Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakoñczone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artyku³y Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej

HPnet istnieje naprawdê

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

Historia pod skór± z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej artyku³ów! <<

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

Remus Lupin

Tytu³: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Go¶cie online: 44
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
£±cznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artyku³ów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjêæ w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,921
Postów na forum: 319,637
Komentarzy do materia³ów: 222,019
Rozdanych pochwa³: 3,327
Wlepionych ostrze¿eñ: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejê³a Hogwart i okolice, ¶nieg mocno sypie, ale to Ciê nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz siê, co ciekawego mo¿na robiæ w weekend:

Bitwa na ¶nie¿ki to jest to! Mo¿e "zupe³nym przypadkiem" oberwie od nas przechodz±cy obok Snape.
12% [9 g³osów]

Plan to brak planu. Bêdê le¿eæ w ³ó¿ku, piæ kakao i plotkowaæ ze wspó³lokatorami z dormitorium.
40% [31 g³osów]

Mój nos utknie g³êboko w ksi±¿kach. Tylko pani Pince bêdzie mnie mog³a odgoniæ od czytania.
13% [10 g³osów]

Wymknê siê cicho do Miodowego Królestwa. Najwy¿sza pora uzupe³niæ zapasy s³odko¶ci.
9% [7 g³osów]

Postraszê we Wrzeszcz±cej Chacie. Uwielbiam ogl±daæ miny przechodniów, kiedy wydaje im siê, ¿e uciekaj± od duchów i upiorów.
12% [9 g³osów]

Ka¿da pogoda jest dobra na Quidditcha. ¦nieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 g³osów]

Ogó³em g³osów: 77
Musisz zalogowaæ siê, aby móc zag³osowaæ.
Rozpoczêto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[NZ] Zgni³e jab³ka panny Weasley
Tiara przydzieli³a Ginny do Slytherinu, co nie zosta³o odebrane pozytywnie w¶ród najbli¿szych i cz³onków nowego domu. Przez wszystkie lata w Hogwarcie zmaga siê z rodzin± i ¦lizgonami, którzy w pewnym momencie okazuj± siê nader fascynuj±cymi osobami.
Autor: Prefix u¿ytkownikaCanisPL
Gatunek: Dramat
Ograniczenie wiekowe: b/o
Przeczytano 13603 razy.
Rozdzia³y: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8].
Rozdzia³ 5.
Kradzie¿ i wielka ucieczka Ginny.
Rok pó¼niej, gdy Ginny koñczy³a dziewiêæ lat, Weasleyowie urz±dzili dla niej ma³e urodziny. Jak dot±d organizowali huczne przyjêcia, spraszaj±c wszystkie ciotki, wujków, kuzynów i przyjació³, a biesiada trwa³a a¿ do bia³ego rana. Tym razem jednak postanowili wyprawiæ ma³± imprezê tylko dla najbli¿szej rodziny.

Zazwyczaj przygotowania trwa³y od ¶witu. Gdy zje¿d¿ali siê Weasleyowie z ka¿dego zak±tka Wielkiej Brytanii, pracy by³o nie do¶æ, a koñcowy efekt powala³ na kolana. Oczywi¶cie gospodarze harowali jak wo³y, aby wszystko by³o perfekcyjne, a i tak zdarza³o siê, ¿e kto¶ z go¶ci podpali³ obrus, zbi³ wazon lub upu¶ci³ kawa³ek ciasta na pod³ogê. Tak to ju¿ bywa³o, ale Ginny nie mia³a za z³e ogólnemu harmiderowi, jaki zazwyczaj panowa³.

W tym roku jednak za¿yczy³a sobie skromnego przyjêcia bez wielkich przygotowañ i z ma³± ilo¶ci± go¶ci.

Przez poprzednie dziewiêæ lat Ginny udawa³o siê przetrwaæ wszystkie imprezy (zarówno braci, jak i jej w³asne) tylko dziêki Billowi. Zawsze wybawia³ j± od niewygodnych pytañ ze strony rodziny, pozwala³ na chwilê odsapn±æ, by potem móc wróciæ do biesiaduj±cych z now± energi± i zapa³em godnym rudow³osych Weasleyów. Bill potrafi³ tak zauroczyæ towarzystwo, ¿e Ginny mog³a oddaliæ siê niewidzialna do spokojniejszej czê¶ci domu: w tym przypadku do jej pokoju. Ogród, balkon, kuchnia i salon by³y ca³y czas okupowane.

Teraz jednak Billa nie by³o, a Ginny musia³a sobie jako¶ bez niego radziæ. Dlatego te¿ wybra³a bezpieczn± opcjê: tylko rodzice i bracia, nikogo innego.

