Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Skrzek odlatujących nawałników niczym budzik zerwał na nogi śpiących uczniów. Słońce dopiero zaczynało spoglądać znad horyzontu. Kasumi przetarła oczy i wygramoliła się spod kołdry. Już trzeci rok mieszkała na stałe na wyspie, jednak nadal nie mogła przyzwyczaić się do zgiełku, jaki robiły ptaszyska, na których grzbiecie za parę godzin przylecą młodziki. Na samo wspomnienie tamtych czterech lat aż przeszły ją dreszcze. Machnęła różdżką w stronę imbryczka i zsunęła się z łóżka. Zebrała z podłogi porozrzucane kartki papieru i rzuciła je na puste już łóżko. Spojrzała krytycznie na utworzony właśnie stosik notatek, upewniając się że konstrukcja jest stabilna, po czym usiadła na poduszce i przywołała do siebie kolejnym machnięciem różdżki imbryczek, z którego wydobywała się para roznosząca słodkawy zapach jaśminu. Nalała do swojego kubka gorącej herbaty i spróbowała naparu. Nic tak nie rozgrzewało jej po chłodnych i wilgotnych nocach w Mahautokoro, jak łyk gorącego napoju.
Dzisiaj czekała ją długa rozmowa z mistrzem historii i kaligrafii. Uwielbiała opowieści starszego profesora, który jak nikt potrafił barwnie opowiadać o zwyczajach i mitach Japonii. Niestety sensei Shintaro nie tolerował błędów w pisowni, o które było tak łatwo przy wymyślnych kształtach znaków, charakterystycznych dla sztuki pięknego pisania czy też malowania. Kasumi uniosła swój pędzelek do pisania na wysokość oczu, by ocenić czy ten będzie się jeszcze nadawał do kreślenia precyzyjnych linii, fal i węzełków. Dziewczyna oceniła jego stan na doby, jednak nie wystarczający do wysoko postawionej poprzeczki na zajęciach mistrza. Sięgnęła do kuferka, stojącego pod oknem i wyciągnęła z niego świeży pędzel, który zatknęła za swoje ucho. Upiła ostatni łyk herbaty i spojrzała na tarczę Słońca, które już w całości wyłoniło z morskich głębin. Starannie ułożyła w swojej torbie przyrządy do pisania oraz podręcznik do historii magii, po czym wyszła ze swojej sypialni.
Na progu założyła sandały i stanęła na spowitej różowymi płatkami brukowej ścieżce. Wzięła wdech ostrego, świeżego powietrza i spojrzała po okolicy. Niewielkie chatki, w których mieszkali uczniowie znajdowały się rozrzucone pośród pięknego ogrodu, w którym każdy element był starannie dobrany. Nic tutaj nie dominowało krajobrazu, może poza kwitnącymi właśnie drzewami wiśni, które o tej porze roku spowijały cały kampus w swojej aurze. Nad całym tym krajobrazem górował jednak niesamowity pałac z białego nefrytu, w którym mieściła się większość sal lekcyjnych.
Kasumi starała się omijać niewielkie kałuże, które zbierały się miejscami na ścieżce prowadzącej do szkoły, jednak jej starania poszły na marne kiedy będąc skupiona na omijaniu wodnych akwenów wpadła na starszego doświadczeniem ucznia. Szybkie „przepraszam” które automatycznie wyrwało się z jej ust, przerodziło się przeciągły pisk, zakończony zjawiskowym lądowaniem w jednym z miniaturowych jeziorek. Oprócz bólu w dolnej części pleców, poczuła też przesiąkającą się wilgoć i chłód. Mamrocząc pod nosem niezrozumiałe słowa, podniosła się powoli ze ścieżki i ze spuszczoną w dół głową pobiegła szybko w stronę łazienek. Wolała nie wiedzieć kto był wtedy w pobliżu, a wzrok uniosła dopiero wtedy, kiedy zamknęła za sobą drzwi i stanęła przed jednym z luster. Szybko oceniła swój stan na marny. Wygrzebała z szerokiego rękawa różdżkę i machnęła nią w stronę mokrej plamy. Poczuła przyjemne ciepło, a po chwili po wodzie został jedynie ciemny obrąbek, który musiała jakoś zaakceptować. Nie miała już czasu, by biec z powrotem do swojej sypialni i przebierać się. Lekko sztywnym krokiem wymaszerowała z łazienki. Mijała kolejne korytarze, nie zwracając uwagi na liczne zdobienia balustrad, niesamowite krajobrazy uwiecznione na obrazach rozwieszonych tu i ówdzie. Na szczęście nie spóźniła się na czekające ją dziś zajęcia. Lekko dysząc, usiadła przy swoim stoliku i zaczęła rozkładać przybory do pisania. Mistrz jak zawsze siedział już na swoim miejscu i wpatrywał się na otaczające szkołę wzniesienia. Sala lekcyjna posiadała bowiem jedynie dwie ściany, jako że umiejscowiona była na jednym z wielu tarasów nefrytowego pałacu. Kasumi uważała, że to właśnie z sali mistrza Shintaro rozpościerał się najpiękniejszy widok. Siedziała obok kolumny, na której wyrzeźbiony został chiński ogniomiot pędzący spiralą w górę ku sklepieniu pagody.
