Tiara przydziału podjęła decyzję, ale czy każdy będzie z niej zadowolony? I czy każdy sobie zdaje sprawę, jakie opinie krążą o jego nowym Domu w Hogwarcie?
Rozdział 5
- Green, Megan.
Megan wzięła głęboki wdech i na sztywnych nogach odeszła do stołka oraz włożyła na siebie Tiarę. Ta opadła na oczy, przysłaniając widok. Serce podskoczyło jej do gardła, gdy usłyszała cichutki głosik w uszach.
Tak, to oczywiste… chociaż… Nie, nie. Ten dom jest dla niej idealny.
Nie zdążyła sformułować myśli, w której cieszyła się z przydziału do Ravenclawu, kiedy na całą salę Tiara wrzasnęła:
- GRYFFINDOR!
Co? Nie, nie Gryffindor. Miała trafić do tego samego domu co Moon, a ona jest przecież mądra. Wstała i ruszyła wolno w kierunku stołu Gryfonów, którzy bili brawo i cieszyli się z przybycia kolejnego członka ich domu.
Profesor Flitwick wyczytywał kolejne nazwiska, ale Megan go nie słuchała. Spuściła głowę, a burza blond loków opadła jej na ramiona i końcówkami muskała złote dno talerza. Rozmyślała o tym co teraz będzie. Liczyła, że będzie spotykać Moon chociaż na korytarzach. Nie znosiła poznawać nowych ludzi. Znacznie bardziej wolała, gdy ktoś sam do niej zagadywał.
Podniosła głowę dopiero gdy usłyszała nazwisko „Knight”. Wydało się jej ono znajome, ale gdy przyjrzała się chłopcu idącemu w kierunku stołu Krukonów stwierdziła, że musiała się pomylić. Siostra Andy’ego Knighta – Evelin była następna. Tak jak on, miała kruczoczarne włosy, białą cerę i czerwone usta. Megan pomyślała, że wygląda jak Śnieżka. Chwilę później i ona siedziała przy stole Ravenclawu.
Parę nazwisk później został wyczytany Adam. Megan zaśmiała się w duchu, bo nie wyglądał w najmniejszym stopniu na zestresowanego. Szedł pewny siebie, a Tiara wydała werdykt, zanim zdążył ją sobie dobrze osadzić na głowie.
- GRYFFINDOR!
- Tak! – powiedział Adam trochę za wcześnie i trochę zbyt głośno. Poliki mu spłonęły rumieńcem, ale mimo to podbiegł do stołu Gryffindoru, z głową dumnie uniesioną.
Kiedy Moon szła do stołka wydawała się być bardziej wystraszona, jednak tak jak brat, dumnie włożyła Tiarę na głowę. Tylko że Moon siedziała tam i siedziała, a Tiara nie podejmowała wyboru. Nauczyciele i uczniowie zaczęli szeptać. Megan w końcu nie wytrzymała.
- O co im chodzi? – szepnęła w stronę Adama. – Co się stało?
- Chyba jest kolejną Czekającą* – odszepnął.
- Ale kim jest Czekająca?
Adam westchnął i pokiwał lekko głową, ale nadal nie odwrócił wzroku od siostry.
- Zapomniałem, że ty nic nie wiesz. Czekający to osoba, która musi czekać na przydział dłużej niż pięć minut.
Kobieta siedząca przy stole nauczycielskim na samym środku wyszeptała coś do otyłego nauczyciela, który siedział obok niej. On spojrzał na zegarek na ręce i pokiwał potwierdzająco głową.
I nagle ciche poszeptywania w tłumie zostały przerwane donośnym okrzykiem Tiary Przydziału i Moon.
- GRYFFINDOR!
- Nie!
Moon jednak nie spłonęła rumieńcem. Osoba wyczytana po niej musiała ją zepchnąć z stołka, bo ona nadal na nim siedziała. Bardzo powoli doszła do stołu i usiadła na przeciwko Megan, obok Adama.
