Rose Weasley zaczyna piąty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Ten rok rozpoczyna się obawami. Dziewczyna boi się, że nadszedł czas gdy świat pozna jej sekret. Ponadto w pociągu spotyka chłopaka, który niebawem stanie się częścią jej ży
Hałas, wszędzie panował hałas. Zamknęła oczy, ale nadal go słyszała. Uczniowie przepychali się i witali ze sobą. Krzyków i wrzasków nie dało się uciszyć. Pierwszy dzień szkoły wyglądał jak każdy inny, ale ona czuła coś więcej. Jakby coś próbowało ją zabrać, wyrwać z tego świata. Słabła, zbliżało się coś, czego nie mogła powstrzymać.
- Rose, siadasz?
Wyrwała się z transu.
- Tak, już, zagapiłam się.
Stała przed stołem Gryffonów. Wielka Sala była pięknie przystrojona, oświetlona, uczniowie szczęśliwi, ale Rose kręciło się od tego wszystkiego w głowie. Brakowało jej tchu. Niech to się szybko skończy.
Usiadła przy Lily, a ta chwyciła ją za rękę.
- Dobrze się czujesz? Jesteś strasznie blada.
- Nic mi nie jest - skłamała.
Miała ochotę stamtąd wybiec. W głowie huczało jej od głosów. Wreszcie gdy przemówiła dyrektor, zapanowała cisza, ale ona i tak miała wrażenie, że ktoś szepcze jej do ucha.
- Witam wszystkich serdecznie w Szkole Magii i Czarodziejstwa w
Hogwarcie. Zanim zacznie się uczta, Tiara Przydziału, jak sama nazwa wskazuje, przydzieli uczniów do ich domów, które zwą się Gryffindor, Slytherin, Ravenclaw, Hufflepuff.
Profesor Lonbottom rozwinął pergamin i zaczął czytać nazwiska.
Po kolei z grupki pierwszoroczniaków wychodzili uczniowie, a ten wkładał im na głowę tiarę. Anna Rizon, kuzynka Brusa Jordana, trafiła razem ze swoją przyjaciółką - Lisą Martini do Gryffindoru. Bliźniacy Owen i Oliwer wylądowali w Slytherinie, a ciemnowłosy chłopak z rodu Newon w Ravenclawie. Rose patrzyła w przód z coraz większym trudem, obraz zamazywał się w oczach i było jej duszno. Pośpieszcie się - myślała.
Gdy już wszyscy siedzieli przy odpowiednim stole, stało się coś dziwnego. Nauczyciele zaczęli szeptać i to bardzo głośno. Wszyscy rozglądali się i nachylali, by usłyszeć dyrektor McGonagall, tłumaczącą coś wyraźnie.
Wreszcie dyrektor powstała.
- Zapewne zastanawiacie się, dlaczego Tiara nie została jeszcze zabrana - Faktycznie było to trochę niepokojące. Rose, która ciągle czuła kłucie w głowie, dopiero teraz to zauważyła. To stare nakrycie głowy nadal leżało na krześle po środku sali. Czyżby ktoś się spóźnił?
Dyrektor odwróciła się jeszcze na moment w stronę nauczycieli i przemówiła ponownie:
- Otóż mamy jeszcze jednego ucznia, który z pewnych powodów nie mógł pojawić się w szkole wcześniej. Pierwszy raz w historii Hogwartu ma miejsce taka sytuacja. Jak wskazuje jego wiek, powinien być już w piątej klasie i właśnie do tego rocznika zostanie dołączony.
Wszyscy zaczęli dyskutować na ten temat. Znowu powstawał ten sam hałas.
- Wyobrażasz sobie, przydział w piątej klasie - zaśmiał się jeden ze Ślizgonów.
- Kto to jest? - zapytał ktoś obok Rose.
- Kim on jest? - pytał następny.
- Cisza! - krzyknęła McGonagall.
W jednej chwili na sali zapanowała martwa cisza, gdy obok niej pojawił się chłopak. Rose wychylił się, nie tylko ona, setki oczu zwrócone były tylko na niego, nawet nauczyciele nie odrywali od niego wzroku. Dostrzegła jego twarz, te czarne włosy i to spojrzenie. Tak, to on, Jonatan, chłopak z pociągu. To dlatego wcześniej nigdy go nie widziała, on nie był jeszcze uczniem Hogwartu. Teraz nie miał na głowie kaptura, ale widać był bardzo zawstydzony całą sytuacją. Jego twarz nie była już taka blada, przeciwnie, był czerwony.
- Ten chłopak nazywa się Jonatan Robin Liberford - uśmiechnęła się do niego. - Proszę, abyście przyjęli go z otwartymi ramionami.
Wzięła Tiarę do ręki, szepnęła mu coś do ucha, a Jonatan usiadł na stołku. Następnie włożyła mu ją na głowę.
