Hogwart za szkolnych czasów Huncwotów. Rozpoczyna się ich szósty rok nauki. W Hogwarcie pojawia się tajemnicza dziewczyna. Czy szkoła Magii i Czarodziejstwa jeszcze kiedyś będzie taka sama jak kiedyś?
Zaspany James powoli schodzi do pokoju wspólnego Gryffindoru. Jego rozczochrane włosy wpadają mu do oczu, a przez przekrzywione okulary niewiele widzi.
- Niech to szlag - burczy pod nosem, kiedy omal nie spada ze schodów. Syriusz, Remus i Peter zdążyli już się zwinąć i zostawili Pottera samego. - Mamy dzień wolny, a oni zrywają się z łóżek, jakby budził ich sam dyrektor. Jest dopiero dziesiąta, w mordę jeża!
Chłopak dociera w końcu na dół i głośno ziewa. W pokoju wspólnym nie ma prawie nikogo. Wszyscy pewnie bawią się na błoniach, korzystając z ostatnich ciepłych dni przed nadejściem zimy. James wzdycha ciężko i drapie się po głowie, nadal na wpół śpiąc.
- Cześć!
Niemal przewraca się na ziemię, kiedy słyszy obok siebie radosny głos. Tuż obok niego stoi roześmiana Akane. Ma jak zwykle zaplecione w luźny warkocz włosy i delikatny makijaż na twarzy. Po ochłonięciu z pierwszego wrażenia, James masuje kark i spuszcza zawstydzony wzrok.
- Hej... Akane.
Dziewczyna spłata dłonie za plecami, wciąż się uśmiechając. James przygląda się jej badawczo. Nikt nie wie o niej zbyt dużo. Z tego, co udało się Jamesowi podsłuchać wychodzi, że w czasie pięciu lat zmieniała szkołę cztery razy, nie wiadomo jednak dlaczego. Jest teraz na tym samym roku, co on i reszta Huncwotów.
- Black kazał ci przekazać, żebyś dołączył do nich na błoniach, kiedy wreszcie się obudzisz - mówi dziewczyna, powstrzymując śmiech.
- Już ja mu pokażę - warczy Potter, poprawiając okulary. - Nadęty pchlarz.
Akane chichocze pod nosem i znów zerka na chłopaka.
- No to... do zobaczenia, James - mówi i z uśmiechem wychodzi przez dziurę za obrazem na VII piętro. James stoi przez chwilę, patrząc na miejsce, w którym zniknęła. Dopiero przypomina sobie o wiadomości od Syriusza i jakby wyrwany z transu, również wybiega z pokoju wspólnego.
Hogwart jesienią wydaje się jeszcze bardziej stary i tajemniczy niż zazwyczaj. Przechodząc przez zimne korytarze można usłyszeć miarowe wycie wiatru za oknami, a uderzające o szyby krople deszczu wprawiają uczniów w przygnębienie. Nikomu nic się nie chce, wszyscy wydają się być znudzeni i częściej zdarzają się przypadki zaśnięcia na lekcji. Nawet niektórzy nauczyciele zdają się zanudzać sami siebie. Mogłoby się wydawać, że cała szkoła jest wtedy "martwa". Jedynym wyjątkiem od tej zasady jest czwórka uczniów szóstego roku. Jak na ironię to właśnie jesienią wcielają w życie większość swoich żartów i dowcipów. I to właśnie wtedy wszytko uchodzi im płazem, bo nauczyciele są zbyt zmęczeni wstawianiem szlabanów i swoimi przydługimi wykładamy. Oczywiście znajdzie się jeden czy drugi, którzy czerpią czystą przyjemność z gnębienia innych, ale nawet oni nie są w stanie powstrzymać tej "machiny zagłady". W tym roku nie mogło być inaczej.:.
- Znowu zaspałeś, Potter! - wrzeszczy Syriusz, zauważywszy wyłaniającego się z zamku przyjaciela. James mierzy go ponurym wzrokiem.
- Mamy dzień wolny - jęczy i przeciera zaspane oczy. - To chyba normalne, że chcę się wyspać, nie?
- Przecież ty codziennie śpisz do dziesiątej - zauważa Remus, a Potter gromi go wzrokiem. Peter zaczyna się cicho śmiać, ale po chwili poważnieje.
- Tak swoją drogą, to czemu mnie nie obudziliście? Przecież bym wstał - zauważa naburmuszony James.
Black wyszczerza zęby w uśmiechu.
- Nie mogłem się powstrzymać i stwierdziłem, że wyglądasz zbyt słodko, żeby cię budzić.
- Po co w ogóle ta akcja-konspiracja? - pyta, James, starając się odwrócić uwagę od jego osoby. - Czemu posłużyliście się Akane, żeby mi przekazała, gdzie jesteście? Nie prościej zostawić karteczkę albo coś?
- Nic jej nie mówiliśmy - mówi zdziwiony Peter i drapie się po głowie. - A w każdym razie tak mi się wydaje.
Syriusz marszczy brwi.
- Rzeczywiście. Nawet jej nie spotkaliśmy. Zapytam ją o to przy najbliższej okazji, a tymczasem...
Black powoli wyciąga zza pleców włochatą kulkę. Ma szaro-brązowy kolor i coś na kształt ogona. Potter patrzy na to z nieskrywanym zdumieniem.
- Czy to jest... wypchany szczur z nadwagą? - pyta, nie odrywając wzroku od zawiniątka.
- Blisko, ale jednak nie. To pseudo Pani Norris - oznajmia Lupin i głupawym uśmieszkiem na twarzy. - Trochę nam to zajęło, ale udało nam się skończyć.
