Ginny niespodziewanie odnajduje sojusznika podczas oddawania skradzionych ksi±¿ek.
Kolacja przebiega³a jak zawsze po¶ród krzyku i ci±g³ego plecenia Percy'ego, który stara³ siê zag³uszyæ harmider. W³a¶ciwie wygl±da³a jak ka¿dego wieczoru od sze¶ciu lat jej ¿ycia z dwoma wyj±tkami: pustym krzes³em Billa i skupionym na Ginny wzroku Rona. Nie wiedzia³a, które rozstraja³o j± bardziej nerwowo.
Postanowi³a jednak skupiæ uwagê na jednym problemie: Ronie. Co chwilê rzuca³a mu krzywe spojrzenia znad talerza, a on odwdziêcza³ siê niewinnymi mrugniêciami oczu, jakby zachowywa³ siê specjalnie grzecznie, aby wyci±gn±æ od niej informacje.
Nic z tego, przekaza³a mu bezg³o¶nie, a Ron znowu, jak na z³o¶æ, zamruga³.
Odwróci³a od niego wzrok i skupi³a siê na Percym.
— Kto¶ mi kradnie ksi±¿ki! Przez ostatnie dwa tygodnie notorycznie znikaj± mi ksiêgi z pó³ki. Musimy co¶ z tym zrobiæ!
— Oczywi¶cie, Percy — odpowiedzia³ znudzony tata, wk³adaj±c do ust spory kawa³ek kurczaka.
— Gdyby to siê zdarzy³o na tle publicznym, nie mia³bym ¿adnych oporów, aby zg³osiæ to aurorom! Ale skoro z³odziejem jest kto¶ z rodziny, to wystarczy odgnamianie ogrodu i tygodniowe zmywanie naczyñ.
Ginny prychnê³a cicho pod nosem. I tak mia³a zamiar zwróciæ ksi±¿ki Percy'emu, gdy tylko skoñczy sprawê z nimf±.
Spojrza³a ukradkiem na Rona i zauwa¿y³a, ¿e zmarszczy³ w zamy¶leniu brwi, a nieobecny wzrok skierowa³ na Percy'ego. Najwidoczniej jakie¶ g³êbsze procesy my¶lowe musia³y siê odbywaæ w jego g³owie.
— A o czym ci te ksi±¿ki znikaj±? — wtr±ci³ Charlie.
Percy wolno skierowa³ na niego wzrok z min± wyra¿aj±c± czyste oburzenie oraz, co zdziwi³o Ginny, podejrzliwo¶ci±. Jakkolwiek Percy wywy¿sza³ siê ponad innych, tak nigdy nie próbowa³ tego na Charlie'em. Wyznawa³ zasadê, ¿e starszym siê nie podskakiwa³o, bo tak wed³ug niego by³o rozs±dniej. Teraz jednak, garbi±c siê i taksuj±c spojrzeniem brata jak wroga, dziewczynê oblecia³a my¶l, i¿ Percy ju¿ dawno wyszed³ z cienia rodzeñstwa i sta³ na równi z nimi.
— O magicznych stworzeniach. — Pokrêci³ szklank± wody, nie spuszczaj±c z oczu Charlie'ego. — Twój temat, co nie?
Charlie zamar³ z otwartymi ustami oraz uniesion± rêk±. Ginny naprawdê mu wspó³czu³a, bo nic nie mog³o uchroniæ siê od gniewu Percy'ego: nawet w³asna rodzina. Ale te¿, szczerze powiedziawszy, nie chcia³a zwracaæ na siebie uwagi. Za bardzo ba³a siê konsekwencji, jakie mog³yby na ni± spa¶æ, gdyby w tym momencie przyzna³a siê do kradzie¿y tu¿ przed ca³± rodzin±. Skoro mia³a szansê oddaæ ksi±¿ki – to je odda, ale bez przyznawania siê do winy.
— Nie ukrad³em ich — powiedzia³ s³abo Charlie, pokrywaj±c siê czerwieni±.
Ginny skrzywi³a siê na nêdzny ton g³osu brata. Nigdy nie mia³ tak mocnego charakteru jak Bill i wola³ wzi±æ na siebie konsekwencje, ni¿ broniæ siê przed atakiem. Ginny uwa¿a³a, ¿e to czyni³o go s³abym.
