Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Hogsmeade

Kategoria: Magiczne miejsca
Autor: Prefix użytkownikaErudieth

Parę słów o jedynej w wiosce w Wielkiej Brytanii, którą zamieszkują wyłącznie czarodzieje.
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i Komna...

Kategoria: Streszczenia
Autor: Prefix użytkownikagordian119

Streszczenie drugiej części przygód młodego czarodzieja.
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i Czara...

Kategoria: Streszczenia
Autor: Prefix użytkownikaShanti Black

Streszczenie czwartej części przygód Harry'ego.
>> Czytaj Więcej

Hufflepuff

Kategoria: Hogwart
Autor: Prefix użytkownikaViolet-Horde

Jeden z czterech domów w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, założony przez Helgę Huflepuff.
>> Czytaj Więcej

Lily Luna Potter

Kategoria: Postacie
Autor: Prefix użytkownikaViolet-Horde

Opis jedynej córki Ginny i Harry'ego Potterów.
>> Czytaj Więcej

Ravenclaw

Kategoria: Hogwart
Autor: Prefix użytkownikaRue Riddle

Jeden z czterech domów w Hogwarcie - inteligencja, kreatywność oraz spryt - to cechy mieszkańców ...
>> Czytaj Więcej

Lily Evans Potter

Kategoria: Postacie
Autor: Prefix użytkownikaShanti Black

Matka Harry'ego Pottera, czarownica pochodząca z mugolskiej rodziny, wybitnie uzdolniona.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

Dytyramb dla sk...

Tytuł: Dytyramb dla skarpetki
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaErudieth

A więc to miało być coś na kształt dytyrambu, pisanego przez Zgredka dla skarpetki, dzięki której...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział trzeci

Tytuł: Rozdział trzeci
Seria: Fabryka snów
Gatunek: Dramat
Autor: Prefix użytkownikadreamistru

Gorzka historia w powojennej rzeczywistości, gdzie nic nie potoczyło się tak, jak powinno, rzucaj...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział III

Tytuł: Rozdział III
Seria: Tam, gdzie śpiewają umarli
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaZireael

Podczas rozgrywającego się w Hogwarcie Turnieju Trójmagicznego kilkoro uczniów wybiera się poza t...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Jeden

Tytuł: Jeden
Seria: Zanim zgasną Twoje oczy
Gatunek: Dramat
Autor: Prefix użytkownikaZireael

Bracia Shimada - przeznaczeniem złączeni
>> Czytaj Więcej

To, co złe

Tytuł: To, co złe
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaKate09

Opowieść ku małym refleksjom. Miłego czytania ;)
>> Czytaj Więcej

Noc Duchów

Tytuł: Noc Duchów
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaZireael

Pozostając w klimacie Halloween..
>> Czytaj Więcej

Do Lily

Tytuł: Do Lily
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaZireael

Mam nadzieję, ukochana, że zrozumiesz, że w mym sercu jest otwarta rana..
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 36
Administratorzy online: 1
Aktualnie online: 3 osoby
Prefix użytkownikaZireael (Łowca czarnoksiężników)
Prefix użytkownikaLoveYourSelf (Świetny czarodziej)
Prefix użytkownikaKHZP (Świetny czarodziej)
Łącznie na portalu jest
41,916 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 816
Było: 26.07.2017 10:16:04
Napisanych artykułów: 954
Dodanych newsów: 8,916
Zdjęć w galerii: 19,816
Tematów na forum: 3,177
Postów na forum: 296,103
Komentarzy do materiałów: 209,103
Rozdanych pochwał: 2,956
Wlepionych ostrzeżeń: 4,130
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 3184
uczniów: 2543
Hufflepuff
Punktów: 2184
uczniów: 2646
Ravenclaw
Punktów: 2335
uczniów: 3720
Slytherin
Punktów: 1847
uczniów: 2923

Ankieta
Zbliża się Halloween, a Ty przez przypadek zamieniasz się w dynię. Co robisz?

