nawiązanie kontaktu z jej rodziną. Krewni zapadli się pod ziemię. Wysłali wiadomość do ambasady kraju, w którym żyła przed przybyciem do Anglii, ale nie uzyskali odpowiedzi. Dlatego o pogrzebie zdecydowali sami.
Pochowali Mily w Dolinie Godryka, bo nawet jeśli nie była żoną jego syna, to z pewnością matką wnuka, więc bezsprzecznie należała do rodziny. Zaplanowali skromną ceremonię, ale i tak przybyły tłumy bliższych i dalszych znajomych. Hermiona to przewidziała, więc zamiast tony kwiatów, pojawiły się ofiary na pomoc dla czarodziejów z biednych rodzin. Wiązanki przygotowała Lily, bo Ginny skupiła uwagę na opiece nad noworodkiem… a ten sprawiał niemało kłopotów. Nie spał prawie w ogóle, krzyczał tak głośno, że słyszeli go w sąsiedniej wiosce, w dodatku co chwilę dostawał wysypki. James wciąż miał problem z zapanowaniem nad chaosem w jego życiu.

Na pogrzebie zachowywał się normalnie, jakby ceremonia dotyczyła dalekiego krewnego. Później zniknął im z oczu i od tamtej pory widywali go tylko przez przypadek.
– Musi mieć w końcu jakieś imię – powiedziała Lily do ojca, bujając czterotygodniowego malucha w kołysce. Miała rację, ale oni nie wiedzieli, jak powinni go nazwać, a z Jamesem nie mieli żadnego kontaktu. Myśleli o tym bardzo często, próbując podjąć trudną decyzję. Jednak kiedy mały skończył dwa miesiące, okazało się, że cała rodzina mówi na niego Leo.
Opiekę nad niemowlakiem powierzyli Ginny, bo ona i tak robiła to najlepiej. Wychowała trójkę dzieciaków i nawet jeśli teraz podkreślała, że jest na to za stara, to i tak nie widzieli innego wyjścia. Luna, która spędzała wakacje w Anglii, powiedziała nawet, że zgodnie z kalendarzem buhunów to najlepszy czas na rodzicielstwo. "Jestem jego babcią, nie matką" rzuciła Ginny, krzywiąc się okropnie.

Musieli przywyknąć i, przede wszystkim, nie dać się zwieść. Przypomniał im o tym, ku zaskoczeniu wszystkich, Ron. "To nie wy jesteście jego rodzicami i jeśli dalej będziecie ściągać z niego odpowiedzialność, to będzie już za późno, żeby sobie z nią poradził" powiedział, zaglądając im do lodówki. "Chcecie dobrze, ale z biegiem czasu Leo zacznie widzieć w was mamę i tatę, w Albusie i Lily starsze rodzeństwo, a James nie będzie pasował mu do obrazka, bo ani to ojciec ani brat".

Wtedy razem z Ginny podjęli decyzję, skonstruowali plan i… czekali na okazję do jego zrealizowania. Jednak James znikał im z oczu, zanim zdążyli zaproponować cokolwiek. Ginny chciała poczekać, ale Harry stracił cierpliwość.
– Gdzie idziesz? – zapytał go w sobotnie południe, kiedy James ubierał buty na korytarzu.
– Na spacer – mruknął niewyraźnie, nie podnosząc głowy.
– To się świetnie składa – powiedział głośno, żeby przedrzeć się przez nerwową atmosferę w pomieszczeniu. – Zaczekaj.
James nacisnął na klamkę, ale zanim zdążył otworzyć drzwi, Harry machnął różdżką i uniemożliwił mu opuszczenie domu. Na początku nie dostrzegł żadnej formy reakcji, ale potem młody, niestety już mężczyzna, odwrócił się i zatrzymał spojrzenie gdzieś na poziomie jego brody.
– Nie mam zwyczaju powtarzać – dodał Harry, nie próbując już zdusić w sobie tonu typowego dla szefa biura aurorów. – Ginny, ubierz malucha.
– Kochanie, to nie… – zaczęła, ale on jej przerwał.
– Możesz po prostu to dla mnie zrobić?

Mogła. I zrobiła. Zniknęła na szczycie schodów prowadzących na piętro ich niemałego domu, gdzie w łóżeczku spał Leo.

