Ginny zaczyna walkê z nimf±, kiedy duch Billa jest wci±¿ obecny w domu Weasleyów.
Tego samego wieczoru przegrzeba³a wszystkie rzeczy Billa, które zostawi³ w swoim pokoju, pocz±wszy od starych ubrañ, a¿ po ksi±¿ki i albumy. Zajrza³a w ka¿dy k±t pomieszczenia, w ka¿d± najmniejsz± dziurê. I nic nie znalaz³a oprócz kilku ¶wiecide³ek i nieu¿ywanych podrêczników.
Z westchniêciem usiad³a na pod³odze, opieraj±c siê o ³ó¿ko z baldachimem. ¦wiat³o ksiê¿yca wpada³o przez okno wprost na stertê poduszek i kupkê ubrañ po starszym bracie.
Czy to mo¿liwe, aby gdzie¶ przegapi³a pewien szczegó³? Bill przecie¿ nie mia³ a¿ tak dobrej pamiêci, aby nie zapomnieæ o kilku na pozór nic nieznacz±cych rzeczach, które w rzeczywisto¶ci pomog³yby Ginny w ¶ledztwie. A mo¿e po prostu ukry³ informacje w tylko sobie znany sposób? W koñcu by³ w tym dobry.
Przetar³a oczy i odchyli³a siê na miêkk± po¶ciel, która podzia³a³a niczym lek na pulsuj±cy ból g³owy. Przyjemny ch³ód wymieszany ze ¶wie¿o¶ci± i zapachem pola by³ jak zbawienie. My¶la³a nad ró¿nymi kryjówkami Billa, w których móg³ schowaæ tajne zapiski o tym, w co siê wpakowa³. Przetrz±snê³a ca³± szafê, zajrza³a miêdzy materac a ³ó¿ko, szuka³a w stropie jakiej¶ dziury lub obluzowanej deski na pod³odze – nic. Jakby ca³e z³o wydarzy³o siê w ci±gu jednego dnia i nie zosta³o po nim nic, o czym warto wspominaæ.
Krêci³a przez chwilê g³ow±, a¿ wreszcie postanowi³a, ¿e posprz±ta pokój zanim nastanie dzieñ. Kto wie, czy mama nie przyjdzie jutro do sypialni Billa i nie zastanie w nim chaosu, który wywo³a u niej palpitacjê serca.
Wsta³a ciê¿ko z pod³ogi, czuj±c przyci±ganie i niemoc ogarniaj±ce jej cia³o równie szybko, co mroczki przed oczami. Sta³a przez pewien czas bez ruchu, nie widz±c kompletnie nic na oczy, a¿ w koñcu przymusi³a siê do wziêcia do roboty. Co prawda nie wiedzia³a, która by³a godzina, ale mama zawsze wcze¶niej wstawa³a, aby swoim porannym radosnym trajkotem przywitaæ na wpó³ wyspane dzieci. Albo te¿, jak w przypadku Ginny, dzieci maj±ce w sobie co¶ z dementora – wysysaj±ce ca³± rado¶æ z wczesnych godzin dnia.
Nieszybko uda³o jej siê ogarn±æ chaos. Po drodze ubi³a najmniejszy palec o ³ó¿ko i uderzy³a ³okciem o szafê, do której wk³ada³a w miarê ³adnie z³o¿one ubrania. Có¿, mamie to lepiej wychodzi³o. Potem pozostawi³a rozsuniête zas³ony i schludnie po¶cieli³a ³ó¿ko, tak jakby to zrobi³ brat-czy¶cioch.
Wychodz±c z pokoju, obejrza³a siê ostatni raz za ramiê i nagle co¶ j± tknê³o. Wziê³a z szafki ramkê ze zdjêciem Apolonii i dwóch ch³opców oraz, nie patrz±c ju¿ za siebie, zamknê³a za sob± drzwi i pocz³apa³a najciszej jak jeszcze umia³a do w³asnej sypialni. Tam ukry³a fotografiê w szafie z bluzami. Zamknê³a j± za pomoc± klucza, który potem wsunê³a pod dywan, a¿ nareszcie posz³a spaæ.