Rosnę sobie spokojnie w ogródku Hagrida
13% [14 głosy]

Moim marzeniem jest stać się sokiem dyniowym, który wypije Harry Potter
7% [7 głosów]

Turlam się bez celu po błoniach
29% [31 głosów]

Wydrążam się, w celu bycia straszniejszym od Prawie Bezgłowego Nicka
10% [11 głosów]

Czekam na list z Hogwartu
8% [9 głosów]

Gniję w lochach
6% [6 głosów]

Staram się, odzyskać swoją własną postać
26% [28 głosów]

Ogółem głosów: 106
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 27.10.17

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
HufflepuffMaddie Ross ostatnio widziano 23.11.2017 o godzinie 20:27 w Stadion Quidditcha
HufflepuffLiliana Williams ostatnio widziano 23.11.2017 o godzinie 19:22 w Stadion Quidditcha
HufflepuffErick Jensen ostatnio widziano 23.11.2017 o godzinie 19:20 w Stadion Quidditcha
HufflepuffLiliana Williams ostatnio widziano 23.11.2017 o godzinie 19:08 w Stadion Quidditcha
GryffindorJulia Ferras ostatnio widziano 23.11.2017 o godzinie 18:21 w Błonia
GryffindorAlex Black ostatnio widziano 23.11.2017 o godzinie 11:50 w Błonia
[NZ] Fabryka snów
Gorzka historia w powojennej rzeczywistości, gdzie nic nie potoczyło się tak, jak powinno, rzucając cień na niepewne jutro. Autor: dreamistru Ostrzeżenie: snarry (ale subtelne)
Autor: Prefix użytkownikadreamistru
Gatunek: Dramat
Ograniczenie wiekowe: +13
Przeczytano 396 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3].
Fabryka snów
Gorzka historia w powojennej rzeczywistości, gdzie nic nie potoczyło się tak, jak powinno, rzucając cień na niepewne jutro.
Rozdział pierwszy




Mówią, że najgorsze koszmary przychodzą zawsze nocami, nawiedzając zmęczony, pozbawiony najmniejszej ochrony, umysł obrazami najstraszliwszych lęków i fobii. Że bezsenność to kat bez kosy, a skrzypiąca podłoga robi za piosnkę kołyszącą oszalałe dusze do snu. Wiecznego.

Mylą się.



***


Cichy dźwięk dzwonków wyrwał go z objęć i tak chybotliwego snu. Zbłąkaną dłonią niezdarnie trącił wibrujący na szafce telefon, po czym niezdarnie wcisnął guzik i czym prędzej przytknął aparat do ucha. Nie miał pojęcia z jakiego sennego świata wyrwano go tym razem, ale odczuwał niemal wdzięczność do swego rozmówcy.

— Harry? Harry, musisz dziś iść wcześniej, dasz radę? — rozbrzmiał lekko skruszony głos.

— Jasne, tylko otworzę oczy. Co się...? — chrypiał.

— Thrawnowie. Znowu oni. Facet porzucił rodzinę, wiem, ale sam rozumiesz jak działa ten biznes. Dziś jest ostateczny termin — odparł głos posępnie. — Ale to nie wszystko. Słyszałem poranne wiadomości. Na Silver Lane przyjechała karetka. Diane... Źle z nią.

Harry zaniemówił.

— I nadal chcesz, żebym...? Tom, to nieludzkie. Rozmawiałem z nią miesiąc temu, nie mogłaby... — Harry urwał, przypominając sobie odległy wzrok kobiety, kiedy ta przygotowywała dla niego parujący kubek herbaty. Mogła, pomyślał. Była do tego zdolna.

— Nie, nie ja — prychnął człowiek nazywany Tomem. — Szef. Wiesz jaki jest. Sęk w tym, że masz dziś pełen grafik i... — urwał w nadziei, że Harry jak zwykle domyśli się reszty. — Oczywiście zapłaci ci za nadgodziny.

Harry zacisnął zęby nim nakazał Tomowi, by ten przekazał szefowi soczyste „pierdol się”, po czym podniósł się na łokciach, zderzając zaspane oblicze z połyskliwą tarczą zegarka wskazującego za dziesięć szóstą. Dla niektórych był to środek nocy, dla innych niemal połowa dnia. Harry zaliczał się do tej pierwszej grupy, ale wydał z siebie ciężkie westchnięcie i odparł:

— Daj mi pół godziny.

