Jaki psikus tym razem wymyślą Huncwoci?
Następnego ranka Huncwoci mieli wyśmienite humory. Siedzieli właśnie w Wielkiej Sali, kiedy McGonagall rozdała każdemu grafiki zajęć na ten semestr. Peter spojrzał na rozpiskę i jęknął przeciągle.
- W piątek przed obiadem mamy dwie godziny eliksirów... ze Ślizgonami.
A poniedziałek zaczynamy wróżbiarstwem. Świetnie - dodał Remus i rzucił swój plan na stół.
- Głupio się przejmujecie! - skarcił przyjaciół Syriusz. - Lepiej zaplanujmy jakąś akcję! Chyba mam już nawet pewien pomysł... Tylko powiedzcie, komu byłoby lepiej w czerwonym: Malfoyowi, Regulusowi czy może Smarkerusowi?
Lunatyk i Glizdogon postawili jednogłośnie na Snape'a, ku ogromnej szczęśliwości Łapy.
- Co o tym sądzisz, Rogacz? - zapytał.
Jednak James wcale nie słuchał przyjaciół. Był zajęty grą na zalotne spojrzenia z ładną Krukonką z szóstego roku.
- Niezła sztuka stary... - szepnął Black. - Ale myślałem, że lecisz na Lily...
- Oj, nie odbieraj mi tej przyjemności! Przecież to tylko zabawa... Widzisz ty ją, Łapciu? Jestem dla niej kimś więcej niż bogiem!
Huncwoci ryknęli niepohamowanym śmiechem, który odbijał się echem po Wielkiej Sali. Coraz więcej uczniów odwracało głowy pokazując ich sobie palcami.
Przyglądały się im także trzy piękne Gryfonki, jednak z tą różnicą, że w ich spojrzeniu górowało politowanie.
- Jak myślicie, co oni teraz robią? - zapytała z ciekawością Lavender.
- Eee... Chyba nie chciałabym wiedzieć - wyszeptała Alissa.
- Na pewno nie jest to nauka do SUM-ów - rzekła Ruda, wertując książkę do Numerologii. Od czasu do czasu rzucała tęskne spojrzenie Jamesowi. Ten w pewnym momencie zauważył to, puścił oczko do Lily i uśmiechnął się szczerze. Ta speszyła się i odwróciła wzrok od chłopaka, robiąc się czerwona po uszy. Patrzył.
- Nie wiem, jak oni chcą zdać Standardowe Umiejętności Magiczne - ciągnęła, nic nie zauważywszy, Alissa. - Oni wiedzą jak wygląda książka?
- Przecież są na piątym roku... - poprawiła przyjaciółkę Lavender.
- Ach... Racja. Zapomniałam. Czasem zachowują się jak dzieci.
- Dalej masz zamiar poznać ich z lepszej strony? - spytała Evans.
- Jeśli ją mają... - dodała cicho panna Storm.
- Och, tak. Czekam tylko na dobry moment. Na przykład na wyjście do Hogsmeade. Zaproszę ich w jakieś ustronne miejsce. Do Trzech Mioteł na przykład.
- Nie no, rzeczywiście bardzo ustronne... - prychnęła Ruda.
- Możecie iść ze mną, jeśli chcecie oczywiście.
- Yyy... Nie wiem jak Lily, ale ja nie mam zamiaru z nimi gdziekolwiek iść.
Ruda natomiast zastanowiła się przez chwilę. Możliwość wyjścia gdzieś z Jamesem Potterem była okazją do lepszego poznania chłopaka. Z drugiej strony bała się, że wyda się to, iż zaczęła się nim interesować. "Nie Lily, to za bardzo ryzykowne, nie możesz" - powtarzała sobie.
- Ale ja tak bardzo chcę... - wyrwało się dziewczynie.
- Co chcesz? Iść ze mną i Huncwotami do Trzech Mioteł?
- Ja? Nie... Nie no coś ty! Z nimi?! Nigdy w życiu - skłamała Ruda.
- Więc pójdziesz sama i nam opowiesz - powiedziała sucho Alissa.
