Dwie drogi, jeden kraniec. Cierpienie, miłość, poświęcenie. Wszystko za maską ucznia. Historia opisywana przez kogoś, kto ją zauważył.
Znów siedziałem nad kociołkiem szukając jakiegoś eliksiru dla głupawej dziewczyny, która z pewnością oddała swoje mało cenne życie Voldemort'owi. No bo jakżeby mogło być inaczej? Przecież od tak nie mogła chcieć wszystkich pozabijać. Zacna panna Kazurro postąpiła jak na idiotę przystało... Ale do jasnej cholery, ona jest Ślizgonką! Jak tylko się obudzi, to nie oszczędzę jej niezłego wykładu. Merlinie, za co mnie karzesz?
Usłyszałem walenie do drzwi mojej pracowni, co wnerwiło mnie jeszcze bardziej. Kto śmie zakłócać moją pracę, tego nie ominie kara! Podszedłem do drzwi i otworzyłem je z pewnością cały czerwony na twarzy. Jakżeby inaczej, w drzwiach musiała stać opiekunka gryfońskiego Domu. Chciała już coś powiedzieć, ale uprzedziłem ją.
- Właśnie szukam jakiegoś sposobu na tą nieznaną chorobę panny Kazurro, a więc byłbym Ci wdzięczny, gdybyś dała mi święty spokój - wycedziłem przez zęby.
- Właśnie po to tu jestem, Severus'ie. Zauważyliśmy coś, co może Ci w tym pomóc. Chodź.
Oczywiście, Minerva musiała mnie wyciągnąć na wieczorny spacer po korytarzach tej cholernej szkoły pełnej beznadziejnej imitacji czarodziejów. Ciągnie mnie do Skrzydła Szpitalnego, gdzie leży Kazurro. Co takiego mogła zauważyć? Pewnie jakaś błahostka w rzeczywistości wcale nie pomagająca.
W sali, gdzie leżała Kazurro, byłem ja, McGonagall i Dumbeldore. Ten ostatni stał z przygnębioną miną wpatrując się w twarz Ślizgonki. Podszedłem do niego i popatrzyłem gniewnie, jednak on nie odwrócił wzroku od bladej twarzy panny wariatki. Założyłem ręce na piersi i czekałem, co mi powie.
- Severusie... spójrz na jej nadgarstek - wypowiedział zduszonym głosem, a ja już się domyśliłem o co chodzi. Albus znalazł potwierdzenie moich obaw. Stanąłem koło ręki dziewczyny. Powoli sięgnąłem i obróciłem ją, a ujawnił mi się waż wychodzący z czaszki... Mroczny Znak. Zaskoczyło mnie to, że znak nie był wyraźny, jakby starty. Ale przecież Mrocznego Znaku nie jest się tak łatwo pozbyć. Czyżby Kazurro próbowała?
- Czyżby zainteresowało Cię to, co i mnie? - znów odezwał się do mnie dyrektor szkoły. - Myślę, że jest do tego zmuszana.
- Zmuszana... być może. Jeśli to tyle, pozwólcie, że wrócę do swojej pracy, którą mi przerwaliście - powiedziałem całkiem spokojnie i chciałam już wyjść, gdy zatrzymał mnie głos Albus'a.
- Nie wydajesz się zdziwiony tym, kim ta dziewczyna jest.
- Owszem. Podejrzewałem, że Voldemort maczał w tym palce - odpowiedziałem pośpiesznie, chcąc jak najszybciej opuścić to pomieszczenie.
- Czyli masz już jakąś teorię na ten temat?
- Cóż... wydaje mi się, że głupia nie wiedziała, co robi, dołączając do niego, a on chce ją do czegoś wykorzystać i teraz właśnie stara się to robić - taka była moja pierwsza teoria, ale teraz muszę jeszcze nad tym pomyśleć. Jak na razie obawy, którymi obdarzył mnie ten starty znak, pozostawię dla siebie.