Tej nocy spał potwornie; jak zwykle, koszmar gonił koszmar, a jemu nie było dane obudzić się z krzykiem, zupełnie jak gdyby niewidzialna siła trzymała go wewnątrz pełnych krwi i śmierci snów, zmuszając go, by ciągle przeżywał je na nowo. Bądź widział różne ich wariacje. Każdego ranka mdliło go od zapachu mordu, żądzy destrukcji i nieuchronnego końca wokół którego nieustannie krążył, niczym sęp nad kawałkiem gnijącego wołu. Dokładnie z tego powodu przestał w ogóle jadać śniadania. Nie mógł znieść widoku tosta posmarowanego truskawkowym dżemem, który przypominał mu jedynie rozczłonkowane zwłoki.

Krwawe szlamowisko...

Harry potrząsnął gwałtownie głową, wypuszczając wstrzymywane powietrze z płuc. A gdy w końcu zwlekł się z łóżka i stanął przy oknie, podnosząc pożółkłe żaluzje i mrużąc oczy w złocistym świetle budzącego się słońca, był wdzięczny losowi, że znów nadszedł ten dzień – dzień wybawienia: poniedziałek.

Mocna kawa na pusty żołądek była wszystkim, co mógł teraz przełknąć.

***


„Pół godziny” było najzwyklejszą w świecie ściemą. Może i Harry rzucił Hogwart, jednak nadal frywolnie korzystał z magii, kiedy tylko miał na to ochotę. Miał prawo. Aportował się na Silver Lane jeszcze zanim opuścił ponurą, śmierdzącą moczem klatkę schodową, a po okołu piętnastu minutach stanowczej rozmowy z sanitariuszami i policją wyniósł ledwo żywą kobietę z karetki, kierując się do jej domu, w którym bywał już wcześniej dziesiątki razy. Jego kluczowym argumentem w każdej rozmowie z przedstawicielami prawa – a teraz i pracownikami medycznymi – było niezawodne Obliviate i niezwykle szczery ton przekonujący całe zgromadzenie, że kobieta potknęła się na chodniku. Że zaszła najzwyklejsza w świecie pomyłka. Harry zrobił sobie mentalną notatkę, by później zająć się jeszcze sąsiadami wiszącymi w oknach.

Gdy zatrzasnął za sobą drzwi i usadził kobietę na krześle za okrągłym, kuchennym stołem, podbiegło do niego stadko dzieci – rodzeństwo; brat i dwie siostry, którym Harry zawsze przynosił słodycze. I teraz nie było inaczej; przed wyjściem z domu złapał coś dla całej trójki, jak zwykle cieszącej się na jego bezinteresowny gest. Tłumnie pobiegli na górę, chowając w kieszeni zdobyczną czekoladę i tupiąc radośnie po trzeszczących starością schodach.

Chłopak westchnął i obrzucił kobietę krytycznym wzrokiem, zauważając świeże opatrunki na jej nadgarstkach.

Głupia...

Harry pokręcił głową i zdjął jeden z nich; na bladej skórze widniał przyschnięty język ciemnej czerwieni. Szybko przytknął czubek różdżki do rany i wyszeptał odpowiednie słowa. Nacięcie w pełni zasklepiło się, tworząc perłową, szkaradną bliznę – cóż, nie był magomedykiem, nigdy nie posiadał nawet podobnych umiejętności, ale mimo to, podobnie uczynił z drugą ręką. Po dłuższej chwili i z ciężkim sercem zdecydował się rzucić jeszcze szybkie Finite.

Siedział w słonecznej, przytulnej kuchni pełnej nieco przestarzałych mebli i kłębów kurzu osiadłych na ceramicznych płytkach zastanawiając się, co powinien zrobić, gdy kobieta w końcu się obudzi. Nie dane było mu obmyślić planu działania, gdyż w tej właśnie chwili krucha brunetka uniosła pergaminowe powieki.

— Diane? Słyszysz mnie? — pytał szeptem. — To ja. Harry.

Kobieta spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem, a gdy dotarł do niej sens jego słów, w jej oczach pojawiło się dzikie przerażenie.

