Rezultaty spotkania syna wilkołaka.
- Dyktuj, szanowna pani. - Oli trzymał w dłoni pióro, które wcześniej zamoczył w atramencie.
Wspólnie ustalili, że wyślą do Silasa sowę z prośbą o spotkanie. Syn Crumpa ostrzegał ich, że to może nie wypalić, ale Puchoni nie brali innej opcji pod uwagę. Grzeczność, która cechuje dom Helgi Hufflepuff, działała mu na nerwy. Jednak pierwsza reakcja Sonei na jego pomoc okazała się agresywna, co zaimponowało Ślizgonowi. W dodatku była tak zabójczo piękna, jej miedziane włosy i morskie oczy tak słodko komponowały się z ogromem piegów na policzkach.
- Nigdy nie pisałeś zaproszenia? - Son pochyliła się nad pergaminem, patrząc kpiąco na chłopaka. Wzruszył tylko ramionami i zaczął wzrokiem szukać Jimina.
- Może ten twój przydupas wie, od czego zacząć - mruknął z dziarskim uśmieszkiem.
- Jimin Gomez. Tak brzmi jego godność i tak powinieneś się do niego zwracać. - Dziewczyna poczerwieniała ze złości na twarzy.
- Per Przydupas brzmi bardziej nonszalancko.
- O, znasz takie trudne i wyszukane słowa? - zapytała po czym odwróciła się do niego plecami i ruszyła w labirynt, który tworzyły ogromne regały z tysiącami książek.
Hogwarcka biblioteka to naprawdę pokaźnych rozmiarów pomieszczenie, w którym można łatwo się zgubić.
- Jimi? - Głowa bruneta wyjrzała zza stosu grubych ksiąg. - Masz coś?
Chłopak uparł się, że znajdzie eliksir, który pomoże Sonei kontrolować jej przemiany, a w najlepszym wypadku całkowicie się ich pozbyć. Puchonka miała co do tego poważne wątpliwości, ale postanowiła nie zdradzać ich przyjacielowi. Uparcie wierzył, że jest to możliwe.
- Jeszcze chwila - odparł szeptem.
- Naprawdę wierzysz, że to wypali? - zapytała ze spuszczoną głową.
- Tylko wiara nam pozostała. - Chłopak puścił jej oko i wrócił do lektury, jednocześnie notując coś na skrawku pergaminu.
***
- Poleciała - skwitował Jimin, patrząc w ciemne niebo, w które przed chwilą wzbiła się brązowa sowa.
- Masz manię stwierdzania rzeczy oczywistych? - zapytał Oliver poirytowany.
Jednym krokiem podsunął się do Sonei i objął ją ramieniem. Reakcja dziewczyny była natychmiastowa. Zrzuciła rękę chłopaka ze swojego braku i odsunęła się od okna. Złapała za nadgarstek Gomeza i ruszyła w stronę schodów. Miała dość dzisiejszego dnia, był jeszcze bardziej męczący niż poprzedni. Użeranie się z dwoma chłopakami odbierało jej resztki energii. Zostało jej dwadzieścia dziewięć dni do kolejnej przemiany, a przepis na eliksir nie był jeszcze kompletny, co najbardziej martwiło Jimina.
***
Odpowiedź na wysłany list przyszła po tygodniu. Ku zaskoczeniu i uciesze przyjaciół, była pozytywna. Crump swoim krzywym pismem wyznaczył termin i miejsce spotkania z Soneą, zaznaczając przy tym jego poufność. Miała zjawić się tylko ona i Oliver. Żadnych dodatkowych świadków ze względu na kryminalną przeszłość mężczyzny.
Lato zbliżało się wielkimi krokami, krzycząc głośno, że nadchodzi czas egzaminów i SUMów. Na szczęście to ostatnie jeszcze Sonei nie dotyczyło. Stawiała nerwowo kroki wzdłuż jeziora, przy którym miała zobaczyć się z ojcem Olivera. Ślizgon kroczył obok niej, starając się wyłapać jej wzrok. Zadawał ciągle pytania i rzucał słabe teksty na podryw, działając tym samym dziewczynie na nerwy.
- Błagam, niech on już skończy - warknęła w myślach. Właśnie wyobrażała sobie, jak podstawia mu nogę, a on niezgrabnie ląduje w mule, który leżał tuż przy brzegu. Uśmiechnęła się na tą myśl. Jednak nie mogła tego zrobić, ponieważ Oli był jej łącznikiem ze starym Crumpem.
Z oddali usłyszała wycie. Jej wzrok podążył w stronę źródła dźwięku. Jej oczom ukazała się brązowa, włochata bestia z czarnymi jak węgiel oczami. Zęby ostre i liczne połyskiwały złowieszczo w świetle zachodzącego słońca. Futro wypłowiałe oraz gęste falowało pod wpływem ruchu wilkołaka. W jednej chwili przystanął i zwrócił łeb w ich stronę. Sonea poczuła rosnącą gulę w gardle. Uczucie przerażenia ogarnęło jej całe ciało. A może to był potwór, który w niej siedział? Puchonka rzuciła spojrzenie na swojego towarzysza, który przestąpywał z nogi na nogę, nie kryjąc swojej niecierpliwości.
Crump momentalnie przeobraził się w człowieka, a wyprostowując się, rzucił na nich groźne spojrzenie. Sonea od razu pomyślała o eliksirze wspierającym kontrolę nad przemianą.
- Oliverze - niemal wysyczał imię swojego syna.
- Ojcze. - Oboje skinęli głowami w swoją stronę. - To jest Sonea. Powód naszego spotkania.
Ton i słowa wypowiadane przez Węża były jakby od innej osoby. Mistyczność i inność tej sytuacji spowodowała ucisk w żołądku Lupin.
- W liście nie przybliżyłeś mi czemu ma służyć to spotkanie. - Silas zmarszczył brwi.
- Chciałabym dowiedzieć się więcej o armii Greybacka. - Widząc rozbiegany wzrok mężczyzny zaczęła z innej strony. - Przeszłam pierwszą przemianę. Ja... nie wiem co robić. Mam wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.
- Nie mów o tym nikomu - zastrzegł, a jego pięści zacisnęły się. - Armia Greybacka zginęła razem z jego dowódcą...
- Mówiłem jej tato, ale ona... - zaczął Oli, ale przerwał na uciszający znak ze strony ojca.
- Musisz zdecydować czy chcesz zostać z rodziną i co miesiąc narażać ich na spotkanie z bestią w Tobie ukrytą, czy na zawsze ich opuścić, na rzecz leśnego życia.
- Mam od tak zniknąć? - zapytała niemal szeptem, a w jej głowie kłębiły się myśli. Ma zostawić Teddy'ego i babcię? Pomyślała o swoich zmarłych rodzicach, którzy pewnego dnia wyszli z domu i już nie wrócili. Miałaby zrobić to samo? Może gdyby eliksir Jimina zadziałał, nie musiałaby.
Mam dziwna słabość do wilkolakow, może dlatego tak podoba mi się ten tekst, w którym przecież nie dzieje się wiele. Ale jednak przeczytałam to szybko i niemal jednym tchem. Podoba mi się styl.
Nie zwróciłam uwagi na błędy, więc nie mogę powiedzieć czy były. Ale generalnie jestem na plus i będę sledzila te serie!