- A znak? Przecież próbowała się go pozbyć. - Cholerny, stary dziad. A skąd on może wiedzieć, co tak naprawdę się działo i dzieje?!
- Nie wiem, pozwól, że się nad tym zastanowię. - Albus nic nie odpowiedział, ale wyszedł szybkim krokiem, jakby nie chciał dłużej na to wszystko patrzeć. Coś knuje i czegoś się domyśla, tego mogę być pewny. Tylko czego?
Minerva poszła w jego ślady, a ja zostałem sam w sali z nieprzytomną dziewczyną. Popatrzyłem na nią z oddali i nagle dopadła mnie kolejna seria pytań, na które kompletnie nie znałem, ale bardzo chciałem znać odpowiedź. Za bardzo ta dziewucha zaczyna mieszać w moim i innych życiu. Co się z nią dzieje? Kim ona naprawdę jest? Przecież nie mogła od tak, sama zniszczyć znaku ani nawet trochę go zetrzeć. Czy naprawdę robi to wszystko z przymusu?
- Jeść... - usłyszałem szept, który prawdopodobnie wydobył się z ust ślizgońskiej idiotki. Zrobiłem krok na przód, by sprawdzić czy się obudziła.
- Jeść... muszę... jeść... - Kazurro jest głodna, jednak mam przeczucia, że nie chodzi jej o zwykłe jedzenie. Co je ta pozornie bezbronna dziewczyna? Idę dalej powoli, gdyż nie wiem, co może zrobić, a może zabić. Byłem już blisko, gdy gwałtownie się podniosła z rozszerzonymi oczami. Kątem oka spojrzała na swoje dłonie i nogi, które w tym momencie nie były przywiązane do łóżka i wtedy zauważyłem jej tęczówki. Wspaniały, zielony kolor zniknął ustępując miejsca szkarłatnej czerwieni. Spojrzała na mnie przenikliwym i szalonym wzrokiem, po czym wyszczerzyła swoje zęby, ukazując... kły.
- Czas, by się pożywić - powiedziała szalonym głosem, a taki słyszałem ostatnio u Bellatrix Lestrange. Szczerze byłem zszokowany i przerażony. Patrzyła na mnie, gdy wypowiadała powoli te słowa. Wyciągnąłem różdżkę i rzuciłem na dziewczynę zaklęcie paraliżujące, jednak w chwili, gdy zaklęcie dotarło do niej, ulotniła się. Nie widziałem jej ciała, ani jej nie słyszałem. Gdzie mogła zniknąć? I jakim sposobem?!
Poczułem uderzenie w plecy i upadłem twarzą w podłogę. Obróciłem się i zobaczyłem nad sobą Kazurro, szaloną Kazurro pragnącą mnie zabić. Wyciągnąłem różdżkę naprzeciw niej, a ona próbowała mi ją wytrącić.
- Expulso! - wypowiedziałem zaklęcie, by oddalić dziewczynę od siebie. Nie usłyszałem jak wbija się w ścianę, lecz jak spojrzałem w jej kierunku, opierała się o ścianę prawą ręką, którą miała złożoną w szpony. Dostrzegłem, jakie ma pazury. Wystarczyłoby jedno drapnięcie, a nie miałbym połowy twarzy. Jej oczy jeszcze bardziej przypominały krew. Dziewczyna na chwilę przymknęła powieki, a gdy je otworzyła, znów były zielone. Uśmiech zbladł, a jej ciało zsunęło się po ścianie, jednak nie straciła przytomności. Chwyciła się za głowę i zacisnęła powieki. Powoli zacząłem podchodzić do niej, nadal silnie zaciskając w ręce różdżkę. Stałem nad nią w bezpiecznej odległości.
- Zaatakujesz mnie? - Chciałem sprawdzić, czy jest świadoma swoich poczynań.
- Wybacz, profesorze... ja... - wydukała tylko tyle, a ja już nie wytrzymałem. Przybliżyłem się w furii, podniosłem ją z ziemi i przywarłem do ściany, grożąc różdżką. Patrzyła na mnie zdziwiona.