- Owszem, pójdę i wam opowiem. Żałujcie - zakończyła panna Stick.
***
Huncwoci leżeli na stolikach podczas pierwszej lekcji wróżbiarstwa. Profesor Trelawney mówiła coś o wróżeniu z gwiazd, jednak jej głos nie docierał do żadnego z nich. Syriusz podpierał jedną ręką swoją głowę, kołysząc się to w przód, to w tył, James z założonymi rękami śledził nieprzytomnym wzrokiem lot muchy, Remus spał z nosem w książce, a Peter chrapał głośno pod stolikiem. Lekcja wróżbiarstwa jeszcze nigdy tak bardzo im się nie ciągnęła.
Nagle wyrwany z transu Łapa szturchnął Rogacza w bok i pomachał mu przed nosem małym flakonikiem, wypełnionym po brzegi krwistoczerwonym płynem. Potter spojrzał pytająco na przyjaciela.
- To - powiedział Black - jest super trwały lakier do włosów. Zmywa się dopiero po dziewięciu miesiącach. Chociaż mojemu wujkowi, Thomasowi, zeszło dopiero po pięciu latach...
- Smarkerusowi będzie do twarzy w tym kolorze! - szepnął Rogacz i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Wieczorem, w pokoju wspólnym Gryffindoru, było luźniej niż ostatnio. Uczniowie szukali ciszy i spokoju w swoich dormitoriach, gdzie powtarzali materiał i odrabiali zadane prace domowe. Huncwoci zaszyli się w ciemnym kącie i dopracowywali swój plan. Natomiast przy kominku siedziały trzy Gryfonki z piątego roku, popijające kremowe piwo.
- Ciekawe, co oni tam knują... - zastanawiała się głośno Lavender. - Może zapytamy?
Panna Storm przewróciła oczami i spojrzała na Lily, która po krótkiej chwili zastanowienia szepnęła: "Chodźmy".
Dziewczyny podeszły do chłopców, którzy dyskutowali półgłosem.
- Glizdogon zdobył hasło - mówił Syriusz - więc nie ma problemu z...
Przyjaciele zauważyli znajome z klasy i natychmiast przestali rozmawiać. Pokreślone pergaminy odwrócili na drugą stronę i patrzyli wyczekująco na dziewczyny z lekkim, huncwockim uśmieszkiem.
- Czego panie węszą? - zapytał Syriusz z udawaną słodkością.
- Łapo! Lilka przyszła się ze mną umówić! - powiedział James i wyszczerzył zęby.
- Z tobą, Potter? - odpowiedziała Ruda. - Z tobą? Prędzej dostanę szlaban od Slughorna!
- Coś jeszcze od nas chcecie? - rzekł zniecierpliwiony Peter. - Jesteśmy zajęci...
- A co robicie?
- Nie możemy wam powiedzieć, Słońca... Wiecie, sprawy Huncwotów.
- To muszą być jakieś ważne sprawy, skoro nikt nie może o nich wiedzieć.
- Owszem, są ważne, nawet powiedziałbym, że... BARDZO ważne - powiedział Syriusz, a następnie zwrócił się do przyjaciół. - Chodźcie, chłopaki. Myślę, że najlepszym towarzystwem w tej sytuacji będzie nasza czarująca koleżanka.
- O kim mówicie? - zapytała Lavender, odrzucając z wdziękiem włosy na plecy. Łapa zawahał się przez chwilę, nim odpowiedział.
- Jak to o kim? - odezwał się w końcu. - O Jęczącej Marcie.
- Przecież ona jest... duchem...
- Zazdrosna? - wyjąkał Rogacz z szarmanckim uśmiechem.
- Chciałbyś.
- Dobra, koniec tych waszych romansów. Idziemy.
Huncwoci po kolei wychodzili z pokoju wspólnego. Zanim za Syriuszem zamknęła się dziura pod portretem Grubej Damy, powiedział do dziewczyn:
- Jęcząca Marta to przecież dziewczyna Petera. - I wyszedł
Lily, Alissa i Lavender stały przez chwilę w jednym miejscu.