Same urodziny wypad³y tak, jak to sobie wyobra¿a³a: zgromadzili siê wokó³ sto³u, na którym znajdowa³ siê truskawkowy tort z dziewiêcioma ¶wieczkami i razem za¶piewali „Sto lat!”, po czym zaczêli je¶æ w ogólnej weso³o¶ci. Ginny jedynie co chwilê uderza³ fakt, ¿e jedno krzes³o sta³o puste, a jego w³a¶ciciel znajdowa³ siê daleko st±d i nie odzywa³ siê od dawien dawna. W jednym momencie o tym nie pamiêta³a, a w drugim rozczarowanie przychodzi³o znienacka, jak przy dzieleniu tortu, nakryciu sto³u, czy w³a¶nie owym krze¶le.

Nie spodziewa³a siê jakichkolwiek prezentów. Nawet mówi³a, ¿e niczego nie potrzebowa³a i ¿e chcia³a po prostu spêdziæ urodziny spokojnie. Jednak, jak to zawsze bywa³o u Weasleyów, jaki¶ podarunek musi byæ. Ten jeden przypad³ jej szczególnie do gustu.

Po zjedzeniu ciasta, które razem z mam± upiek³y (wszystkim bardzo smakowa³o, a szczególnie Ginny, bo w g³ównej mierze to ona je przygotowa³a), Artur wzi±³ córkê na bok.

— A teraz — zacz±³, bior±c z blatu chustê i zawi±zuj±c j± na oczach Ginny — pora na niespodziankê.

Dziewczynka zdziwi³a siê niezmiernie. My¶la³a, ¿e to ju¿ koniec tego jak¿e uroczystego przyjêcia. Co w takim razie rodzice jeszcze zaplanowali? Nie widzia³a niczego przygotowywanego oprócz jedzenia.

— O co chodzi?

Artur za¶mia³ siê pod nosem, zaciskaj±c rêce z ty³u na jej ramionach. Popchn±³ j± delikatnie do przodu, a Ginny zaczê³a machaæ rêkami, aby przypadkiem w nic nie trafiæ. Widzia³a tylko ciemno¶æ. Kuchnia by³a tak zagracona, ¿e cudem by³oby nie zrobiæ sobie krzywdy: czy to przez kosz, czy to przez podwiniêty dywan, czy miot³ê lub blat.

— Zobaczysz, jak ju¿ dojdziemy.

Wyostrzy³a zmys³y i nabra³a podejrzliwo¶ci. Uwa¿nie stawia³a kroki, a tata spokojnie prowadzi³ j± do przodu – wydawa³ siê radosny, a przeczucie podpowiada³o jej, ¿e równie¿ u¶miecha³ siê pod nosem. Ginny lubi³a, kiedy tata by³ rozlu¼niony. Zazwyczaj wraca³ ca³y spiêty z pracy, wiêc zobaczenie go takiego odprê¿onego graniczy³o z niemo¿liwym.

Zrobi³a siê jednak jeszcze bardziej ciekawa, kiedy wyszli na zewn±trz. Co takiego rodzice wymy¶lili, ¿e specjalnie trzeba by³o wynie¶æ siê na dwór? Czy urz±dzili co¶ wielkiego? Ginny po chwili zastanowienia stwierdzi³a, ¿e to niemo¿liwe, bo by to zobaczy³a chocia¿by przez okno pokoju. No chyba ¿e ukryli ów prezent g³êboko w lesie, daleko poza zasiêgiem wzroku. Ale wtedy pojawia³o siê pytanie: po co?

Wiatr wywo³a³ na jej ramionach gêsi± skórkê. Od rana nie by³o ³adnie; wygl±da³o, jakby mia³o zaraz zacz±æ padaæ. W domu oczywi¶cie zaklêcie podtrzymywa³o ciep³o, przez co mog³a chodziæ w krótkim rêkawku, ale kiedy wysz³a na zewn±trz, w mig zrobi³o jej siê zimno.

— Rzucisz zaklêcie ocieplaj±ce? — wymamrota³a, a po chwili us³ysza³a, jak tata wyjmuje ró¿d¿kê z tylnej kieszeni spodni.

— Gotowe — powiedzia³, w momencie kiedy poczu³a, jakby promyki s³oñca osiad³y na jej ramionach.

Szli wiêc dalej, a Ginny nas³uchiwa³a wszelkich d¼wiêków, które mog³yby pomóc jej w zrozumieniu, dok±d w³a¶ciwie zmierzali. Niestety nic oprócz szumu li¶ci nie podpowiada³o niczego konkretnego.

W pewnym momencie jednak stanêli, a Ginny wnet u¶wiadomi³a sobie, ¿e nie zaszli daleko od domu; zaledwie kilka kroków, nawet nie zbli¿yli siê do lasu, bo wtedy us³ysza³aby strumieñ. W takim razie byli na obszarze ogródka, gdzie¶ po prawej stronie, s±dz±c po tym, jak ojciec j± prowadzi³.

— Mogê ju¿ zdj±æ opaskê?

