Uwaga! Tekst zawiera nieznaczne ilości wulgaryzmów.
***Ona***
- Jesteś pewna, że to tak ma wyglądać? - W głosie Raven słychać powątpiewanie.
- Oczywiście - odpowiadam z przekonaniem. - Nie robię tego przecież pierwszy raz.
- No tak, ale...
- Oj wyluzuj! To tylko impreza!
Wspólnie z Raven i Markiem jesteśmy w pokoju wspólnym Gryffindoru i organizujemy imprezę z okazji naszego zwycięstwa.
- Ostrożnie! - krzyczy dziewczyna, kiedy o mało co nie upuszczam wiadra z brokatem.
- Ale jesteś spięta - wzdycham i kręcę głową.
- Daj jej spokój. Wiesz, że niezbyt często uczestniczy w takich zabawach - broni przyjaciółkę Mark.
- Jak sobie chcecie! Możemy jeszcze założyć ochraniacze i przywiązać sobie do tyłków poduszki.
Raven mimowolnie parska śmiechem. Nagle od strony wejścia do wieży słychać skrzypnięcie.
- O nie! Już idą. Mark, kurcze, pospiesz się!
Chłopak właśnie kończy ustawiać na stole przekąski.
- A gdzie muzyka? - pytam z przestrachem.
- Tutaj! - Raven wskazuje na stary gramofon.
Patrzę na nią z niedowierzaniem i jednym ruchem ręki zmieniam tego starego rupiecia w nowoczesny sprzęt grający. Dokładnie w tej samej chwili w naszym pokoju wspólnym pojawia się masa uczniów. Na rękach noszą pozostałych członków drużyny. Krukoni, widząc wspaniale udekorowaną salę, zaczynają śmiać się, wymieniać uwagi i wypytywać o coś do picia.
- Witamy na naszej imprezie! - zaczyna Raven, starając się przekrzyczeć rozgadanych uczniów. - Bawcie się dobrze! A teraz... muzyka!
Z nowiuśkiego stereo wydobywają się dźwięki skocznej muzyki i momentalnie uczniowie poruszają się w jej rytm. Mimo, że ich codziennym zajęciem o tej godzinie jest nauka i czytanie książek, to dzisiaj postanowili cieszyć się razem z nami. Dziewczyny cały czas chichoczą, a chłopacy stoją oparci o ścianę z piwem w ręku. Marszcząc nos, przeciskam się przez tłum w poszukiwaniu Marka. Znajduję go, siedzącego na krześle i z herbatą w ręku. Patrzę na niego spod zmrużonych powiek.
- Skąd tu się wziął alkohol? W naszej wieży!
- Spokojnie! Wyluzuj się. To nic takiego. Przecież nikt się nie dowie.
- Nikt się nie dowie?! Do jasnej cholery, Mark! Każ stąd zabrać to świństwo! Ale już!
Mark wstaje, a mijając mnie szepcze:
- Myślałem, że lubisz się bawić.
Właśnie mam mu odpowiedzieć jakąś ciętą ripostę, kiedy on po prostu podchodzi do jakiejś dziewczyny i zaprasza ją do tańca. Nieufnie śledzę każdy jego ruch. Jest lekko przymulony i patrzy na wszystko jakby niewidzącym wzrokiem. Przerażenie rozrywa mi powieki. On też to pił! Przecież jeszcze wczoraj mówił, że nie wypije alkoholu do osiemnastki. Nagle w całym pomieszczeniu robi się strasznie duszno i gorąco i chyba nikt prócz mnie tego nie zauważa. Jim w najlepsze tańczy z Amelią, a Raven nie odchodzi na krok od stolika ze smakołykami. Wszyscy tańczą i śpiewają słowa piosenki. Rozglądam się, zrozpaczona. Muszę wyjść na powietrze. Szybko kieruję się w stronę wyjście. Kiedy w końcu jestem na korytarzu, ból rozsadza mi czaszkę.
- A niech to szlag - szepczę do siebie i chwiejnym krokiem zbiegam po schodach. Po dłuższym czasie wybiegam z zamku. Jest zimniej niż przypuszczałam, moje ramiona pokrywają się gęsią skórką. Żeby zanadto nie zmarznąć biegnę w kierunku stadionu do Quidditcha. Znajduje się tam moja miotła: Nimbus 2001. Dostałam go rok temu od rodziców zaraz po przyjęciu do drużyny. Od tamtego czasu używam jej niemal codziennie.
