Czym skończą się huncwockie dowcipy?
Wielkie krople deszczu bębniły w szyby Wieży Gryffindoru. Zimny wiatr smagał szkolne błonia i tylko Wierzba Bijąca stała pewnie, nie poruszywszy nawet jedną gałązką. W dormitorium chłopców z piątego roku panował zwykły, poranny chaos.
- Który z was gwizdnął moją skarpetkę w znicze? - krzknął Rogacz, przeszukując swój kufer.
- Myślisz, że któryś z nas by jej dotknął? - odparł roześmiany Syriusz, rzucając w Jamesa jego podręcznikiem do eliksirów. - Jak jeszcze raz znajdę ten podręcznik w moich bokserkach to...
- Mówiłem ci już, że to przypadkiem!
- Jasne, jasne: zaczarowany podręcznik zupełnie przypadkiem trafia do mojego kufra i zjada mi koszulkę z Fatalnymi Jędzami.
- To to zaklęcie serio podziałało? - zapytał uradowany James, przerywając poszukiwania.
- Więc to ty? - warknął Łapa, a Rogacz tylko wyszczerzył zęby.
- Kiedy go zaczarowałem to prawie odgryzł mi palce - powiedział radośnie. - Ale najgorsze jest to, że jeszcze nie znalazłem na to przeciwzaklęcia, dlatego trzymam go tutaj.
- W moich bokserkach?! Świetne miejsce na przechowywanie książki!
- James, a czy to nie było tak - zastanawiał się głośno Peter - że ty chciałeś, żeby twoja książka do eliksirów odgryzła Syriuszowi...
- NIE Glizdogonie, NIE! - odpowiedział szybko Rogacz, rzucając mu mordercze spojrzenie i mierzwiąc włosy wolną ręką.
- A więc to tak Rogasiu! - powiedział Syriusz, wyciągając różdżkę. - Za to proszę, masz swoją skarpetkę!
Łapa wyciągnął spod łóżka skarpetkę Jamesa, skierował na nią różdżkę i mruknął "Fenokus!". Wszystkie cztery pary oczu utkwione były teraz tylko w skarpetce, z której buchnął czarny dym. Huncwoci poczuli okropny smród. Krztusząc się i kaszląc, opuścili swoje dormitorium i udali się do pokoju wspólnego. Niektórzy uczniowie poczuli już ten nieprzyjemny zapach i teraz spoglądali z uśmiechami na czwórkę przyjaciół.
- Uwaga Gryfoni! Ewakuacja! - wrzeszczał James.
- Tak, wszyscy niech wyjdą z pokoju wspólnego! Zaatakowała nas skarpetka Jamesa! - przekrzykiwał kolegę Syriusz.
- Co tu się dzieje?! - dobiegł ich głos jednego z prefektów.
- Nie słyszysz? Ewakuacja! I to szybko!
- Nie możecie nic takiego zrobić! Nie jesteście prefektami! Na jakiej podstawie organizujecie całe to zamieszanie? I co tu tak śmierdzi?
- Właśnie na tej podstawie. Ale jak chcesz, możesz zostać. Inni będą mieć dowód, jak zobaczą kretyna, który nam nie uwierzył!
Wszyscy Gryfoni zebrali się na korytarzu przed portretem Grubej Damy, a Huncwoci stali się bohaterami poranka. Czwórka Gryfonów szła do Wielkiej Sali szczerząc zęby do innych uczniów. Kiedy siedli przy stole dobiegł ich zimny głos Alissy:
- I co, jesteście z siebie zadowoleni?
- O czym mówisz? - zapytał Łapa.
- O porannym chaosie w wieży. Pewnie chcieliście, żeby wszyscy was podziwiali.
- Tyle, że tego nie było w planach - powiedział James. - To naprawdę nie nasza wina, że Syriusz nie opanował dostatecznie zaklęć...
- Trzeba było nie wkładać mi gryzącego podręcznika do bokserek!
- Trzeba było nie kraść mojej skarpetki!
- Trzeba było...
- Ekchem... - usłyszeli za plecami głos McGonagall.
- Pani profesor, właśnie mówiliśmy dziewczynom, że to...
- Nieczyste sumienie, prawda panie Potter? Na razie nie wiem, co się wydarzyło, ale zapewniam was, że się dowiem tego jak najszybciej.