— Jasne, a ja spad³em z nieba. Powiedz mi: jak to zrobi³e¶? I nie chodzi mi tu o samo wej¶cie do mojego pokoju, ale o to, jak pokona³e¶ sumienie. W koñcu musia³o siê jako¶ odezwaæ, co nie? — U¶miechn±³ siê perfidnie znad szklanki, przybieraj±c jak najbardziej zainteresowan± minê.
Gdyby tylko nie by³ tak okropny, mo¿e uda³oby mu siê zostaæ dobrym aktorem, pomy¶la³a Ginny.
Charlie poczerwienia³ jeszcze bardziej.
— T-to nie by³em ja — wyj±ka³, spuszczaj±c siê ni¿ej na krze¶le.
Ginny rzuci³a okiem na rodziców: pogr±¿yli siê w rozmowie, wiêc kompletnie nie s³yszeli, co dzia³o siê tu¿ pod ich nosami. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
— K³am tak dalej, a mo¿e w koñcu upodobnisz siê do Billa — stwierdzi³ Percy, upijaj±c ³yk wody i nie bacz±c na brata.
Charlie nie uniós³ g³owy znad talerza do koñca kolacji. Percy'ego z kolei nie interesowa³o, co dzia³o siê ze starszym rodzeñstwem, bo do³±czy³ do rozmowy rodziców o miot³ach i eliksirach. Wydawa³ siê, jakby ca³kowicie zapomnia³ o dyskusji, która dopiero co siê skoñczy³a; tak bardzo poch³onê³y go nieistotne w tym momencie tematy.
A Ginny wyrzuca³a sobie, ¿e jednak nie wziê³a g³osu w rozmowie. Mo¿e wtedy, gdy tylko patrzy³a na Charliego, jej samej nie ¶ciska³oby siê serce na widok tego, jak bardzo stara³ siê zas³oniæ w³osami.
***
Tego samego dnia, gdy zapad³a ciemna noc, rozchyli³a po cichu okna i zeskoczy³a na daszek tu¿ pod parapetem. Stopniowo zaczê³a wyk³adaæ ksi±¿ki Percy'ego, których, jak siê okaza³o, wziê³a zaskakuj±co du¿o. I jakim cudem Percy nigdy nie nakry³ Ginny na kradzie¿y? Nie mia³a pojêcia.
S³ysza³a pohukiwanie sowy i cykanie ¶wierszczy. Rze¶kie powietrze wtargnê³o do jej p³uc, dziêki czemu mog³a nacieszyæ siê powoli koñcz±cym siê latem. Dok³adnie tak samo pachnia³o w dniu, w którym Bill uciek³ z domu: czym¶ w rodzaju wilgoci, jakby zaraz mia³o padaæ. Pamiêta³a, ¿e orze¼wi³o j± ono, jak gdyby na znak, ¿e zaraz wybudzi siê ze s³odkiego snu, który trwa³ zdecydowanie za d³ugo.
Z jeszcze wiêksz± energi± przy³o¿y³a siê do wyk³adania ksi±¿ek. Bill j± zostawi³ i koniec – mleko siê wyla³o. Gdyby istnia³a mo¿liwo¶æ cofniêcia siê w czasie, Ginny pewnie ponownie pozwoli³aby mu odej¶æ i ponownie prze¿ywa³aby katusze zwi±zane z samotno¶ci±.
Z³a na siebie, ¿e pozwoli³a, aby melancholia j± dopad³a, wyci±gnê³a ostatni± ksi±¿kê i postawi³a przed sob±. Teraz musia³a tylko obej¶æ naoko³o daszek domu, ¿eby dostaæ siê do pokoju Percy'ego. Z lewej strony znajdowa³ siê balkon. Nie da³a rady siê na niego wspi±æ, bo by³ ogrodzony barierkami, wiêc musia³a obraæ okrê¿n± drogê, to znaczy przej¶æ przez sypialniê Billa, Rona, Charlie'ego, bli¼niaków i w koñcu do Percy'ego. Je¶li którekolwiek z nich nie spa³o, mia³a przechlapane.
Wziê³a wiêc g³êboki oddech i ruszy³a w drogê z trzema ksi±¿kami u boku. Na pocz±tku pokój Billa. Mo¿e i sta³ pusty, ale nigdy nie wiadomo, czy kto¶ tam akurat nie wszed³.
