Sonea szuka rozwiązań swojego problemu.
- Wczoraj była pełnia. - Sonea odepchnęła się gwałtownie od barierki.
- Tak, piękny księżyc. Ale w książkach jest napisane, że cechy wilkołaka nie są dziedziczne. - Chłopak spojrzał na nią zdziwiony.
- A jednak wszyscy się tego bali. Ten facet, który przyszedł do mojej babci, mój brat... Wszyscy. - Puchonka potrząsnęła głową, w nadziei pozbycia się z niej nieprzyjemnych słów czarodzieja, który odwiedził jej ukochaną babcię. - I tak się stało, Jim.
- Przemieniłaś się? - Twarz chłopaka po kolei prezentowała strach, zdziwienie, a później radość. - Gadaj! Jak było?
Złapał Lupin za ramiona i potrząsał nią delikatnie.
- Puść mnie - żąchnęła się. - Bolało. Tyle pamiętam.
- No, przynajmniej w tej kwestii w książkach nie kłamali.
- Co ty przeczytałeś wszystkie książki o wilkołakach? - dziewczyna po raz pierwszy ukazała swoje białe zęby na gest troski, którą jej przyjaciel okazał.
- Chciałem wiedzieć wszystko. - odpowiedział nieśmiało i skierował swój wzrok w swoje czarne pantofle. - Nie rozumiem tylko, dlaczego doszło do przemiany.
Chłopak zaczął chodzić w kółko, skupiając się maksymalnie na swoich myślach. Sonea oparła się plecami o barierkę i skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej. Lustrowała każdy krok Jimina, aż ten się nie zatrzymał.
- Twoja mama... - zaczął - Była metamorfomagiem!
- Tak. I co w związku z tym?
- Może połączenie tych genów spowodowało przemianę.
- Na Merlina, bez względu na to, jak to jest możliwe, ja nie mogę tu zostać. Musze odejść.
- I gdzie zamierzasz pójść? - Jimin ze złości zaczął wymachiwać rękami. - Do lasu?
- Dołączę do armii Greybacka - odpowiedziała nieśmiało.
- Po wojnie z Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać przestała istnieć - skwitował i spojrzał na przyjaciółkę błagalnym wzrokiem. - Poza tym, to chyba najgłupszy pomysł jaki padł z twoich ust, wariatko. Nie lepiej zgłosić się do dyrektora o pomoc?
- Nie masz pewności co do istnienia tej armii. Wczoraj w nocy słyszałam wycie. - Broniła się.
***
- Gdzie idziesz? - zmęczony głos Lupin niósł się za Jiminem.
- Syn Silasa Crumpa jest Ślizgonem. To menda, ale może powie nam coś więcej o Greybacku i jego świcie. - brunet gwałtownie skręcił do Wielkiej Sali.
- Skąd ty masz w ogóle takie informacje, co? - Sonea podejrzliwie zmierzyła swojego przyjaciela. Ten jedynie w odpowiedzi poruszył do góry brwami, a z usta wykrzywił w dziób kaczki.
Był czas obiadu, więc pomieszczenie było pełne czarodziejów i czarodziejek. Na czterech stołach było mnóstwo jedzenia, na które Sonea miała niesamowitą ochotę. Jej żołądek wariował, ale dzielnie dotrzymywała kroku przyjacielowi. Spojrzała na stół nauczycieli i puste miejsce dyrektora. Zastanawiała się gdzie może podziewać się pani McGonagall, kiedy uderzyła w wysoką przeszkodę i niemalże upadła. W ostatniej chwili złapała ją ręka chłopaka z szarym irokezem. Kilkunastolatek postawił ją na równe nogi i wyszczerzył usta w uśmiechu.
- Musisz uważać, piękna - Sonea zwróciła uwagę na kolory, które nosił jej wybawiciel.
- Nie gadam z wężami - syknęła i zaczęła szukać wzrokiem Jimina.
- Z tym akurat będziesz musiała - chłopak wyrósł obok niej jak mandragora na dopalaczach - Oliver Crump?
