Rose Weasley zaczyna piąty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Ten rok rozpoczyna się obawami. Rose boi się, że nadszedł czas gdy świat pozna jej sekret, tajemnicę, o której wie, tylko jej brat, Hugo. Ponadto w pociągu spotyka kogoś któ
Był wietrzny, późny wieczór. Rose siedziała w fotelu, pijąc piwo kremowe. Była bardzo zmęczona. Cały dzień latała na miotle, ze swoim bratem i przyjaciółmi. Nie była zbyt dobra w Qudditchu, ale jej brat miał niepełną drużynę, więc się zgodziła, czego później pożałowała.
Teraz napawała się ciszą. Miała czas na rozmyślanie. Jutro zaczyna piąty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Była bardzo zdenerwowana, chociaż spędziła tam już cztery lata. Książki, szaty, ubrania, były już dawno przygotowane w walizkach, a jednak bała się.
Czasami bardzo przypominała swoja matkę, siedziałaby z nosem w książce cały czas, gdyby nie jej krewni i przyjaciele.
Te wakacje spędziła bardzo aktywnie, ba nawet otarła się o śmierć, gdy pana Potter'a chciał zabić jeden z byłych Śmierciożerców.
Czas płynął szybko, ale nie dla niej. Rose miała bowiem pewną tajemnicę i bała się, że ktoś się o niej dowie.
Była tylko jedna osoba, która o niej wiedziała, która ją na tym nakryła. Jej brat, Hugo.
Czasami używał jej tajemnicy przeciwko niej, by ją szantażować, ale był dobrym bratem i wiedziała, że jest ostatnią osobą, która mogłaby wyjawić jej sekret.
- Co robisz Rose? - usłyszała głos za sobą i aż podskoczyła.
Odwróciła głowę i zobaczyła swoja babcię. Trzymała ręce na biodrach i tupała nogą.
- Powinnaś już dawno spać! Mówiłam, że od września macie chodzić spać wcześniej!
Rose odłożyła piwo kremowe.
- Babciu, ale ja zaraz pójdę do łóżka, tylko..
- Żadne tylko! - przerwała jej - na górę! - wskazała palcem na schody i patrzyła prosto w oczy Rose wzrokiem, którego nie mogła znieść, więc wstała i pomaszerowała we wskazanym kierunku, zostawiając niedokończone piwo kremowe na stoliku.
Rose bardzo kochała swoją babcie Molly, ale czasami miała dosyć jej nadopiekuńczości.
W Norze mieszkała prawie całe lato, ze swoja rodziną i rodziną Potterów. Właściwie Nora (dom jej dziadków) była jej drugim domem, bardzo często tu bywała i była zżyta z jej domownikami, a zwłaszcza z babcią.
Przekroczyła ostatni stopień schodów i podeszła do pierwszych drzwi na lewo. Zatrzymała się i najciszej jak mogła otworzyła drzwi. Ledwie co widziała, ale nagle zobaczyła światło. Podeszła bliżej i wyciągnęła rękę. Światło zniknęło. Domyśliła się co to i chwyciła niewidzialny materiał. Tak jak myślała, Hugo i Albus ukrywali się pod peleryną niewidką. Siedzieli nad książkami, z wyciągniętymi różdżkami.
Przestraszyli się Rose i równo krzyknęli.
- Ciii! - uciszyła ich Rose, trzymając palec przy ustach.
- Wystraszyłaś nas, myśleliśmy, że to babcia - oznajmił Hugo i razem z Albusem odetchnęli.
- Co wy wyprawiacie? - zapytała Rose wgapiając się w książkę, którą zakrywał Albus.
Nosiła tytuł "Zaklęcia podstawowe w pogodzie".
- Bądźcie cicho i idźcie spać, bo będzie źle jak babcia się dowie, że wzięliście książki mamy.
Odwróciła się i poszła w przeciwnym kierunku, by się położyć w swoim łóżku.
***
Stała przed domem. Wiał mocny wiatr. Było okropnie zimno, a ona była ubrana, tylko w cienką i delikatną tunikę o złotawym kolorze. Jej rude włosy były rozpuszczone i lśniące. Spojrzała na swoje stopy, były bose.
Trawa na której stała była wilgotna. Panowała głucha cisza, jakby nie było ani jednego człowieka na Ziemi. Rose odwróciła się i powoli zaczęła iść w stronę Nory.
Zatrzymała się przed drzwiami. Odchyliła je.
Zobaczyła swoich rodziców ruszających ustami, rozmawiali, a jednak nie wydawali żadnych dźwięków.