Wychyli³a siê bezpiecznie zza k±ta i zajrza³a do ¶rodka. Nic. Sypialnia pozosta³a w dok³adnie takim samym stanie, jak j± zostawi³a dwa tygodnie temu. Odetchnê³a wiêc z ulg± ruszy³a dalej.
Czêsto nachodzi³y j± pytania co takiego sta³o siê z Billem i dlaczego Apolonia zosta³a zamordowana. Stara³a siê je zag³uszaæ nauk± o nimfach (z której w koñcu nic nie wynik³o) i skupiaæ siê na tera¼niejszo¶ci, na ostatnich chwilach lata, ale nie zawsze jej to wychodzi³o. Zazwyczaj niepokój ³apa³ j± w nocy, gdy k³ad³a siê spaæ, przez co nastêpnego dnia wygl±da³a jak zombie. Albo raczej jak Ron, który po prostu od zawsze mia³ du¿e wory pod oczami, niewa¿ne jak d³ugo by spa³. Czasami drêczy³y j± koszmary, w których Bill le¿a³ w ka³u¿y krwi, z pustymi oczami skierowanymi ku górze. Budzi³a siê z niemym krzykiem na ustach i gorzkim poczuciem samotno¶ci na ustach.
I te g³upie sowy, które raz po raz przypomina³y jej o tej felernej nocy, kiedy Bill odszed³... Czasami chcia³a je zastrzeliæ, ale zaraz potem u¶wiadamia³a sobie, ¿e jeszcze nie mog³a czarowaæ ró¿d¿k±.
Kolejny pokój nale¿a³ do Rona. Widzia³a, ¿e le¿a³ w ³ó¿ku, bo ko³dra unosi³a siê i opada³a, a ruda g³owa siê spod niej wychyla³a. Najciszej, jak tylko potrafi³a, przesz³a do sypialni kolejnych braci, a¿ w koñcu, gdy reszta ju¿ spa³a, stanê³a przy oknie Percy'ego. O dziwo, nie by³o go w pokoju. Natychmiast oblecia³ j± stres, a serce skurczy³o siê do wielko¶ci fasolki, gdy u¶wiadomi³a sobie, ¿e brat mo¿e znajdowaæ siê gdziekolwiek – nawet za jej plecami.
Powoli obróci³a siê do ty³u, ale nikogo nie znalaz³a. Jedynie gwiazdy by³y ¶wiadkami tego, co mia³a zamiar zrobiæ.
Niczym w±¿ wpe³z³a przez otwarte okno do sypialni. Potr±ci³a ma³y wazon z kwiatami, który w porê chwyci³a, nim siê przewróci³. Wydawa³o siê, ¿e serce jej zaraz wyskoczy z piersi, a dr¿±ce rêce same z siebie co¶ st³uk± i wtedy bêdzie po wszystkim. Nawet oddechu nie mog³a uregulowaæ, tak przestraszona by³a.
Po prawej i lewej stronie sta³y ogromne biblioteczki, które a¿ po brzegi wype³nia³y ksi±¿ki. Niektóre ksiêgi le¿a³y równie¿ w idealnie u³o¿onej kupce na pod³odze i na biurku, tworz±c kilka wysokich wie¿yczek. Zewsz±d a¿ razi³a ilo¶æ niebieskiego: czy to na ¶cianach, czy to na pod³odze, czy to nawet na meblach. Ginny stwierdzi³a, ¿e Percy nie mia³ za grosz gustu. Wszystko by³o perfekcyjnie jednolite. Nawet jego g³upie koszule o takim samym kroju.
Podesz³a do biblioteczki po prawej i po³o¿y³a na niej trzy ksi±¿ki. Nie martwi³a siê nad pouk³adaniem ich wed³ug wielko¶ci, bo tym akurat zajmie siê jutro Percy.
Kiedy skoñczy³a, ruszy³a z powrotem w stronê okna, które rozchyli³a nieco bardziej, ¿eby nie przeciskaæ siê miêdzy nim a parapetem jak gad. Zosta³y jej zaledwie trzy tury: ka¿da po cztery ksi±¿ki i w koñcu bêdzie mog³a pój¶æ spaæ.
Nie spodziewa³a siê jednak, ¿e kiedy wróci po ksiêgi, na daszku napotka równie¿ Rona.
— A co ty tu robisz? — szepnê³a w¶ciekle, patrz±c, jak brat powoli uniós³ wzrok znad ksi±¿ek.