- Shodo, droga pisma nie jest łatwa – zaczął powoli profesor. Wstał ze swojego siedziska i zaczął krążyć wokół sali. - Wymaga od was systematyczności i wytrwałości. Każdy znak jest symbolem doskonalonym przez pokolenia, by oddał swym kształtem pojęcie, które reprezentuje. Dzisiaj będziemy kontynuować pismo kaisho, wzorcowe. - Machnął różdżką w stronę tablicy, na której pojawiły się znienawidzone przez większość uczniów piktogramy. - Pędzle w dłonie. Dziś zajmiemy się znakami związanymi z niebem i ciałami niebieskimi.
Spokojny głos mistrza uspokajał, jednocześnie nie pozwalając stracić skupienia. Kasumi wyciągnęła kawałek papieru i ułożyła go na miękkiej podkładce. Na lewym końcu niebuforowanej kartki położyła ciężki kamień z onyksu i przesunęła go w prawo, wygładzając wszystkie zagięcia. Po raz kolejny schyliła się do swojej torby, by wyciągnąć z niej pozostałe przybory. Dobrze wyćwiczonymi ruchami odkorkowała słoiczek z tuszem i wrzuciła do moździerza jego niewielki kawałek. Roztarła czarną grudkę na drobny pył, po czym przesypała proszek do kałamarza. Następnie z rękawa wyciągnęła różdżkę i mrucząc „Aguamenti”, wypełniła go wodą, która w mgnieniu oka przybrała czarnej barwy. Zza ucha wyciągnęła pędzelek i obracając go parę razy w dłoni, wsłuchała się w instrukcje mistrza. Zamoczyła włosie w atramencie i przyłożyła do papieru. Wyciągając odrobinę język, starała się jak najlepiej odwzorować znaki, które widniały przed nią nakreślone już na tablicy. Płynne ruchy nadgarstka były kluczem do sukcesu. Dziewczyna pamiętała jak mistrz Shintaro rugał ją kiedyś i tłumaczył że z tak napiętymi mięśniami to może co najwyżej ryż ścinać i to i tak niezbyt długo. Uśmiechnęła się na to wspomnienie i zgrabnym ruchem zakończyła kreślenie pierwszego znaku. Czas mijał i ani się obejrzała, a lekcja miała się ku końcowi. Zawsze dziwiła się temu, że tak pozornie nudne zajęcia mijały, zanim się spostrzegła. Po raz ostatni spojrzała na schnący jeszcze znak przedstawiający poranną mgłę. Jednym ruchem różdżki osuszyła wilgotne wnętrze kałamarza oraz sprawdziła, czy słoiczek z tuszem jest dobrze zakorkowany. Spakowała się i już miała wychodzić z sali, kiedy Shintaro zawołał ją do siebie.
- Tak mistrzu? - Podeszła niepewnie do nauczyciela, który przysiadł na swoim siedzisku.
- Chciałem ci przekazać że jestem zadowolony z twoich postępów – powiedział wpatrzony w roztaczający się poniżej krajobraz. - Zauważyłem, że potrafisz się skupić, nie popełniasz już błędów osoby początkującej. Masz niezwykły talent. - Zawiesił swój głos na chwilę przed zadaniem pytania. - Czy myślałaś kiedyś nad wykuciem własnego miecza?
