Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej

HPnet istnieje naprawdę

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

Historia pod skórą z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.2...

Tytuł: Rozdział 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

Remus Lupin

Tytuł: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.1...

Tytuł: Rozdział 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 8 cz.2...

Tytuł: Rozdział 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 8 cz.1...

Tytuł: Rozdział 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 43
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artykułów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjęć w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,920
Postów na forum: 319,635
Komentarzy do materiałów: 222,016
Rozdanych pochwał: 3,327
Wlepionych ostrzeżeń: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejęła Hogwart i okolice, śnieg mocno sypie, ale to Cię nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz się, co ciekawego można robić w weekend:

Bitwa na śnieżki to jest to! Może "zupełnym przypadkiem" oberwie od nas przechodzący obok Snape.
12% [9 głosów]

Plan to brak planu. Będę leżeć w łóżku, pić kakao i plotkować ze współlokatorami z dormitorium.
40% [31 głosów]

Mój nos utknie głęboko w książkach. Tylko pani Pince będzie mnie mogła odgonić od czytania.
13% [10 głosów]

Wymknę się cicho do Miodowego Królestwa. Najwyższa pora uzupełnić zapasy słodkości.
9% [7 głosów]

Postraszę we Wrzeszczącej Chacie. Uwielbiam oglądać miny przechodniów, kiedy wydaje im się, że uciekają od duchów i upiorów.
12% [9 głosów]

Każda pogoda jest dobra na Quidditcha. Śnieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 głosów]

Ogółem głosów: 77
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Wywiad z Evanną Lynch dla Interview Magazine
Wywiad jest tłumaczeniem treści zamieszczonej na interviewmagazine.com


http://www.harry-potter.net.pl/images/articles/wywiad_evanna.jpg


Evanna Lynch wkroczyła do przemysłu filmowego w wyjątkowych okolicznościach. Jako nastolatka, irlandzka aktorka wygrała w otwartym castingu rolę Luny Lovegood w ostatnich czterech filmach o Harrym Potterze.

- Chwilę zajęło, zanim poczułam się wystarczająco cool, żeby przyjaźnić się z innymi dzieciakami na planie - przyznaje ze śmiechem. - Miałam opiekunkę. Cała reszta miała przy sobie rodziców, którzy pozwalali im na więcej, a ja miałam tę szaloną, surową opiekunkę. Nie mogła spuścić mnie z oka przez cały czas opiekowania się mną, i tego nie robiła. Byłam zażenowana - dodaje.

Teraz dwudziestosześcioletnia, Lynch promuje swój najnowszy, niezależny film My name is Emily, w którym gra tytułową rolę. Po śmierci matki i instytucjonalizacji ojca, młoda Emily mieszkająca w rodzinie zastępczej, wyrusza w podróż z kolegą z klasy, Ardenem. Razem mają nadzieję zjednoczyć Emily z jej ostatnim żyjącym rodzicem.

Kręcony przez około sześć tygodni, My name is Emily to pierwszy pełnometrażowy film reżysera Simona Fitzmaurice'a. Po premierze jego drugiego krótkometrażowego filmu The Sound of People na festiwalu filmowym w Sundance w 2008 roku u Fitzmaurice'a zdiagnozowano ALS (stwardnienie zanikowe boczne - przyp. red). Obecnie sparaliżowany, napisał i wyreżyserował My name is Emily używając jedynie oczu.

W zeszłym tygodniu, Lynch spotkała się ze swoją bliską przyjaciółką z planu Harry'ego Pottera, żeby porozmawiać o ich wspólnej przeszłości, wcielaniu się w główną rolę po raz pierwszy i pracy z Fitzmaurice'em.

BONNIE WRIGTH:Zacznę od pytania związanego z Harrym Potterem. Skończyłyśmy pracę nad filmami w tym samym czasie i, w dziwny sposób, rozpoczęłyśmy nasze nowe rozdziały praktycznie w tym samym momencie, ale później poszłyśmy w swoją stronę. Wiem, że wybory, których dokonałam zmieniły kierunek, w którym podążałam. Ciekawią mnie wybory, które ty podjęłaś i które doprowadziły cię do tego, gdzie jesteś zawodowo i prywatnie i jak na te wybory wpłynęło twoje wcześniejsze doświadczenie.