Megan poczuła się winna, powinna być niezadowolona z nieszczęścia przyjaciółki, ale z drugiej strony teraz, gdy smutki i stres przeszły, zauważyła piękno Wielkiej Sali. Było to ogromne pomieszczenie, które zdawało się nie posiadać sklepienia, bo zamiast niego Megan widziała rozgwieżdżone niebo oraz parę chmurek. Wielka Sala była oświetlana nie tylko tysiącami świec, które lewitowały nad ich głowami, ale i blaskiem księżyca. Srebrne duchy przewijały się między stołami i uczniami, a ich poświata odbijała się w złotej zastawie, rozłożonej na pięciu stołach. To wszystko tworzyło nadzwyczajny klimat, a powietrze zdawało się być przesycone magią.
Kolejne nazwiska zostawały wyczytywane, a Moon ani drgnęła aż do…
- Potter, James.
W Wielkiej Sali nastąpiło poruszenie, znacznie większe niż te w przypadku z Moon. Teraz uczniowie już nawet nie próbowali ukryć zainteresowani. Otwarcie zaczęli wyrażać swoją opinię, co zamieniło się w jeden wielki chaos.
Czarownica o srogim spojrzeniu, która wcześniej sprawdzała czas pobytu Moon na stołku, posłała wszystkim srogie spojrzenie. Podziałało to na większość uczniów, tylko dwójka rudzielców z Gryffindoru, chichotała. Nie tylko uczniowie okazywali zainteresowanie. Połowa ciała pedagogicznego również między sobą szeptała.
James pochylił głowę i szybkim krokiem podszedł i nałożył Tiarę. Megan stwierdziła, że wyglądał na zawstydzonego i już nie tak pewnego jak w pociągu.
- GRYFFINDOR! – Decyzja Tiary zdawała się być jednoznaczna, tak jak to było w przypadku Megan i Adama.
Zdjął szybko Tiarę i wepchnął pomiędzy Megan, a chłopca o czarnych włosach, również z pierwszego roku. Tak bardzo się zgarbił, iż wydawał się dwa razy mniejszy niż normalnie. Moon i Adam patrzyli się na niego z wytrzeszczonymi oczami, ale jako pierwsi zrozumieli, że to niestosowne i uśmiechnęli się przyjacielsko. Inni cały czas wytrzeszczali gały.
Megan czuła się trochę dziwacznie. Dała mu lekkiego kuksańca w ramię i wróciła do ponownego oglądania ceremonii przydziału. W końcu nastała i kolej Susan, więcej nazwisk nie było Megan znanych.
Zapadł wyrok. Tak, wyrok to najlepsze słowo. Przynajmniej Megan by takiego użyła, gdyby to ona trafiła do Slytherinu, bo tam właśnie trafiła Susan. Jednak Susan wcale nie wyglądała na zmartwioną. Uśmiechnęła się, zaklaskała i potknęła parę razy, idąc ku stołowi. Kiedy już miała usiąść, pomachała jeszcze do znajomych z łódki. Megan odmachała nieśmiało.
Kiedy ostatni chłopiec został przydzielony do Slytherinu, powstała, jak wytłumaczył jej Adam, profesor McGonagall, dyrektorka Hogwartu.
- Witam wszystkich w nowym roku, w Hogwarcie! – rzekła. – Ale teraz… smacznego!
Złote misy, talerze i dzbany wypełniły się najrozmaitszymi pysznościami. Takie nie śniły się Megan, nawet po bajkach, w których bogaci książęta wyprawiali bankiety, ponieważ szukali żony. Jej rodzice nie byli biedni, nigdy nie musiała chodzić głodna, ale również nigdy nie najadła się aż tak bardzo. Pewnie dlatego, że jej mama nie potrafiłaby ugotować nawet połowy tych pyszności, co były przed nią, a tata potrafił przypalić nawet wodę.
Po zjedzeniu mnóstwa pyszności, okazało się, że był jeszcze deser. Lody w wszystkich smakach, budynie, desery owocowe…
- Jeszcze raz chciałam was powitać w nowym roku w Hogwarcie! – Profesor McGonagall wstała i przemówiła. – Muszę jeszcze powiedzieć tylko parę słów. Pierwszoroczniacy, ale nie tylko – dwoje rudzielców przy stole Gryffindoru poruszyło się i zachichotało – niech wiedzą, że do Zakazanego Lasu, leżącego na skraju błoni, wstęp jest całkowicie wzbroniony.