Rose współczuła mu tego upokorzenia. Pamiętała swój pierwszy raz, była tak strasznie zdenerwowana, że gotowa była zemdleć już na stacji, ale przynajmniej nie była sama, a dyrektor osobiście jej nie przedstawiała. Była bardzo ciekawa wyboru Tiary, ale jednocześnie nie mogła już oddychać. Ze swojego miejsca nie widziała wszystkiego, Jonatan patrzył w górę, a na jego twarzy malował się strach.
- A cóż to... - zaczęła Tiara. - Hmm... interesujące, nigdy mi się to nie zdarzyło, bardzo trudny wybór... dużo odwagi, brak wiary w siebie i trudne przeżycia, gdzie by cię tu...
Przez cały czas wszyscy wsłuchiwali się w słowa Tiary. Rose, mimo swojego złego samopoczucia, myślała teraz tylko o Jonatanie. Rozglądnęła się po sali, nikt nie rozmawiał, nawet Antonio Hurters, który miał w zwyczaju nie zwracać uwagi na upomnienia nauczycieli przy swojej gadaninie.
- No dobrze... - ciągnęła. - Czas wybrać.... Gryffindor!
Rose uśmiechnęła się do siebie.
- Rany, on będzie w naszej klasie - szepnął jej ktoś do ucha.
Odwróciła głowę. To była Sam, przez całe to zamieszanie nawet nie zauważyła, że usiadła obok niej.
- Dobrze, Tiara dokonała wyboru i miejmy nadzieję, że Jonatan dobrze się poczuje w swoim Domu - zaśmiała się dyrektor i nie wiadomo dlaczego patrzyła na Rose.
Jonatana już po chwili nie było, odchodził gdzieś z woźnym. Nie został na uczcie.
- Chcę abyście przywitali jeszcze nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, Salwadora Rubersa! - ciemnowłosy mężczyzna powstał i pomachał ręką do wszystkich - Rose spostrzegła go już wcześniej, ale bardziej zastanowił ją Jonatan. Teraz, gdy Rubers dostrzegł jej spojrzenie, mrugnął w jej stronę.
***
Uczta dla Rose była katorgą. Nic prawię nie zjadła, a jeśli już włożyła coś do ust, robiło jej się niedobrze. Było jej słabo i jedyne czego chciała, to się położyć.
Wreszcie, gdy dyrektor McGonagall pożegnała uczniów i życzyła im powodzenia i sukcesów w nauce, Rose jak najszybciej wybiegła do łazienki. Na szczęście nikogo nie było w pomieszczeniu, zamknęła za sobą drzwi. Zakręciło się jej w głowie, białe ściany zaczynały się kręcić, kafelki rozmazywać. Zrobiła krok w stronę umywalki naprzeciwko, ale nogi się pod nią ugięły i upadła. Wiedziała, że to nie jest zwykły ból głowy i objawy gorączki. To się dzieje, wzywa ją czas. Gdzie tym razem wyląduje? Czy zdoła wrócić? Nie umiała opanować tej mocy, przerastała ją. Czuła jak jej ciało odrywa się od niej, nie ma ratunku.
Ta część jest dużo lepsza od poprzedniej i chyba bardziej przemyślana. Naprawdę spory plus za to.
Ograniczyłaś tą część tylko do jednej sytuacji (nie licząc biegu do łazienki), ale i tak nie było nudno. Dialogi piszesz poprawnie, z przecinkami masz lekki problem, ale naprawdę niewielki i jestem pewna, że z czasem wszystko sobie dopracujesz. Lubię Twoje opisy - są takie naturalne. Jakbyś rzeczywiście tam była i to widziała. Jednak musisz uważać na długość zdań. Niekiedy piszesz dwa zdania bez spójnika, oddzielasz je przecinkiem i dziwnie to wygląda i dziwnie się to czyta. Możesz wtedy zamiast przecinka dać kropkę, tak by było dużo lepiej.
Fajnie też, że wróciłaś do tej opowieści. Zostawiłaś nas z jedną częścią, a pamiętam, że miałaś już kilku fanów. Jestem ciekawa jak nowy wpłynie na Rose.
Jedyne co mi zgrzytało, to wprowadzenie nowego ucznia od razu od piątej klasy. Nie wiem jeszcze jaki masz (o ile w ogóle już masz) plan wytłumaczenia tego. Przecież on, nie ucząc się nigdy w Hogwarcie, będzie miał w piątek klasie zaległości z czterech poprzednich lat, z podstaw magii! To bardzo, bardzo sporo. Najlepiej by było chyba ustalić, że był on przez te cztery lata w innej szkole magii, no ale nie wiem. Musisz to jednak jakoś rozwiązać. Powodzenia!