EVANNA LYNCH: Zawsze kochałam grać. Grałam przed Potterem i po udziale w filmie miałam już pewne wyobrażenie na temat przemysłu filmowego. Wcześniej nie pracowałam w ten sposób, więc nie byłam przyzwyczajona do takiego tempa. Po filmach [o Potterze] miałam agentów, którzy zachęcali mnie do pójścia na uniwersytet, ale nie po to, by studiować aktorstwo. Mówili mi "nie idź do szkoły aktorskiej, nie potrzebujesz tego". Z perspektywy czasu naprawdę chciałabym, żeby mnie do tego namawiali. Później zaczęło mnie to trochę frustrować, bo przecież wiedziałam, że chcę grać, więc po co miałam marnować czas na uniwersytecie? Czułam się, jakby coś wstrzymywało mnie przed pójściem naprzód. Każde z mojego rodzeństwa zmieniało kierunki studiów, a ja mówiłam sobie: "naprawdę wiem, co chcę robić w życiu, co jest prawdziwym darem. Powinnam to realizować". Dlatego wyjechałam do Los Angeles. Miałam managera i poznałam mnóstwo osób, które wypowiadały się zachęcająco na temat tego miasta. Mówili, że to miejsce, w którym każdy dostaje szansę i nie jest tak zamknięte jak Londyn.

Początkowo miałam wyjechać tylko na trzy miesiące, ale zostałam na dłużej. Naprawdę podobało mi się środowisko artystów, które jest zupełnie inne niż w Irlandii. W Irlandii mają takie nastawienie, że właściwie musisz mieć dużo szczęścia albo wysokie mniemanie o sobie, żeby dostać się do środowiska. W LA jest raczej tak, że jeśli ciężko pracujesz, to w końcu możesz robić, co tylko zechcesz.

WRIGHT: Czułaś, że w nowym miejscu możesz stworzyć dla siebie nową tożsamość, która wcześniej była trochę za bardzo zdefiniowana przez filmy [o Potterze]? Czułaś, że dostałaś drugą szansę na bycie sobą, czy czułaś się, jakbyś nadal nosiła ze sobą tę historię?

EL: Ludzie zawsze zadają mi pytanie, czy Harry Potter mnie wstrzymywał, czy był pomocą, czy utrudnieniem. I zawsze wydaje mi się, że był pomocą, a to ode mnie zależy przedefiniowanie tego. Jasne, kierownicy obsady zawsze mają o mnie pewne wyobrażenie, ale [Harry Potter] otworzył mi też wiele drzwi. Nie byłam typem aktorki "z jajami", która chce, żeby wszyscy ją znali, więc myślę, że posiadanie takiej historii i zaplecza było pomocne. W LA musisz być asertywny, musisz po prostu walczyć o swoje.

WRIGHT: To zupełnie odwrotnie niż w naszej irlandzko-brytyjskiej mentalności.

EL: Tak, u nas ważna jest pokora, skromność.

WRIGHT: Nie zakochałabym się w reżyserowaniu, gdyby nie tamto doświadczenie. Myślę, że zawsze będę odnosić się do niego z szacunkiem i dopiero wtedy zadawać sobie pytanie, co dalej z tym zrobię? Co z tego wyniosę dla siebie i innych?


EL: Oczywiście, czułam się nieco rozczarowana przez jakiś rok, czy dwa lata po zakończeniu filmowania, kiedy uświadomiłam sobie, że nie wszystko jest tak świetnie napisane. Chodziłam na przesłuchania do różnych pilotów i zastanawiałam się, czy w ogóle chciałabym coś takiego oglądać. Zaczęłam czuć, że gdyby nie Harry Potter, gdybym doszła tu, gdzie jestem, inną drogą, doceniałabym naprawdę dobre scenariusze.

WRIGHT: Zaczynasz doceniać, jak ważny jest dobry scenariusz. Znając bardziej praktyczną stronę robienia filmów i reżyserowania, cieszę się, że wszyscy ludzie, z którymi pracowałyśmy we wszystkich stadiach, są naprawdę dobrzy w swojej dziedzinie. Dlatego mam tak wielki szacunek i wiarę w to, że musisz być uczciwa, nawet w świecie [filmu], który w gruncie rzeczy jest biznesem. Myślę, że to naprawdę ważne mieć nosa do materiału i współpracowników - chcesz przecież, żeby byli naprawdę zaangażowani w proces kreatywny.