— Harry... Nie mam nic dla ciebie. Ja nie... — Podniosła dłoń do drżących ust, w tej samej chwili zauważając perłowe blizny. — Co się stało?

Harry obrzucił ją ostrym wzrokiem.

— Nie pamiętasz? — spytał zimno. — Termin spłaty, ty i nóż. Karetka. Nie kojarzysz? — prychnął, a Diane odwróciła wzrok. — Mogłaś chociaż zadzwonić. Przedłużyć...

— Przedłużałam termin spłaty już trzy razy, Harry — odparła matowym głosem. — Nikogo nie obchodzi, że zostałam sama. Nie liczy się, że muszę nas jakoś utrzymać. — Przez chwilę prostowała i zaciskała palce, jakby się nad czymś zastanawiała. Wtedy to do niej dotarło. — Co zrobiłeś z policją? Skąd się wzięły te blizny?

Harry uśmiechnął się krzywo, postanawiając rozegrać to nieco inaczej niż zwykle. Zaryzykować jak głupi Gryfon, którym był.

— Nazywam się Harry Potter. Znasz mnie, przychodzę tu co miesiąc po odbiór raty pożyczki, którą wziął twój mąż.

— Ale ja nie...

— Oczywiście, że niczego nie pamiętasz. Myślisz, że jestem miłym sąsiadem wpadającym do ciebie i dzieciaków. Tyle kazałem ci zapamiętać po każdej wizycie. Aktualnie zdjąłem z ciebie czar. — Kobieta wytrzeszczyła na niego oczy, ale on na tym nie poprzestał. Wyciągnął swoją różdżkę i przytknął jej koniec do jednego z bladych nadgarstków kobiety, szepcąc przy tym kilka niezrozumiałych dla niej słów. Blizna natychmiast zniknęła. — Tak jakby znam się na magii — odparł, studiując reakcję Diane, która cofnęła szybko rękę, jakby drażnił ją język ognia.

— To niepojęte... Niemożliwe!

Chłopak pokręcił głową, opierając się o sztywne oparcie kuchennego krzesła. Nie spodziewał się przecież innej reakcji.

— Niepojętym jest dla mnie to, co zrobiłaś — rzucił niechętnie. — Moja matka zginęła, żeby mnie uratować. Ty postąpiłaś jak tchórz. — Ostatnie słowo odbijało się echem w jego głowie przywołując obrazy, o których pragnął zapomnieć. Z uporem potrząsnął głową.

— Nie zawsze możemy być odważni — odparła kobieta, wpatrując się tępo w kuchenny blat. — Czy byłeś kiedyś w takiej sytuacji? Czy czułeś kiedyś coś podobnego? Czy... Czy ja do reszty zwariowałam? — spytała, dotykając miejsca po bliźnie i ponownie kierując przestraszone spojrzenie na wychudzonego chłopaka.

— Nie, Diane. Nigdy nie byłem winny nikomu pieniędzy — powiedział powoli — ale doskonale wiem, jak to jest znaleźć się w sytuacji bez wyjścia. — Przed oczami stanęła mu mizerna twarz Syriusza, którego nie zdołał ocalić, gasnące spojrzenie Dumbledore'a, którego pozwolił zabić. Wspomnienia Slughorna. Horkruksy. Brak wyboru. Wrzeszcząca Chata. Konający Snape.

Przymknął powieki, próbując swych sił, by po raz kolejny odgonić natrętne wspomnienia.

— Każdego miesiąca do ciebie przychodziłem, po czym sam opłacałem twoje raty — powiedział spokojniejszym tonem. — Czasem tak robię. Pomagam ludziom. — Uśmiechnął się lekko, kontynuując, nim kobieta zdążyła odpowiedzieć słowo: — Za każdym razem czyściłem ci pamięć, żebyś nie byłą tego swiadoma.

Zapadło niezręczne milczenie. Jedynym docierającym do nich dźwiękiem było odległe szczekanie psa i stłumiony śmiech dzieci gdzieś na piętrze.

— Dlaczego? — wyszeptała, przecinając ciszę, na co Harry obdarzył ją niezwykle łagodnym uśmiechem.