- Ja... - Stała zaskoczona, nie wiedząc jak chciałaby odpowiedzieć. - Nie mistrzu, nie myślałam nad tym. - Spojrzała w dół próbując na szybko przypomnieć sobie zeszłoroczne lekcje o mitycznych wojownikach walczących kataną. - Czy przypadkiem jedynie najznamienitsi z czarodziejów nie wytwarzają ich na dowód swoich zdolności jako potwierdzenie mistrzostwa w jakiejś dziedzinie magii?
- Tak i nie. - Uśmiechnął się tajemniczo. - Mam nadzieję, że uważałaś na moich lekcjach. Dawniej, kiedy święta rodzina cesarska rządziła naszym krajem, to właśnie czarodzieje pełnili rolę zaufanych ochroniarzy, koronowanej głowy. Większość samurajów pochodziła z rodzin magicznych. Kiedy zachodni wynalazek w postaci różdżek jeszcze do nas nie dotarł, wykorzystywali oni swój dar w nieco odmienny sposób. Mimo wszystko czuli, że potrzebują jakiegoś oręża, który oddałby powagę ich profesji. W tamtych czasach to właśnie miecz był dla czarodzieja tym, czym teraz jest różdżka. Oczywiście nie dosłownie. Różdżka pozwala nam rzucać najróżniejsze zaklęcia zgodnie z naszą wolą. Miecze samurajów były również orężem, jednak nie służyły do rzucania zaklęć. Legendy opowiadają, że wypełnione były surową magią, a w sercu danego miecza ukryta była dusza posiadacza. - Jego źrenice zwęziły się nieznacznie, a między brwiami pojawiła pionowa zmarszczka, trwało to zaledwie ułamek sekundy, po którym na twarz profesora wróciła pogodna mina. - Na szczęście to tylko legendy, które ułożyli mugole, by wytłumaczyć niezwykłość tych broni. Tak naprawdę, wraz z wykuwaniem miecza, mag wlewał w niego swoje umiejętności, talenty, swój dar magiczny. W rękach swojego właściciela miecz stawał się przedłużeniem ciała, nierozerwalną częścią czarodzieja. Gdyby ktokolwiek inny wziął go w ręce, mógłby z powodzeniem uznać, że nie ma w tym ostrzu niczego szczególnego, jedynie w rękach właściciela prezentował swoją siłę.
- Czemu w takim razie czarodzieje nie wytwarzają już takich mieczy, mistrzu?
- Od tamtych czasów wiele się zmieniło. - Profesor zapatrzył się na odległy horyzont z wyraźną nostalgią. - Rodzina cesarska, która należała do najstarszego magicznego rodu w Japonii, przestała sprawować faktyczną władzę. Okazało się, że różdżki przywiezione z zachodu o wiele szybciej i łatwiej rozwijają nasze talenty. Poza tym później przyszła wojna i zarówno nasz jak i niemagiczny świat odseparowały się od siebie. Dawniej każdy wierzył w boskość rodziny cesarskiej a samurajowie byli mitycznymi wojownikami, z którymi nikt nie równał się w boju. Mugole nie kwestionowali w żaden sposób naszych dosyć niezwykłych zdolności. Do czasu. Na przestrzeni lat coraz trudniej było ukryć się przed czujnym i racjonalnym okiem osób niemagicznych, więc porzucono wytwarzanie mieczy, które zdecydowanie zbyt często powodowały, że wokół nich działy się rzeczy niezwykłe. Różdżki po raz kolejny okazały się nieporównanie lepsze. Coraz mniej rodzin magicznych pielęgnowało tradycję wykuwania mieczy, które były traktowane już jedynie jako symbol. - Ostatnie słowa przesiąknięte były pogardą.
- Mistrzu, przepraszam, że wtrącę, ale mam wrażenie, że mistrz nie do końca wierzy w to, że taki miecz jest w obecnych czasach jedynie symbolem.
- Bo nie jest. - Odwrócił się nagle w stronę Kasumi, patrząc wprost w jej bursztynowe oczy. - A przynajmniej ja tak twierdzę. Niestety poza swoją lekcją historii nie mam dla ciebie lepszego wyjaśnienia. Ponowię zatem swoje pytanie, które zadałem na początku naszej rozmowy, jednak odrobinę je zmodyfikuję. Czy nie chciałabyś wykuć swojego własnego miecza?