Tata mrukn±³ na potwierdzenie. Ginny szybko zsunê³a chustê z oczu, czuj±c rosn±ce w sercu podniecenie, oraz wstrzyma³a oddech. Unios³a wzrok.

Nie tego siê spodziewa³a.

— Szopa? — spyta³a cichym tonem.

Tata na szczê¶cie sta³ nieco z ty³u, dziêki czemu nie widzia³, jak przez twarz przebieg³o jej rozczarowanie.

Szopa nie wydawa³a siê niczym zjawiskowym. Artur zawsze trzyma³ w niej mugolskie rupiecie, przy których czêsto eksperymentowa³ na przeró¿ne, czêsto niebezpieczne sposoby. Ginny rzadko do niej wchodzi³a – nie obchodzi³y j± te wszystkie nieczarodziejskie rzeczy. Widzia³a jednak, ¿e tata czêsto znika³ w niej nawet na kilka godzin, a wychodzi³ zale¿nie od powodzenia badania: je¶li uda³o mu siê co¶ odkryæ, szczê¶liwy, je¶li co¶ zepsu³ – sfrustrowany.

Skoro teraz by³ naprawdê radosny, to pewnie przygotowa³ dla Ginny co¶, z czego nie kry³ dumy. A dziewczynka, choæby nie wiadomo jak bardzo chcia³a, nie potrafi³a doceniæ mugolskich rzeczy.

My¶la³a, ¿e jak wejdzie do ¶rodka, to zobaczy stosy nieprzydatnych, nieczarodziejskich przedmiotów. Pan Weasley uwielbia³ zbieraæ nawet najdrobniejsze graty, o których dzia³aniu nawet nie mia³ pojêcia, a które potem kurzy³y siê w szopie przez najbli¿sze kilka lat. Kiedy jednak przest±pi³a próg, oczom nie dowierza³a, co w³a¶nie ujrza³a.

— Niespodzianka! — Tata u¶miechn±³ siê szeroko, patrz±c, jak Ginny z otwartymi ustami rozgl±da siê wokó³.

Mugolskie rupiecie ca³kowicie zniknê³y, zast±pione przez blat z kocio³kami, szafki ze sk³adnikami do eliksirów, a oprócz tego pó³ki ze szklanymi butelkami i przyrz±dami do przygotowywania wywarów.

Ginny zamar³a z podziwu. Wszystko by³o tak schludne, tak idealnie wykonane, aby przywo³ywa³o na my¶l prawdziw± warzelniê, ¿e nie potrafi³a oderwaæ od tego wzroku. Na ¶cianie ponad kocio³kami tata zawiesi³ kilka haków na chochle, szczypce i ³y¿ki do spalañ. Po¶rodku szopy sta³ stó³ z wag±, mo¼dzierzami, i statywem; Ginny zak³ada³a, ¿e bêdzie musia³a to wszystko u³o¿yæ wed³ug w³asnych upodobañ. Z sufitu zwisa³y dwie ¿arówki, które ¶wieci³y siê dziêki magii.

Nie potrafi³a powstrzymaæ siê od szerokiego u¶miechu, który pcha³ siê na jej usta od momentu, kiedy po raz pierwszy zobaczy³a kocio³ki. Bêdzie mog³a warzyæ! Co prawda szopa sama w sobie nie by³a wielka, ale na spokojnie zmie¶ci w niej ma³±, rud± dziewczynkê z zapa³em do pracy.

Ginny obróci³a siê do taty, a¿ jej sukienka zawirowa³a, i z wielkim u¶miechem wypali³a:

— Dziêkujê, dziêkujê, dziêkujê!

Artur za¶mia³ siê pod nosem, gdy jego córka podesz³a podekscytowana do szafki ze sk³adnikami, sprawdzaj±c, które tata kupi³, a których trzeba jeszcze poszukaæ.

— Wszystkiego najlepszego — odpowiedzia³, a jego s³owa oby³y siê bez ¿adnego komentarza, kiedy Ginny w ca³o¶ci skupi³a siê na ingrediencjach.

Ka¿de z nich dotknê³a i obejrza³a, w my¶lach tasowa³a, jak i do czego je u¿yæ: lepiej poeksperymentowaæ nad tworami w³asnymi czy poszukaæ w pokoju Percy'ego czego¶ z dok³adnymi instrukcjami? A mo¿e spróbowaæ i tego, i tego? Bêdzie mia³a du¿o czasu na zastanowienie.