EL: Ale nie zdawałam sobie z tego sprawy, kiedy zaczynałam nowe projekty - niektórzy ludzie mówili różne rzeczy, za którymi nie szły czyny. Ludzie mają wielkie pomysły, ale nie mają doświadczenia. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile Jo wykonała dla nas pracy. Mogłam po prostu wejść w rolę, a cała historia, wszystkie szczegóły, po prostu pasowały.

WRIGHT: Ale czy to nie powoduje, że z aktorskiej perspektywy wymaga się od nas więcej?

EL: Powoduje. Ale to, co jest ekscytujące w wybieraniu niezależnych filmów to to, że nie ma tam zbyt wielu ludzi, którzy mogliby cię prowadzić za rękę. Naprawdę musisz zbudować rolę, być trochę autorem. W Potterze czułam się bardziej jak interpretator.

WRIGHT: Po tych kilku latach, czym kierujesz się przy wyborze scenariusza? Na przykład w przypadku My name is Emily, co takiego spowodowało, że scenariusz wydał ci się dwuwymiarowy?

EL: Chyba wciąż kieruję się stylem pisania. Styl Simona [Fitzmaurice'a] jest piękny. Bardzo poetycki i zmuszający do myślenia. Myślę, że jest masa ludzi, którym na sucho uchodzi brak talentu. Chodziłam na zajęcia z pisania w Los Angeles i panował tam duży nacisk na samą fabułę, strukturę i tego typu rzeczy.

WRIGHT: To zabawne. Na podstawie doświadczenia, które zdobyłam reżyserując, uważam, że moją najmocniejszą stroną jest umiejętność porozumiewania się z aktorami i w efekcie tworzenia postaci. Wiem, że mogę potknąć się na fabule, bo w większości filmów, które uwielbiam, niewiele się dzieje; są bardziej spotkaniem z postacią i uważam, że My name is Emily jest takim filmem.


EL: Zawsze dobrze dogadywałam się z Davidem Yatesem. Był świetny w pracy z aktorami, bo zawsze wzbogacał nas swoją wiedzą o postaci. Wiedział o nich więcej niż ktokolwiek inny. Nigdy nie wymuszał na mnie żadnych wskazówek, tylko drążył dopóki nie trafiłam na podatny grunt.

WRIGHT: W przypadku Harry'ego Pottera David Yates był czwartym reżyserem, który prowadził mnie przez rolę Ginny, co samo w sobie było ciekawe. Uważam też, że niezależne filmy dają reżyserom więcej przestrzeni do wejścia w intymną relację z aktorem. Jeśli chodzi o Davida, taki po prostu był. Nawet poza pracą jest bardzo poufały i myślę, że to w oczywisty sposób mu pomagało w pracy z tysiącem ludzi na planie.

EL: Po Potterze pracowałam z reżyserami, u których dostawałam role tylko z powodu udziału w Potterze. Bywało wtedy, że kompletnie nie mogliśmy się porozumieć i miałam poczucie, że jestem okropną aktorką. Pamiętam, kiedy miałam przesłuchanie w teatrze i koleś nawet na mnie nie spojrzał, nie wykazywał zaangażowania. Zadzwoniłam wtedy do swojej nauczycielki aktorstwa i powiedziałam:
- Nie dam rady. To bardzo znany reżyser, ale nie czuję z nim żadnego połączenia.

Powiedziała mi wtedy, że to po prostu nie był mój sposób na dotarcie się z drugim człowiekiem. Są różne sposoby reżyserowania różnych aktorów.

WRIGHT: To trudne, bo lubisz wyzwania, chcesz, żeby każdy twój projekt był inny. Mówisz sobie, że być może to nie jest twój wymarzony sposób komunikowania się, ale starasz się skupiać na tym, nad czym wspólnie się zgadzacie i znaleźć sposób na współpracę. Czasami to i tak nie działa, więc przestaje ci się to podobać. Filmy nie mogą być robione w pojedynkę - musisz być graczem zespołowym, musisz chcieć współpracować. Czasami myślę, że ludzie są celowo wykorzystywani w ten sposób, żeby zmusić cię do wejścia w emocje postaci; mam na myśli manipulowanie, zastraszanie aktorów, żeby wydobyć z nich prawdziwe emocje. To nie jest coś, co wypróbowałabym jako reżyser, ani nie chciałabym zostać tak potraktowana jako aktorka. Myślę, że to ciekawe, kiedy w trakcie grania musisz wyzbyć się swojej prawdziwej osobowości. Uważałam to za bardzo wymagające podczas przesłuchań, ponieważ byłam w wieku, w którym ciągle próbowałam dowiedzieć się, kim naprawdę jestem. Bardzo trudno było mi zostawić Bonnie na zewnątrz pokoju przesłuchań. Właśnie dlatego myślę, że reżyserowanie jest dla mnie lepszą formą terapii niż aktorstwo.

