Potęga Lorda Voldemorta staje się coraz większa...
- Ciiicho, chyba się budzi!
- Myślicie, że złamał tylko parę kości?
- Zamknij się Syriusz, otwiera oczy!
Takie szepty towarzyszyły Jamesowi w pewien słoneczny, czwartkowy poranek, kiedy obudził się w Skrzydle Szpitalnym po przykrym wypadku na poprzednim meczu. Na szczęście skończyło się na zwykłych złamaniach, z którymi pani Pomfrey poradziła sobie bez trudu. Ze względu na osobę, jaką był Rogacz, trzymała go pod środkami usypiającymi, żeby nie wyszedł z sali, dopóki wszystkie kości nie powrócą do stanu poprzedniego, co trwało trzy dni.
- No wreszcie, stary! - wrzasnął Łapa, kiedy James podniósł się do pozycji siedzącej i szukał na stoliku swoich okularów. - Martwiliśmy się, czy wstaniesz do Bożego Narodzenia.
- Co się stało? Jak mecz?
- A, spoko. Wygraliśmy. Vartus przywalił ci tłuczkiem jak już złapałeś znicza.
Rogacz chwilę pomyślał, zjadł czekoladową żabę, którą najwyraźniej przysłali mu znajomi (pewnie chcąc odwdzięczyć się za wygrany mecz nad Slytherinem), po czym zaczął się szybko ubierać. Ze Skrzydła Szpitalnego wygoniła ich pani Pomfrey we własnej osobie, ponieważ próbowali rzucić na łóżko zaklęcie, dzięki którym mogłoby mówić co myśli o tych, którzy na nim leżą. Wyszli z pomieszczenia w świetnych humorach i skierowali się do wieży Gryffindoru.
Huncwoci minęli na korytarzu Irytka, który przygotowywał pułapkę w postaci balona z wodą. Balon miał spaść na pierwszą osobę, która pojawi się przed drzwiami klasy Historii Magii. Podali hasło Grubej Damie i weszli do Pokoju Wspólnego oblanego złocistymi promieniami słońca. Na fotelu zawzięcie rozmawiała grupa pierwszoroczniaków. Kiedy zauważyli Jamesa, zaczęli mu energicznie machać. Dalej, przy stolikach, parę dziewcząt z szóstego roku pisało wypracowanie na trzy rolki pergaminu, co nie przeszkodziło im, żeby uśmiechnąć się do chłopaka. Przyjaciele zmierzali jednak do kanapy w rogu pokoju, gdzie siedziały trzy, pogrążone w rozmowie Gryfonki: Lily, Lavender i Alissa.
Podeszli do nich i po krótkim przywitaniu usiedli na podłodze, wdając się w dyskusję nad SUM-ami. Przegryzali od czasu do czasu po czekoladowym eklerku.
- Powinniśmy się wziąć do nauki już miesiąc temu - stwierdziła poważnie Alissa. - Mamy naprawdę duże braki. Ja na przykład dalej nie umiem transmutować poduszki w szkatułkę, chociaż przerabialiśmy to już dawno.
- A ja chyba obleję Historię Magii - powiedziała ponuro Lily.
- Lilka, dajże spokój! - rzekł Rogacz. - Jesteście z Alissą jedynymi dziewczynami w klasie, które robią notatki na lekcjach u Binnsa.
- Ehem... - mruknął Lupin, patrząc wymownie na Jamesa.
- DZIEWCZYNAMI Lunatyczku, DZIEWCZYNAMI. Ty jesteś jedynym CHŁOPAKIEM - wytłumaczył mu, na co cała siódemka parsknęła śmiechem. Nawet Alissa, która bardzo rzadko się uśmiechała.
- Cześć, James! - usłyszeli cichy chórek spod portretu Grubej Damy. Okazało się, że to całkiem spore zbiorowisko dziewcząt machało do Rogacza chichotając do siebie. Chłopak odmachał im i wyszczerzył do nich zęby.