A sen wcale nie by³ lekki i przyjemny.
***
Poranek w Norze przebiega³ jak zawsze – bli¼niacy do siebie pokrzykiwali, Percy patrzy³ na nich krzywo i próbowa³ uspokoiæ, Charlie za¶ przeniós³ siê na balkon, a Ron markotnie grzeba³ w owsiance. Najwyra¼niej i on mia³ za sob± ciê¿k± noc.
— Widzieli¶cie dzisiaj Billa? — zapyta³ tata, wchodz±c do kuchni. Poca³owa³ mamê w policzek i poprawi³ swoj± najnowsz± szatê, któr± kupi³ niedawno za do¶æ spor± sumê.
— Mo¿e zaspa³? — zasugerowa³ Percy.
— Akurat dzisiaj — prychn±³. — A mia³ i¶æ ze mn± do Ministerstwa.
Ginny nadstawi³a uszu. Ron spojrza³ na ni± dziwnie, kiedy nagle poderwa³a g³owê do góry i popatrzy³a na tatê rozszerzonymi oczami.
— Do Ministerstwa? A po co?
— Na rozmowê, oczywi¶cie. Szef Departamentu Miêdzynarodowej Wspó³pracy Czarodziejów siê nim zainteresowa³.
Gdyby to by³o mo¿liwe, Ginny przesta³aby oddychaæ z zaskoczenia. Nawet bli¼niacy odwrócili siê w stronê taty, na chwilê przerywaj±c rozmowê, a Percy zmarszczy³ brwi.
— I nic nie powiedzieli¶cie?
Na twarz Artura wyst±pi³ ogromny rumieniec.
— Chcieli¶my, aby to by³a niespodzianka... Ale jak widaæ, nie wypali³a.
Serce Ginny nagle przyspieszy³o tempa. Rêce jej siê spoci³y od stresu, a twarz wydawa³a siê paliæ ¿ywym ogniem, niemal jak w piekle. Na szczê¶cie nikt tego nie zauwa¿y³, a raczej – nikt nie zwróci³ na ni± wiêkszej uwagi, bêd±c ca³kowicie zaabsorbowanymi s³owami taty.
— To mo¿e ja po niego pójdê — zadeklarowa³ Percy, ju¿ gotuj±c siê do wstania od sto³u. — Szkoda by by³o przegapiæ tak± okazjê.
I przynie¶æ wstyd rodzinie, dopowiedzia³a w my¶lach Ginny ci±g dalszy niewypowiedzianej kwestii rodzinnego m±drali. Percy wsta³ i z lekk± niechêci± poszed³ do pokoju Billa, a najm³odsza spo¶ród Weasleyów wiedzia³a, co tam ujrzy: za¶cielone ³ó¿ko i rozchylone zas³ony, jakby Bill co dopiero siê obudzi³ i wci±¿ by³ w domu.
Prze³knê³a ¶linê, niezdolna do ugryzienia chocia¿by kawa³ka tosta z d¿emem wi¶niowym. Bawi³a siê nim wiêc z niemraw± win± i ¶ci¶niêtym sercem. Czeka³a, a¿ przybiegnie Percy i oznajmi tê niechlubn± wie¶æ, ¿e Billa nigdzie nie widaæ i ¿e to odpowiedni moment, aby powa¿nie zastanowiæ siê, co siê z nim sta³o.
I kiedy tost ju¿ nie przypomina³ tosta, Percy stan±³ w progu i z wyra¼n± protekcjonalno¶ci± oznajmi³:
— Nie ma go. Nigdzie. Przepatrzy³em ka¿dy pokój i nic. Najwyra¼niej stchórzy³ albo zachowa³ siê w swój typowy, niepowa¿ny sposób. — Wyd±³ wargi i skrzy¿owa³ rêce na piersi. — Có¿ za brak szacunku.
