Hogwart za szkolnych czasów Huncwotów. Rozpoczyna się ich szósty rok nauki. W Hogwarcie pojawia się tajemnicza dziewczyna. Czy szkoła Magii i Czarodziejstwa jeszcze kiedyś będzie taka sama jak kiedyś?
Syriusz wbija w sufit obojętne spojrzenie. Jest już po północy, miarowy oddech jego śpiących przyjaciół roznosi się w całym dormitorium. Black jednak nie może zasnąć. Ilekroć zamyka powieki, widzi przed oczami wyobrażenie Akane, która bez żadnych skrupułów zabija uczennicę swojego roku.
Zaraz po odkryciu ciała dziewczyny, Huncwoci rzucili się w stronę gabinetu dyrektora. Peter mało co na zawał nie zszedł, zobaczywszy martwe ciało. James oczywiście niezrozumiałym dla reszty grupy sposobem zdobył hasło i wpadli na schody za chimerą. Ku ich zdumieniu dyrektor nadal siedział za biurkiem i przeglądał jakieś papiery. Syriusz przywołuje w pamięci niepokój, który widział w oczach dyrektora, gdy powiedzieli mu o tym, co widzieli. Dumbledore kazał im natychmiast wrócić do wieży Gryffindoru i nie plątać się już dzisiaj po korytarzach. Cała czwórka zgodziła się bez sprzeciwu.
- Syriusz, śpisz?
Wyrwany z zamyślenia chłopak zerka w stronę sąsiedniego łóżka. W mroku dostrzega zwróconą w jego stronę sylwetkę Remusa.
- No coś ty. Po tym, co widzieliśmy, chyba nigdy nie zasnę - wzdycha Black, przecierając dłońmi twarz.
- James nie ma z tym większego problemu - komentuje Lupin, kiedy z drugiego końca dormitorium dochodzi do ich uszu ciche pochrapywanie.
- On nigdy ze spaniem problemu nie ma - stwierdza Syriusz i obaj cicho chichoczą.
- Co o tym myślisz? Znaczy... o tym, co widzieliśmy? - pyta po jakimś czasie Remus, podnosząc się na łokciu. - Sądzisz, że Akane naprawdę mogła kogoś zabić?
Black przez dłuższy czas milczy. Nie może wypierać się tego, co widział. Szczególnie jeśli chodzi o morderstwo.
- Ja... sam nie wiem. Przecież tak naprawdę nic o niej nie wiemy - odpowiada powoli. - Może gdybyśmy lepiej ją poznali, coś by się wyjaśniło.
- To jest myśl! - wykrzykuje Lupin, a Syriusz aż podskakuje na łóżku. - Musimy się do niej zbliżyć. Każdy z nas powinien starać się ją poznać. Może uda nam się dowiedzieć, co nią kierowało.
Black wygląda za okno i pozwala przyjacielowi dalej snuć swój genialny plan. Syriusz jednak jeszcze nie do końca pogodził się z myślą, że ta uśmiechnięta dziewczyna może być bezwzględnym zabójcą. Musi tylko znaleźć dowody, że to nie jej wina. Pytanie tylko, czy mu się uda...
Z samego rana Lupin przedstawił Jamesowi i Peterowi plan poznania bliżej ich "znajomej". Potter kręcił nosem, bał się, że jeśli Lily zobaczy go z inną, to pomyśli, że jest idiotą i skończonym kretynem.
- Przecież już tak myśli - stwierdził Syriusz, co doprowadziło do wprowadzenia w życie planu i wypowiedzeniem wojny między Potterem i Blackiem. Każdy z Huncwotów miał po kolei spędzać z nią trochę czasu i dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Ku ogólnej zgodzie pierwszy miał być James. Zaraz po lekcji zielarstwa nadąsany Potter podchodzi do siedzącej na uboczu dziewczyny.
- Ehm... Hej - zaczyna niepewnie i zerka na Akane. Ta uśmiecha się do niego promiennie i wstaje z miejsca.
- Cześć. Wszystko w porządku? - pyta z troską i kładzie dłoń na ramieniu chłopaka. - Coś się stało?
- Nie, wszystko okej. Ja tylko tak... - próbuje znowu James, kiedy przerywa mu tłuczona na drugim końcu cieplarni doniczka. Oboje patrzą w tamtą stronę. Dwójka uczniów kłoci się o niewielki przedmiot, zawinięty w błękitny woreczek. Nagle zawiniątko wypada im z rąk, a raczej jeden z uczniów rzuca przedmiotem prosto w stronę Akane. James już na krzyknąć, żeby się uchyliła. Dziewczyna jednak bez mrugnięcia okiem chwyta woreczek w prawą dłoń i podrzuca go na niewielką wysokość.
