Pierwszym, co poczuła po wydostaniu się z ciasnego wiru, był zapach starych ksiąg. Wokół panował półmrok do którego jej oczy nie były jeszcze przystosowane. Musiała zdać się na inne zmysły. Nadal czuła ciepło bijące od profesora, co przypomniało jej, że mimo zakończonej teleportacji, wciąż trzyma go kurczowo za ramię. Czerwieniąc się na policzkach, puściła Shintaro i rozglądnęła się wokół. Zauważała coraz więcej szczegółów.
- Gdzie jesteśmy? - zapytała niepewnie, mrużąc oczy. Była w dość mocno zagraconym pomieszczeniu, wokół walały się stare zwoje i otwarte księgi. Jakby ich właściciel gorączkowo szukał konkretnych informacji.
- W moim domu, choć wolałbym być zadawała precyzyjniejsze pytania. Równie dobrze odpowiedzią na twoje pytanie mogłoby być słowo - Japonia. Musisz być dokładna we wszystkim co robisz, a nie tylko podczas kaligrafii czy transmutacji.
Kasumi przewróciła oczami mając nadzieję, że w obecnych warunkach ujdzie to uwadze profesora.
- Dobrze... Dlaczego więc znaleźliśmy się akurat tutaj?
- To tylko miejsce, gdzie mogliśmy bezpiecznie się teleportować. Cel twojej wędrówki jest nieco na północ stąd, chociaż biorąc pod uwagę, że już tutaj jesteśmy, chciałem pokazać tobie parę ciekawych zwojów. Hmm, który to... - zaczął przerzucać stosy papieru, lecz mimo panującego wokół pozornego bałaganu, bez trudu znalazł to, czego szukał. - Ach, ten. „Lumos” Popatrz na te malunki. Przedstawiają one samurajów w różnych momentach historii naszego kraju.
Dziewczyna przysunęła się bliżej źródła światła, by lepiej zobaczyć nieruchome obrazy okutych w zbroję wojowników.
- Czy to są mugolskie dzieła?
- Jak najbardziej. I prawie wcale nie są przesadzone. Bardzo późno ukryliśmy się w pełni przed ich wzrokiem, więc z lekkim przymrużeniem oka można spokojnie zawierzyć ich obserwacjom. Spójrz chociażby tutaj. Widzisz jak katana tego mężczyzny zdaje się świecić, kiedy ten walczy z Nue? Znając właściwości tych mieczy od magicznej strony muszę stwierdzić, że malarz idealnie ujął aurę miecza. A tutaj ktoś namalował jak oddział samurajów chroni swojego dajmio. To też jest ważne. Ci mityczni wojownicy nie byli jedynie osobistą strażą cesarza. W późniejszych czasach, kiedy bogaci właściciele ziemscy trzymali w swoich rękach spore tereny, także pragnęli zasmakować splendoru i otaczali się wojownikami z katanami. W tych przypadkach jedynie nieliczni samurajowie byli czarodziejami. Jak pewnie zauważyłaś, każdy z tych wojowników nosi przy sobie dwa miecze, jednym jest oczywiście katana, a drugim na tutejszych obrazach jest Wakizashi. To krótkie ostrze owszem, było zawsze używane, lecz wśród czarodziejów, zostało w pewnym momencie zastąpione przez różdżkę.
- Czyli mimo wielu jej zalet, nadal korzystali z miecza.
- Oczywiście, tradycja i symbolika związana z kataną była zbyt silna w tamtych czasach. Dopiero po zejściu naszej społeczności w cień, stały się ryzykownym orężem, gdyż łatwo było za jego pomocą złamać ustawy o separacji naszego i mugolskiego świata. Niemagiczna społeczność uznała, że nagłe zniknięcie katany spowodowane jest wyparciem jej przez broń palną, co nam było bardzo na rękę. Dobrze, obejrzyj jeszcze te zwoje i idź spać, jutro czeka cię długa podróż. Całe to pomieszczenie jest do twojej dyspozycji.