Teraz jednak do g³owy przysz³a jej jedna, na pozór b³aha my¶l: czy to wszystko by³o tylko dla niej? Czy mo¿e reszta rodziny równie¿ bêdzie z tego korzystaæ nawet czê¶ciej ni¿ ona sama, bo w koñcu wci±¿ mia³a tylko dziewiêæ lat, a pozostawienie niebezpiecznych eliksirów dziecku stanowi³o du¿e zagro¿enie? Taki sposób wydawa³ siê logiczny: stworzyæ warzelniê pod pretekstem urodzin, by w pó¼niejszym czasie tê warzelniê przej±æ dla w³asnych celów. Ginny by tak zrobi³a, gdyby tylko mog³a. Zawsze wybra³aby rozwi±zanie korzystne tak¿e i dla niej samej.

Jednak nie mog³a o to spytaæ. To nietaktowne, przecz±ce zasadom dobrego wychowania, które tak bardzo rodzice pragnêli, by dzieci siê nauczy³y.

W koñcu Ginny musia³a zacisn±æ usta i zobaczyæ, co przysz³o¶æ poka¿e. Wbi³a paznokcie we wnêtrze d³oni, bo tylko w taki sposób radzi³a sobie z emocjami, i nie wypowiedzia³a ani jednego z³ego s³owa. U¶miechnê³a siê ponownie, chocia¿ ju¿ nie tak weso³o jak wcze¶niej, a nastêpnie przesz³a do przegl±dania buteleczek i przedmiotów porozrzucanych po ca³ym stole. £atwiej udawaæ, ¿e wszystko w porz±dku, kiedy jeszcze przed momentem skaka³o siê a¿ po sam sufit z rado¶ci.



***




Dok³adnie tydzieñ pó¼niej Weasleyowie poszli na ulicê Pok±tn±, aby zakupiæ potrzebne dzieciom rzeczy do Hogwartu. Ginny i Ron co prawda wci±¿ byli za m³odzi, by dostaæ list ze szko³y, ale i tak chêtnie podró¿owali na Pok±tn±.

Ginny uwielbia³a atmosferê tej ulicy – weso³a, pe³na ludzi, a ka¿de z nich gdzie¶ siê spieszy³o. Czasami przypomina³a jej Ministerstwo Magii. Z t± ró¿nic±, ¿e w Ministerstwie jak dot±d nigdy nie spotka³a dziecka. Sama w³a¶ciwie znalaz³a siê tam tylko dlatego, ¿e czeka³a na tatê, który mia³ zabraæ j± i resztê dzieci do restauracji.

W ka¿dym razie Ginny fascynowa³ ¿ywio³ czarodziejów, których tutaj widzia³a. Zdawaæ by siê mog³o, ¿e w tym miejscu ka¿dy ¿y³ w po¶piechu, staraj±c siê za³atwiæ sprawy najszybciej, jak siê da³o. Weasley mia³a równie¿ wra¿enie, ¿e nawet do lodziarni nikt nie szed³ dla czystej przyjemno¶ci.

Kiedy reszta rodziny siedzia³a w ksiêgarni, Ginny wymknê³a siê na ulicê. Zanim Percy skoñczy przebieraæ w ksi±¿kach, prawdopodobnie min± wieki, a w tym czasie mog³a po prostu patrzeæ na tutejszych czarodziejów i na za³atwiane przez nich sprawy. Jeden z nich, z ¿ab± na barku, targowa³ siê w³a¶nie z handlarzem zió³, a jego, jak Ginny przypuszcza³a, ¿ona potakiwa³a niecierpliwie nog±, staj±c siê coraz czerwieñsza na twarzy. Garstka dzieci goni³a chochliki na magicznych papierowych samolocikach. Grupa starców debatowa³a nad najnowszymi wie¶ciami w Proroku. Rodzice z ch³opcem wchodzili do antykwariatu, nios±c ze sob± pe³en worek.

Ginny w³a¶ciwie mog³a siedzieæ tak godzinami i spogl±daæ na czarodziejów. Praktycznie nie mia³a kontaktu z nikim oprócz jej w³asnej rodziny i Luny. Zawsze lubi³a przygl±daæ siê innym, odczytywaæ ich my¶li z mimiki twarzy, ale najczê¶ciej na obserwacjach siê koñczy³o. Niespecjalnie j± ci±gnê³o do nawi±zywania kontaktu.

I kiedy tak minuty mija³y, a Ginny siedzia³a na murku podryguj±c nogami do taktu muzyki, któr± kto¶ gra³ z drugiego koñca ulicy, zapragnê³a co¶ zrobiæ. Nie wiedzia³a dok³adnie co, ale nasz³a j± ochota, by nie tylko obserwowaæ z daleka ¿ycie czarodziejów. Mo¿e by te¿ do nich do³±czyæ?

Ale co by mia³a zrobiæ? Przy³±czyæ siê do gonienia chochlików lub poogl±daæ wystawê nowych miote³ razem z ch³opcami? Nie... to nie to.

Zerknê³a na handlarza zió³. Wci±¿ k³óci³ siê z tamtym mê¿czyzn±, a ¿ona wygl±da³a, jakby by³a u skraju wytrzymania.

