Znamy już prawie całą przeszłość świata czarodziejów Rowling (bo niektóre rzeczy jeszcze się kryją przed naszym wzrokiem) i kompletnie nie znamy jego przyszłości. Ale już niedługo spadnie zasłona tajemnicy, gdy figury czarodziejskich szachów rozpoczną ostatnią - niestety - partię tej gry.
Dobrze jest nie wiedzieć. Dobrze jest czekać, w nadziei, że jeszcze wszystko jest możliwe. Może powstać kilkaset teorii (i zapewne tyle już powstało) i każda będzie równie dobra, bo nie ostateczna. Ale gdy się ukaże ostatni tom (chyba źle, że wiemy, iż jest on ostatni) to wszystko nagle się skończy. Nie będzie już na co czekać i to właśnie najtrudniej jest sobie teraz wyobrazić.
Świat opisany przez Rowling jest tak sugestywny, jakby istniał gdzieś obok nas, a ona opisała go na swój wyjątkowy barwny sposób, wysłuchując relacji autentycznych świadków tych wydarzeń. I poniekąd jest to prawda - sama pisarka przyznała, że Harry'ego nie wymyślała żmudnie, odrzucając kolejne wizje, ale objawił się jej podczas jazdy pociągiem. Podobnie jak potem cała reszta tego magicznego świata. Nie miała odczucia, że to wymyśla (może oprócz quidditcha), ale że "odkrywa" coś, co już istnieje... Może dlatego nasz świat, zafascynowany tym magicznym, traktuje go niemal jak rzeczywistość równoległą?
Jeszcze teraz w naszej świadomości są same pytania: o naturę poczynań Snape'a, o śmierć Syriusza i Dumbledore'a, o losy Harry'ego, Hermiony i Rona. Wszyscy życzymy śmierci Voldemortowi, Snape powinien okazać się dobry, a śmierć dyrektora Hogwartu sfingowana. Chcielibyśmy, żeby Lupin zwyciężył w walce Greybacka i już jako człowiek, nie wilkołak, był szczęśliwy z Tonks.
Ideałem byłoby zakończenie, w którym dobro zwycięży, choćby dlatego, że w tym magicznym świecie już stoczyło ciężką walkę ze złem. Ale Rowling też nam pokazała, że ta walka nawet jeśli będzie wygrana, pociągnie za sobą ofiary. I tak już się stało.
Po siódmym tomie pozostanie nam uczucie spełnienia, długo na to czekaliśmy. Ale jeszcze większy będzie niedosyt. Niewielu z nas wyobraża sobie, że miałby to być koniec, ale wszyscy będziemy się musieli z tym pogodzić. Pozostaną jeszcze filmy, jeszcze nasza wyobraźnia dokarmi się wizjami reżysera i będziemy mieć szansę przeżyć to na nowo. Ale nie można będzie już czekać, tak chciwie czekać na dalsze losy tego świata. Teraz jeszcze trwa gorączka, wszystko jest możliwe. Ale już niedługo.
A potem... już tylko reminiscencje wielkiego szaleństwa, zwanego potteromanią, ogólnoświatowego trendu, pewnej szczególnej wspólnoty naszych fantazji.
A na stałe pozostanie coś najważniejszego - siedem (może osiem, kto wie?) tomów jednej z najbardziej niesamowitych książek wszech czasów. Filozoficznej, opartej na archetypach i przez to tak nam bliskiej, historii walki dobra ze złem. Pięknej i uniwersalnej.
Naszej.
Podziwiam Twoją umiejętność doboru wykwintnych słów, a właściwie można to nazwać perełkami. Wszystko mi się podoba: artykuł z przesłaniem - uświadamia nam, że wszystko co ma początek, ma też koniec, i chciałoby się powiedzieć: "Do boju Potteromaniacy! Nie wszystko jeszcze stracone!" ;-)