- Jeśli jeszcze raz powiesz, że oni są normalni - zaczęła panna Storm - to miotnę w ciebie jakimś zaklęciem, Lav.
***
- Glizdek, nie rozpychaj się tak! - powiedział do Petera James, kiedy ściśnięci pod peleryną-niewidką szli do pokoju wspólnego Ślizgonów.
- Lepiej powtórzmy raz jeszcze cały plan... - zaproponował Lupin zagryzając dolną wargę. - Wchodzimy do...
- ...dormitorium Snape'a, ty stoisz na warcie, my z Rogaczem kładziemy flakonik koło jego łóżka, Glizdogon zamienia się w szczura i patrzy na efekt! Nie stresuj się, Luniaczku! Nikt nas nie zobaczy, gwarantuję ci to - wyrecytował Syriusz.
Przyjaciele znaleźli się przed wejściem do Slytherinu. Lunatyk wypowiedział hasło "Zielonooki Rogogon" i czwórka chłopców weszła do ciemnego, opustoszałego pokoju wspólnego. Była pora obiadu, nic więc dziwnego, że nikogo nie spotkali po drodze do dormitorium piątoklasistów. Remus, pod niewidką, został przy wejściu na straży, a Syriusz, James i Peter weszli po spiralnych schodach do sypialni.
- Uuu... - wyjąkał Rogacz. - Mają gorszy syf od nas...
- Lepiej niczego nie dotykaj... - rzekł Łapa kładąc ostrożnie flakonik na stoliku przy łóżku Severusa. - Jeszcze czymś się zarazisz... Peter, to na pewno jego posłanie?
- Tak, tak... Sam widziałem, jak się tutaj kładł...
- Blee... No dobra, jeszcze kartka.
James położył przed flakonikiem małą, pożółkłą karteczkę z napisem: "Wypijesz - ona będzie twoja" i powoli wycofali się do wyjścia. Peter zamienił się w szczura i schował w niewielkiej dziurze w kącie pokoju, skąd miał świetną widoczność.
Lunatyk, Łapa i Rogacz usiedli zadowoleni w Wielkiej Sali.
- Dlaczego nie było was na obiedzie? - zapytała chłopców Lily.
- A co, martwiłaś się? - odpowiedział James z szarmanckim uśmiechem.
- Chyba żartujesz - wyjąkała Lily, czerwieniąc się.
- Kocha - szepną Rogacz na ucho Syriuszowi.
- Więc co robiliście? - ciągnęła temat Alissa.
- Skarbeńku... - zaczął Łapa. - To sowy już nie można wysłać?
- A ten wasz kolega, Peter? Gdzie on jest?
- Hmm... Jakby to powiedzieć. W Skrzydle Szpitalnym. Zgalareciowiały mu nogi. Przez przypadek, oczywiście...
Dziewczyny wymieniły znaczące spojrzenia, ale na tym poprzestały. A Huncwoci cicho rechotali nad książkami.
Późnym popołudniem po zielarstwie, James, Syriusz i Remus siedzieli w pokoju wspólnym Gryfonów, odrabiając zadane prace domowe. Nagle w dziurze pod portretem Grubej Damy pojawił się nie kto inny, jak zadowolony Glizdogon. Podbiegł do przyjaciół, którzy patrzyli na niego z zaciekawieniem.
- No i...? Opowiadaj!
- A więc... Słuchajcie! To łóżko wcale nie było Snape'a! Oni zamienili się tylko na pierwszą noc... Ten... Ten lakier... Wypił go... Lucjusz Malfoy!
Cała czwórka parsknęła niepohamowanym śmiechem, wyobrażając sobie tego blondynka w krwistoczerwonych włosach.
- Jak on teraz wygląda? - zapytał Łapa przez łzy.
- Okropnie! - odpowiedział Peter. - Jak zobaczył się w lustrze, o mało się nie popłakał! Poszedł pod prysznic, ale to wcale nie zeszło! Teraz siedzi na łóżku z zasłoniętymi kotarami i nikomu się nie pokazuje!