Babcia wymachiwała rękami, przed Lily i Hugo. Pan Potter pił herbatę. Niby wszystko wyglądało normalnie, ale inaczej, jakby czas przemijał strasznie wolno. Wszyscy niby się ruszali, ale tak wolno, że ledwie można było dostrzec ruch.
Nikt nie zauważał Rose, która tam stała cały czas. Chciała dotknąć swojego dziadka, Artura, ale jakby przenikła przez niego.
Łzy popłynęły jej z oczu. Krzyknęła z całej siły ale nikt jej nie słyszał. Padła na ziemię i płakała.
***
- Wstawaj Rose - Usłyszała głos mamy i natychmiast się ocknęła. Światło przeszyło jej oczy.
Była zalana potem. Znowu to samo, ten okropny sen.
Czy to się nigdy nie skończy?
Rose śnił się ten sam koszmar od miesięcy, prześladował ją niemalże każdej nocy.
Wiedziała dlaczego, to przez ten jej głupi sekret, a właściwie umiejętność, przez którą cierpi, przez którą się boi. Gdy była mała zdarzył się jej wypadek, od tamtej pory potrafi coś ,czego chyba żaden czarodziej nie potrafi zrobić samodzielnie...potrafi PRZENOSIĆ SIĘ W CZASIE.
- Hugo, idź obudź Jamesa i Lily - jej mama spojrzała na nią - wszystko w porządku?
- Tak - skłamała - już wstaję.
- Hermiono, gdzie płożyłaś tą torbę ? - do pokoju wszedł ojciec Rose, Ronald Weasley.
Rose przetarła oczy (nawet teraz miała ochotę płakać) i wstała.
- Ubierz się szybko, zaraz jedziemy - odezwała się po chwili Hermiona - a ja pomogę ojcu - spojrzała
na męża i się uśmiechnęła, a on mrugnął jednym okiem do Rose.
Gdy już wyszli, zaczęła się przebierać.
.......
Stali przed pociągiem Express Hogwart. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień.
Rose bardzo się denerwowała.
Co jeśli znowu to zrobi? Jeśli znowu popełni błąd?
Patrzyła jak rodzice żegnają Hugo i dzieci Potterow. Ginny Potter mocno ściskała swoją córkę, Lily. James już wsiadał do pociągu i machał na pożegnanie. Rose tak bardzo kochała swoich rodziców, że może dlatego nie chciała, by wiedzieli o jej tajemnicy, by się martwili. Codziennie bała się tego, że ich na coś narazi. W końcu podeszli do niej i jej matka pierwsza zaczęła ja ściskać do siebie.
- Będziemy strasznie tęsknić - Hermiona miała oczy we łzach, wytarła je i uśmiechnęła się szeroko.
Ron podszedł do córki, objął ją i pogłaskał po głowie.
- Opiekuj się Hugo.
Rose kiwnęła głową i pożegnała się z Harrym Potterem i jego żoną.
- Powodzenia! - krzyknął pan Potter, gdy już wszyscy byli w pociągu i machali.
Pociąg ruszył.
Stała na korytarzu i patrzyła w okno jeszcze chwilę, zanim zniknęli jej z oczu rodzice. Będzie bardzo tęsknić. Chociaż tak będzie może lepiej, bezpieczniej?
- Rose, idziesz?
- Tak, tak już idę.
- Znajdźmy wolny przedział - Lily szła przodem, zaglądając do przedziałów, czy nie ma wolnych miejsc.
- Lily! Zaczekaj! - usłyszała głos za sobą.
Rose odwróciła się. Dziewczyna z klasy Lily przeciskała się przez innych i machała w ich stronę.
Miała długie brązowe włosy i błękitne oczy.
- Cześć! - spojrzała na Rose od stóp do głów, a potem zwróciła się do Lily.
- Idziesz ze mną? Razem z Sarą i Penelopą już na ciebie czekamy. Musisz coś zobaczyć!
- O świetnie, właśnie.. - mina Lily zbladła gdy popatrzyła na Rose - Jeśli chcesz to.. - zwróciła się do niej.
- Nie, nie, idź z Jane - przerwała jej - ja znajdę sobie miejsce.
Rose udawała, że wszystko jest w porządku. Uśmiechała się, gdy Lily w podskokach odchodziła z Jane, ale tak naprawdę zmartwiło ją to. Nie chciała siadać z nikim innym. Wprawdzie miała jedną przyjaciółkę, z którą dobrze się dogadywała, ale ona miała chłopaka z którym często bywała i Rose czuła się przy nich niezręcznie.
Szła dalej i w jednym z przedziałów zobaczyła Albusa i Hugo oraz ich przyjaciół, Elizabeth, Tashę i Logana. Przewidziała to i wiedziała, że z Jamesem też nie usiądzie z tego samego powodu.