— Nie martw się, nie chcę niczego w zamian — powiedział. — I nie zamierzam usuwać więcej twoich wspomnień, bo jaki byłby z tego pożytek? — Kobieta otworzyła usta, ale Harry podniósł dłoń, mówiąc: — Nie musisz martwić się długiem. Wystarczy, że zajmiesz się sobą i swoją rodziną.

— Harry...

— Oczywiście nadal będę przychodził co miesiąc. Taka praca — zażartował. — W zamian wystarczy mi filiżanka herbaty i chwila rozmowy. Teraz, kiedy nie muszę już... Będzie mi miło, jeśli moglibyśmy czasem porozmawiać.

Kobieta wpatrywała się w niego w zdumieniu. Znała go od kilku miesięcy, ale dopiero teraz odkrył przed nią prawdę. A przynajmniej jej część – wszystko, czym mógł się podzielić z potencjalnie obcą osobą. I to musiało jej wystarczyć. Dla niego był to zaledwie ułamek jego osoby, ale ona odbierała to jako natłok rewelacji tak nagle zrzuconych na jej liche barki.

— To wszystko jest dla mnie...

— Nieprawdopodobne. Wyobrażam sobie — powiedział cicho, chwytając jej dłoń we własną. — Niestety nie mogę nic zrobić, by uzupełnić krew, którą straciłaś. Aż tak dobry nie jestem. Muszę też cię o coś poprosić. Nie wolno ci powiedzieć nikomu o wydarzeniach dzisiejszego dnia, dobrze? Ciekawskich sąsiadów biorę na siebie.

Diane wpatrywała się przez niego przez dłuższą chwilę, po czym, ledwo dostrzegalnie, skinęła głową. Nikła gwarancja, ale Harry'ego to zadowalało.

— Nie usunę tej drugiej blizny — powiedział twardo, jasno dając jej do zrozumienia, co to oznacza. Po prostu będzie musiała z nią żyć, jak i ze świadomością słabości, której się dopuściła. Harry faktycznie nie był aż taki dobry – nie mógł wyręczać ludzi oferując im rozwiązania własnych problemów, ale mógł zaproponować choć marginalną pomoc osobom takim jak Diane. Zagubionym. Pokonanym. Jak niegdyś on sam, zresztą.

Od strony kobiety nie padły już żadne słowa, choć spoglądała na Harry'ego szklistym wzrokiem i już po chwili trzymała go w ramionach, jakby była jego własną matką. To mu wystarczyło. W pełni.

***


Środy były nieco lepsze. Praca dawała Harry'emu wytchnienie, nawet jeśli miał do czynienia z różnymi tragediami zwykłych mugoli. Potrafił im współczuć, nadal był w stanie odczuwać to palące uczucie w głębi własnego serca, wciąż starał się im pomagać nie zważając na topniejące galeony w skrytce Gringotta. Był pewien, że złota mu nie zabraknie, jednocześnie niespecjalnie dbając o to, ile kosztowała go taka zabawa. Nigdy nie liczył, ale wiedział, że postępuje właściwie. Oczywiście nie zawsze miał do czynienia z uczciwymi ludźmi – sytuacje, gdy spotykał się ze zwykłymi wyłudzaczami były najbardziej przygnębiające, jednak zawsze potrafił ich w porę przejrzeć. Zwykle po prostu modyfikował im pamięć i zostawiał samych sobie. Harry nie widział w swoim działaniu niczego złego, a jedynym przed czym się wzbraniał było użycie na nich Imperiusa – wcale nie dlatego, że zostałby wykryty, ale ponieważ znalazłby się na najprostszej z dróg prowadzących do samopogardy.