– Co chcesz tym osiągnąć? – zapytał James.
– Więcej niż ty bezużytecznym włóczeniem się po okolicy – odarł, przecierając oczy.
Kiedy Ginny znosiła ubranego w pomarańczowy dres wnuka James odetchnął głośno i zacisnął zęby. Jedynie zerknął na zdziwionego niemowlaka, który zazwyczaj prezentował nieco zdegustowany wyraz twarzy. Ten jednak szybko znikał, kiedy w polu jego widzenia znalazły się przywieszone do wózka zabawki-znicze, machające skrzydełkami i wydające różne, niezidentyfikowane dźwięki.
– Nie powinien być głodny, ale jeśli tak, to wkładam tutaj butelkę… – zaczęła swój cykl porad Ginny, a James zmarszczył brwi. Mimo to wysłuchał jej do końca, chociaż jego oczy wyraźnie sugerowały czyste przerażenie. Harry był pewny, że pierwszy raz widzi swojego syna z tak bliska.
Kiedy zniknął im z oczu razem z wózkiem, przez długi czas obydwoje wbijali spojrzenie w drzwi, jakby za kilka minut miał wrócić. Ginny przygryzała dolną wargę, a Harry jej nastrój doskonale rozumiał. Sam czuł strach… właściwie ten sam, co zawsze, ale dzisiaj jakby mocniej.
– Myślisz, że sobie poradzi? – zapytała w końcu, przerywając ciszę.
– Miał cztery lata i woził Lily dookoła domu przez pół dnia. Teraz… jest pełnoletni, więc nie zginie od krótkiego spaceru z własnym dzieckiem.

Przynajmniej taką miał nadzieję.



***


Niełatwo być ojcem…

… ale dziadkiem całkiem łatwo.

Kiedy twoje dziecko chce nową zabawkę, wpadasz w próżnię. Jeśli dasz, sprawisz mu radość, a w gruncie rzeczy cię stać. Jeśli nie, pokażesz, że w życiu nie wszystko się dostaje. Zwłaszcza, że kolejnej miotełki brzdąc nie potrzebuje. Czy więc ten zakup przekroczy już granicę dobrego wychowania? Czy ten błąd będzie kosztował cię rozbestwienie i egocentryzm twojego syna? A może nie można wpadać w przesadę, a jedna dodatkowa rzecz nic nie zmieni?

Kiedy twój wnuk chce nową zabawkę, to możesz mu ją podarować, bo wychowywanie to nie twoja broszka.

Na całe szczęście maluch nie mieszkał z nimi. James przeprowadził ich do nowego mieszkania, kiedy jego syn skończył trzy lata. To było dość, żeby mógł dać radę trudom rodzicielstwa. Jednak Leo i tak siedział z Giny i Harrym średnio cztery razy w tygodniu. Jego ojciec skończył szkolenie aurora, dużo pracował, a nie chciał oddawać syna na całe dnie opiekunce.

Dobrze sobie radził, to Harry musiał przyznać. Potrafił odłożyć emocje na dalszy plan, nie babrać się w przeszłości, tylko patrzeć z nadzieją w przyszłość. Niedawno zaczął spotykać się z Mary… znowu. Trzy razy zdążyli się porządnie pokłócić, ale jak na pół roku związku to niezbyt wiele. Zresztą, Harry uznał, że to nie jego sprawa. Jeśli mają być razem, to nic ich nie powstrzyma… a jak nie, to rozstania również nic nie powstrzyma.

Tego dnia świętowali powrót Albusa do domu, bo jego młodszy syn dwa lata temu postanowił szukać pozostałości po nieszczególnie interesującej cywilizacji w Białorusi. Wrócił w jednym kawałku, ale z włosami sięgającymi prawie pasa i zabawnym, krzywym zarostem. Lily, która wciąż mieszkała z rodzicami, nie mogła przestać się śmiać. Kiedy James przekroczył próg domu, pewnie też dostałby ataku, ale Leo zaczął tak panikować, że uspokajanie go sprowadziło go na ziemię.
– On jest straszny, dziadku – buczał, a Harry nie mógł pozbyć się uczucia rozczulenia, za każdym razem, gdy tak do niego mówił.
– Nie on, tylko wujek Albus – poprawiła go Ginny.
– I nie straszny tylko po prostu brzydki – dodał James, szczerząc zęby. Wtedy Albus rzucił się na niego z pięściami, co wyglądało jak atak człowieka z epoki kamienia łupanego.
– Co wy wyprawiacie! – wrzasnęła Ginny, a Harry stanął jak na baczność, kiedy Leo chwycił go za nogawkę. – Jak małe dzieci! – Zdzieliła ich obu w tył głowy i wskazała palcem na drzwi – Marsz do kuchni.