[W filmie] My name is Emily bardzo zainteresowała mnie relacja Emily z ojcem i zastanawiałam się, czy to przez co przechodzi, w jakikolwiek sposób rozbrzmiało w tobie? Idea, w myśl której stawiamy rodziców na piedestale - widzimy ich tylko jako matkę i ojca - ale dochodzimy do punktu, w którym dowiadujemy się o nich więcej jako o ludziach i zaczynamy dostrzegać ich zalety i wady. Myślę, że ojciec Emily faktycznie ją porzucił - nie był przy niej jako ojciec, dosłownie, fizycznie. Początkowo Emily uważała, że działo się tak z powodu jego choroby psychicznej, ale z czasem uświadamia sobie, że opuszczenie jej było jego wyborem, że mógł być przy niej. Co według ciebie pozwoliło Emily tak szybko wybaczyć ojcu?


EL: Co wkurza ją przez cały film, przez cały czas, kiedy nie jest przy ojcu, to to, że on ją od siebie odpycha, a ona nie ma pojęcia, przez co on przechodzi. Myślę, że tym, co najbardziej ją wścieka, kiedy dowiaduje się, że ojciec świadomie ją porzucił jest to, że przez całe życie traktował ją jakby była dorosła. Dzielił się z nią tymi wszystkimi filozoficznymi przemyśleniami, ufał, że je rozumie i w tym przeświadczeniu dorastała. Nie wyznaczał dla niej granicy między byciem dzieckiem, a dorosłą osobą. I nagle przestał traktować ją w ten sposób i chyba dlatego czuła się tak bardzo zdradzona. Chciała tylko dowiedzieć się prawdy. Czuła się nieszanowana i porzucona, bo ojciec nie chciał dopuścić jej do swojego bólu [po śmierci matki Emily], który przecież dzielą razem. Myślę, że powodem, dla którego Emily sobie z tym wszystkim radzi jest to, że zna ojca, a on okazuje jej swoją bezbronność. Nie oczekuje od niego, że będzie idealny, myślę, że nie jest aż tak naiwna. Łączy ich bardziej przyjaźń. Wystarczyło, że przyszedł do niej i powiedział, że przeprasza i sobie nie radzi, żeby chciała przechodzić przez to wszystko razem z nim.

WRIGHT: To interesujące. Jak mówisz, na poziomie intelektualnym dzielił się z nią swoimi przemyśleniami, szanował ją i nie postrzegał jak typowe dziecko. Ale akurat w tamtym momencie, w momencie żałoby, Emily potrzebowała poczuć się dzieckiem, a musiała błyskawicznie dorosnąć.

EL: Chciała tylko, żeby ktoś ją kochał i wspierał. Nie chodziło tylko o śmierć matki, ale też o zachowanie ojca, który nie chciał przyznać, że cierpi. Udawał, że wszystko jest w porządku i, że tę śmierć można jakoś wytłumaczyć.

WRIGHT: Wracając do różnic między niezależnymi filmami, a wielkimi produkcjami... Czułaś, że w tym przypadku możesz zbudować intymniejszą relację z ludźmi na planie? Czy może było coś z czasów Pottera, za czym tęskniłaś przy pracy nad My name is Emily?

EL: Jedno i drugie ma wady i zalety. Myślę, że największą różnicą między niezależnymi filmami, a pracą przy wielkiej produkcji jest to, że w tym pierwszym wypadku łatwiej wszystko spieprzyć. Na planie Pottera zawsze było mnóstwo ludzi, którzy się tobą zajmowali; poprawiali twój kostium, fryzurę, ciebie samego - trudno było o potknięcie. Końcowy efekt i magia były świetne, ale czułaś, że wielu ludzi miało udział w twoim występie. Kiedy po raz pierwszy pracowałam nad niezależnym filmem podniecała mnie myśl, że muszę dać z siebie więcej, że mogę coś zepsuć. To było bardziej stresujące, ale też bardziej ubogacające artystycznie. No i przy Potterze mieliśmy też luksus czasu. Tego brakuje mi najbardziej w małych produkcjach. Tutaj, jeżeli coś pójdzie nie tak, nie możesz nagrać kolejnego ujęcia. Dlatego musisz mocno ufać reżyserowi.