Kiedy w końcu docieram na miejsce, wchodzę do małego pomieszczenia, niedaleko szatni. Szybko porywam moją piękną, czarną miotłę i wylatuję na niej w kierunku błoni. Nikt raczej mnie nie zobaczy, szczególnie o tej porze.
Kieruję miotłę na wyższe tory i już po chwili latam wśród chmur. Nie zabawiam tam jednak zbyt długo, gdyż jest okropnie zimno. Zniżając lot, muszę mrużyć oczy, żeby dostrzec trzonek miotły. Nagle czuję ostry powiew wiatru z prawej strony. Zaraz potem następny z lewej. Z przerażeniem orientuję się, że to Wierzba Bijąca. Staram się stamtąd wydostać, lecz to na nic. Po chwili słyszę głuche uderzenia, a potem czuję przeszywający ból w okolicach pleców. Nagle z mojego gardła wydobywa się mrożący krew w żyłach krzyk. Puszczam miotłę i zaczynam lecieć w dół. Zanim zamykam oczy, patrzę w stronę zamku. Że środka wybiega kilka postaci. Potem nie widzę już nic...
***On***
Postanawiam nie iść dzisiaj na kolację. Na razie nie mam zbytniej ochoty siadać wśród Ślizgonów. Zamiast tego kieruję się do biblioteki. Nie cierpię tego miejsca, ale może znajdę tam coś ciekawego. Kiedy wchodzę do środka, od razu uderza mnie zapach pergaminu i kurzu. Krzywię się i podchodzę do biurka bibliotekarki.
- Czym mogę ci służyć? - pyta uprzejmie.
- Szukam księgi o rodzie Nightów. Ma pani coś takiego?
- Oczywiście! Poczekaj chwilę.
Bibliotekarka wstaje i podchodzi do regału w dziale: "Znamienite rody czarodziejów". Po kilku minutach zdejmuje z półki odpowiednią książkę. "Wśród rodzin Ministerstwa". Bibliotekarka kartkuje książkę i zatrzymuje na jednej ze stron.
- Proszę bardzo - mówi i wraca do swoich spraw. Ja natomiast z księgą w ręku spadam przy jednym ze stołów i zaczynam czytać.
"Ród Night'ów, podobnie jak Malfoy'ów czy Black'ów, jest znany z czystości krwi. Wszyscy jego członkowie należeli do Slytherinu. Od wieków są bardzo związani z Ministerstwem, zajmują tam ważne stanowiska. Niepokojący jest jednak fakt, że mają skłonność do nagłych wybuchów agresji. Niektórzy sądzą, że Night'owie skrywają sekret wielkiej wagi. Sekret, który już niedługo może wyjść na jaw..."
Z osłupieniem patrzę na przedartą kartkę.
- O co tu chodzi? - pytam sam siebie. Ktoś wyrwał dalszą część. Po co? Ze zmarszczonym czołem wyglądam przez okno. Gęste, deszczowe chmury... Niedługo zacznie padać.
Przecieram palcami oczy i wychodzę z biblioteki. Po drodze do Lochów wpadam na chwilę do kuchni i biorę kilka owoców, bo mój żołądek zaczyna trawić sam siebie.
***
Tej nocy kręcę się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Jak tylko zamykam oczy, widzę twarze rodziców, dziadków, pradziadków... Jaką tajemnicę skrywają? I czemu ja nic o tym nie wiem? W takiej sytuacji mam tylko dwa wyjścia: albo siedzieć bezczynnie i głowić się nad tym, albo wziąć sprawę we własne ręce i dowiedzieć się co tu jest grane.
To zabawne, że znowu ja dodaję twoje ff. Chyba jesteś na mnie skazana.
Mogłabym napisać to, co poprzednim razem, bo poziom wciąż utrzymuje się ten sam. Mam tylko prośbę - postawienie dwóch przecinków to nie jest cudzysłowie. To wygląda naprawdę paskudnie.
Cieszy mnie, że główna bohaterka nie jest super fajną nastolatką, która zachlewa się na imprezach. Taki obraz młodzieży mi się podoba. Ogólnie część o Niej była ciekawa, zwłaszcza ten wypadek. Z kolei On wyszedł trochę nudnawo, ale zobaczymy, jak to się rozwinie.
Powodzenia!