- No nie... - jęknął Syriusz i spojrzał na przyjaciela w wyrzutem.
- No co...? - zdziwił się James.
- Chyba muszę zacząć trenować quidditcha. Wtedy wszystkie na mnie polecą.
- Mówiłem ci, żebyś spróbował dostać się do drużyny - mówił Rogacz. - Byłbyś świetnym obrońcą. No i laski by za tobą szalały. - Wskazał na tłum pod portretem i uśmiechnął się szczerze, mierzwiąc włosy.
- Za to TY nie musisz się o to martwić - stwierdziła fakt Ruda.
- Lilka! To ty się do mnie odzywasz?
- Jakbyś nie zauważył. Chociaż nie wiem, czy to nie błąd. I nie Lilka!
- Wiem, wiem. Martwiłaś się chociaż, jak leżałem w Skrzydle Szpitalnym ze złamanymi kościami w obu rękach i prawej nodze, z ciężkimi uszkodzeniami ciała?
- Przecież podobno wszystko ci wyleczyli - odpowiedziała zdziwiona.
- Nie wszystko... Serce mnie boli, nie chcesz się ze mną umówić!
- To wszystko? Chyba spadając z miotły uszkodziłeś mózg. Chociaż... Nie, on już od dawna był uszkodzony - syknęła Ruda po czym zabrała książki i razem z Alissą i Lavender udały się do dormitorium.
- Znowu powiedziałem coś nie tak? - zapytał.
- Nie wiem... Nie rozumiem Lily... - przyznał Łapa. - Jak leżałeś w Skrzydle, to była u ciebie codziennie, przynosiła ci kwiaty, czekoladowe żaby i inne słodycze... A teraz tak mówi...
- Kocha - stwierdził krótko Rogacz i wyszczerzył zęby do przyjaciół.
- Aha... James, zobacz co pisali wczoraj w Proroku Codziennym - powiedział Remus i wręczył chłopakowi gazetę.
CHAOS W MINISTERSTWIE MAGII
Do Ministerstwa Magii napływa coraz więcej listów, wyjców, a nawet pogróżek związanych z ostatnimi wydarzeniami. "Ludzie boją się o swoje rodziny, dzieci... - tłumaczy Katie Saverr, pracownik Ministerstwa - ...chcą upewnić się, czy aby na pewno nic nie zagraża im ze strony... tego czarnoksiężnika, bo inaczej nazwać go nie potrafię."
No właśnie, wszystkie nowe mordy, upozorowane wypadki i zaginięcia są związane z postacią Toma Riddle'a zwanego Lordem Voldemortem. Ludzie zaczęli się poważnie obawiać, są w szoku. Boją się nawet wypowiadać jego imienia, dlatego przyjęło mówić się o nim: "Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać" lub "Sam-Wiesz-Kto". Inni nazywają go Czarnym Panem, a jego zwolenników Śmierciożercami. Wszystko to związane jest jednak z Siłami Ciemności.
"O to mu właśnie chodziło... - tłumaczy Alastor Moody, auror. - ...o strach i popłoch. On to lubi. Chce wywołać panikę wśród czarodziejów, zabijając. Przyznajmy szczerze, szokiem jest wracać do domu po pracy i zobaczyć nad nim Mroczny Znak."
Nieznanym pozostaje fakt, gdzie może teraz przebywać Sami-Wiecie-Kto. Dotarły do nas niepotwierdzone informacje, że ukrywa się gdzieś, czekając na odpowiedni czas, żeby zaatakować.
- No to pięknie... - rzekł poważnie James.
- Ostatnio zginęli McKinnonowie... - mówił Lunatyk. - A przed nimi Peverellowie... Wszyscy przez Zaklęcie Niewybaczalne.
- To jest okropne...
- Kim jest ten Voldemort, że śmie nazywać siebie Lordem? - mruknął posępnie Syriusz i wyłożył się na kanapę, przegryzając ciastka.
Popołudnie minęło Huncwotom zadziwiająco szybko i nim się obejrzeli, nastał kolejny dzień.