— To s± Percy'ego? — Kiwn±³ g³ow± w stronê sterty, nie odpowiedziawszy na zadane pytanie.
Ginny milcza³a jak zaklêta. Zacisnê³a usta i splot³a rêce na piersi.
— Czyli tak. — Potakn±³, znowu odwracaj±c siê do ksi±¿ek.
Przez pewien czas na nie patrzy³, a¿ w koñcu westchn±³ i podrapa³ siê w kark.
— Zgadujê, ¿e potrzebujesz pomocy.
— Nie, nie potrzebujê. — Unios³a wy¿ej g³owê i zmru¿y³a oczy.
Ron u¶miechn±³ siê powoli i wzi±³ do r±k ksi±¿ki.
— Z pewno¶ci±. Percy nie bêdzie zadowolony, kiedy wróci do pokoju, a tam napotka swojego d³ugo tropionego z³odzieja.
— Ty... Sk±d wiedzia³e¶?
Wzruszy³ ramionami, b³±dz±c wzrokiem gdzie¶ po daszku.
— Jak Percy powiedzia³, ¿e znikaj± mu ksi±¿ki o magicznych stworzeniach, ³atwo siê domy¶li³em, ¿e to twoja robota. W koñcu sama mi powiedzia³a¶, ¿e polujesz na nimfy wodne.
— Polowa³am — poprawi³a automatycznie, a Ron siê skrzywi³. — A poza tym nie pomy¶la³e¶, ¿e mogê blefowaæ?
Zamy¶li³ siê, robi±c minê, z której Ginny zawsze siê ¶mia³a. Wygl±da³, jakby tworzy³ now± teoriê ¶wiata albo jakby g³ówkowa³ nad skomplikowanymi runami, jak to mia³ w zwyczaju Bill. Tym razem jednak Ginny nie by³o do ¶miechu, szczególnie kiedy cisza przed odpowiedzi± Rona d³u¿y³a siê bardziej ni¿ ego Percy'ego.
— W³a¶ciwie... nie przesz³o mi to przez my¶l — przyzna³.
Ginny prychnê³a.
— A wiêc jeste¶ idiot±.
— Albo po prostu wierzê, ¿e siostra by mnie nie ok³ama³a.
Opad³y jej rêce.
— Zatem jeste¶ g³upim idealist±.
Wziê³a do r±k cztery ksiêgi i wyminê³a Rona, ruszaj±c z powrotem do pokoju Percy'ego. S³ysza³a, ¿e brat pod±¿a³ za ni±; nie zachowywa³ siê specjalnie cicho. Nawet umar³y by go us³ysza³, bo Ron st±pa³ po daszku jak s³oñ, a w dodatku mówi³ normalnym tonem, niezni¿onym do szeptu.
— Co to znaczy idealista? — spyta³, tym samym powoduj±c, ¿e Ginny musia³a wzi±æ g³êboki oddech, aby powstrzymaæ siê od rzucenia w niego ksi±¿kami.
— Zapytaj Percy'ego, skoro tak pilnie go s³uchasz.
— Ty równie¿, skoro przejmujesz jego s³ownictwo.
Zatrzyma³a siê gwa³townie, przez co Ron o ma³o na ni± nie wpad³. Dobrze, ¿e daszek nie by³ mokry, bo spad³by na sam dó³, rozbijaj±c tym samym cia³o o niezbyt miêkk± ziemiê.
— Pos³uchaj — powiedzia³a, odwracaj±c siê w jego stronê i unosz±c podbródek tak wysoko, jakby przemawia³a do s³ugi. — Nie wiem, co ty tutaj robisz ani jaki masz w tym cel, ale dobrze ci radzê: spadaj st±d, zanim ciê przez przypadek zepchnê.
Ron uniós³ brwi i rozejrza³ siê dooko³a, a na jego twarz wyst±pi³a ta sama mina, której Ginny nie cierpia³a: niewini±tka. Bardziej ni¿ kiedykolwiek chcia³a go uderzyæ albo porz±dnie nakrzyczeæ, ale nie mog³a – nie kiedy znajdowali siê w nocy na daszku domu, próbuj±c przemyciæ ksi±¿ki do pokoju Percy'ego.
