Kontynuacja opowieści o Lenie i Aleksie.
***Ona***
Czuję się wspaniale... Ten wiatr we włosach. Poczucie wolności i swobody. Cudowny zapach wiatru, który otula moją twarz. To jedyne, czego mi w życiu potrzeba. Wiszę między niebem a ziemią. Mogę teraz zrobić dosłownie wszystko. Wystarczy chcieć...
Nagle słyszę koło swojego ucha świst tłuczka. Mocniej chwytam trzonek miotły żeby nie runąć na ziemię. Rozglądam się dookoła i dostrzegam uśmiechniętą twarz pałkarza Hufflepuffu. Posyłam mu wściekłe spojrzenie i odlatuję.
To nasz pierwszy mecz w tym sezonie. Jeszcze do końca się nie rozkręciliśmy, ale to tylko kwestia czasu. W zeszłym roku zdobyliśmy drugie miejsce, więc teraz na pewno wygramy.
W drużynie gram od trzeciej klasy. Przyjęli mnie i Raven do drużyny po tym, jak wykradłyśmy miotły, żeby pościągać się wokół stadionu. Jestem ścigającą, a Raven została szukającą. Ucieszyłam się niezmiernie, kiedy kapitan naszej drużyny po tym wyskoku zamiast wlepić mi karę, mianował mnie ścigającą.
Rozglądam się po boisku. Raven z każdą chwilą jest bliżej złapania znicza, a ataki Puchonów na nasze obręcze kończą się fiaskiem. Podlatuję do pozostałych ścigających naszej drużyny, Marka i Jima, i wspólnie rozpoczynamy nasz popisowy atak na obrońcę Hufflepuffu. Jim z kaflem w ręce pokonuje obronę Puchonów. Przekazuje kafla Markowi. Ten szykuje się do strzału. Obrońca przeciwnej drużyny, cały spięty, czeka na jego ruch. Mark robi zamach i... kafel ląduje w moich rękach. Kompletnie zdezorientowany obrońca nie ma pojęcia co się stało. Nawet nie zauważa, kiedy podlatuję do obręczy i zdobywam kolejne punkty.
- Piękna akcja Krukonów! - krzyczy komentator. - Puchoni przegrywają pięćdziesięcioma punktami! Czy zdążą odrobić straty?!
Trybuny Ravenclawu szaleją z radości. Krukoni skandują nasze imiona, wyrzucając w górę szaliki, czapki i rękawiczki. Widząc ich radość, sama się uśmiecham. Oni w nas wierzą i to daje mi siłę.
Po chwili podlatują do mnie Jim i Mark. Obaj bracia trafili do Ravenclawu, ale na tym podobieństwa się kończą. Mark ma czarne, krótkie włosy i szare oczy, natomiast Jim dłuższą, brązową czuprynę i oczy koloru morza.
- To co? - pyta Jim. - Dajemy im fory?
- Nie ma mowy! - wykrzykuję. - Poza tym i tak nie mamy na to czasu. Patrzcie!
W momencie, kiedy gracze Hufflepuffu szykują się do kontrataku, Raven wyciąga rękę po znicz. Centymetry dzielą ją od schwytania złotej piłeczki.
- Zaraz! Czy to szukający Krukonów? Tak! Raven złapała znicz! Ravenclaw wygrywa!
Raven unosi w górę pięść ze zniczem. Wszyscy zaczynają krzyczeć, śmiać się i wariować ze szczęścia. Uśmiecham się lekko. Widać, że Quidditch jest powołaniem Raven. Ona, tak samo jak ja, czuje się w powietrzu pewniej niż na ziemi. Podlatuję do niej.
- Pierwszy mecz w sezonie i już zwycięstwo. Trzeba to jakoś uczcić.
- Super - cieszy się czarnowłosa. - Chyba dzisiaj już nie zasnę.
- Witaj w klubie! - I wspólnie, śmiejąc się, zlatujemy na ziemię.
Jesteśmy już w czwartej klasie. Niewiarygodne, jak szybko minął ten czas. Może dlatego, że niewiele się działo podczas tych trzech lat. No może poza tym, że na trzecim roku prawie podpaliliśmy Zakazany Las. Każdego dnia, przez te trzy lata, uświadamiałam sobie, że to jest moje miejsce. Nie ma znaczenia, jak dużo nauczyciele od nas wymagają ani ile meczy przegramy. Zawsze będę kochać Hogwart. Nawet jeśli za kilka lat będę musiała go opuścić...