- Nieźle - wykrztusza Potter i patrzy na Akane z podziwem. - Dlaczego nie mamy cię w drużynie Quidditcha? Jesteś świetna!
- Wiesz, nie kręcą mnie takie rzeczy - odpowiada dziewczyna i odrzuca uczniom ich zgubę. - Gra zespołowa to raczej nie moja brożka.
James podąża wzrokiem za wychodzącą na dziedziniec dziewczyną i zamyśla się na chwilę. Dlaczego jest taka zamknięta w sobie? Jest zrażona do ludzi? A może coś ukrywa?
Następny w kolejce był Syriusz. Podczas przerwy między zajęciami podchodzi do niej z uśmiechem i siada obok przy stole Gryffindoru. Dziewczyna podnosi na niego zdziwione spojrzenie.
- Witaj, Syriuszu - mówi i nakłada sobie na talerz pokaźną porcję ziemniaków. - Gdzie twoi koledzy?
- Zgubiłem ich - odpowiada bez wahania, choć doskonale wie, że chowają się tuż przy wejściu do Wielkiej Sali. - Porwał ich tłum.
Akane unosi brwi, ale nic nie mówi. Black już ma o coś spytać, kiedy podchodzą do niego uczniowie Hufflepuffu.
- Ty cholerny oszuście! - zaczyna jeden z uczniów, chwytając Syriusza za kołnierz i podciągając go do góry. - Mówiłeś, że Filch nie pilnuje IV piętra. Że nie wpadniemy, jeśli uciekniemy z dormitorium w nocy. Przez ciebie mam szlaban, Black!
- Ale po co od razu tak gniewnie, możemy przecież to obgadać na spokojnie - proponuje Syriusz, unosząc dłonie w geście kapitulacji.
- Sami jesteście sobie winni.
Wszyscy zerkają na popijającą sok dyniowy Akane.
- Co? - pyta jeden z mniej rozgarniętych Puchonów. Dziewczyna wzdycha cicho.
- To nie wina Syriusza, tylko wasza. Co za półgłówek wybrałby się dobrowolnie na nocny spacer po zamku, kiedy nie ma stu procentowej pewności, że nie zostanie złapany. Poza tym to jest Syriusz, jemu nigdy nie należy ufać.
Po dłuższej dyskusji Puchoni w końcu odpuszczają.
- Myślałem, że nie dadzą mi spokoju - mówi z ulgą Black. - Uratowałaś mi skórę, dzięki.
- Nie ma za co - odpowiada radośnie dziewczyna, dokańcza obiad i pospiesznie opuszcza Wielką Salę. Black natomiast siedzi wpatrzony w jej talerz. Prawie nic nie zjadła. Chłopak marszczy brwi. Już od dłuższego czasu zauważył, że Akane dość mało je. Jest szczupła, więc raczej się nie odchudza. O co więc może chodzić?
Dodawałam też poprzednią część, ale tę skomentuję. Nie idź w tym kierunku, serio. Oczywiście rozumiem, że chcesz zrobić z Akane tajemniczą i wyjątkową, ale James który nie może złapać w powietrzu woreczka? Albo Syriusz który potrzebuje, żeby ktoś ratował mu skórę? To mi po prostu nie gra z ich osobowością. Poza tym chyba nie przemyślałaś tej akcji z martwą dziewczyną, bo Albus na pewno nie puścił by tak sobie czwórki uczniów posiadających takie informacje. Po kolejne - wyobraź sobie, ze widzisz dziewczynę wplątaną w śmierć innej dziewczyny.... naprawdę twoim pomysłem jest "spędź z nią więcej czasu"? Bo nawet jeśli założymy, że huncwoci to małe głupki, niezdające sobie sprawy z zagrożenia to i tak prędzej zaczęliby ją śledzić albo szukać informacji o jej przybyciu do szkoły, a nie optymistycznie zakładać, że ona nie ma z tym nic wspólnego. Weź pod uwagę, że śmierć ucznia w Hogwarcie to prawdziwa tragedia, którą żyje cała szkoła.
Dlatego piszę ci, bo poprzednia część podobała mi się, a ta już dużo mniej, więc postaraj się zderzyć może swoją fabułę z rzeczywistością - aby miała ona sens nie tylko w twojej wyobraźni, ale też w normalnej rzeczywistości... tak myślę.
Co nie zmienia faktu, że tekst o Lily mi się podobał. Powodzenia w tworzeniu kolejnej części, nie poddawaj się!