Przesta³a s³uchaæ Percy'ego ju¿ po pierwszym zdaniu, niemal zapominaj±c o tym, jak siê oddycha³o.
— Co takiego? — wykrztusi³ tata. Ginny by³a pewna, ¿e i on teraz nie wiedzia³, jak normalnie funkcjonowaæ.
Percy wzruszy³ ramionami.
— Bill nigdy nie szanowa³ zasad i ludzi. Jak widaæ, teraz te¿ ma wszystko w g³êbokim powa¿aniu, ³±cznie ze swoim niedosz³ym szefem.
Tata zdawa³ siê zaniemówiæ, tak¿e prowadzenie w rozmowie obj±³ Ron.
— A sprawdzi³e¶ na zewn±trz? Mo¿e akurat Bill wyszed³, ¿eby pogadaæ z Charlie'em.
Percy pokrêci³ jedynie g³ow±. Ginny mia³a dziwne wra¿enie, ¿e czerpa³ satysfakcjê z wytr±cania argumentów z rêki, bo wydawa³ siê jeszcze bardziej napuszony ni¿ zwykle.
— Po pierwsze: widzieliby¶my go, bo razem z Charlie'em robili¶my ¶niadanie. Po drugie: gdy mu naprawdê na czym¶ zale¿y, stawia siê punktualnie, a jak widaæ, Bill i ojciec s± lekko spó¼nieni. Pamiêtasz, jak to by³o z McGonagall, kiedy przysz³a siê poskar¿yæ na jego olewanie transmutacji i innych przedmiotów? Czeka³ na ni± nawet godzinê przed.
Ginny doskonale to pamiêta³a. Kiedy wtedy zauwa¿y³a Billa, pomy¶la³a, ¿e wybiera³ siê na randkê, bo ubra³ siê co najmniej jak na Bo¿e Narodzenie. Dopiero pó¼niej, jak spotka³a s³ynn± profesor McGonagall, a Bill niemal wylecia³ jej na przywitanie, zrozumia³a, jak bardzo siê myli³a.
— No tak, ale mo¿e tak siê zestresowa³, ¿e wsta³ du¿o wcze¶niej i poszed³ do Ministerstwa sam?
Percy spojrza³ na niego z politowaniem.
— I ty w to naprawdê wierzysz? Nawet egzamin poprawkowy go kiedy¶ nie wybudzi³, a co dopiero rozmowa o pracê. Bill po prostu wszystko ola³.
Gdyby nie fakt, ¿e Ginny zna³a prawdê, zgodzi³aby siê z Percym. Bill nie nale¿a³ do osób przejmuj±cych siê czymkolwiek, wiêc zbywanie rzeczy wa¿nych jak najbardziej le¿a³o w jego naturze.
Ron zacisn±³ tylko usta i ju¿ wiêcej siê nie odezwa³, choæ mia³ jasno wypisane na twarzy, ¿e w³a¶nie toczy³ wewnêtrzn± walkê z samym sob±.
Przy stole panowa³a cisza, która nieprzyjemnie skojarzy³a siê Ginny z t± nieszczêsn± kolacj±, podczas której rodzice i Bill k³ócili siê o pracê. Nap³yw wspomnieñ spowodowa³, ¿e jeszcze bardziej skuli³a siê w sobie, choæ nie zauwa¿y³a, ¿e ju¿ wcze¶niej siê przygarbi³a.
Tata otrz±sn±³ siê i w miarê trze¼wo zapyta³:
— Czy które¶ z was go widzia³o? Czy mówi³, ¿e ju¿ poszed³ do Ministerstwa?
Ca³a pi±tka m³odych Weasleyów pokrêci³a g³owami, z tym ¿e Ginny najgorliwiej spo¶ród nich, tak jakby chcia³a przekonaæ sam± siebie.