Wychodząc ze stadionu, od razu zauważamy Amelię. Stoi z boku, obejmując Jima. Od kiedy są razem, mam wrażenie, że między nami a nią powstała pewnego rodzaju przepaść. I mimo, że nadal się przyjaźnimy to i tak wiem, że gdyby miała wybierać, zostałaby z Jimem.
- Cześć! - wykrzykuje uradowana dziewczyna. - Gratuluję zwycięstwa.
Raven uśmiecha się do przyjaciółki.
- Zamierzam dzisiaj świętować aż do rana.
- Mogę się założyć o dychę, że zaśniesz po godzinie - mówię i wszyscy wybuchamy śmiechem. Mark, stojący koło mnie, krzywi się na widok czegoś, co jest za moimi plecami.
- Ładny mecz - słyszę po chwili znajomy głos.
Odwracam się i widzę dobrze mi znaną twarz Layli.
- Ładny, nie przeczę - popiera siostrę Carter. - Ale to nie wystarczy, żeby nas pokonać.
Rodzeństwo z Gryffindoru także należy do swojej drużyny. On jest pałkarzem, a ona ścigającą, tak jak ja.
- Wątpię - syczy Mark. Na drugim roku pobił się z Carterem. Nie wiem, z jakiego powodu.
- Ale się zrobiło późno - komentuje Raven i chwyta Marka za nadgarstek. - Chodź, Mark. Pomożesz mi przygotować jedzenie na imprezę.
Naburmuszony chłopak daje się prowadzić w kierunku Hogwartu. Patrzę przepraszająco na Laylę i ruszam za nimi do pokoju wspólnego.
- Podobał wam się mecz? - pytam, żeby rozładować atmosferę.
- Jasne - podejmuje Raven. - Wygraliśmy! Jak mogłoby mi się to nie podobać.
- A tobie Mark? - zwracam się do chłopaka. Mark zerka w moją stronę. W jego oczach jest coś... nie potrafię tego opisać słowami.
Zaprzyjaźniłam się z nim już w pierwszej klasie. Razem z dziewczynami siedziałyśmy przy stole w Wielkiej Sali. Wstając, potknęłam się o własne nogi. Kiedy leciałam w kierunku kamiennej posadzki, ktoś mnie podtrzymał. To był Mark. Od tamtego czasu spędzamy w trójkę (ja, Mark i Raven) każdą wolną chwilę.
- Nie było najgorzej - odpowiada w końcu chłopak. - Choć Jim mógł dać z siebie więcej.
- Znowu to samo - wzdycham teatralnie.
Raven cicho chichocze.
- Przestań się go czepiać - mówię stanowczo. - Marudzenie źle wpływa na cerę.
Mark odburkuje coś pod nosem, a ja i Raven zanosimy się niepochamowanym śmiechem.
Kiedy wchodzimy do zamku, skręcam w stronę lochów.
- Dołączę do was na górze. - A widząc ich zaciekawione miny, dodaję: - No co? Do toalety idę.
Moi przyjaciele jedynie kręcą głowami i po chwili już ich nie widać.
***On***
Opieram się plecami o zimną ścianę, niedaleko wejścia do pokoju wspólnego. Spuszczam wzrok i wodzę spojrzeniem po strużkach wody, powoli płynących przed siebie.
Uczę się w tej szkole już od czterech lat. Cały czas chodzę tymi samymi korytarzami, siadam przy tym samym stole, śpię w tym samym łóżku. I mimo tylu dni spędzonych w tym miejscu, nadal czuję się... dziwnie. Nie mogę się wyluzować w towarzystwie Ślizgonów, a tym bardziej Shiry, która z każdym dniem na nie naciska, jakbym był jej własnością. Pozostali nie są lepsi. Szydzą z pierwszorocznych, potępiają szlamy, śmieją się ze wszystkiego i wszystkich. Mnie też powinno to sprawiać radość, ale tak nie jest. Ja po prostu tu nie pasuję...
Właśnie mam wejść do pokoju wspólnego, kiedy w oddali słyszę czyjeś równomiernie kroki, odbijające się echem od ścian. Czekam aż zza rogu wyłoni się jakiś Ślizgon, ale zamiast ucznia domu Węża dostrzegam uczennicę Ravenclawu. Ona dostrzega mnie w tym samym momencie, kiedy ja ją. Wydaje się trochę zdziwiona, widząc mnie tutaj.