***
Po niezwykle męczącej lekcji transmutacji, na której cała czwórka przyjaciół dostała dodatkowe wyprawowania do napisania, Huncwoci szli w kiepskich humorach do pokoju wspólnego. Byli już na siódmym piętrze, kiedy w korytarzu pojawił się Severus Snape.
- Wspaniale. Smarkerus idzie - mruknął Łapa.
Snape zmierzał w ich kierunku z wysoko podniesioną głową. Jego ręka spoczywała nienaturalnie blisko pazuchy, za którą z pewnością trzymał różdżkę. Kiedy był już wystarczająco blisko nich, wycelował różdżką w Jamesa.
- Expelliarmus! - krzyknął Snape, jednak Rogacz był na to przygotowany.
- Protego! - zaklęcie Tarczy Jamesa było tak silne, że Ślizgon stracił równowagę i upadł na zimną posadzkę. Różdżka jednak dalej była wycelowana w Huncwotów.
- Drętwota! – powiedział Syriusz, a Snape zwalił się jak długi na podłogę.
- Myślę o naszym planie „B”, którego ostatnio nie wykorzystaliśmy – powiedział uradowany Syriusz, wskazując na leżącego Ślizgona.
- No to bierzmy się do roboty! – odparł z uśmiechem James.
- Wiecie, ja naprawdę nie wiem czy powinniśmy...
- Luniaczku, przecież nic mu się nie stanie - powiedział Łapa.
Zaciągnęli bezwładne ciało Snape’a do jednej z nieużywanych klas, a James przywołał z pokoju wspólnego Gryfonów parę sukienek, spinek, kokardek i tym podobnych rzeczy. Razem z Syriuszem zaczęli kręcić się wokół Snape’a, ubierając go w ciuchy dla dziewczyn. Peter z Remusem przyglądali się temu w ciszy, choć na twarzy Glizdogona malowało się zadowolenie.
- Syriuszu, ja nie dotknę jego włosów – powiedział stanowczo James. W ręce trzymał wściekle różową, wielką kokardę, którą właśnie zamierzał założyć na głowę Severusa.
- Rogacz! Ty kretynie! Jesteś czarodziejem, czy nie?!
- Aaa! No fakt! – powiedział James, po czym klepnął się ręką w czoło.
Chwilę później stał przed nimi Snape w ubraniach, które całkowicie do niego nie pasowały. Miał na sobie długą, zieloną sukienkę, niebieskie rajtuzy, okropną, żółtą torebkę i różową kokardę na głowie.
- Zrobiliśmy go na bóstwo! – krzyknął uradowany Syriusz – Wiecie, już się wcale nie martwię, że muszę napisać dodatkowe wypracowanie z transmutacji. Ani trochę!
- Smarerusko... Chcesz ze mną chodzić? - zażartował Rogacz, na co Syriusz parsknął śmiechem.
Remus, James i Syriusz wyprowadzili Ślizgona na korytarz. Łapa jednym ruchem różdżki cofnął zaklęcie i Snape odzyskał zdolność ruchów. Wpatrywał się w swój nowy strój z niedowierzaniem, po czym rzucił wściekłe spojrzenie Huncwotom.
- Jeszcze zobaczymy! Jeszcze zobaczymy, Potter! Ciekawe, czy będziesz taki odważny, jeśli będziesz sam, bez swoich plugawych przyja...
W tym momencie korytarz zapełnił się uczniami wychodzącymi z klas. Severus Snape wywołał powszechne zainteresowanie i śmiechy wśród przechodniów. Ze złością w oczach zaczął się przepychać przez tłum, zrzucając z siebie kolejne warstwy ubioru. Ku wielkiej uciesze Jamesa, wśród uczniów nie było Lily Evans.
- Ładniej mu jako dziewczyna – zauważył Rogacz, nie wierząc we własne szczęście, na co wszyscy dookoła wybuchnęli śmiechem.
***
- To co, przypomnieliście sobie o starym Rubeusie? - rzekł gajowy, wpuszczając Huncwotów do chatki.
- No wiesz... W tym roku sumy. Mamy dużo pracy.
- No tak... Standardowe Umiejętności Magiczne, co? Pewnie teraz harujecie jak woły! Nauczyciele chcą, żeby poszło wam jak najlepij!
- A właśnie, Hagridzie, gorsze są egzaminy teoretyczne czy praktyczne? - zapytał przejęty Remus.
- Eee... No ja nie wim, bo wy wiecie, że mię na trzecim roku wywalili.