W końcu zatrzymała się i otworzyła przedział w którym siedział jakiś chłopak.
Miał na głowie kaptur i chyba spał.
- Przepraszam, mogę tu usiąść? - zapytała, stojąc w przejściu.
Chłopak podniósł głowę i spojrzał na nią. Zobaczyła jego twarz. Jeszcze nigdy go nie widziała a to było dziwne, bo wyglądał jakby był przynajmniej w jej wieku.
Posiadał bardzo ciemne oczy. Spod kaptura widać było czarne włosy, zakrywające czoło.
Był blady i prawie cały ubrany na czarno.
- Tak, siadaj - odezwał się ochrypłym głosem i zakasłał.
Rose przejrzała wzrokiem cale pomieszczenie, wszystko wyglądało normalnie.
Zamknęła drzwi i usiadła na przeciwko niego.
Chłopak gapił się w okno i najwyraźniej nie chciał rozmawiać. Może przynajmniej będzie miała spokój?
Chwilę później nadal panowała cisza, aż przerwały ją otwierające się drzwi.
Do przedziału wszedł starszy mężczyzna z brązowymi, nieokiełznanymi włosami do szyi.
Miał na sobie pogiętą koszulę i garnitur. W ręce trzymał małą walizkę.
- Tutaj jesteś Jonatan...O! - mężczyzna zdziwił się na widok Rose.
- Dzień dobry - powiedziała.
Chłopak nazwany Jonatanem tylko na chwile spojrzał na mężczyznę i odwrócił z powrotem głowę w stronę okna.
- Wybacz...nie myślałem, że ktoś oprócz Jona tutaj będzie - mężczyzna uśmiechnął się szeroko do Rose.
Wydało jej się to bardzo podejrzane. Co robi tu ten chłopak, którego widzi pierwszy raz? Kim jest ten mężczyzna? I dlaczego się tutaj nikogo więcej nie spodziewał?
Skrzywiła brwi, ale szybko się uśmiechnęła i uścisnęła rękę, którą wyciągnął do niej nieznajomy.
- Salwador Rubers, będę w tym roku uczył w Hogwarcie obrony przed czarną magią - przedstawił się.
- Nauczyciel? - słowa same wyleciały jej z ust - to znaczy bardzo miło pana poznać - Rubers zachichotał. Dziewczynka zaczerwieniła się - ja jestem Rose Weasley - dodała.
- Rose Weasley? - zapytał Rubers, siadając obok Jonatana i nie odwracając od niej wzroku - córka Hermiony i Ronalda Weasleyów?
- Tak, to ja.
- Wspaniale! Podziwiam ich za to co zrobili z panem Potterem, to niesamowite..
Resztę podróży Rose spędziła na rozmowie z panem Rubersem. Był bardzo miły i miał szeroką wiedzę na temat Harry'ego Pottera, jego zasług i bardzo chętnie opowiedziała mu więcej, w końcu tyle razy słyszała te historie.
Czasami spoglądała w stronę chłopaka, który nie odezwał się przez cały czas, tylko raz pokiwał głową, gdy Rubers go o coś zapytał. Zdążyła zauważyć, że ma na twarzy zadrapania i kilka blizn.
***
Było już ciemno gdy dotarli do celu. Rose wysiadła z pociągu, już przebrana w szatę. Machała ręką do pana Rubersa, gdy odchodził z ciemnookim chłopakiem.
Odetchnęła głęboko i spojrzała w stronę szkoły. Ach, jej widok nigdy jej się nie znudzi.
Dołączyła do swojej klasy. Przywitała się ze wszystkimi, ale myślami błądziła gdzie indziej. Myślała o ubiegłym roku, gdy ciągle uważała, by nie zrobić czegoś głupiego.
Czy tym razem będzie tak samo niebezpiecznie?
Początek był dość toporny, więc musisz duuużo pisać, by się tej toporności zupełnie pozbyć. Ale chyba damy radę, co? ;D Poza tym trochę mnie zdziwiło, że opisując Rose, jako bohaterkę tego ficku, jednocześnie nazywasz Harry'ego "panem Potterem". Już o wiele lepiej pasowałoby "wujkiem Harrym", bo to w końcu rodzina małej Rose.
Jednak ten fan fick zyskuje w miarę czytania. Końcówka mnie bardzo zaciekawiła. Przyznam, że podejrzewam, że Jonatana jest wilkołakiem, no ale zobaczymy, może nas wszystkich jeszcze bardziej zaskoczysz? Jedyne co mi się nie podoba, to to, że dałaś Rose jakąś super moc przenoszenia się w czasie - to już kolejny taki fick na stronie. Obyś nas tym wątkiem zaciekawiła, bo poprzeczka jest dość wysoko ;>