A gdyby tak... wzi±æ co¶ z jego stoliczka? W koñcu Ginny brakowa³o blekotu, jednej z najbardziej pospolitych ro¶lin w Europie, a chcia³a uwarzyæ Eliksir Be³kotu. Ponoæ zalicza³ siê do tych naj³atwiejszych, a Weasley z chêci± wys³ucha³aby potoku s³ów Percy'ego.

Zeskoczy³a z murka i zbli¿y³a siê do handlarza. By³ tak zajêty k³ótni± z brodatym mê¿czyzn±, ¿e nawet gdyby kto¶ tu¿ na jego oczach skrad³ wiêkszo¶æ ro¶lin, pewnie i tak by tego nie zauwa¿y³.

Ginny, najdyskretniej jak tylko potrafi³a, wyci±gnê³a rêkê po blekot. Chwyci³a go z prêdko¶ci± atakuj±cego wê¿a i natychmiastowo wsadzi³a do kieszeni. Handlarz ani nikt inny na ulicy nawet nie zwróci³ na ni± uwagi – panowa³ tak du¿y t³ok, ¿e zobaczenie czegokolwiek poni¿ej pasa graniczy³o z niemo¿liwo¶ci±. Ginny mia³a tak± przewagê, ¿e wci±¿ by³a niska.

Oddali³a siê prêdko w stronê antykwariatu, czuj±c bij±ce jak dzwon serce, a dr¿±ce rêce schowa³a do kieszeñ. Ca³a spocona oraz czerwona na twarzy stanê³a obok stolika z darmowymi rzeczami do wziêcia i prze³knê³a g³o¶no ¶linê. Adrenalina wci±¿ w niej buzowa³a jak po wykonaniu skoku z du¿ej odleg³o¶ci. A jak to bywa z prze¿yciami, które spróbuje siê raz, pragnie siê spróbowaæ znowu.

Wziê³a dr¿±cy oddech i pozwoli³a sobie na ma³y u¶miech ni to satysfakcji, ni to pijanego szczê¶cia – nie mia³a pojêcia, które z nich teraz w niej przewa¿a³o. Czy to ¶wiadomo¶æ, ¿e znowu uda³o jej siê co¶ ukra¶æ bez niczyjego zauwa¿enia, czy to fakt, ¿e naprawdê to zrobi³a.

Opar³a siê bokiem o stolik, na który teraz rzuci³a okiem. Same rupiecie, nic warto¶ciowego ani ³adnego. Mimo wszystko jednak jej uwagê przyku³ wisiorek ze statkiem, srebrny, dobrze wykonany. Jakim cudem znalaz³ siê na stoisku darmowych rzeczy? Mo¿e przez fakt, ¿e nie wydawa³ siê warto¶ciowy. Równie dobrze mo¿na taki kupiæ na pchlim targu.

Oddycha³a g³êboko jeszcze przez kilka sekund, a¿ wreszcie siêgnê³a wci±¿ dr¿±cymi rêkami po wisiorek. Skoro by³ darmowy, to dlaczego by nie wzi±æ? Schowa³a go do kieszeni.

— Hej! — krzykn±³ nagle kto¶ za jej plecami.

Odwróci³a siê prêdko przodem, a serce zatrzyma³o siê na milisekundê, by nastêpnie znowu przyspieszyæ tempa.

Przed ni± sta³ chudy, przera¼liwie blady ch³opiec o niesamowicie czarnych w³osach, które brzydko odcina³y siê na jego cerze. Wzrok mia³ skierowany na kieszeñ Ginny – tê, w której ukry³a blekot i wisiorek.

Weasley mia³a wra¿enie, ¿e zaraz serce wyskoczy jej z klatki piersiowej. Nogi zwiotcza³y, a rozum krzycza³ g³o¶no „Uciekaj! Zosta³a¶ przy³apana!”

— Oddaj to. — Ch³opiec wyci±gn±³ w jej stronê rêkê, a Ginny nie mog³a nic poradziæ, ¿e wlepi³a w ni± przera¿one spojrzenie. — Widzia³em, jak to zabra³a¶.

Wrêcz ciska³ gromami z oczu. Ginny, gdyby tylko ch³opak nie wygl±da³ na tak strasznego i w¶ciek³ego, mo¿e i wyj±ka³aby jakie¶ s³owa przeprosin i grzecznie odda³a blekot. A tak to zrobi³a jedyn± w tym momencie s³uszn± rzecz.

Odwróci³a siê na piêcie i uciek³a.

Ch³opak krzykn±³ co¶ za ni±, ale Ginny kompletnie odciê³a siê od d¼wiêków. W biegu potr±ci³a kilku przechodniów i popchnê³a na ziemiê jednego z dzieciaków, które gania³y za chochlikiem. Starsze panie wrzeszcza³y za uciekinierk±, a mê¿czy¼ni przeklinali pod nosem. Wszystko to jednak ginê³o w odmêtach jej mózgu, a przed sob± mia³a jasno postawiony cel: uciec z Pok±tnej.