- Aaa... Zapomniałem, przepraszam.
- Ni ma za co przepraszać Remusie. Tak w życiu bywa.
Hagrid zaproponował Huncwotom herbatkę i domową krajankę. Popijając od czasu do czasu, rozmawiali o Zakazanym Lesie i samym Hogwarcie...
- No, ale ja myślę, że powinniście już pójść - odezwał się nagle Hagrid. - Już po zmierzchu, a chyba nie wolno wam błąkać się po zamku tak późno.
I miał rację, bo przyjaciele zupełnie stracili poczucie czasu, a przez zasunięte zasłony nie zauważyli, kiedy zapadł zmrok. Zerwali się pospiesznie, pożegnali się z gajowym, po czym skierowali się do zamku. James nie zabrał peleryny-niewidki, ani Mapy Huncwotów, dlatego liczyli na przypływ szczęścia, że nie zastaną nikogo w drodze do zamku.
Skorzystali z paru znanych skrótów, tak że już skręcali w ostatni korytarz prowadzący do portretu Grubej Damy, kiedy przed nimi pojawił się kot.
- No nie! - mruknął posępnie Syriusz. - Tylko nie pani Norris! Nie teraz!
- Wiecie co, zasadźmy jej jednego, zdrowego kopniaka i niech się nauczy, żeby nie wtykać swojego kociego nosa w sprawy, które ją nie dotyczą! - zaproponował James.
- Wiecie... To chyba nie jest... - zaczął Remus.
- Co nie jest? Chcesz nam wmówić, że to nie jest kot, Lunatyku?
- N-Nie, ale... Widzicie te obwódki wokół oczu? Zupełnie jak okulary...
W tej chwili przed nimi nie było już małego kota, ale profesor McGonagall. Patrzyła na nich surowym wzrokiem.
- Co wy tu robicie o tej porze?! - wrzasnęła.
- My... eee... no, my byliśmy... no, byliśmy...
- Nie tłumaczcie się! Każdy z was odebrał Gryffindorowi pięć punktów! I macie szlaban! Proszę natychmiast wracać do Wieży! - odwróciła się w stronę schodów i popatrzyła z niedowierzaniem na osobę, która tam stała.
A po drugiej stronie korytarza stała Lily. Było ją dobrze widać z daleka, poprzez płomiennorude włosy. Spuściła wzrok na podłogę i podeszła do McGonagall.
- Nie spodziewałam się tego po pani, panno Evans! Wałęsanie się w nocy po zamku! Jak można?! Za panią też odejmuję Gryffindorowi pięć punktów! I również ma pani szlaban! A teraz do łóżek! I to szybko!
Cała piątka powlekła się do pokoju wspólnego Gryfonów. Przeszli przez dziurę pod portretem i skierowali się do swoich sypialni. Nikt do nikogo się nie odezwał. Zanim Lily zniknęła za drzwiami dormitorium dziewcząt, James uśmiechnął się do niej szczerze, a ona odwzajemniła uśmiech, patrząc na niego tęsknie.
***
Kolejnego ranka zmęczeni Huncwoci siedzieli z Wielkiej Sali z ponurymi minami. Wiatr i mgła na pewno nie poprawiały im nastrojów. Na głos profesor McGonagal, otrząsnęli się z transu.
- Przychodzę w sprawie waszych szlabanów. Pan Pettigrew i pan Lupin: proszę się stawić o ósmej u profesora Slughorna. Pan Black... także o ósmej, do mojego gabinetu. Panna Evans i pan Potter w biurze pana Filcha. Skoro wszystko jasne, życzę miłego dnia.
- Miłego dnia... Miłego dnia, jak szlaban wieczorem... śmieszne... - mruczał Łapa.
- Lilka, wychodzi na to, że mamy razem szlaban! - powiedział odrobinę weselszy James, mierzwiąc swoje włosy. - To chyba fajnie, co nie?
- No nie wiem... Zależy... - jęknęła Lily.
- Wiesz Evans, jak nie chcesz, to ja chętnie pójdę za ciebie na szlaban z Jamesem - powiedziała Vanilia Setil, Gryfonka z czwartego roku.
- Przepraszam, ale to MÓJ szlaban - syknęła Ruda i zajęła się swoim tostem. W myślach dodała jeszcze "i MÓJ James!".
Późnym popołudniem Huncwoci siedzieli w pokoju wspólnym, kończąc wypracowanie z Zaklęć dla Flitwicka.