Artur westchn±³ i przetar³ twarz, na któr± wyst±pi³y kropelki potu.
— Pójdê go poszukaæ. Mo¿e akurat gdzie¶ siê znajdzie.
I znikn±³, a w kuchni pozosta³a nieprzyjemna atmosfera. Percy powoli ruszy³ ku sto³owi, kiedy reszta dzieci siedzia³a cicho i we w³asnych g³owach toczy³a bitwê my¶li. Wtem Ron odezwa³ siê prawie nies³yszalnie:
— My¶licie, ¿e Bill stchórzy³?
Ginny nic nie odpowiedzia³a, choæ widzia³a, jak Percy siê nagle skrzywi³, a nastêpnie prychn±³.
— Oczywi¶cie, ¿e tak. Mo¿e i by³ nieodpowiedzialny, ale z ca³± pewno¶ci± troszczy³ siê o ojca. A skoro teraz go nie ma... co móg³ zrobiæ, jak nie stchórzyæ? Pewnie gdzie¶ siê ukry³ i nie wyjdzie przez nastêpne kilka godzin, dopóki sytuacja nie ucichnie.
— A je¶li w ogóle nie wróci? — Co¶ tknê³o Ginny, aby wypowiedzieæ te s³owa.
Mina Percy'ego nie wyra¿a³a niczego innego jak pogardy.
— Wtedy nie bêdzie godzien nazywania siebie Gryfonem.
***
Minê³a jedna noc, druga, a Weasleyowie zaczêli siê niepokoiæ. Fiuknêli do paru rodziców przyjació³ Billa, spytali w Ministerstwie czy kto¶ go nie widzia³, a nawet zaczêli przeczesywaæ Pok±tn±. A to wszystko po to, aby odkryæ, ¿e Bill zapad³ siê pod ziemiê i ani widu, ani s³ychu po nim. Jakby ¶wiat nagle wymaza³ jego istnienie.
W pewnym momencie rodzice chcieli powiadomiæ aurorów, ale nim to siê sta³o, przez okno wlecia³a ma³a sówka, nios±ca w dziobie list. Na pocz±tku nikt nie by³ tym specjalnie zainteresowany (tak g³êboko zag³êbili siê w poszukiwania Billa, ¿e na pewien czas, kiedy nikt nie mia³ o nim informacji, kompletnie odciêli siê od ¶wiata zewnêtrznego), ale wtem Charlie krzykn±³:
— Mamo, tato! To list od Billa!
Natychmiastowo rzucili siê do skrawka papieru i, niemal wyrywaj±c go sobie z r±k, przeczytali na g³os:
— Droga mamo, drogi tato. Chcia³em was powiadomiæ, ¿e nic mi nie jest i ¿e mam siê dobrze. Przepraszam, ¿e tak nagle znikn±³em bez s³owa, ale dosta³em cudown± ofertê w Egipcie. Od dzisiaj jestem £amaczem Zaklêæ w banku Gringotta. Dosta³em bardzo dobre warunki pracy, choæ nie powiem – gor±co tutaj zabija. To by³a moja jedyna szansa, nie mog³em jej przegapiæ. Na noc zapowiadali sztorm, wiêc jak najszybciej siê spakowa³em i wyruszy³em w rejs. Jeszcze raz przepraszam za brak wiadomo¶ci. W po¶piechu ³atwo o wszystkim zapominam. Pozdrawiam, Bill — zakoñczy³ tata z g³o¶nym westchniêciem.
— No to zagadka wyja¶niona — powiedzia³a Ginny weso³ym tonem. — Nie ma siê o co martwiæ.
U¶miechnê³a siê szeroko do rodziców, którzy mo¿e i wydawali siê uspokojeni, ale z ca³± pewno¶ci± tak ³atwo nie wybacz± Billowi stresu, jakiego siê najedli. Ona z kolei mog³a wreszcie odetchn±æ z ulg± i przespaæ spokojnie chocia¿ jedn± noc od ucieczki brata.