Ślizgon w jednej chwili przemknął obok bruneta i wybiegł przez drzwi WS. Rudowłosa zdążyła zauważyć, że puścił jej oko, gdy pędził obok niej. Puchon złapał Soneę za nadgarstek i zaczął biec. Spieszyli przez ciemne korytarze Hogwartu, depcząc po piętach Oliverowi. Skręcili w jeden z nie najlepiej oświetloną drogę i stracili chłopaka z oczu.
- Cholera - zaklął Jimin.
W jednej chwili chłopak przycisnął przyjaciela Sonei do ściany, przykładając do jego szyi różdżkę.
- Cholera razy dwa - krzyknęła - Co. Ty. Robisz?! Puść go!
- Skąd znasz moje nazwisko? - różdżka szarowłosego mocniej przylgnęła do szyi Jimina, a jego ton zdradzał, że tak łatwo nie odpuści. - Gadaj albo nie wyjdziesz z tego z taką buźką.
- Kto nie wyjdzie, ten nie wyjdzie - Jimin bezsilnie próbował zwolnić uścisk napastnika.
- Chcemy porozmawiać - zaczęła dziewczyna - O twoim ojcu.
Oliver spojrzał na nią wściekłym wzrokiem, jednocześnie puszczając bruneta. Puchon łapczywie brał oddech, a jego oczy zaszły łzami.
- Co tu się wyprawia? - Minewra McGonagall stanęła nad trójką młodych uczniów. Pojawiła się jak duch.
- Pani dyrektor. Kolega się przewrócił i mu pomagamy - Ślizgon podał rękę Jiminowi, lecz ten ją odtrącił i wstał sam.
- Sam się przewrócił? - zapytała podejrzliwie. - Pilnuj się, Lance.
8Sonea zawsze podziwiała byłą opiekunkę Gryfonów za powagę i wyniosłość jakimi się cechowała.
- Nic z tego - powiedział Oliver, po zniknięciu pani dyrektor. - Nie pomogę nawet tak ślicznej buźce.
- Twój ojciec jest dość znanym przestępcą, ale jest też wilkołakiem. Muszę z nim porozmawiać. - odparła stanowczo.
Wąż przycisnął ją do ściany, zbliżając niebezpiecznie blisko swoje usta do ust Sonei.
- Nie ma nic za darmo - pogłaskał policzek dziewczyny. - Czemu niby miałbym Ci ufać?
Ta złapała za jego nadgarstek, wykręcając go boleśnie i szybkim ruchem wyciągnęła różdżkę, celując między oczy chłopaka.
- Role się odwróciły, co? - Jimin chwycił swój magiczny patyk i przyłożył go do klatki piersiowej Crumpa.
Śmiech Jimina rozniósł się po pustym i ciemnym korytarzu. Mina Sonei zdecydowanie wyrażała dezaprobatę na słowa przyjaciela.
- Na tą śliczonotkę wyrażam zgodę - skinął głową w stronę rudowłosej - Ale z tym charłakiem nie będę gadał, przykro mi.
Na ustach Jima już pojawiały się pierwsze sylaby Drętowty, kiedy Oliver rzucił się na niego jak wściekły wilk.
Sonea patrzyła na szamotaninę, która odbywała się pod jej stopami. Słyszała salwę przekleństw wypuszczoną przez bruneta. Chyba przegrywał.
- Lumos Maxima - nagły błysk oświetlił korytarz, oślepiając tym samym chłopaków.
Brunet i szarowłosy czołgali się po starej, drewnianej podłodze, czekając aż ich oczy przyzwyczają się do ponownego mroku.
- Musicie nauczyć się ze sobą współpracować - Sonea posłała Oliverowi uśmiech, jednocześnie pomagając Jiminowi wstać.
Chyba jednak nie zostanę zwolenniczką tej serii. Jednak widzę, że została oznaczone jako pierwsze fan fiction, tak więc chyba powinnam być wyrozumiała. jak dla mnie wszystko jest tutaj strasznie chaotyczne, przez co często niezrozumiałe. Brakuje mi opisów i raczej spokojniejszych momentów, bo póki co wszystko dzieje się zbyt szybko. No i nie czuję tego klimatu Hogwartu. Jednak daję szansę temu opowiadaniu i czytam dalej ;D