- Za pięć ósma. Lepiej już chodźmy - przypomniał Peter.
- Co? Oh, racja. No to zobaczymy się w dormitorium!
Peter z Remusem udali stronę lochów, a Syriusz z Jamesem na parter i I piętro. Po chwili i oni musieli się rozstać: Łapa został przed gabinetem McGonagall, a Rogacz skierował się do biura woźnego. Czekała tam już zdenerwowana Lily.
- Cześć Lilka!
- Oh! To ty... Cześć.
- A co ty taka... Nie no, chyba mi nie powiesz, że się stresujesz.
- Eee... No, a co on nam każe robić?
Okazało się, że Filch kazał im segregować kartoteki. Praca ta może nie była ciężka, ale na pewno żmudna, szczególnie dlatego, że Filch nie pozwolił im używać czarów. Siedzieli przy biurku, wkładając odpowiednie kartki do odpowiednich szuflad, podczas gdy Filch przypatrywał się im z niezadowoleniem.
- Bardzo, bardzo żałuję, że nie stosuje się już tych dawnych kar... - jęknął woźny, a na ciele Lily pojawiła się gęsia skórka. - O tak... Wieszano się takich za ręce do sufitu... Albo przykuwało się ich do podłogi... Ahh...Wiele bym dał, żeby znowu usłyszeć te jęki... O tak... - Ruda patrzyła z przerażeniem na Jamesa, który uśmiechał się szczerze. - Ale niee... Dumbledore uważa, że nie powinno tak być... Ale wtedy, żadnemu uczniowi nie przyszłoby nawet do głowy, włóczyć się po nocy, zaczarowywać zbroje, albo błocić w korytarzu...
Nagle z góry dobiegł ich straszliwy huk. Filch poderwał się i wrzasnął na całe gardło "IRYTEK!!!" po czym wybiegł z gabinetu, pozostawiając Lily i Jamesa sam na sam.
- Twój pierwszy szlaban? - zapytał James.
- I to u Filcha...
- Mogło być gorzej - powiedział, szczerząc zęby.
- Dużo tutaj o was... - rzekła Lily, kryjąc rumieniec na twarzy.
- O tak, mamy już własną szufladę, zobacz - wskazał na największe ze wszystkich pudełko, które stało zapełnione na brudnym stole.
- Będzie wam musiał założyć drugie... - mruknęła Lily, wyciągając jedną z kartek i czytając na głos. - "James Potter i Syriusz Black, zaczarowali zbroję na czwartym piętrze, w efekcie czego obrzucały one uczniów wyzwiskami i wulgaryzmami, podwójny szlaban." Jesteście naprawdę dobrzy w zaklęciach.
- Nie tak, jak ty w eliksirach. - Lily znowu zarumieniła się lekko, po czym zaczęła czytać dalej.
- "James Potter, Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew, odpowiedzialni za rzucenie uroku na Davida Pollinsa, osoba ta wylądowała w Świętym Mungu z dynią, zamiast głowy. Dwutygodniowy szlaban...".
- Mogę cię o coś zapytać, Lily?
- A tak, oczywiście.
- Co ty robiłaś na korytarzu tak późno?
Teraz Ruda naprawdę spłonęła rumieńcem.
- Będziesz się śmiać, jak ci powiem.
- Obiecuję, że nie będę.
- No bo... Opowiadałeś mi o tej kuchni... ze Skrzatami Domowymi i w ogóle... No i ja chciałam to zobaczyć. I szukałam tej kuchni po całym zamku! Ale jej nigdzie nie ma! Nigdzie, James, nigdzie! - skończyła mówić, a Rogacz z trudem powstrzymał śmiech.
- Jest ukryta. Normalnie uczniowie nie powinni tam chodzić.
- Gdzie ona jest?
- Och, po lewej stronie od Sali Wejściowej jest korytarz. A na jego końcu jest obraz takiej misy z owocami. Wystarczy połaskotać gruszkę, a ona marszczy się i zamienia w klamkę. To cały sposób!
- Skąd o tym wiedzieliście?
- Huncwockie sposoby - powiedział James i uśmiechnął się szeroko. - Jak chcesz, to możemy tam kiedyś pójść.
- Noo... Dobrze, ale nie dzisiaj. Nie chcę kolejnego szlabanu.
- Nikt nas nie zauważy!
- Innym razem. Ale pójdziemy na pewno. Obiecuję.