- Aleks - mówi cicho. - Cześć...
- Witaj, Leno - odpowiadam spokojnie. - Jak tam mecz? Słyszałem, że wygraliście.
- Tak, wygraliśmy. - Krukonka unika mojego spojrzenia. Zaciska dłonie w pięści i kieruje się w stronę łazienki. Staję jej na drodze.
- Dokąd się tak spieszysz? - pytam z rozbawieniem.
- Organizujemy imprezę z okazji wygranej - tłumaczy dziewczyna i patrzy mi prosto w oczy. - Rozumiesz więc chyba, że lekko się spieszę.
Lena okrąża mnie i znika w toalecie.
- Poczekam! - krzyczę za nią. - Mam czas.
Od kiedy przydzielono mnie do Slytherinu, Lena unika mnie jak ognia. Omija Ślizgonów szerokim łukiem, w tym i mnie. Staram się widywać ją jak najczęściej i wymyślać coraz to nowe preteksty, by się do niej zbliżyć.
Wydoroślała przez te cztery lata. Jest wyższa, mądrzejsza i piękniejsza. Kiedy ją widzę, czuję motylki w brzuchu i wiem, że ja też nie jestem jej obojętny. Widzę, jak na mnie patrzy. Poza wstrętem i odrazą jest też tęsknota i smutek. Dostrzegam to za każdym razem, gdy jest w pobliżu.
Kiedy Lena wychodzi z łazienki, uśmiecham się do niej.
- Nie spieszyłaś się - zauważam.
- Bo nie musiałam - odpowiada głosem pozbawionym emocji.
- Dlaczego mnie unikasz? - Rozbawienie ustępuje miejsca powadze. - To trochę irytujące.
- Nie widzę powodu, by się z tobą spotykać.
- Wiem, że to nieprawda - mówię chłodno. - Widzę, co do mnie czujesz.
Lena napina wszystkie mięśnie i wypala:
- Czemu cię tak bardzo obchodzę?! Czemu nie zostawisz mnie w spokoju?! Nawet jeśli coś czuje, to nie ma to znaczenia. Nie będę z tobą, choćbyś nie wiem co zrobił! Nie chciałam, nie chcę i nigdy nie nabiorę ochoty by z tobą być, rozumiesz?!
W pierwszej chwili nieruchomieję. To, co powiedziała, dotknęło mnie. Mocno.
Lena patrzy mi w oczy. Przez chwilę mam wrażenie, że się rozpłacze, ale odwraca się tylko i znika w jednym z korytarzy.
Długo stoję tam, układając sobie w głowie wszystko, co mi powiedziała. Potem podchodzę do wejścia do pokoju wspólnego, podaję hasło, wlokę się do dormitorium i padam na łóżko. Teraz już wiem, co to znaczy mieć złamane serca. O ile ja w ogóle mam serce...
Przyznam się, że mam mieszane uczucia teraz. Kiepsko, jeśli idzie o język, wypadł ci początek. Chodzi mi o powtórzenia głównie, bo przecinki czy literówki mi nie przeszkadzały. Potem już było dużo lepiej, nawet się wciągnęłam.
Fabuła to znowu odwrotnie - bardzo przyjemny początek, potem gorzej. Dlaczego? Bo widzę w tym romans, a ja nie potrafię zrozumieć tak dramatycznych uczuć między tak młodymi ludźmi. Jakaś taka delikatna, powolutku rozwijająca się miłość jest w porządku, ale te tragiczne "Widzę, co do mnie czujesz." i " Nawet jeśli coś czuje, to nie ma to znaczenia. " po prostu do mnie nie przemawia. Jednak to moje osobiste odczucia i tak życzę ci powodzenia w pisaniu, bo naprawdę świetnie wychodzi ci kreowanie postaci. Mimo ich natłoku potrafię odróżnić bohaterów, wydają mi się ciekawi, potrafię też zainteresować się ich losem. A to bardzo fajnie, bo zdarza się dosyć rzadko. Kojarzy mi się nawet z JKR. Powodzenia w tworzeniu!
Mam jednak pytanie - nie do końca rozumiem, dlaczego zmieniłaś tytuł i zaczęłaś to jak nowe ff. Ktoś może nie znaleźć poprzednich części. Jeśli chciałaś mieć tytuły rozdziałów, to wystarczyło napisać je w opisie czy też na początku samej historii.