Potem obyło się bez bójek, za to usłyszeli mnóstwo opowiadanych z zaangażowaniem historyjek Albusa, które nawet jego bratankowi strasznie się spodobały… zwłaszcza, że dostał od niego prezent. Był to latający dywan dla małych dzieci, zakazany przez Międzynarodową Konfederację Czarodziejów. "Tylko wśród mugoli, można go używać w domu" stwierdził Albus, ale nie zdawał sobie sprawy, że latający przedmiot w domu, to zwiastun katastrofy.

Kiedy Harry tak patrzył, jak Leo zasuwa w powietrzu, Al próbuje go zatrzymać, Lily tarza się po podłodze ze śmiechu, Ginny idzie do kuchni, powtarzając "jestem oazą spokoju", a James drapie się bezmyślnie po głowie… doszedł do wniosku, że jego rodzina nie jest do końca normalna.
– Nie boisz się, że rozbije sobie głowę? – zapytał najstarszego syna, chowając ręce w kieszeni.
– TEGO? No wiesz? – parsknął James. – On jest w powietrzu, a każdy w naszej rodzinie lepiej radzi sobie w przestworzach niż na twardym gruncie. – Westchnął głośno, odgarniając kasztanowe włosy z czoła. – Przeraża mnie mnóstwo rzeczy – dodał. – Że przez przypadek zamieni opiekunkę w myszoskoczka, nie znajdzie kolegów w przedszkolu albo wyrzyga obiad. Może boję się, że złamie sobie nogę na tym dywanie, ale to nic nowego. Zastanawiam się tylko czasami, czy to... ten strach, kiedyś się skończy…

Harry spojrzał na swojego najstarszego syna, przypominając sobie wszystkie przeszkody, z którymi oboje musieli się zmierzyć. Te trudne chwile, jak i zabawne, pełne radości czy bólu… mógł tylko dziękować, że istniały. Dlatego nie potrafił się nie uśmiechnąć, słysząc rozterki Jamesa… w końcu na pytanie "czy to się kiedyś skończy" istniała tylko jedna odpowiedź.

– Jeśli będziesz miał szczęście… – powiedział Harry, klepiąc go po plecach. – To nigdy.



Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaWilena Romus  dnia 13.04.2017 22:28
Moja pierwsza myśl była taka, że to bardzo chaotycznie literkowo. Niby nic, ale przecież to tekst Alette... A czasami mi się tak nienaturalnie czytało i musiałam wracać do poprzednich zdań.

Mimo wszystko ta część podobała mi się chyba najbardziej, chociaż liczyłam, że inaczej to się potoczy z jamesowym ojcostwem i z matką. Niby wszystko od początku zmierzało do takiego zakończenia, ale jakoś mam dziwną satysfakcję po przeczytaniu tego. Ogólnie podoba mi się to koło, które się tutaj zadziało i chociaż ta ostatnia wymiana zdań brzmi jak wzięta z MONdrych cytatów, to przedstawiłaś to w fajny i niebrzmiący banalnie sposób - czuli to co Wileny lubią, może nie najbardziej, ale lubią. Harry mnie już przestał irytować, James też... tak naprawdę to nikt mnie już nie wkurzał, więc propsy - data do kajecika. Trochę się dziwnie czuję, bo (podobnie jak z samą końcówką) nie ma w tym niczego odkrywczego, ani specjalnie intrygującego, to wszystko jest takie zwyczajne, nawet jak na obyczaj i tak pobieżnie opisane, że aż ciężko mi uwierzyć, że się wkręciłam w to opowiadanie... A jednak.

Szkoda, że przeczytałam już Twojego kolejnego ficka, nie mam na co czekać :(.