Shintaro uśmiechnął się do dziewczyny i machnięciem różdżki zaświecił kilka świec stojących na stole, po czym wyszedł. Słyszała oddalające się kroki profesora. W końcu zapadła cisza. Kasumi przyglądała się jeszcze chwilę różnym rysunkom, próbując odczytać stare podpisy znajdujące się pod nimi. W końcu zmęczona położyła się na sofie i przykryła kocem. Przed zaśnięciem chciała zastanowić się nad tym, co zaplanował dla niej profesor, jednak sen zdjął ją w mgnieniu oka.
***
Siedziała u progu starej świątyni położonej gdzieś pośród gęstego lasu. Wiatr rozwiewał jej włosy, które spadały jej na twarz. Próbując jakoś je upiąć, by nie przeszkadzały, usłyszała brzęknięcie dwoneczków. Delikatny dźwięk powtórzył się parę razy, po czym ucichł, a Kasumi otoczyła gęsta mgła, w której widziała jedynie wąskie, żółte oczy, które wpatrywały się w nią. Zewsząd otoczył ją cichy szept, który z każdym kolejnym słowem rósł w siłę.
„Twój mistrz opowiada o drodze ostrza, lecz jest ślepy, małostkowy. Zadowolił się jednym ostrzem, okłamał cię. Katana to tylko jedno z wielu.” Wokół ślepi pojawiły się błędne ogniki, których wątłe, zimne światło skakało tu i ówdzie. „Podczas kiedy wy narzucaliście na siebie kolejne ograniczenia, my zachowaliśmy otwarty umysł. Twój mistrz może łudzić się, że jego ścieżka jest dobra. Myli się. Ostrze nie jest ani dobre, ani złe, jest jedynie narzędziem w rękach człowieka. Podobnie jak Słońce i Księżyc, tak i Samuraj musi posiadać coś co zrównoważy jego obecność na tym świecie. Wy chronicie swych panów bez względu na to kim oni są, my pozostajemy wolni od sztywnych kodeksów, widzimy pełniejszy obraz, eliminujemy chwasty, które wy uporczywie bronicie.”
Kasumi zorientowała się że stoi w ciemnym pomieszczeniu, w ręku trzymając katanę. Po mgle nie było śladu, jedynie ogniki pozostały, jakby ciekawe dalszego rozwoju wydarzeń. Przybliżyły się do dziewczyny. Miecz błyszczał delikatnie odbijając światło niebieskich płomyków, jego podpis zdawał się jednak milczeć. Nierówna granica między jasnym, a ciemnym metalem nie przemawiała do dziewczyny, nie zdradzała swojego właściciela. Usłyszała świst, a obok jej ucha przeleciało coś ostrego. Zawahała się i postąpiła o krok do tyłu, lecz napotkała za sobą chropowatą ścianę. Przyparta do kamiennego muru widziała jak w jej kierunku lecą kolejne ostrza. Ciemność zajaśniała niczym nocne niebo, które zdecydowało się pozbyć swego niebiańskiego okrycia. Liczne gwiazdy zaczęły spadać ku Kasumi. Dziewczyna uniosła miecz i zaczęła machać nim na oślep, jakby odganiała od siebie krążące owady. Usłyszała brzdęk metalu, kiedy jedna z gwiazd zderzyła się z kataną. Ostrze zadrżało, wydało z siebie jęk, po czym pękło na drobne kawałki, spadając w przepaść ziejącą pod nogami Kasumi.
***
Poranek nadszedł niespodziewanie. Kasumi zerwała się zlana potem i spadła z sofy, na której spała. Kiedy przecierając oczy wstała i spojrzała przez okno, lekko zdziwiona stwierdziła, że Słońce wisi już całkiem wysoko na niebie. Gdzieś z głębi domu doszedł ją szczęk naczyń. Bez porannej rutyny nie wiedziała co ze sobą zrobić. Normalnie już pędziłaby w dół zbocza na zajęcia z opieki nad magicznymi zwierzętami. Próbowała sobie przypomnieć koszmar, lecz pamiętała jedynie jak spadała w bezdenną przepaść. Shintaro pojawił się w pokoju niosąc w rękach tacę z naczyniami i parującym wrzątkiem.
- Otworzyłabyś dla mnie drzwi na zewnątrz? Chciałbym byśmy zjedli śniadanie zanim wyruszymy.