Skrêci³a w boczn± ulicê, przeskakuj±c nad ¿ebrakami i drobnymi handlarzami. Nadepnê³a na rozbite szk³o, które wbi³o jej siê w buty, ale siê tym kompletnie nie przejmowa³a, bo znowu musia³a zboczyæ z drogi. ¦lizga³a siê przy ka¿dym zakrêcie, a kolejne pokonywane stopy wypruwa³y z niej si³y. Z³apa³a nawet kolkê, ale to nie powstrzyma³o Ginny przed szaleñczym biegiem. Byle do koñca ulicy, byle do koñca ulicy.

— Stój! Zatrzymaj siê! — krzycza³ ch³opiec, depcz±c jej po piêtach, ale Ginny ani ¶ni³o siê teraz poddaæ.

Z³apa³a w drodze za kraniec stolika i poci±gnê³a gwa³townie za sob±, a¿ wszystkie kocio³ki z niego spad³y, a pergaminy polecia³y w powietrze. Nastêpnie zrobi³a to samo tylko ¿e z ¿ywno¶ci±, a na koñcu wpad³a w beczki; z dwóch z nich wyla³o siê whisky.

Ca³a obola³a wsta³a i obejrza³a za siebie. Ch³opiec próbowa³ wygramoliæ siê ze sterty beczuszek, a przechodnie patrzyli na niego krzywo, ani ¶ni±c mu podaæ rêki. Dlatego te¿, wykorzystuj±c sytuacjê, pobieg³a dalej i ju¿ ani na chwilê nie spojrza³a w ty³.

Wpad³a z powrotem na Pok±tn± i zauwa¿y³a, ¿e akurat w tym samym momencie jej rodzina wychodzi³a z ksiêgarni.

Mama rozszerzy³a z przera¿enia oczy.

— Na Merlina, Ginny, co ci siê sta³o? — krzyknê³a, wznosz±c ku górze ramiona jak w dramatycznym przedstawieniu.

Natychmiast do niej podesz³a i chwyci³a za podbródek, ogl±daj±c z ka¿dej strony i pod ka¿dym k±tem.

Ginny nie mog³a nic poradziæ na to, ¿e wci±¿ ciê¿ko oddycha³a, a adrenalina buzowa³a w ¿y³ach jeszcze bardziej, ni¿ kiedy krad³a blekot. Po prostu musia³a daæ czemu¶ upust energii, mimo ¿e nogi trzês³y siê jak po przebiegniêciu maratonu i gdyby nie fakt, ¿e jak najprêdzej musia³a siê wynie¶æ z Pok±tnej, pad³aby na kolana i nie wsta³a.

Ale tamten ch³opiec móg³ pojawiæ siê z powrotem w ka¿dej chwili, a wtedy bêdzie mia³a przechlapane. Dlatego te¿ wyrwa³a siê z u¶cisku mamy i odesz³a o krok do ty³u.

— Nic wielkiego — odpowiedzia³a Ginny, ale nie zabrzmia³o to tak pewnie, jak chcia³a. — Po prostu goni³am za chochlikiem.

— Jeste¶ ranna — stwierdzi³ Ron, kieruj±c spojrzenie prosto na jej nogi.

Albo raczej na obszarpane do krwi kolana i brudn± sukienkê.

Machnê³a na to rêk± i chwyci³a mamê za ramiê, ci±gn±c do wyj¶cia z Pok±tnej.

— Musia³am przewróciæ siê po drodze. No wiecie, te zawody w „kto pierwszy z³apie chochlika, ten wygrywa”... — za¶mia³a siê nerwowo. — Jaki¶ ch³opak mnie popchn±³. Ale to nic wielkiego, powa¿nie!

Mama ju¿-ju¿ otwiera³a usta, by jako¶ zareagowaæ, kiedy Ginny ponownie poci±gnê³a j± ku wyj¶ciu, za nic maj±c zirytowane prychniêcia Percy'ego oraz podejrzliwe spojrzenie Rona. Jedynie bli¼niacy wydawali siê nie przejmowaæ ca³± sytuacj±.

— Musimy ci uleczyæ kolano... — zaczê³a mama. — I porozmawiaæ z tym m³odzieñcem. Dziewczynek siê nie popycha.

I zapewne zaczê³aby tyradê na temat wychowania ch³opców, ale Ginny wypru³a do przodu, wzrok maj±c utkwiony w kostce.

— Jak wyjdziemy z Pok±tnej, dobra? Naprawdê nie chcê siê z nim widzieæ, a poza tym straszny tu t³ok. Duszno siê robi.