Lubił swoją pracę. Nie przeszkadzali mu mugole, z którymi współpracował, z którymi najpierw próbował się zaprzyjaźnić, ale w końcu i z tego zrezygnował, z oczywistych dla siebie przyczyn. Nie był wszak aż tak łatwowiernym człowiekiem, jak za szkolnych czasów. Kiedy koszmary do niego wróciły, gdy zdał się w pełni na eliksiry, które cyklicznie zamawiał i pił noc w noc, zdał sobie sprawę z tego, że nie powinien nikogo wpuszczać do swojego życia. Permanentnie. Nieważne, że Tom przypominał mu czasem Rona, że w zachowaniu szefa odnajdywał pogłos skrupulatności McGonagall – to nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Upewnił się w swojej racji, gdy mikstury przestały na niego działać i musiał przeżywać sceny walki każdej nocy, nigdy – ani razu – nie budząc się z krzykiem, nie będąc w stanie wyrwać się ze szponów makabrycznych tortur i zadawanej krzywdy. Wiedział, dlaczego. Wtedy wszystko stało się dla niego jasne.

Nie było więc mowy, by mógł w ogóle rozważać powrót do szkoły. Szanse na zostanie aurorem przekreślił sam, szczerze przekonany, że to okrutny rozwój wypadków zadecydował za niego. Początkowo chował w sobie gorycz i żal, ale te uczucia prowadziły go na krawędź, ku upadkowi, którego przecież tak się obawiał. Nie mógł pozwolić złości sobą zawładnąć, nie godził się, by zmieniła go w niewolnika gniewu.

A jednak, choć naprawdę nie chciał się do tego przyznać, tęsknił za Hogwartem, za starymi, tętniącymi ciepłą magią murami zamku, który chronił go do samego końca. Za obrazami pełnymi ruchomych postaci witających się z nim przed zajęciami, za duchami wyskakującymi ze ścian i błyszczącymi zbrojami, zdającymi się ukradkiem obserwować każdy jego ruch. Za Pokojem Życzeń, jego sekretnym azylem. Za boiskiem Quidditcha. Za Wielką Salą i jej zaczarowanym sklepieniem, tak często odzwierciedlającym jego paskudny nastrój. Nawet za biblioteką, w której bywał tylko wtedy, gdy uczył się do egzaminów z przyjaciółmi, na myśl o których ściskało mu się serce. Tęsknił za Neville'em. Deanem i Seamusem. Za Luną i Ginny. Za Hagridem. Ale przede wszystkim, za oddanym Ronem i wyrozumiałą...

Szlamą?

— Hermioną! — krzyknął w przestrzeń, choć nikt, poza Hedwigą, nie mógł go usłyszeć. — Ma na imię Hermiona... — szepnął, zaciskając palce na drewnianym blacie, a suchy śmiech przetoczył się po wnętrzu rozsadzanej bólem czaszki. Wierzył – nie, łudził się – że cierpienie kiedyś się skończy. Karmił się tym kłamstwem całe siedem lat, uparcie odrzucając jakąkolwiek inną alternatywę. Miał go pokonać i zacząć wszystko od nowa. Tak zwykle robią bohaterowie w pełnych heroizmu powieściach – a skoro kimś takim go okrzyknęli...

Śmiech powoli słabł, rozpływając się w poszarpanych wspomnieniach pierwszego roku w Hogwarcie, Ceremonii Przydziału i uciechy z tego, że trafił do walecznego domu lwa... Sam go wybrał. To była jedna z nielicznych chwil, kiedy sam mógł o sobie decydować.

To miał być koniec. Wygrał. Pokonał go.

— Zrobiłem to — odparł chłopak przytomnie, choć jego głos był już mocno zachrypnięty. Spojrzał w swe lustrzane odbicie, początkowo sam siebie nie rozpoznając. Czyja była ta blada, upiorna twarz? Z wystającymi kośćmi policzkowymi, które niemal prześwitywały przez wiotką powłokę, jaką była jego, niegdyś lekko opalona, skóra? Przynajmniej wzrok miał przytomny. Chociaż tyle, pomyślał, choć jego podświadomość szeptała zawzięcie: na jak długo jeszcze? Zieleń jego oczu tętniła życiem, ale ciało zdawało się być pozbawione wszelkiej jego chęci.