W kieszeni Jamesa nagle coś zawirowało. Włożył tam rękę i zobaczył lusterko. Znów wyszczerzył zęby, gdy zobaczył w odbiciu lustra twarz Syriusza.
- Siemasz, Łapciu!
- Jak ci idzie Rogacz? Ja już kończę... Kazała mi czyścić puchary w Izbie Pamięci, dobrze że zapomniała, że robiłem to pod koniec ubiegłego roku. Jest dużo mniej roboty. A Wam jak idzie?
- Segregujemy kartoteki. Pamiętasz Pollinsa?
- Tego wieśniaka, któremu zamieniliśmy głowę w dynię?
- Tak! A Filchowi już na nas miejsca zabrakło!
- To nie ma go z wami?
- Irytek coś narozrabiał... Będę musiał mu osobiście podziękować. Zostałem sam na sam z Lily Evans! Kapujesz?
- Ooo... Tylko się nie zagalopujcie. Dobra, ja spadam bo McGonagall wraca. Do zobaczenia w pokoju wspólnym!
- Pa Łapo! - James schował lusterko do kieszeni i spojrzał na Lily, która przyglądała się mu z zaciekawieniem.
- Co to? - zapytała.
- To? Jeden ze sposobów porozumiewania się, kiedy mamy oddzielne szlabany. Bardzo pożyteczne, bardzo...
- Słuchaj James... Filch... Dlaczego on nie ma różdżki?
- Nie wiedziałaś? On jest charłakiem.
- Co? Filch charłakiem?
- Tak... Dowiedzieliśmy się o tym z Syriuszem na drugim roku.
- Długo go nie ma. Ciekawe gdzie jest...
- Właśnie idzie - powiedział szczęśliwy Rogacz, kiedy w gabinecie pojawił się zarys postaci Argusa Filcha, klnącego pod nosem.
- Koniec szlabanu! Zmykać! Chociaż… nie na długo, prawda, panie Potter? – rzekł woźny z kpiącym uśmiechem na twarzy. – Coś mi się wydaje, że zobaczymy się już jutro…
- A dlaczego to?
- Coś się zdaje, że ktoś na was doniósł… O pewnym incydencie z Severusem Snapem.
- Do widzenia panu! –zawołał szybko James i zamknął drzwi.
Szli do wieży Gryffindoru w milczeniu. Kiedy weszli do Pokoju Wspólnego, Lily odważyła się zapytać:
- O jakim incydencie on mówił?
- Co? Aaa… Dzisiaj troszkę daliśmy się ponieść emocjom...
- Co?! Znowu Snape?! Co on wam zrobił?!
- Tylko mi nie mów, że ci go żal.
- Myślałam, że dorośliście! Jesteście okropni! Wyżywacie się na nim…
Ruda ruszyła w stronę drzwi do swojego dormitorium, rzuciła ostatnie pogardliwe spojrzenie Jamesowi i wycedziła przez zęby:
- Dziękuję za wspaniały szlaban, Potter.
Rogacz stał przez chwilę w milczeniu, po czym ruszył do swojej sypialni. „A jeszcze parę minut temu byłem dla niej Jamesem…” pomyślał i nie przebierając się w piżamę, rzucił się na łóżko.
Mam mieszane uczucia, jeśli idzie o ten FF. Z jakiegoś powodu odczuwam, że nie przykładasz się do pisania. Już we wcześniejszych częściach zwrócono uwagę na przesyt dialogów, brak opisów... a tutaj znowu akcja jest przegadana. Niektóre żarty wyszły ci lepiej inne gorzej, jednak ciężko to naprawdę odczuć, jeśli nie opisujesz emocji. Plusem jest to, że przecinki stawiasz dobrze. Zdarzyło ci się kilka głupich błędów, które o tyle mnie zdziwiły, że podkreślają się na czerwono.
Co do samej historii, to niestety taka wizja Huncwotów średnio do mnie przemawia. Każdy ma jednak prawo do władnej interpretacji, może też jestem za stara na historie z cyklu "jesteśmy bałwanami". Mimo to słodkie są sprzeczki Jamesa i Syriusza, chociaż musisz popracować nad ich charakterami - oni jednak byli różni, a u ciebie są identyczni. To, co powiedział James, równie dobrze mógłby rzucić Syriusz i odwrotnie.
Tyle ode mnie. Powodzenia w pisaniu dalszych części!