- Nie zastanawiałam się nad tym, ale... - Przeczesała ręką swoje włosy, zawsze to robiła, kiedy próbowała zdobyć cenny czas na zastanowienie się w momentach niepewności. - Jest sporo uczniów o wiele zdolniejszych niż ja. Wystarczy spojrzeć na szaty. Moim daleko do koloru złotego. - Pokazując swoje odzienie, przypomniała sobie o wyschniętej plamie. Sztywnym ruchem pociągnęła materiał tak by zakrył odrobinę dowód jej porannego roztargnienia.
- Nie o bycie najlepszym tu chodzi. Rozmawiałem z innymi nauczycielami i oni też zauważyli to, co ja. Zarówno podczas kaligrafii jak i rzucania skomplikowanych zaklęć, czy przy ważeniu eliksirów, potrafisz osiągnąć niesamowity poziom skupienia. Nie zauważyłaś może, że jesteś jedną z niewielu uczniów, których nie nużą moje zajęcia? Większość złotych prymusów nie może usiedzieć na poduszkach, pragnąc wyrwać się z tej męki jaką im funduję. Chcą biec na zajęcia, w których ich zdolności przyniosą bardziej spektakularne skutki. Czy słyszałaś by kiedykolwiek w gazetach czy radiu mówili o niezwykle utalentowanym kaligrafiście? - Machnął ręką, jakby odganiał od siebie wyjątkowo natrętną muchę. - Ale dość już narzekania starego człowieka. Jeżeli podejmiesz decyzję, by podjąć się próby wykonania własnego miecza, daj mi znać.
- Dobrze, mistrzu – odpowiedziała cicho i skłoniła się delikatnie, zgodnie z historyczną etykietą.
Kasumi powoli oddaliła się od profesora Shintaro i wyszła z sali na ruchliwy korytarz. Wszyscy zmierzali do jadalni na zbliżający się już obiad. Idąc pośród innych uczniów spoglądała na ich szaty, przypatrując się nieco dłużej tym, którzy błyszczeli odcieniami złota. Wraz z metalicznym kolorem, który zdawał się odbijać promienie słońca, emanowała z nich pewność siebie i duma z osiągnięcia mistrzostwa w wielu dziedzinach magii. Nie rozumiała, co takiego ma ona, czego mogliby nie mieć oni. Dałaby sobie różdżkę złamać, że wnętrza ich sypialni są utrzymywane w o wiele większym porządku. „Czemu akurat miecz?” zadawała sobie pytanie. „Mam beznadziejny refleks. Ledwo jestem w stanie poradzić sobie z odbijaniem klątw na OPCM, nie mówiąc już co bym zrobiła, gdyby przyszło mi walczyć wielkim kawałem żelaza.” Ani się obejrzała, a siedziała już przy stole, przed nią znajdowała się miska zupy rybnej, a obok kulka ryżu z kawałkami kurczaka. Kolejny mechanizm, na którym się łapała. „Może właśnie o to chodzi, o te moje nawyki? Może to właśnie zauważył we mnie...”
- Okropnie dziś wyglądasz – stwierdziła niska dziewczyna z długimi, czarnymi włosami, upiętymi w skomplikowany kok.
- Cześć, Narumi. Chyba nie jestem znów upaprana tuszem? - Kasumi zaczęła dokładnie sprawdzać swoje dłonie i torbę z przyborami w celu znalezienia czarnych plam.
- Nie, po prostu jesteś cała... zmięta. Niech zgadnę... Tylko mi nie pomagaj... - próbowała udawać że bardzo wysila swoje szare komórki, przytknęła palce do skroni, zmrużyła oczy i pochyliła się nad koleżanką oglądając ją z jednej i drugiej strony. - Miałaś zajęcia z Shintaro? Nic dziwnego że tak wyglądasz. Sama potrzebuję godziny przed lustrem po tych mękach na jego zajęciach.
- Nie, to nie tak... ja... nie jesz dzisiaj? - Kasumi chciała jak najszybciej zmienić temat. Wolała, by Narumi trajkotała o sobie, wtedy przynajmniej nie była zasypywana niezręcznymi pytaniami.