- Jak długo służysz Czarnemu Panu?! - spytałem, albo raczej wykrzyczałem pytanie.
- Skąd... skąd Pan wie?!
Zaśmiałem się.
- Twój znak wszystko zdradza. A teraz odpowiadaj na moje pytanie!
- Odkąd tylko się urodziłam. - Odpowiedź była tak szokująca, jakbym ujrzał dementora w sukience.
- Słucham?! W takim razie dlaczego ja nic o Tobie nie wiem?
- Miał Pan.... - Oczy znów jej się rozszerzyły. Wyrwała mi się i wybiegła z sali. Nie zdążyłem jej zatrzymać. Jutro z pewnością jej nie będzie. Jak tylko Dumbledore zorientuje się, że dziewucha uciekła, nie przyjmie ją z powrotem, a nawet jeśli, to odda ją do Azkabanu. Wyszedłem ze Skrzydła i skierowałem się do lochów. Wszedłem do moich komnat i nic więcej nie robiąc, położyłem się spać.
Następnego dnia wparowałem do Wielkiej Sali nadal wściekły na Kazurro za jej głupotę. Byłem przekonany, że już po niej, a co gorsza, że to się rozniesie po całej szkole. Nie wiem, jak Albus chce uniknąć złego rozgłosu, który może zanieść się nawet do ministerstwa, że w Hogwarcie są Śmierciożercy!
Byłem już koło stołu nauczycielskiego, gdy nagle stanąłem i spojrzałem w stronę moich podopiecznych. Coraz bardziej wydaje mi się, że Albus coś kombinuje, gdyż zacna panna Kazurro siedziała obok Malfoy'a i wpychała w siebie śniadanie. Dziewczyna rozmawiała z chłopakiem tak jak zwykle, jakby nic się nie stało. Uznałem po chwili, że pięć sekund wpatrywania się w tą idiotkę wystarczy. Z powrotem zacząłem kierować się do swojego stołu. Zjadłem to, co miałem i spojrzałem w stronę Dumbledore'a, który rozmawiał z Minervą, jakby nic się nie stało.
Obserwowałem ją bacznie na przerwach i podczas lekcji. Wisiałem nad nią i zastanawiałem się dlaczego jeszcze jest w tej szkole. Na lekcji, którą z nią miałem, siadłem przy biurku i przymknąłem na sekundę oczy, a gdy spojrzałem na dziewuchę, którą bacznie obserwowałem, przeraziłem się. Kazurro trzymała w dłoni nóż, którego używała do pokrojenia składników i cała się trzęsła. Cholera jasna, znów dostaje tego ataku! Obok niej stała dziewczyna o ciemnych blond włosach i okrągłych okularach i to ona stała się ofiarą Kazurro, która wbiła jej nóż w brzuch. Dziewczyna, Gryfonka, wrzasnęła i spojrzała przerażona na wariatkę, która jej to zrobiła. Chciałem podbiec do Kazurro, lecz ta gwałtownie obróciła się w moją stronę z krwawymi oczami. Myślałem, że rzuci się na mnie, jednak ona nagle upadła i złapała się za głowę. Malfoy podbiegł i przyklękł do niej, a ja kazałem pobiec po pielęgniarkę.
Siedziałem wraz z Kazurro u Dumbledore'a czekając, aż dyrektor zechce coś powiedzieć. Wpatrywał się to na mnie, to na Kazurro, która nadal jakby walczyła ze sobą i z pewnego rodzaju głodem. Nie mogłem dłużej znieść tej ciszy, którą zazwyczaj uwielbiałem. Miałem zbyt wiele pytań.
- Co ona tu jeszcze do cholery robi? - spytałem, nie bacząc na to, jak zareaguje ta idiotka, a wyobrażałem sobie, że zacznie na mnie wrzeszczeć. Jednak ona jakby nie zwracała na mnie uwagi.