- Wieczorem wymkniemy się z pokoju wspólnego, złapiemy Panią N i zastąpimy tym czymś - tłumaczy triumfalnie Syriusz, z trudem hamując wybuch śmiechu.
James patrzy na każdego z nich po kolei i kręci głową z niedowierzaniem.
- Z roku na rok jesteście coraz gorsi - stwierdza i masuje sobie czoło.
- Oj, no weź. Zawsze chciałem zrobić Filtchowi taki numer - mówi Black błagalnym tonem, a Potter wzdycha przeciągle.
- Niech wam będzie - daje w końcu za wygraną. - Ale tym razem ja idę z przodu.
***
- Ała! Peter, patrz jak chodzisz!
Cała czwórka kolejny raz wymyka się w środku nocy pod peleryną-niewidką z Pokoju Wspólnego Gryffindoru, szukając swojego celu. Wspólnie przechodzą, a raczej przetaczają się przez drugie piętro, klnąc co parę sekund.
- Potter! Skurczyłeś ją w praniu czy co? - pyta wściekły Syriusz i zakrywa wystające ramię.
- To raczej ty przytyłeś - odburkuje James. Black już ma mu coś odpowiedzieć, gdy powstrzymuje go zdenerwowany Remus.
- Patrzcie - szepcze, a wszyscy powoli podążają za nim wzrokiem. Zza rogu wyłania się dobrze znana im postać. Skąpana w blasku dochodzącym z różdżki Akane wygląda dość przerażająco. Ma na sobie czarną szatę, a włosy spięte w kucyk. Jej twarz nie zdradza najmniejszych emocji. Dziewczyna zadaje się nie słyszeć przyspieszonych oddechów Huncwotów i pewnym krokiem wchodzi do Łazienki Jęczącej Marty. Chłopacy przez chwilę stoją w bezruchu, po czym wydają z siebie zgodny okrzyk zdumienia.
- O co tu chodzi? - pyta skołowany Peter, wpatrując się w drzwi łazienki. - Czego ona tu szuka w środku nocy?
- Może po prostu poszła za potrzebą? - proponuje luźno Lupin, ale reszta zbywa jego uwagę.
- A może przyszła tu za nami? - zastanawia się James. Jego rozważania przerywa jednak skrzypnięcie drzwi. Wszyscy wstrzymują oddechy, kiedy na korytarz ponownie wychodzi Akane. Jej lodowate spojrzenie uważnie lustruje okolicę, a potem jak gdyby nigdy nic odchodzi. Syriusz czuje, jakby serce zaraz miało mu wyskoczyć z piersi. Kiedy blask różdżki znika, a odgłosy kroków cichną, Potter zrywa się z miejsca, zrzucając z pozostałych pelerynę.
- James! Na mózg ci padło?! - pyta przerażony Black, łapiąc przyjaciela za ramię. - Jeśli nas złapią...
- Nie złapią - przerywa mu chłopak i przenosi wzrok na wejście do Łazienki Jęczącej Marty. - Jak myślicie, co tam robiła?
- Może jakieś mroczne rytuały? - sugeruje Peter, strasząc tym samego siebie.
- Przekonajmy się - mówi Potter i powoli naciska klamkę. W środku jest ciemniej niż na korytarzu, ale dostatecznie jasno, by już od progu zauważyć leżące na ziemi ciało. Ciało dziewczyny.
Martwej.
Kim tak właściwie są Huncwoci? W ciągu kilku lat wysnuło się wiele teorii, dotyczących tej czwórki niesfornych Gryfonów. Niektórzy widzą w nich samo zło i masę złej energii. Uważają, że brak interwencji nauczycieli doprowadzi do upadku szkoły albo jej wysadzenia. Nie ma wielu osób, które zgadzają się z tą teorią, ale wystarczająco dużo, żeby dało się słyszeć szepty na korytarzach.
Inni, czyli zdecydowana większość uważają ich za wzór i za wszelką cenę chcą się przypodobać. Raz załatwią coś z kuchni, innym razem ponoszą torbę albo odrobią masę pracy domowej.
Jakby się dłużej nad tym zastanowić, to Huncwotom całkiem nieźle wiedzie się w szkole. Są lubiani wśród uczniów, a ich żarty przechodzą do historii. Mimo, że powinni być karani za niektóre ze swoich występków, to nikt nie zwraca na to szczególnej uwagi. No, może oprócz profesor McGonagall, która za wszelką cenę chce przemówić im do rozsądku. W każdym razie możemy założyć, że nie bardzo jej to wychodzi.
Huncwoci w rzeczywistości nie chcą jednak wzbudzić niczyjego uwielbienia. Są po prostu grupką przyjaciół, która robi to, co lubi i na co ma ochotę. Czasem jednak mimo nieustannych żartów odzywa się w nich poczucie obowiązku, które popycha ich ku bardziej bohaterskim czynom.
Jestem bardzo ciekawa, kim jest Akane, stworzyłaś naprawdę intrygującą postać. Mam nadzieję dowiedzieć się o niej czegoś więcej, bo zaciekawiłaś mnie jej osobą, nie mam pojęcia, kim ona może być. Liczę, że nie pójdziesz tu na łatwiznę ;>
Huncwoci bardzo przypominają swoich książkowych pierwowzorów. Mam tylko wrażenie, może oczywiście mylne, że jakoś unikasz postaci Glizdogona, haha.
Muszę też przyznać, że lubię Twój nietypowy sposób pisania, choć trudno mi się na niego od razu przestawić. Pod względem językowym jest jednak bardzo okej, więc nie ma na co narzekać