Huncwoci wili się po podłodze, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Mieli nawet problemy z nabraniem powietrza do płuc. Ich "mały" żarcik, którego ofiarą miał być Severus Snape, czarnowłosy Ślizgon z piątego roku, przeniósł się na Lucjusza Malfoy'a, jego kolegę z dormitorium. Obojga szczerze nienawidzili, tak jak Regulusa Blacka czy Averego. W wyśmienitych humorach położyli się spać.
***
- Ciekawe czemu im tak wesoło... - wyjąkała Lily, pisząc wypracowanie z zielarstwa.
- Hmm... Może umówili się z Jęczącą Martą? - zażartowała Alissa.
- Widziałyście ją kiedyś?
- Ja raz... Jak pomyliłam piętra i weszłam do tej łazienki. Obrzydliwa - odpowiedziała Lavender i zadrżała na wspomnienie tamtego wydarzenia.
- Pewnie pasowałaby do Pottera - rzekła Ruda.
- Wiesz... Chyba nie. Twierdzę wręcz, że to jedyna dziewczyna, która kompletnie nie mogłaby z nim być. Moim zdaniem, oczywiście.
- Echem... I chyba jeszcze ktoś - zaczęła Aliss.
- Kto? - zainteresowała się Ruda.
- Ty, Lily. Jesteście z dwóch różnych światów. Nie wyobrażam sobie was razem.
Lavender patrzyła na przyjaciółkę z zaciekawieniem. Lily Evans właśnie zainteresowała się swoimi palcami, które wyginała pod stołem. Odwróciła się w kierunku przyjaciółki i spytała:
- Też tak myślisz?
- Eee... Ja...? - Tutaj napotkała stanowczy wzrok Alissy. - Ta-ak... Tak.
Lily uśmiechnęła się sztucznie. Łzy zaszkliły się jej w oczach na myśl, że nikt nie wierzył w to, że ona mogłaby pokochać Pottera, TEGO Pottera. Starała się to ukryć. Ostatnio w ogóle stała się mistrzynią kamuflażu, skrywając swoją miłość już drugi rok.
- Dalej chcesz się z nimi umówić w Trzech Miotłach? - zapytała, by zmienić temat.
- Co...? Och, tak... Jeszcze się tylko nie pytałam...
- Dobra dziewczyny, chodźmy spać. Już późno - rzekła Alissa i wszystkie trzy skierowały się do swojego dormitorium.
Głównym problemem u Ciebie jest przesyt dialogów. Ja wiem, że o wiele ciekawsze wydają się rozmowy Huncwotów, ale brakuje mi tutaj opisów ich uczuć, emocji, nawet opisów otoczenia. Oni jednak nie tylko są Huncwotami, nie tylko rozrabiają i są śmieszni, ale także targają nimi jakieś emocje, myśli. Myślę, że warto byłoby to opisać.
Poza tym zmieniłam Ci tytuł, ponieważ nieco psuł cały rozdział. Od początku czytelnik wiedział, jak to się skończy, a chyba nie o to chodzi. Myślę, że samo "czerwonowłosy" jest okej, ale jeśli upierasz się przy innym tytule - napisz, to zmienię
Podoba mi się, że poprawnie piszesz dialogi. To się tutaj rzadko zdarza, więc brawo. Denerwuje mnie za to Lily. Robisz z niej powoli taką ślamazarę, wpatrzoną w Jamesa jak w obrazek, ale nieudolnie starającą się to ukryć. Ja zawsze wyobrażałam sobie, że to wyglądało odwrotnie. Lily była raczej pewna siebie, miła i uprzejma, na pewno nie wścibska, jak Twoja Lily. No właśnie, tutaj jest dodatkowy problem - Lily z koleżankami wiecznie zaczepiają Huncwotów. Niby nie chcą, niby oni są tacy głupi i niepoważni, ale zaczepiają. Zachowują się gorzej niż Hermiona w Kamieniu Filozoficznym, musisz tutaj nieco tą Lily podrasować