- Oczywiście mistrzu. - Kasumi zerwała się z sofy i nacisnęła klamkę. Promienie Słońca oślepiły ją na chwilę. Uniosła rękę do czoła, by stworzyć odrobinę cienia dla swoich oczu. Pchnęła sosnowe drzwi i wyszła na taras. Widok z domu profesora był równie niezwykły co ten rozciągający się z jego sali w Mahautokoro. Drobne drzewa dawały cień okolicznym krzewom i jeziorkom, między którymi wiła się kamienna ścieżka prowadząca przez prosty mostek do drobnego pawilonu.
Mimo piękna ogrodu, jej wzrok przyciągało miejsce, którego nie sposób było pominąć. Zachodni krajobraz zdominowany był przez wysoką górę, na której szczycie utrzymywała się czapa śniegu.
- Wysoki szczyt szanownej Fudżi, bogaty w tajemnice i legendy, dom wszelkich kami i magicznych istot – rzekł z patosem w głosie Shintaro.
- Jest piękna. - Kasumi zatrzymała się na chwilę opierając o poręcz mostu. Delikatny wiatr niósł woń kwitnącej wiśni, delikatnie rozwiewając jej włosy. Zaciągnęła się tym aromatem, po czym ruszyła w stronę budowli usytuowanej na niewielkiej wysepce.
- Zanim wejdziesz do pawilonu, proszę umyj ręce i zostaw u progu różdżkę.
Kiwnęła w zrozumieniu głową i sięgnęła w głąb rękawa. Odłożyła swój oręż i zanurzyła ręce w źródełku wypływającym spomiędzy idealnie okrągłych kamieni, które błyszczały w promieniach słońca. Wejście do pawilonu miało zaledwie metr wysokości, więc Kasumi musiała się schylić by wejść do środka. Wnętrze prezentowało się ascetycznie. Na środku stał niski stolik, a przy jednej ze ścian stał wazon z pojedynczym kwiatem białej lilii, nad którą unosił się proporzec z namalowaną sentencją. Tuż za nią do pomieszczenia wszedł Shnitaro. Dziewczyna nie miała pojęcia jak udało się mu nie wywrócić żadnego z naczynek podczas przeciskania się przez niskie wejście. Usiadł przy stoliku i zaczął rozkładać zawartość tacy. Kasumi zajęła miejsce naprzeciwko mistrza i przyglądała się jego ruchom. Nie było w nich ani odrobiny zawahania. Każdy gest był precyzyjny. Po raz pierwszy widziała ceremonię picia herbaty przeprowadzaną z takim szacunkiem. Na jej spodku położona została kulka ryżu i zupa rybna z wakame. Między kęsami cisza przerwana została przez Kasumi. „Wśród kwiatów wiśnia, wśród ludzi wojownik” - co to oznacza mistrzu?
- Przypomina że życie wojownika często bywa krótkie, lecz wspaniałe jak kwiat wiśni. Droga ostrza nie wybacza. Musimy o tym zawsze pamiętać i mierzyć siły na zamiary. Łatwo jest zsunąć się w otchłań z cienkiego ostrza, na którym balansuje wojownik. Życie jest ulotne niczym zapach mgły.
Kasumi nie do końca zrozumiała słowa mistrza, lecz przyswoiła wystarczająco dużo, by wziąć tą sentencję do serca. Kiedy ona rozmyślała, mistrz przeszedł do dalszej części rytuału. W ręku trzymał jedwabną chusteczkę, którą przetarł bambusową chochelkę i pędzelek. Uniósł przykrywkę od czajnika i nabrał do chochelki odrobinę wrzątku. Wlał go do ceramicznych czarek. Zamieszał delikatnie wodę, po czym wylał ją z naczynek i przetarł je dokładnie chustką. Kasumi przypatrywała się temu wszystkiemu, wpadając w swoisty trans. W jej umyśle nastał spokój porównywalny z tym panującym wokół niej. Nie czuła potrzeby pośpiechu, nie oczekiwała ze zniecierpliwieniem na gotową herbatę. Śledziła dokładnie płynne ruchy mistrza przyswajając każdy szczegół tego co działo się tu i teraz. Shintaro wziął w lewą rękę talerzyk ze sprasowana herbatą, a w prawą łyżeczkę. Do każdej filiżanki trafiły po trzy kopiate porcje. Nabrał chochelką wrzątku i zalał nim herbatę. Bambusowym grubym pędzlem zmieszał dokładnie wodę z zielonym proszkiem tworząc lekko spieniony napar. Zapach herbaty zaczął unosić się w pawilonie, kiedy Shintaro uniósł ceramiczną czarkę na wysokość swojego serca. Obrócił naczynko dwa razy w prawo, po czym podał je Kasumi. Dziewczyna poczekała aż mistrz przyrządzi napój dla siebie. W milczeniu upili po łyku i przez chwilę delektowali się smakiem matchi. Czas zdawał się zatrzymać w miejscu, jednak mimo to w końcu opróżnili do dna swoje czarki. Po zakończonej ceremonii wyszli na zewnątrz. Wzięli swoje różdżki i ruszyli przez ogród w kierunku wyjścia.