— Czemu zawsze we wszystkim doszukujesz siê celu? Czy nie mo¿esz chocia¿ raz uwierzyæ, ¿e kto¶ ma dobre serce i próbuje pomóc rodzinie, mimo ¿e ta zadziera nosa wy¿ej ni¿ na to zas³uguje? Jako brat, w dodatku starszy, powinienem ratowaæ ci ty³ek.
— I mêczyæ swoj± obecno¶ci±, mimo ¿e mówiê, ¿e poradzê sobie sama — odszepnê³a, nim Ron zd±¿y³ cokolwiek wiêcej dodaæ. — A w ¿yciu nie ma nic za darmo. Musisz czego¶ chcieæ.
Ron prychn±³, u¶miechaj±c siê kpi±co pod nosem.
— Nie jestem jak ty. Wiem, co to szlachetno¶æ.
Ginny nabra³a gwa³townie powietrze i wydê³a policzki.
— A co to ma z kolei znaczyæ?
— Tylko to, ¿e daleko ci do idea³u Gryfonki, do którego tak d±¿ysz. Mam racjê?
Utrzyma³a spojrzenie Rona, nawet przez chwilê nie my¶l±c, aby odwróciæ wzrok. Nikt nie bêdzie twierdzi³, ¿e nie nadawa³a siê na Gryfonkê, a w szczególno¶ci jej brat. Gdyby nie fakt, ¿e w g³owie mia³a denerwuj±cy g³osik, który szepta³, i¿ Ron mówi³ prawdê, czym prêdzej kontynuowa³aby potyczkê s³own±.
Poprawi³a ksi±¿ki na ramieniu i postarawszy siê, aby jej ton by³ spokojny, powiedzia³a:
— Mo¿e i masz. Ale to nie znaczy, ¿e tego idea³u nie osi±gnê.
Odwróci³a siê na piêcie i przemknê³a jak cieñ do pokoju Percy'ego, a w nim znowu u³o¿y³a ksiêgi w biblioteczce. Ron po chwili podszed³ do okna i bez ani jednego s³owa poda³ ksi±¿ki. Kiedy odszed³, Ginny pozwoli³a sobie na ma³y u¶miech satysfakcji – wygra³a malutk± bitwê pomiêdzy ni± a bratem. Nawet sowa pogratulowa³a, wydaj±c odg³os hukania.
W ciszy minê³a im reszta akcji odk³adania ksi±¿ek na pó³kê, a gdy skoñczyli, odeszli bez s³owa po¿egnania do swoich pokoi. Ginny, mog±c wreszcie spaæ spokojnie, po³o¿y³a siê z u¶miechem na ustach. To by³ dobry dzieñ, z wyj±tkiem tej „nimfy". Ale co do niej równie¿ mia³a plan. Wystarczy, ¿e jutro z kim¶ porozmawia.
***
— Mam ci pomóc z tamt± nimf±, na któr± polowa³a¶? Zwariowa³a¶?!
Ginny westchnê³a, kiedy Ron prêdko wsta³ od sto³u i stan±³ obok zlewu, w którym magicznie my³y siê naczynia. Opar³ siê o niego, przez co wygl±da³ dok³adnie tak samo jak Bill, kiedy co¶ sz³o nie po jego my¶li. Widzia³a, jak Ron gor±czkowo my¶la³ nad tym, o co go w³a¶nie poprosi³a: ca³y siê zaczerwieni³ i utkwi³ wzrok w kranie, jakby ten mia³ mu daæ odpowiedzi na wszystkie pytania ¶wiata.
— W koñcu mówi³e¶, ¿e chcesz byæ dobrym starszym bratem i mi pomóc.
— O nie, nie. Nie wykorzystuj moich s³ów przeciwko mnie. — Wskaza³ na ni± palcem, a przy tym ca³y siê krzywi³ i ciska³ gromy z oczu.
— Rozumiem, czemu jeste¶ taki zdenerwowany, ale pomy¶l... Mo¿e to nie by³a prawdziwa nimfa. Przecie¿ nie dosta³a ogona, kiedy obla³am j± wod±.
— Ty obla³a¶... CO?! Czy¶ ty ju¿ kompletnie oszala³a?
Wzruszy³a ramionami, a Ron wzi±³ g³êboki oddech, zwracaj±c g³owê ku górze.
— Gryffindorze, chroñ mnie przed g³upot± mojej siostry — powiedzia³, splataj±c ze sob± palce jak do paciorka.