Pogłos szaleńczego śmiechu wypełniał każdą jego myśl, wspomnienie i uczucie, rozbijając się wzburzoną falą o chwiejne bariery, jakie zaczął stawiać w swoim zmęczonym umyśle. Próbował, och, jakże się starał przypomnieć sobie wszystko, czego uczył go ten człowiek. Kupił nawet kilka książek traktujących o kontroli umysłu za pomocą medytacji, jednak efekt wciąż pozostawał mizerny. Podręczniki poświęcone sztuce Oklumencji okazały się równie bezużyteczne. Czy gdyby wrócił do Hogwartu, gdyby go wtedy nie odrzucił...? Czy to zmieniłoby cokolwiek?

Harry przetarł oczy lodowatymi dłońmi. Pewnego wieczoru Hedwiga przyniosła mu list ze szkoły. Snape został dyrektorem i wysłał mu wiadomość mówiącą, iż Harry powinien wrócić celem dokończenia edukacji. Musiał wysłać identyczną notkę wszystkim uczniom, którym udało się ujść z życiem podczas Bitwy o Hogwart. Ale Harry nie mógł tego zrobić, nie mógł go posłuchać, nawet jeśli jego serce samo rwało się do powrotu. To po prostu nie wchodziło w grę, nie w obecnej sytuacji. To nie wchodziło w grę... Cóż, nigdy.

Z tego samego powodu nie otwierał listów, które dostawał od Rona i Hermiony. Obawiał się, że dziewczyna znajdzie jakiś argument, by go przekonać. Wiedział, że rudzielec rzuci celną uwagę odnośnie jego domniemanej ucieczki, być może nawet zaproponuje wprowadzenie się do Nory, jeśli rzeczywiście Harry tak bardzo pragnął unikać czarodziejskiego społeczeństwa... Nie mógł na to przystać, nie mógł im na to pozwolić. Nie mógł dać im okazji, by z nim wygrali, nawet jeśli w głębi serca mocno im kibicował.

Rozmyślenia o domu, jakim był dla niego zamek, wypełniały mu duszę tępym bólem. Ostatnie momenty spędzone w hogwarckich murach, chwile spędzone z przyjaciółmi, których nie widział od tamtego czasu i... Przepełnione drobinami kurzu powietrze Wrzeszczącej Chaty, ciężkie i ziemiste, formujące się w zbity ciężar zgniatający mu żołądek, wypełniający jego serce żywym strachem. Owszem, widział morze krwi, chociażby we własnych snach i wizjach, lecz widok tego mężczyzny pogrążonego w szkarłatnej kałuży rozbił go na tysiąc ostrych kawałków. Wiedział, że musiał mu pomóc, nawet jeśli zaledwie kilka tygodni temu sądził, że już nigdy go nie zobaczy, że nigdy więcej się do niego nie odezwie. Choć był świadom, iż Snape postępował irracjonalnie w swojej racjonalności, dla Harry'ego coś takiego było niepojęte. On sam wierzył, że nigdy by czegoś takiego nie zrobił, nie wróciłby na kolanach do tej bestii, do potwora o gładkiej, wężowej twarzy, nie przysiągłby mu bezwzględnego posłuszeństwa, nie mógłby...

Ale Snape mógł. I dokładnie to zrobił, a ten w nagrodę napuścił na niego węża.

I dokładnie to samo zrobiłby raz jeszcze...

To prawda. Harry nie mógł się z tym nie zgodzić. Snape zawsze był cholernie uparty, prawie tak samo jak on sam. Prawie. Dobitnie wyrażał swoje myśli na temat tej „pieprzonej przepowiedni” posyłającej białego bohatera na śmierć, niemal zamykał go w lochach podczas ich sesji Oklumencji. Kącik ust Harry'ego drgnął lekko na to zamglone czasem wspomnienie. Nigdy nie było łatwo przemówić mu do rozsądku, jeszcze trudniejszym zdawało się karmienie go serią łgarstw, których mężczyzna nie byłby w stanie przejrzeć. Gdyby nie ostatnia sprzeczka, być może Harry faktycznie spędziłby bitwę zamknięty w zatęchłym składziku, a to, z kolei, niosłoby ze sobą szereg ponurych konsekwencji ze śmiercią Severusa na czele. To zrządzenie losu mogło być pocieszające, nie żeby życie Harry'ego jawiło się ostatnimi czasy w samych radosnych barwach, wręcz przeciwnie. Jego świat na dobre pogrążył się w dwóch kontrastujących ze sobą barwach.