#TeamAlbusStill
avatar
Prefix użytkownikaWioletta  dnia 13.04.2017 22:36
Zacznę od tego, że ten rozdział podobał mi się najlepiej z tych trzech, serio. Na początku miałam nadzieje, że to James umrze, bo wiedziałam, że ktoś na pewno, jednak szybko zostałam uświadomiona, ze to jednak Mila. No cóż. To taki typowy James, dobrze, że jednak się otrząsnął, i zaczął zajmować dzieckiem chociaż muszę przyznać, ze serio Leonardo? Porażka, chociaż jako Leo ładnie.

Dobrze, że zaczął sobie układać życie, szkoda, ze z tą samą laską. Ta Mary mimo, ze było o niej tyle co nic to wydaje się być beznadziejną laską. xD

Serio ta część wyszła ładnie, ładnie pociągnęłaś to w sferze emocjonalnej co było bardzo ważne w tym rozdziale.

#TeamAlbusSeverus
avatar
Alette  dnia 15.04.2017 14:11
Dzięki dziewczyny :D

Wilena, nie wiem do końca, co to znaczy chaotycznie literkowo... błędy czy jakiś krzywy język? ;>
No i serio czuję się mega pochwalona, skoro to takie niby pospolite, a jednak ci się podobało. Bo jednak obyczaj to ma być samo życie, zwyczajna, ludzka codzienność. A jednak udało mi się to napisać tak, żeby Wileny to polubiły :D

Wiola, jestem zaskoczona, że ten rozdział podoba się najbardziej, bo ja nie miałam co do niego pewności. Poprzednie części miały taki nastrój luźny, z lekką dawną chyba-humoru, a tutaj jednak zbliżyłam się do nieco smutniejszych klimatów... chociaż życie chyba takie jest, nie? Słodko-gorzkie ;p
avatar
Prefix użytkownikablad logiczny  dnia 23.04.2017 08:39
Jak zwykle, w wydaniu Alette kolejny przepiękny fragment ff. Tym razem językowo jest jeszcze bogatszy, a jako osoba posługująca się suchym ubogim i pokręconym stylem pisania, tym bardziej to doceniam :D. Wprawdzie poszło to, w innym kierunku niż się spodziewałem, lub raczej miałem nadzieję, że pójdzie, ale i tak czytałem z zaciekawieniem. Początek jednak mnie przeraził, bo ta niezwykle tajemnicza mugolka i równie niezwykle perypetie z jej dzieckiem, sugerowały, że może się szykować jakaś jakaś bardzo pokręcona historia. Na przykład z jakąś "lewą córką" Voldemorta, lub Bellatriks Śmiech Wybitny.
avatar
Alette  dnia 25.04.2017 20:45
Jak piszesz jak zwykle, to mam +3 do samooceny xD

Ale jeśli chodzi o styl pisania, to mój z kolei czasami jest nieco za bardzo hm... kolokwialny. Mam problem z utrzymaniem dramatyzmu i powagi ;p
Ale o córce Voldemorta i Bellatrxi mogę pisać tylko w kategorii HUMOR :D
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 100% [2 głosy]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 0% [0 głosów]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 0% [0 głosów]
Okropny Okropny 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

I'm a survivor
28.05.2017 01:44
Ewa Potter, ja? No gdzie xD

Dyrektor Hogwartu
28.05.2017 01:39
Katherine_Pierce, Ty pijoku xD

I'm a survivor
28.05.2017 00:53
LWioletta, raz jak wlaczalam Marudzi
Ewa Potter, bywało gorzej xD

Dyrektor Hogwartu
28.05.2017 00:46
Katherine_Pierce, no to mocna jesteś Cwaniak

Niezwyciężony mag
28.05.2017 00:46
Katherine_Pierce, nie kopnął Cię komputer? xD

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 32357 punktów.

2) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 31543 punktów.

3) Prefix użytkownikaYourSmile

Avatar

Posiada 29561 punktów.

4) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 28525 punktów.

5) Limonka

Avatar

Posiada 28147 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 27429 punktów.

7) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 26405 punktów.

8) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 26058 punktów.

9) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 25649 punktów.

10) Prefix użytkownikaHermiona Justysia

Avatar

Posiada 24861 punktów.

Facebook
Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.14