— To do niego typowe — odezwa³ siê leniwie Percy, krzywi±c siê pod nosem jak na zapach zepsutego mleka. — Najpierw ucieka i nic nie mówi, a potem udaje, ¿e wszystko jest dobrze. Jak... ¶lizgoñsko.
Nikt oprócz Ginny nie zwróci³ na niego uwagi. Zgrzytnê³a zêbami, jak gdyby gotowa³a siê do odpyskowania, ale wtem zrozumia³a, ¿e nic by to nie da³o. Czy tego chcia³a, czy nie, Percy zawsze bêdzie gór±, a to ona dostanie reprymendê za z³e zachowanie. Mocno zacisnê³a piê¶æ, chc±c na chwilê sobie ul¿yæ poprzez wbijanie paznokci w skórê, ale niestety – kilka nieprzespanych nocy oraz ci±g³y stres skutecznie j± ich pozbawi³y. Równie dobrze mog³aby wyrz±dziæ sobie krzywdê piersi± z kurczaka.
Weasleyowie nie wydawali siê zbytnio ucieszeni z takiego obrotu spraw, ale nikt niczego nie skomentowa³. Czy by³ to koniec sprawy ucieczki Billa? Na pewno nie. A czy Ginny mog³a w koñcu odpocz±æ? Definitywnie tak. I z ca³± pewno¶ci± cieszy³a siê, ¿e ju¿ wiêcej nie bêdzie musia³a siê w ca³y ten bajzel anga¿owaæ.
***
Nadszed³ ten dzieñ – dzieñ porachunku z nimf± wodn±. Przez ostatnie dwa tygodnie przygotowywa³a siê naj¿arliwiej jak tylko potrafi³a. Zamyka³a siê ca³ymi dniami w swoim zagraconym ksi±¿kami pokoju i czyta³a, czyta³a i czyta³a. Po³yka³a jedn± ksiêgê za drug±, po¿ycza³a zwoje z sypialni brata lub krad³a woluminy Percy'ego (na którego, swoj± drog±, ¶miesznie by³o patrzeæ, gdy w¶cieka³ siê na „zwinnego z³odziejaszka"). W koñcu stwierdzi³a, ¿e bardziej przygotowana byæ ju¿ nie mo¿e. Wziê³a wiêc swoj± ulubion± czapkê harcersk±, spiê³a w³osy i pomalowa³a twarz na zielono, ¿eby jako¶ wtopiæ siê w t³o jak kameleon. Bêd±c przy schowku taty, zagarnê³a du¿e wiadro, do którego wla³a wodê, oraz procê. W strumieniu znalaz³a kilka kamyczków, a w lesie idealny patyk – w razie gdyby musia³a zastosowaæ stwierdzenie „bez kija nie podchod¼" w rzeczywisto¶ci.
I tak, gotowa do obrony, ruszy³a w kierunku miejsca, w którym wcze¶niej spotka³a nimfê. Nazwa³a je „Wytrzeszczone Oko", na cze¶æ tej wyj±tkowej cechy wygl±du dziewczynki.
Wyminê³a drzewo z napisem „X", nawet na nie nie patrz±c, i bez choæby chwili na melancholiê przekroczy³a bariery aportacyjne. Po pewnym czasie dotar³a nad strumieñ.
U jego brzegu znowu siedzia³a, jak poprzednim razem, nimfa wodna. ¦piewa³a pod nosem po¶ród szumu wody i æwierkotu ptaków. Trawa wokó³ niej wydawa³a siê bardziej zielona ni¿ zazwyczaj, a drzewa naoko³o bardziej obros³y w li¶cie ni¿ te za Ginny.
Nimfa wodna jak nic, pomy¶la³a Weasley, instynktownie chwytaj±c za kieszeñ, do której wrzuci³a kamyczki. Teraz albo nigdy.