Ginny prychnê³a pod nosem i poci±gnê³a ³yk soku pomarañczowego.
— By³am uzbrojona, nic by mi siê nie sta³o.
— Ach tak? To jak± broñ wziê³a¶? Tê czarnuszkê, która ciê kiedy¶ zaatakowa³a w rêkê?
Ginny zmru¿y³a oczy i g³o¶no siorbnê³a, co mia³o w zamierzeniu zdenerwowaæ brata jeszcze bardziej. Jak widaæ, uda³o siê, bo Ron by³ czerwieñszy ni¿ szkar³at na godle Gryffindoru.
— Procê i kamienie.
— Ty... sk±d ty w ogóle masz procê?
— To d³uga historia. — Machnê³a rêk±, jakby to by³ nieistotny szczegó³. — A poza tym ju¿ jej nie mam. Zostawi³am przy strumieniu, gdy postanowi³am uciec.
— Cudownie. Wiêc jak zamierzasz zaatakowaæ nimfê jeszcze raz?
Ginny odchyli³a siê do ty³u, a na usta powoli wst±pi³ jej u¶mieszek zadowolenia. Przypomina³a kota, który wreszcie dosta³ to, na co oczekiwa³.
— Z tob± w roli przybocznego. Bêdziesz mnie chroni³ od góry, kiedy ja pójdê porozmawiaæ z tamt± dziewczyn±.
Ron nie wydawa³ siê przekonany jej s³owami, bo wygi±³ usta w niepewnym ge¶cie i skierowa³ wzrok na pod³ogê.
— Sk±d mo¿esz wiedzieæ, ¿e ta dziewczyna wci±¿ bêdzie nad strumieniem? Albo co je¶li ciê zaatakuje, a ja nie bêdê w stanie ciê ochroniæ?
— Co¶ mi siê wydaje, ¿e jest raczej pokojowo nastawiona. Co prawda dziwnie siê zachowywa³a, jak j± pierwszy raz spotka³am, ale ka¿dy jest na swój sposób dziwny. A ty w razie czego bêdziesz ¶wiadkiem zdarzenia. Jak mnie porwie, to przynajmniej kto¶ zda relacjê aurorom.
Ginny obserwowa³a, jak Ron przetrawia³ informacje w mózgu, oczekuj±c na ostateczny wynik. Naprawdê chcia³a raz na zawsze wyja¶niæ sytuacjê z tamt± dziewczyn±, ale do tego potrzebowa³a pomocy kogo¶ innego. Pod¶wiadomie te¿ pragnê³a wygadaæ siê komu¶ bliskiemu, a skoro Billa nie by³o, pozostawa³ Ron. Tylko on podziela³ okropne wra¿enie odtr±cenia przez resztê rodziny, a przez to istnia³o wiêksze prawdopodobieñstwo, ¿e zgodzi siê na wspó³pracê. W koñcu lepiej dzia³aæ we dwójkê, ni¿ staæ na uboczu Weasleyów.
Ron potakn±³ i w koñcu spojrza³ na Ginny z czym¶, co chcia³a ujrzeæ: zdecydowaniem i zgod±.
— A co je¶li to mnie zaatakuje?
— To wtedy postaram siê uciekaæ jak najszybciej, ¿eby podczas pogrzebu wyg³osiæ ci piêkn± mowê po¿egnaln±.
Ron prychn±³, choæ na usta wyst±pi³ mu ma³y u¶miech.
— Tak my¶la³em. — Usiad³ naprzeciwko Ginny, chwytaj±c za swoj± szklankê z sokiem. — Ale chcê czego¶ w zamian.
Dziewczyna spojrza³a na niego z niemym pytaniem.
— Opowiesz mi, co siê sta³o poprzednim razem, gdy posz³a¶ na nimfê.
Zgodzi³a siê, choæ na pewno nie z rado¶ci±. Mimo tego przywo³a³a na usta fa³szywy u¶miech i z g³osem przepe³nionym rado¶ci±, oznajmi³a:
— Opowiem ci jutro w drodze. A teraz wypijmy. — Unios³a do góry szklankê z sokiem. — Za ksi±¿ki i nimfy!
— Za ksi±¿ki i nimfy!
Stuknêli siê szklankami i zaczêli rozmowê o tak parszywych magicznych stworzeniach, o jakich mogli tylko pomy¶leæ.