Ale to nie przez nat³ok czarodziejów Ginny nie mog³a oddychaæ. Wrêcz za ka¿dym razem, kiedy widzia³a czarn± czuprynê, serce ¶ciska³o jej siê ze strachu, a dech zamiera³.

— Ale...

— Mamo, proszê — uciê³a Ginny, rzucaj±c Molly b³agaj±ce spojrzenie. — Chod¼my st±d.

Dziewczynka naprawdê nie lubi³a o cokolwiek prosiæ – to nie le¿a³o w jej naturze. Ekstremalne sytuacje wymaga³y jednak ekstremalnych ¶rodków, a Ginny, gdyby musia³a, pad³aby na obszarpane kolana i b³aga³a mamê o natychmiastowe ewakuowanie siê z ulicy.

Na szczê¶cie nie musia³a tego robiæ, bo mama jeszcze tylko przez chwilê wydawa³a siê niepewna, ale ju¿ w nastêpnym momencie niepokój w jej oczach zamieni³ siê w troskê. Pokiwa³a g³ow± i bez wiêkszych oporów da³a siê poprowadziæ do wyj¶cia.

— I co, i nie dostanie ¿adnej kary, ¿e wysz³a bez pozwolenia? — wymamrota³ Percy na tyle cicho, ¿e mama go nie us³ysza³a.

Ginny wziê³a g³êboki oddech i próbowa³a uspokoiæ dr¿±ce d³onie – nie wysz³o. Pod palcami wci±¿ mia³a delikatn± fakturê tego przeklêtego blekotu. Musia³ siê nie¼le zgnie¶æ w trakcie ucieczki.

Przechodz±c, czu³a pal±ce spojrzenia na sobie. Stanowi³a zapewne niez³± atrakcjê dla przechodniów: ¿ebraczka lub dzikuska z band± rudych osób obstawiaj±cych j± jak ¿o³nierze. Niedziwne, ¿e przyci±ga³a wzrok.

Wyszli z Pok±tnej i kominkiem fiuknêli do Nory, a tam przesz³a gruntowne leczenie i przepytywanie. W³a¶ciwie wola³a dostaæ najgorsz± karê od mamy, czyli odgnamianie ogrodu, ni¿ teraz stawiæ czo³a temu ch³opakowi.



***




Czarnow³osy ch³opiec z ponur± min± pow³óczy³ nogami w stronê antykwariatu, mijaj±c zabieganych przechodniów, którzy po¶wiêcali mu chwilê na zlustrowanie wzrokiem ca³ej jego postury.

Odwróci³ g³owê, gdy starszy mê¿czyzna wykrzywi³ w obrzydzeniu wargi, i wbi³ spojrzenie w chodnik. Co¶ w nierówno ustawionej kostce denerwowa³o ch³opaka, a dodaj±c do tego niechcian± uwagê, któr± skupia³ na sobie, mo¿na powiedzieæ, ¿e irytacja wrza³a w nim jak nieudany eliksir.

Zaciskaj±c usta, stan±³ wreszcie przed stoliczkiem w darmowymi rzeczami, który zlustrowa³ wzrokiem. W tym momencie pragn±³ roztrzaskaæ go na drzazgi.

— Teo! — zawo³a³ kto¶ wychodz±cy z antykwariatu.

Ch³opiec powoli odwróci³ wzrok od stolika i stan±³ twarz± w twarz z w³asnym ojcem. Elegancki mê¿czyzna zaplót³ rêce z ty³u i wbi³ spojrzenie w syna, przekrzywiaj±c tym samym g³owê. Ma³y kapelusz nie przekrzywi³ siê nawet o milimetr.

— Gdzie by³e¶? I co ci siê sta³o? Kto¶ zrobi³ ci krzywdê? — Wyraz oczu mê¿czyzny stwardnia³, gdy zada³ ostatnie pytanie.

Ch³opiec westchn±³ i pokrêci³ przecz±co g³ow±, choæ na usta ciska³y mu siê nieprzyjemne wyzwiska.

— Nie, ojcze, wszystko gra. — Zamilk³ na chwilê, zaciskaj±c ponownie usta i zwracaj±c czarne oczy na stolik z darmowymi rzeczami. — Zabra³a go.

Starszy mê¿czyzna, wygl±daj±cy podobnie do w³asnego syna, tylko ¿e zdrowszy, spojrza³ w tym samym kierunku co on. W mig poj±³, o co mu chodzi³o.

— Jak wygl±da³a?

— Ruda, niska, obdarty strój i piórka we w³osach — odpar³ zdawkowo syn, recytuj±c s³owa jak z wiersza, który trzeba siê nauczyæ.

Ojciec skin±³ g³ow±, zdaj±c siê nad czym¶ my¶leæ, bo zwróci³ ciemne oczy ku niebu i zmarszczy³ brwi.

— By³a w twoim wieku?

— Tak s±dzê.

— W takim razie spotkasz j± jeszcze w Hogwarcie.