- Czujesz wewnątrz siebie spokój ducha?
- Tak mistrzu, dziękuję za tą lekcję.
- Zapamiętaj ten stan. Podczas walki może on uratować życie. Czysty umysł to podstawa. Dzięki temu nie zastanawiasz się nad tym co przeciwnik może zrobić, a czego nie. Takie myśli jedynie przeszkadzają. Jedynie będąc tu i teraz będziesz w stanie zareagować wystarczająco szybko.
Kasumi przytaknęła jedynie, czując powagę słów mistrza. W końcu dotarli do drewnianej furtki prowadzącej na zewnątrz. Kiedy minęli próg posiadłości Shintaro, zalał ich gwar panujący na ulicy. Umysł dziewczyny zalany wręcz został dziesiątkami bodźców. Ludzie pędzący chodnikami, rozmawiający przez telefony. Warkot silników samochodów stojących w korku. Mimo iż dopiero co minęło południe, świat mugoli tętnił życiem. Ruszyli w górę zbocza, mijając po drodze błyskające neony i rozgadaną grupkę nastolatków zachwycających się nowym urządzeniem leżącym na wystawie jednego ze sklepów. Kasumi starała się nie zgubić Shintaro w tym tłumie, kiedy przeciskali się przez zniecierpliwiony tłum czekający na pociąg. „Dwie minuty spóźnienia, skandal” doszedł ją gniewny głos, po którym dołączyły się kolejne. Ubrani w garnitury mugole wpatrywali się co parę sekund w swoje zegarki, jakby magicznie miało to przywołać pociąg na stację. Kasumi w duchu cieszyła się że na co dzień nie musiała przejmować się takimi błahostkami.
Szli już prawie godzinę i kiedy Kasumi chciała właśnie zapytać czy daleko jeszcze, Shintaro zatrzymał się w miejscu. Lekko dysząc spojrzała w górę. Szczyt Fuji unosił się wysoko nad nimi, zasłaniając sporą część nieba swoim ogromem.
- Od teraz będziesz musiała iść już sama. Droga samuraja często bywa samotna. Gdzieś w tej górze spoczywa idealny kawałek metalu, który stanie się sercem twojego miecza. Jednak bez duszy katana pozostanie niema. Musisz najpierw odkryć samą siebie, swoje słabości i zalety, swoje pragnienia.
Kasumi już otwierała usta by zaprotestować, lecz powstrzymała się. Już raz okazała mistrzowi swoją niepewność. Wiedziała, że może teraz albo pójść sama, albo zrezygnować ze swojego przeznaczenia.
- Ta góra zdaje się skrywać wiele kamieni. Skąd będę wiedziała, że znalazłam odpowiednie serce?
- Jeżeli będzie ono tym właściwym, nie będziesz miała wątpliwości. A teraz ruszaj, w cieniach kryją się różne niebezpieczeństwa.
Jej, jestem zachwycona, doczekałam się następnej części *-*
Świetne ff, fajnie poprowadzona akcja. Barlom-może Cie rozpierać duma. Zainteresował mnie to ff mimo tego, że to nie moje klimaty, a trzeba mieć talent by mnie czymś zainteresować...
Napisane super, stylistycznie bardzo poprawnie i ogólnie JA nie zauważyłam żadnych błędów, ale ja się na tym nie znam.
Czekam na dalszą część.