WRIGHT: Kiedy robisz film na skalę Pottera, musisz zaufać wielu rzeczom - producentowi, obsadzie, scenariuszowi. Jeśli coś nie wychodzi, po prostu kręcisz to jeszcze raz, podczas gdy przy niezależnych filmach całe zaufanie przelewasz na reżysera i aktorów, z którymi współpracujesz. To [My name is Emily] właściwie twój film, miałaś dużo swobody w powoływaniu postaci do życia?

EL: To była chyba najlepsza część. Nie często dostajesz rolę, w której słowa wypowiadane przez postać brzmią, jak twoje własne. Są scenariusze, przy których musiałam włożyć więcej wysiłku w to, żeby kwestie wypadały naturalnie. Z nią [Emily] wiedziałam, co mówi - to po prostu było we mnie, czy coś takiego. Simon bardzo chciał o tym rozmawiać. Komunikował się głównie przez maile, więc musiał poznać postać w ten sposób. Obydwoje mieliśmy na jej punkcie obsesję.

Z powodu stanu Simona, na planie było dużo ciszy; po prostu siedziałaś i czekałaś na odpowiedź. Podczas tych momentów uświadomiłam sobie, jak niepewna byłam co do aktorstwa, do pewnych osobistych kwestii.

WRIGHT: Jest też sprawa języka... Mówiłaś, że pracujesz z włoskim reżyserem i wszystko co mówisz musi być tłumaczone. To ciekawe, jak język, którego używamy pomiędzy ujęciami, determinuje to, jak zwięźle staramy się opisać do czego dążymy.

EL: Tak, zaczynamy się już trochę docierać, bardziej mu ufam i nie czuję już tak bardzo potrzeby akceptacji z jego strony. Uświadomiłam sobie, że w byciu aktorem ekscytujące jest dokonywanie wyborów. Podobnie z Simonem, szybko musisz zrozumieć, że on nie ma czasu ostrożnie dobierać słów. Był bezpośredni i czasami ranił moje uczucia, ale bardziej inspirujące jest, kiedy ktoś mówi wprost, co myśli. Uwielbiam tę kwestię - "Dlaczego zawsze uśmiechamy się do zdjęć? Dlaczego zawsze czujemy presję bycia szczęśliwymi?". Simon nie miał na to czasu; żeby rzeczywiście przekazać prawdę, musiał powiedzieć dokładnie to co myśli.

tłumaczenie: fuerte
źródło: interviewmagazine.com

Podziel się z innymi: Delicious Facebook Google Live Tweet This Yahoo
Facebook - Lubię To:


Komentarze
avatar
Prefix użytkownikafuerte  dnia 08.03.2017 11:28
Przyznam się, że ten wywiad był dla mnie katorgą, co wydaje mi się, widać w tłumaczeniu, które nie jest specjalnie zgrabne. W każdym razie uważam, że Bonnie trochę przegięła z wciskaniem w każdym pytaniu na siłę jakiejś swojej filozofii, którą rozumie tylko ona i chyba nie za bardzo potrafi ją ubrać w słowa. Szczególnie mało czytelne są jej myśli dla kogoś, kto nie włada językiem angielskim na mocno zaawansowanym poziomie, ale może to tylko moje odczucia.

Z kolei Evanna zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia, czasem robi to dosadnie, nie wstydzi się mówić o swoich słabościach i nie jest chyba tak zafiksowana artystycznie jak Bonnie.

Polecam zajrzeć pod link na końcu tłumaczenia, bo zdjęcia z sesji są naprawdę ładne.
avatar
Prefix użytkownikaPaulaSmith  dnia 08.03.2017 12:05
Powiem szczerze, że zmęczyły mnie pytania Bonnie. Chyba jest tak samo kiepska w dziennikarstwie, jak w wyrażaniu emocji na planie. Z ciekawości zajrzałam na angielską wersję wywiadu i absolutnie nie jest to wina tłumaczenia, a po prostu oryginału. Bonnie chyba sama momentami się gubiła w swoich przydługich wypowiedziach. Jakby porównać ile tekstu było po której stronie, to chyba Wright powiedziała więcej niż Evanna, a szkoda, bo wypowiedzi Lynch były ciekawe i składne.