- Spokojnie, Severusie, panna Kazurro na pewno wyjaśni nam całe zajście. - Cholerny starzec. Czy on zawsze musi coś knuć?
- Co mam wyjaśniać? Co ja zaś zrobiłam?! - Teraz nieoczekiwany zwrot akcji. Dziewczyna rozbeczała się na całego. Jaka hańba dla Slytherinu, by uczennica należąca do tego Domu miała płakać.
- Niech Pani nie płacze, proszę się uspokoić. - Albus nie był tego świadomy, z resztą ja też jeszcze nie do końca potrafiłem rozgryźć tej zakały, jednak byłem pewny, że symuluje i dobrze wie, o co chodzi. Jednak niech gra dalej, bo świetnie jej idzie. Płakała cały czas, a nalegania dyrektora nic nie dawały.
- Severusie, zrób coś. - Dumbledore w końcu zwrócił się do mnie o pomoc. Przez chwilę myślałem nad tym, co mam zrobić, gdy doszedłem do wniosku, że jak na razie będzie najlepiej udawać, że się nabrałem na jej sztuczkę.
- Kazurro... ucisz się. Nic nie musisz nam wyjaśniać, a więc zamknij tą jadaczkę! - wrzasnąłem, a dziewczyna uspokoiła się. Popatrzyła na mnie zdziwiona, a ja starałem się mieć jak najbardziej jadowity wzrok, jednak na nią nic nie działało. Po prostu siedziała i czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Albus popatrzył na mnie z wdzięcznością, po czym zamyślił się na chwilę.
- Mitya, jak się czujesz? - zwrócił się do dziewczyny, która aktualnie siedziała bez okazywania żadnych emocji.
- Ja... ja... - dukała i wydukać nie umiała, co mnie mocno irytowało. Dumbledore uciszył ją gestem ręki.
- Profesorze Snape, w związku z zaistniałą sytuacją mam obowiązek obarczyć Pana szczególną opieką nad Mityą Kazurro - wypowiedział budząc we mnie obawy.
- Co masz na myśli, mówiąc o szczególnej opiece?
- Chciałbym, byś doglądał dziewczyny jak często się da. - Dostałem uciążliwe zadanie, ale z drugiej strony przecież muszę z nią porozmawiać. - A Pani, Panno Kazurro będzie się meldowała u profesora Snape codziennie po obiedzie. - Dziewczyna pokiwała głową. - To by było na tyle. - Uśmiechnął się, co było znakiem do odejścia, a więc wstałem i zacząłem kierować się w stronę wyjścia, Kazurro szło to opornie. Gdy stałem już przy drzwiach usłyszałem za sobą szept Dumbledore'a, kierowany do Kazurro, jednak dosłyszałem tylko tyle "... radykalne kroki". Co ma to znaczyć? To pytanie zadam Kazurro, jednak nie dziś. Dziś mam już dość.
*****************************************
Dziękuję za poświęcony czas.
Alexxis
Wow, wow, wow! To są jedyne słowa które przychodzą mi do głowy. Tak długo czekałam na tą część, a ty mnie nie zawiodłaś. Owinęłaś tę historię tajemnicą, niewyjaśnionymi zdarzeniami, co jest na duży plus po tym jak w poprzedniej części od razu przeszłaś do sedna. Jednak muszę się troszkę przyczepić. Nie wiem czy tak miało być, ale Severus cały czas "choleruje". Tylko cholera i cholera. Są różne słowa w zastępstwie. Poza tym, pomimo iż jest to Snape, to mógłby spojrzeć na sytuacje Kazurro z innej perspektywy. Przecież podczas tych napadów, jak sama zauważyłaś w opowiadaniu, ona nie wiedziała co robi. Jednak to są drobne błędy, może właśnie tak miało być. Staram się dawać oceny, tak więc daję W, ponieważ twoja historia i pomysł na prawdę mi się podoba