Najciszej jak potrafi³a, zesz³a na sam dó³ i przeskoczy³a strumieñ. Woda w wiadrze ko³ysa³a siê na bogi, ale Merlinowi dziêki, nimfa tego nie us³ysza³a. Ginny po³o¿y³a ostro¿nie kij pomiêdzy ni± a dziewczynk±, a do wolnej kieszeni upchnê³a procê, tak ¿eby w razie czego szybko j± wyj±æ. Ostatecznie chwyci³a obydwoma rêkami kube³ i na raz, dwa, trzy – przechyli³a go wprost na g³owê nimfy.
Dziewczynka g³o¶no pisnê³a. W podskokach zerwa³a siê na równe nogi, kiedy Ginny odrzuci³a wiadro i w rêce ju¿ trzyma³a procê, gotowa do kontrataku. Ale nic z tych rzeczy. Nimfa uspokoi³a siê i odwróci³a twarz± do Weasley – z tej odleg³o¶ci oczy wydawa³y siê jeszcze bardziej wy³upiaste. Wrêcz ¶widrowa³y Ginny wzrokiem, od którego poczu³a siê strasznie nieswojo, ale to nie sprawi³o, ¿e opu¶ci³a broñ. Wrêcz przeciwnie – napiê³a j± jeszcze bardziej.
— Nie próbuj swoich sztuczek, nimfo — syknê³a Ginny, celuj±c prosto w noc dziewczynki.
Nimfa nic nie odpowiedzia³a, ale za to spojrza³a w dó³ i ostro¿nie dotknê³a w³osów.
— Zniszczy³a¶ mi wianek — powiedzia³a z wyrzutem.
Ginny zrobi³a malutki krok do przodu i zacisnê³a zêby. Bacznie obserwowa³a nimfê, oczekuj±c na zmianê, ale nic siê nie dzia³o.
— Jakim diab³em jeste¶, ¿e nie zamieniasz siê w syrenê?
Nimfa spojrza³a na Ginny i a¿ otworzy³a usta.
— W syrenê? — Obejrza³a nogi. — Chcia³abym byæ syren±. Tatu¶ mówi³, ¿e maj± bardzo ³adny g³os, a ja go niestety nie mam. My¶lisz, ¿e by³yby tak hojne i po obdarowaniu mnie kilkoma darami da³yby ³adny g³os?
— Nie pogrywaj ze mn± — ostrzeg³a Ginny, unosz±c wy¿ej procê. — Jestem uzbrojona.
Nimfa zamy¶li³a siê przez chwilê, a¿ wreszcie podesz³a do Weasleyówny i zaczê³a machaæ nad jej g³ow±.
— Co ty robisz?! Odejd¼ ode mnie!
— Odganiam gnêbiwtryski z twojej g³owy. Strasznie du¿o siê ich tam wyroi³o — odpowiedzia³a jak gdyby nigdy nic, nie przestaj±c machaæ.
— Przestañ!
Odesz³a krok w ty³, ale zapomnia³a o wiadrze. Wywróci³a siê bole¶nie na ty³ek, jêknê³a i w jeszcze gorszym nastroju z³apa³a za kube³, w razie gdyby musia³a siê nim broniæ.
— Wszystko w porz±dku? Wiedzia³am, ¿e nie powinnam tego robiæ. Ludzie zawsze dziwnie reaguj±, gdy odganiam gnêbiwtryski. Krzycz± i krzycz±, a czasami mocno chwytaj± za ramiê, ale to jedynie nasila wielko¶æ gnêbiwtrysków. — Westchnê³a cicho i spojrza³a na ziemiê. — Ale rozumiem, ¿e Indian to jeszcze bardziej denerwuje.
Tym razem to Ginny wytrzeszczy³a ze zdziwienia oczy.
— Indian? Jakich Indian? Czy ty siê s³yszysz? Merlinie, co z tob± nie tak?