Dzięki fuerte za bardzo dobre tłumaczenie tego ciężkiego tekstu xD
avatar
Prefix użytkownikabatalion_88  dnia 09.03.2017 02:49
Tłumaczenie na pewno jest poprawne, więc na tym zbytnio nie ma co się skupiać. Gratuluję fuerte chęci podjęcia się tak mozolnego i ciężkiego zadania. Efekt jest powalający ;p

A czemu? Bo Evanna Lynch to moja najukochańsza aktorka ze wszystkich ekranizacji <3 Nie od samego początku zapałałem do niej sympatią, ale z biegiem czasu bardzo ją polubiłem. Wygląda cudnie i kocham na nią patrzeć - taki ideał.

No i Bonnie też ;p Nie każdy ją lubi (ze względu tylko na rolę Ginny), ale ja się do tych osób nie zaliczam. Całość jest bardzo ciekawa i dzięki artykułowi fuerte w ogóle dowiedziałem się, że taki film ma powstać.

Czytało się przyjemnie, a wypowiedzi filmowej Luny Lovegood są bardzo interesujące, dające wiele do zastanowienia.

Mam nadzieję jakimś cudem zobaczyć "My name is Emily" (choć u mnie na chęciach się zazwyczaj kończy).

Daję Wybitny i z chęcią raz jeszcze przeczytam (mimo późnej pory) ;)
avatar
Prefix użytkownikablad logiczny  dnia 09.03.2017 22:16
Przeczytałem to tutaj już wcześniej. Sposób rozumowania i wyrażania się Bonnie naprawdę jest "katorgą" :D Już kilka wcześniejszych jej wypowiedzi dobitnie to wykazało. Pewnie nie zależy to nawet od języka. Chce coś wyrazić, jakąś tam filozofię życiową, ale nikt tego nie rozumie o co jej chodzi. Podejrzewam, że nawet ona sama jest dopiero na początkowym etapie jej układania. Ja się tobie dziwię szanowna fuerte, że jednak dałaś radę przez to przebrnąć. Wiem co piszę, bo moje rozumowanie też bywa/jest pokręcone jak paragraf, dlatego bardzo staram się rozumieć każdego. Nie mam nic do Bonnie i nawet ją bardzo lubię, więc nie jest to jakiś zbiór uprzedzeń, tylko taka obserwacja. Całe szczęście, że przynajmniej Evanna mówi "do rzeczy".
avatar
Prefix użytkownikaKatherine_Pierce  dnia 11.03.2017 23:39
Nie każdy ją lubi (ze względu tylko na rolę Ginny)

Chyba odwrotnie jezyk Wiele osób powtarza, że lubiło książkową Ginny, ale po filmie przestało. Ja też tak mam. Bonnie jest masakrycznie słabą aktorką.

I jeszcze gorszą dziennikarką. Zadawane pytania są słabe i są katorgą, o której wspominają osoby powyżej.
Evannę lubię, ale przez te pytania ciężko było mi się wczuć w jej odpowiedzi.
avatar
Prefix użytkownikafredigeorge  dnia 29.03.2017 16:17
Ojoj nie dałam rady przebić się przez pytania Bonnie :(
Za to Evana tylko utwierdziła mnie w fakcie, że trzeba jechać do LA. Gdyby nie zagmatwane pytania to wywiad byłby idealny.
Fuerte - dzięki za wrzucenie na stronkę :D
avatar
Prefix użytkownikaMarcus Clinton  dnia 01.04.2017 18:55
Dosyć ciekawy ten wywiad. Czytałem wcześniej jego fragmenty, ale jakoś zbytnio nie miałem ochoty żeby doczytać go do końca i jeszcze tłumaczyć słówka, których nie rozumiem. Dlatego wielkie podziękowania i jeszcze większy podziw dla Fuerte, której chciało się to wszystko ogarnąć. ;)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny - Błąd
Nie możesz oceniać artykułu póki go nie skomentujesz.
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Pracownik departamentu
12.06.2026 18:36
Padł dziś Facebook i nikt nie pamiętał, żeby tu wejść (*)

Pracownik departamentu
07.06.2026 20:58
Moje ma niecałe 12 lat

Pracownik departamentu
07.06.2026 20:56
Czesc

Wielki Mag
07.06.2026 10:25
no i jutro mi stuknie dekada na stronie...

Wielki Mag
07.06.2026 10:24
Sharllottka, technicznym? nikt. bo czy A. jeszcze o tej stronie pamięta... nie wiem. o Krico już nawet nie wspominając xD

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix użytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.22