Czekali pod klasą Obrony Przed Czarną Magią. Nauczał jej stary, surowy czarodziej, profesor Muntus. Nie był raczej skłonny do żartów, a na jego lekcjach zachowywano niezwykłą dyscyplinę.
Uczniowie weszli do ponurej klasy, usiedli w ławkach i wyjęli jak zwykle podręczniki, pergaminy i kałamarze. Nauczyciel stał za biurkiem, patrząc na nich posępnie.
- Nie będą wam potrzebne - powiedział po chwili, podchodząc do najbliższego stolika i strącając z niego książki jednego z Gryfonów. - Naszego dzisiejszego tematu nie ma w tych podręcznikach, które nazywają źródłem wiedzy.
W klasie zapanowała idealna cisza, w powietrzu wisiał strach, ale i podniecenie. O czym Muntus chce mówić, skoro nie ma tego w podręcznikach? Dla wszystkich wydawało się to nieco dziwne, ale posłusznie pochowali książki.
- A więc tak. Czy ktoś wie, kto do niedawna widniał na czele listy Najniebezpieczniejszych Czarnoksiężników Wszech Czasów?
Parę jednostek wystrzeliło w górę swoje ręce, chcąc udzielić odpowiedzi.
- Panna Storm, proszę.
- A więc... Tata opowiadał mi o Grindelwaldzie.
- Taaak... Grindelwald. Pięć punktów dla Gryffindoru - zaczął profesor. - Grindelwald zaiste, był wielkim czarodziejem. Jednak... Tylko czarna magia go kręciła. Na szóstym roku został wyrzucony z Durmstrangu za prowadzenie niebezpiecznych eksperymentów. Później nie wiadomo co robił... Chodzą pogłoski, że wrócił do Bathildy Bagshot i mieszkał w Dolinie Godryka, że był przyjacielem Dumbledore'a... Ale szczerze powiedziawszy, mało osób w to wierzy. Oczywiście, wszystko robił "dla większego dobra". Chodzą pogłoski, że Grindelwald zdobył Czarną Różdżkę, niezwyciężoną. Jedną z Insygniów Śmierci. Nie będę wam tego tłumaczył, i tak nie zrozumiecie... Ale dzięki tej Różdżce Przeznaczenia zabił wiele osób. Oczywiście, dla "większego dobra". W 1945 roku odbył się pojedynek pomiędzy Grindelwaldem, a Dumblerorem. Dumbledore wygrał z nim, a teraz stary Gellert przebywa w jednej z celi Nurmengardu, więzienia, którego sam zbudował dla swoich wrogów. Ale to było już jakiś czas temu... A co jest teraz?
Ręka Lily Evans niepewnie powędrowała w górę.
- Tak, panno Evans?
- Lord Voldemort - powiedziała, a reszta klasy wlepiła w nią oczy.
- No właśnie... Pięć punktów dla Gryfonów - powiedział Muntus.
Przez chwilę profesor milczał, a później rozpoczął swoją opowieść.
- Wraz ze wzrostem swojej potęgi, Tom Riddle zaczął wcielać swój plan w życie. Co jest tym planem? Zapewnienie sobie nieśmiertelności, podporządkowanie świata mugoli oraz oczyszczenie świata z "brudnej krwi". Giną niewinni mugole, charłacy czy mugolaki... Ale także czarodzieje, którzy nie chcą się do niego przyłączyć i sprzeciwiają się mu. Na pewno o tym wiecie, przecież czytacie Proroka Codziennego... Musicie wiedzieć, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, ciągle rośnie w siłę. Już nie wiadomo, komu można ufać. Nie ma on żadnych skrupułów, nie zna litości, nie wie, co to jest przebaczenie... Jedyną osobą, której obawia się Czarny Pan jest Albus Dumbledore. Tutaj, w Hogwarcie, możecie czuć się bezpieczni. Jednak... ostrzegam was. Nastają najczarniejsze czasy... Tak... Lord Voldemort zajął pierwsze miejsce na liście Najniebezpieczniejszych Czarnoksiężników Wszech Czasów, wyprzedzając Grindelwalda.