Ch³opiec spojrza³ na niego w niedowierzaniu.

— Ale do Hogwartu jadê dopiero za rok! A je¶li ona go zgubi albo zniszczy?

Mê¿czyzna pokrêci³ g³ow±.

— Nie ma innego wyj¶cia. Teraz jej nie znajdziemy. A naszyjnik odzyskasz tak szybko, jak bêdziesz móg³.

— Ale... — Ogarn±³ jeszcze raz wzrokiem stolik, jakby wierz±c, ¿e zaraz b³yskotka siê na nim zmaterializuje. — Ale on jest bezcenny.

— Wiem, Teo. — ¦cisn±³ synowi ramiê na znak pocieszenia, ale ten nawet nie zwróci³ na niego uwagi. — Te¿ mi siê to nie podoba, ale zrozum: gdy bêdziecie obydwoje w Hogwarcie, na pewno ta dziewczyna odda ci naszyjnik. Jak dowie siê, ¿e nale¿a³ do twojej siostry, od razu ci go odda.

Teo wpatrywa³ siê stolik tak jeszcze przez chwilê, a¿ w pewnym momencie z antykwariatu wyszli stary sprzedawca i czarnow³osa, wyprostowana jak na damê przysta³o kobieta, która ogarnê³a ch³opca zimnym spojrzeniem.

— Teodorze — odezwa³a siê, maj±c g³owê wysoko w górze, a kolczyki odbija³y promienie s³oñca. — Co¶ ty z sob± zrobi³? Wiesz, jak wygl±dasz?

Ojciec zwolni³ u¶cisk z ramienia i na nowo splót³ rêce na plecach, a g³owê uniós³ równie wysoko, co ¿ona. Tym razem jednak jego oczy nie odbija³y ¿adnych emocji.

Teodor spu¶ci³ g³owê i zapatrzy³ w swoje poplamione od whisky spodnie i marynarkê, do której przyklei³y siê kawa³ki ¿ywno¶ci. Nie odpowiedzia³, bo nie chcia³ siê bardziej pogr±¿aæ.

Matka wyci±gnê³a ró¿d¿kê i dwoma machniêciami usunê³a ca³y brud. Z pewno¶ci± nie chcia³a, aby ktokolwiek z czystokrwistych zobaczy³ jej syna w tak godnej politowania chwili.

— Sugerowa³bym, aby¶my wrócili do omawiania interesów — powiedzia³ sprzedawca, wyczuwaj±c napiêt± atmosferê miêdzy rodzin±. — Panie Nott, nie skoñczyli¶my jeszcze omawiaæ ceny zegarka.

Pañstwo Nott weszli z powrotem do antykwariatu, a chwilê po nich sprzedawca, patrz±c na Teodora wzrokiem pe³nym ¿alu. Ch³opiec specjalnie nie spojrza³ w jego kierunku.

Kiedy na ulicy zosta³ ju¿ sam, przymkn±³ oczy i wyszepta³ obietnicê:

— Znajdê ciê.
Komentarze
Brak komentarzy. Mo¿e czas dodaæ swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj siê, aby móc dodaæ komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani u¿ytkownicy mog± oceniaæ zawarto¶æ strony
Zaloguj siê lub zarejestruj, ¿eby móc zag³osowaæ.

Brak ocen. Mo¿e czas dodaæ swoj±?
Logowanie
Nazwa u¿ytkownika

Has³o



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siê

Nie mo¿esz siê zalogowaæ?
Popro¶ o nowe has³o
Facebook
Shoutbox
Musisz siê zalogowaæ aby wys³aæ wiadomo¶æ.

O choinka!
03.08.2026 15:12
Dziêki Hug

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
01.08.2026 11:39
Racja, I will mourn old Hog forever, to ju¿ nie by³o to samo :v
I mimo ¿e ciê¿ko w te urodziny, to i tak wszystkiego naj naj, 17 mo¿na mieæ do 40 na spokojnie Love

O choinka!
31.07.2026 23:57
z innymi, bo brakowa³o mi pomys³ów, bo pogorszy³a siê moja sytuacja psychiczna i bo LYS zniknê³a bez s³owa

O choinka!
31.07.2026 23:57
Nie cierpiê urodzin Wrozka Nadal czujê siê na 17 lat, a ju¿ 26 na karku ;(

A co do poprzedniego Hog, bardzo têskniê. Nowy mniej mi siê podoba³, bo nie wysz³y mi poboczne, bo za ma³o pisa³am

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
26.07.2026 20:12
Jako tako, nawet mi siê sb dzi¶ ¶ni³o xD

Wspó³praca
Najaktywniejsi

1) Prefix u¿ytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix u¿ytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix u¿ytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix u¿ytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix u¿ytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix u¿ytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix u¿ytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix u¿ytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix u¿ytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix u¿ytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjêcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.22