— Tatu¶ mówi, ¿e mam bujn± wyobra¼niê. My¶la³am, ¿e przyjmiesz mój dar i ¿e zaprzyja¼niê siê z Indianami, ale wychodzi na to, ¿e muszê jeszcze trochê poczytaæ o ich magicznej kulturze.
Ginny zaczê³a siê powoli cofaæ, nie trac±c z oczu szalonej dziewczynki. Jak inaczej wyja¶niæ fakt, ¿e wygadywa³a takie g³upstwa? Oczywi¶cie, ¿e by³a szalona!
— O czym ty gadasz? Jacy Indianie? Ja nie jestem ¿adn± Indiank±!
Dziewczynka powoli skierowa³a na ni± wzrok i przechyli³a na bok g³owê. Jej oczy dok³adnie skanowa³y Ginny od g³owê a¿ po stopy i jeszcze raz, a¿ wreszcie powiedzia³a:
— Na pewno? Bo tak wygl±dasz.
Ginny krzyknê³a mentalnie.
***
— Na matkê Merlina! Ginny, jak ty wygl±dasz?
Rzuci³a buty w k±t i odburknê³a Ronowi:
— Tak, jak widaæ.
Starszy brat jednak nie zadowoli³ siê tak± informacj± i zagrodzi³ jej przej¶cie, gdy chcia³a pój¶æ do swojego pokoju.
— Co? — Zgromi³a go wzrokiem, od którego Ron ani my¶la³ siê cofn±æ.
— Co ty masz na twarzy?
— Zielon± farbê. Nigdy jej nie widzia³e¶?
Skrzywi³ siê, jakby dosta³ prosto w brzuch, i kontynuowa³ przepytywanie:
— Czemu ciê tak d³ugo nie by³o?
— Polowa³am na nimfy.
— ¯e co? — Zdziwi³ siê, a Ginny popatrzy³a na niego jak na idiotê.
— Tak, jak s³ysza³e¶. Czy teraz mogê przej¶æ? Po drodze wpad³am w kupê nied¼wiedzia.
Ron, jakby dopiero teraz wyczuwaj±c smród, odsun±³ siê na bok.
— Dziêkujê — wycedzi³a i, nie zaszczycaj±c go ju¿ wiêcej spojrzeniem, zaczê³a wspinaæ siê mozolnie po schodach.
Gdy by³a u szczytu, dosz³o do niej ostatnie pytanie brata:
— Jakie nimfy?
— WODNE! — I zatrzasnê³a g³o¶no drzwi do ³azienki.
Ten rozdzia³ jest jeszcze lepszy od pierwszego! Pod koniec a¿ chcia³o mi siê ¶miaæ. Nie¶mia³o domy¶la³am siê kim mo¿e byæ ta nimfa wodna, ale ta scena z ni± by³a po prostu mistrzowska haha. Ron wydaje siê byæ ca³kiem kanoniczny, chocia¿ nie ma go za du¿o. Pozostali Weasleye s± troszeczkê przerysowani i nieco mi to przeszkadza. A ju¿ szczególnie najgorszy na ¶wiecie Percy, który co prawda by³ zadufany w sobie, ale w gruncie rzeczy przecie¿ kocha³ tê swoj± rodzinê. Nie rozumiem wiêc jak móg³ a¿ tak mocno obra¿aæ Billa. I dziwiê siê, ¿e nikt mu nawet nie przerwa³ tego, przecie¿ pozosta³e rodzeñstwo zawsze mia³o gdzie¶ jego zdanie i jawnie siê z ch³opaka na¶miewali ;D
Ginny jest ¶wietna i mam nadziejê, ¿e nie wyjdzie na tak± Mary Sue Slytherinu. Akcja idzie wolno (nawet jeszcze nie jeste¶my w Hogwarcie!), ale zupe³nie mi to nie przeszkadza, bo rozdzia³y s± ciekawe, a ¿ycie w Norze jest interesuj±cym tematem. ¯yczê weny i czekam na wiêcej!