Resztę zajęć spędzili na sporządzaniu notatek o dzisiejszej lekcji. Kiedy zadzwonił dzwonek, uczniowie zerwali się na kolację. Huncwoci także wyszli z klasy, w nieco ponurej atmosferze.
- Wyobrażacie sobie - zaczął Lupin - przyjeżdżacie do domu, a nad nim wisi Mroczny Znak... Chyba nas trochę przestraszył, co nie?
- Nie wiem jak wy, ale ja się nigdy do niego nie przyłączę - powiedział stanowczym tonem James. - Wolałbym zginąć.
- Tak jak ja... - przytaknął Syriusz. - Chociaż dla całej mojej rodzinki on jest ideałem. Wiecie, oni bardzo przestrzegają statusu krwi. Są okropni...
- Ale ty jesteś w porządku! - przypomniał mu Rogacz. - A to się liczy!
- Gdybym mógł wybierać, to nigdy nie chciałbym być w takiej rodzinie...
- Przestań się zamartwiać, Syriuszu - upomniał go Remus. - Pomyśl, co czeka na ciebie w Wielkiej Sali! Jajeczniczka... Bekonik... Tosteczki... Mniaaaam!
- Kto ostatni w Wielkiej Sali ten jutro idzie do kuchni po porcję eklerków! - zawołał głośno Łapa i cała czwórka puściła się biegiem po marmurowych schodach, w kierunku Wielkiej Sali z której wydobywał się gwar wesołych rozmów.
I tym sposobem jestem troszeczkę z Ciebie dumna ;D Widzę delikatny progres w porównaniu z poprzednimi rozdziałami. Przede wszystkim ogólnie czytało mi się dużo lepiej i dużo łatwiej. Sam tekst także był bardziej interesujący. Mamy nieśmiało jeszcze tworzone opisy, mam nadzieję, że w każdym rozdziale będziesz je próbowała przemycić i w końcu odważysz się pisać je częściej. Dialogi, mimo że mamy ich tutaj troszeczkę dużo, nie wydają się aż tak wymuszone, przynajmniej nie większość. A już na totalną pochwałę zasługuje fragment lekcji OPCM. Bardzo mnie wciągnął, ten nauczyciel miał ładną kwestię. Wszystko tam wyszło takie realne, cała ta rozmowa... normalnie jakbym sama tam siedziała i słuchała wykładu na temat największych czarnoksiężników wszech czasów. Wielkie ŁAŁ. Mam nadzieję, że za niedługo cały rozdział wyjdzie Ci taki świetny.
Jednak nadal mam kilka zastrzeżeń (zawsze kilka mam, przepraszam Was ;D). Przede wszystkim:
- powtórzenia. Miałaś ich naprawdę dużo, szczególnie przy opisach. Wygląda to niechlujnie i strasznie przeszkadza przy czytaniu, także misja przy następnym rozdziale - mniej powtórzeń! Jakby co, zawsze możesz wpisać w google "słownik synonimów" i szukać słowa podobnego.
- przecinki. Chociaż z nimi nie było aż tak super źle.
- Lily + koleżanki. Czemu one wiecznie chodzą razem? Lily idzie, koleżanki idą. Lily siedzi, koleżanki siedzą. Lily czyta, koleżanki obok czytają. Matko, to jest męczące!
- zastanawia mnie też fakt, skąd ten nauczyciel już tyle wiedział o Lordzie Voldemorcie, a szczególnie o jego celach. Z artykułu w Proroku Codziennym wynika, że to dopiero świeża sprawa, dopiero zaczął siać strach i panikę. Trochę mi się to nie łączy...
I pochwalam za zapis dialogów! Nie zawsze był on dobry, ale jednak mało kiedy musiałam dialogi poprawiać. Rozdział na plus!