- Daj spokój. - Machnęła ręką i pokręciła z rezygnacją głową. - Po eliksirach zawsze tracę apetyt. Poza tym wyczytałam w ostatniej „Czarownicy” że głodówki raz na jakiś czas robią dobrze na włosy i paznokcie, więc uznałam, że to idealnie wpasuje się w moje wtorkowe zmagania z tymi obrzydliwymi ingrediencjami. Ja nie wiem jak w tych czasach nie mogli wymyślić jakiś przyjemniejszych składników niż oczy ropuchy, czy żółć trolla. Brr... Okropieństwo. Chyba nadal czuję że moje włosy są przesiąknięte tym smrodem.
Kasumi starała się słuchać koleżanki, która uczęszczała do Mahautokoro jedynie o rok dłużej. Zrządzeniem losu ich domki położone były zaraz obok siebie, więc dosyć szybko miały okazję się poznać. Chociaż przez większość czasu to Narumi gadała, Kasumi nie była w stanie stwierdzić, czy to była bardziej wada czy zaleta. Dziewczyna mówiła dużo i zawsze prosto z mostu. Prawdopodobnie to właśnie jej nieskrywana prawdomówność spowodowała, że nie miała zbyt wielu znajomych. Kasumi na jej szczęście nie brała do siebie licznych docinek, przez co po trzech latach można było śmiało powiedzieć, że była jej jedyną przyjaciółką.
- Widziałaś, co Yumiko zrobiła dziś ze swoją twarzą? - Wcale nie starała się zniżyć tonu głosu. - Albo zapomniała, że maseczki błotne się zmywa z twarzy, albo znów siedziała całą noc w zielarni. Podobno pomaga profesor Akinie w badaniach nad roślinami rosnącymi w promieniach Księżyca. Bez względu na powód, zarówno brak snu jak i długo trzyma maseczka, robi źle na cerę. Jak myślisz, powinnam ją o tym uświadomić?
Kasumi przewróciła oczami i lekko się śmiejąc odpowiedziała przyjaciółce. - Myślę, że uświadomisz ją o tym bez względu na moją opinię, ale proszę, spróbuj ją poinformować o twojej niesłychanie wnikliwej obserwacji jej cery gdzieś, gdzie nie będzie całej szkoły w zasięgu słuchu.
- Jak ty mnie dobrze znasz. - Uśmiechnęła się tryumfalnie, po czym nagle spoważniała. - Oczywiście, że jej o tym powiem. Nie mogłabym żyć z faktem, że dziewczyna marnuje swoje zdrowie. Uroda niestety przemija i jak się jej nie przytrzyma, to potem trzeba wydawać fortunę na te wszystkie specyfiki.
Kasumi zakrztusiła się zupą i na zmianę kaszląc i się śmiejąc, popatrzyła na koleżankę. - Rozumiem, że ty w takim razie wcale nie wydajesz połowy swojego kieszonkowego na „te wszystkie specyfiki”?
- Oczywiście, że nie. - Narumi udała oburzenie. - To jedynie podstawowe środki pielęgnacyjne. - Chwilę wpatrywała się Yumiko, która nie była jeszcze świadoma najbliższej pogadanki. - No nie mogę na to patrzeć. Ty jedz, a ja idę z nią porozmawiać.
- Nie śmiałabym nawet stawać między tobą, a twoją misją zbawiania świata od nadciągającej plagi starości.
Narumi spojrzała na nią z dezaprobatą. – A ty byś przynajmniej przemyła swoją twarz zimną wodą, bo wyglądasz jak pognieciony materiał. Widzimy się wieczorem!
Kasumi nie zdążyła już wspomnieć przyjaciółce, że możliwe iż tym razem jej plany na spędzanie wolnego wieczoru mogą być nieco inne. Wróciła do obiadu, kątem oka przyglądając się jak biedna Yumiko została wręcz siłą zaciągnięta w kierunku łazienek przez niewielką, choć krzepką koleżankę. Akurat przeżuwała ostatni kęs kurczaka, kiedy rozległ się dźwięk gongu oznaczający zbliżające się zajęcia popołudniowe.