Chłopak podszedł do sowiej klatki i uchylił skrzypiące starością drzwiczki, wypuszczając ptaka na conocny lot. Modlił się w duchu, by Hedwiga szybko do niego wróciła. I by nie dostał już żadnych listów mącących jego, i tak kruchą, parodię spokoju.

***


W piątkowe popołudnia wszystko zaczynało się sypać. Wizja wolnego wieczoru, jak i pozostałych dwóch dni, pośród czterech ścian napawała Harry'ego strachem. W tych właśnie momentach żałował, że nie był uzależniony od, chociażby, alkoholu, by móc topić swoje smutki w przypadkowym pubie. Czasem zastanawiał się, czy możliwym było rzucenie na siebie samego, w pełni kontrolowanego Obliviate, po czym kręcił z rezygnacją głową, nie będąc w stanie podjąć aż takiego ryzyka. Jednak najgorszym weekendem jego życia był ten, w którym, dające mu wytchnienie i spokojny sen eliksiry zupełnie przestały na niego działać. Od tamtej pory drżał na myśl o każdej następnej nocy, przepełniony prawdziwym przerażeniem. W końcu skierował swe kroki ku mugolskiej aptece, wykupując za jednym razem kilka opakować tabletek na sen, ale i te niewiele mu pomagały, ledwie po kilku tygodniach niewolniczego stosowania.

Gdy przekroczył próg mieszkania w kolejny piątkowy wieczór, nawet nie kwapił się, by zapalić światło. Sytuacja Diane była beznadziejna, ale jej czyny wydawały się jeszcze gorsze. Nie chciał wymazywać ich z umysłu kobiety wiedząc, że powinna pamiętać całe zajście w najdrobniejszych szczegółach, nawet jeśli było to niemożliwie okrutne z jego strony. Odczuwane przez niego wyrzuty sumienia były jednak czymś dobrym; kolejnym ludzkim odruchem.

Harry opadł na wyświechtany fotel, pogrążając się w ponurych myślach. Potrzebował zajęcia, potrzebował pracy. Nie trzeba mu było dni wolnych, pełnych bolesnej bezproduktywności i zawirowań wewnątrz kanciastych zakamarków własnego umysłu. Nie chciał irracjonalnych obaw i niekończącego się strachu. Dlaczego jeszcze nie poszukał kolejnej roboty, choćby dorywczej? Dlaczego wolał siedzieć w samotności, rozmyślając o wydarzeniach, które zaprowadziły go w to miejsce? Dlaczego nie zrobił niczego?

Czemu nie był tak odważny jak Diane?

Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaViolet-Horde  dnia 20.10.2017 23:44
w pewnych momentach wydawało mi się, że jestem za głupia na to fan fiction, co musi znaczeć jakim mądrym językiem jest napisane. niektóre zdania musiałam czytać parę razy, żeby zrozumieć o co w ogóle chodzi. jest to bardzo dobre, a może i nawet świetne opowiadanie, które na pewno daje dużo do myślenia. są w nim zawarte emocje, a harry jest przedstawiony jako całkiem inny harry niż jakiego do tej pory znaliśmy. podoba mi się to.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Prefix użytkownikaKHZP [on]
Świetny czarodziej
23.11.2017 20:26
Mikasa, a komentuję nowy arcik, a tak to ślęczę nad prezentacją na EDB...

Żywa legenda
23.11.2017 20:25
co tam,żuczki? Rain

Prefix użytkownikaKHZP [on]
Świetny czarodziej
23.11.2017 20:23
Wioletta, za chwilkę zerknę. Wrozka

Księżna Półkrwi
23.11.2017 20:21
Nowy fanart. Motylki

Rycerz Walpurgii
23.11.2017 19:51
Zireael, Facepalm

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 36573 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 34826 punktów.

3) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

4) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 31769 punktów.

5) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 30673 punktów.

6) Prefix użytkownikaYourSmile

Avatar

Posiada 29744 punktów.

7) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 29424 punktów.

8) Limonka

Avatar

Posiada 28147 punktów.

9) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 28084 punktów.

10) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 26099 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.30