Zaklęcia i uroki należały do tego typu zajęć, które łatwo przyswajała. Ani się obejrzała, a Słońce już chyliło się ku zachodowi. Schodząc po drewnianych schodach, wsłuchiwała się w skrzypienie wiśniowych desek, zastanawiając co powinna odpowiedzieć profesorowi Shintaro. Z jednej strony kompletnie nie wiedziała, do czego taki miecz miałby jej posłużyć, z drugiej bardzo ciekawiło ją jak wygląda proces tworzenia magicznego ostrza. Aż do samych drzwi sali lekcyjnej zastanawiała się w jaki sposób ze swoimi zdolnościami mogłaby zakląć metal, zamknąć w nim swoje umiejętności... i wtedy nadchodziły wątpliwości. Czy jej wiedza jest warta zamykania w tak ważnym pod względem historii magii przedmiocie? Spojrzała z powątpiewaniem na swoje szaty, które nadal nosiły znamiona koloru bladoróżowego, zastanawiając się co takiego zobaczył w niej mistrz Shintaro. Stała na tyle długo przed drzwiami z uniesioną ręką, że ta zdążyła już zdrętwieć. Rozmasowała delikatnie lewe ramię, po czym wzięła głęboki wdech i zapukała.
- Widzę, że podjęłaś już decyzję – rozległ się głos profesora dochodzący gdzieś z zacienionego kąta sali.
- Ja, nie jestem pewna czy...
- A jednak tutaj przyszłaś. - Jego ton głosu spoważniał i nabrał głębi. - Twoje ciało mówi jedno, jednak twój głos twierdzi drugie. Z kolei twoja dusza zdaje się być rozdarta pomiędzy tych dwoje. Powiedz mi, mam zawierzyć twoim nogom czy strunom głosowym? - Narumi stała osłupiała pośrodku sali. - Miałaś cały dzień, by się nad tym zastanowić, by odciąć się od swojego lęku, a jednak przyprowadziłaś go tu ze sobą. Droga miecza jest bezwzględna niczym stal. Samuraj nie może pozwolić sobie na chwilę zawahania. Musi być pewny swoich ruchów i decyzji. Jedność ciała i ducha to klucz do osiągnięcia celu. - Słowa profesora niosły ze sobą moc, wobec której nie można było pozostać neutralnym.
Kasumi z każdą chwilą czuła się coraz bardziej przerażona. Nie potrafiła podjąć decyzji, bliskość podjęcia którejkolwiek z nich powodowała paniczne uczepienie się drugiej, w obawie że może okazać się prawdziwa. Myśli szalały nie zostawiając już po sobie ani grama rozsądku. Dziewczyna złapała się dłońmi za głowę, próbując uspokoić umysł. Spróbowała przypomnieć sobie poranną lekcję kaligrafii. Symbole które namalowała dzisiaj rano, „zapach mgły – Kasumi”. Widziała jak przed jej oczami kreślą się idealnie ostre linie układające w te słowa. Odnalazła w sobie oazę spokoju, miejsce z którego widziała jasno, czego tak naprawdę pragnie. Wypuściła przytrzymywane kurczowo w płucach powietrze i wyprostowała się.
- Pragnę wyruszyć ścieżką ostrza, tak jak to robili kiedyś moi przodkowie, mistrzu.
Przez chwilę panowała cisza przerywana szumem liści i dalekimi odgłosami uczniów Mahautokoro. Profesor Shintaro z widocznym uśmiechem podszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu. Czuła ciepło i pewność bijące z palców mistrza, czuła że w takiej sytuacji znów napadłaby ją niepewność, lecz coś się w niej zmieniło, po raz pierwszy od dawna wiedziała, że robi to co powinna, że obrała właściwą ścieżkę.
- Gratuluję decyzji, nie zawiodłem się na tobie po raz kolejny, a teraz prosiłbym cię, byś złapała mnie za ramię, tylko trzymaj się mocno. Czas rozpocząć wędrówkę.
RazorBMW dnia 24.07.2016 10:34
)
Katherine_Pierce dnia 24.07.2016 11:23
Wioletta dnia 24.07.2016 12:19

Alette dnia 24.07.2016 12:51
fuerte dnia 24.07.2016 17:35
Felice dnia 25.07.2016 08:51
batalion_88 dnia 27.07.2016 21:39
Ewa Potter dnia 27.07.2016 23:08
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Nie ma jeszcze komentarza? Jak do tego doszło?
Ff z na pewno ciekawym i oryginalnym pomysłem, nic nie wiem o japońskich czarodziejach, chętnie o nich poczytam. Mimo iż nie przepadam za tą kulturą i ogólnie za ich "stylem" (to "mistrzu" jest ponad moje siły
Jak zawsze super opisy, ale niczego innego się nie mogłam spodziewać, a nad dialogami widać że pracowałeś, bo widzę progres
Kiedy kolejna część?