Megan odniosła dziwne wrażenie, że dyrektorka patrzy się wyłącznie na stół Gryffindoru.
- Daty eliminacji do drużyny quidditcha zostaną jeszcze uzgodnione, ale wszyscy chętni proszeni są o zgłoszenie się do pani Hooch. Lista prefektów, obowiązująca w tym roku, wisi już na tablicach w pokojach wspólnych. Woźny prosił mnie również bym poinformowała was o nowych przedmiotach, które zostały zakazane w tym roku w szkole. Wyjątkowo lista będzie teraz wisieć na tablicach w pokojach wspólnych… może ktoś wreszcie na ną zajrzy… – Spojrzenie na stół Gryffindoru. – W tym roku, jak w każdym, obowiązuje cisza nocna oraz zakaz używania magii na korytarzach. I jeszcze mam do was ostatnią prośbę: wiem, że jezioro jest główną atrakcją na błoniach… a dokładniej ich mieszkańcy… ale byłabym wdzięczna, gdybyście ograniczyli przychodzenie nad nie do minimum. Aż w końcu… życzę wam miłego snu.
Dziewczyna o długich blond włosach wstała od stołu Gryfonów i zaczęła nawoływać pierwszorocznych. Adam podszedł do Megan i wskazał na odznakę na szacie blondwłosej.
- Musi być prefektem.
- A teraz za mną! – zaświergotała dziewczyna. – Zaprowadzę was do waszych nowych dormitorium!
Wszyscy pierwszoroczniacy ruszyli przez tłum ludzi i w końcu wydostali się z Wielkiej Sali.
- To moja kuzynka Victoire – wyszeptał James.
Tak więc Victoire poprowadziła ich schodami, znajdującymi się w sali wejściowej, a następnie wzdłuż krętych korytarzy. Na ścianach były gobeliny i obrazy, dodające wnętrzu uroku. Ruszające się obrazy… jednak Megan była zbyt zmęczona, by zrobiły one na niej jakieś wrażenie. Od czasu do czasu mijali okna, za którymi znajdowało się rozgwieżdżone niebo.
Megan ziewnęła i obiecała sobie w duchu, że nie będzie się nigdzie sama zapuszczać po zamku, bo nie odnajdzie już drogi. W końcu dotarli do portretu otyłej kobiety, ubranej w różową suknię.
- Oto hasło: groźny troll.
Po słowach wypowiedzianych przez Victoire, obraz uchylił się, ukazując im przytulny i okrągły pokój wspólny. Jego ściany został pomalowane a czerwono (choć nie brakowało tu gobelinów), w kominku wesoło tańczyły płomienie. Było tam pełno wysiedzianych foteli z pomiętymi poduszkami oraz stolików.
- Nasz pokój wspólny mieści się w wieży Gryffindoru. Możecie tutaj odrabiać lekcje lub spędzać swój czas wolny.
Wskazała na kręte schody i wytłumaczyła, gdzie mieszczą się dormitoria dziewcząt, a gdzie chłopców. Kiedy Megan wspięła się do góry, jej i pozostałym dziewczynką z jej roku udało się odnaleźć ich komnatę. Otworzyły drzwi i zobaczyły okrągły pokój z pięcioma łożami z baldachimem, a przy nich stały już kufry. W dormitorium było tak samo przytulnie jak w pokoju wspólnym.
- Moon, ale jestem zmęczona, a ty? Moon… Moon?
Megan obróciła się w miejscu, ale Moon nigdzie nie było. No nie. Pozostałe znajome już się zaczęły przebierać, ale Megan natychmiast otworzyła drzwi i zaczęła zbiegać po schodach. Miała nadzieję, że Moon nie zaczepił jakiś dziwny stwór jak ten krwawy duch. Biegła tak pogrążona w ponurych myślach, kiedy potknęła się o…
- Moon!
Obie upadły dwa stopnie niżej z głośnym „bęc”.
- A już się o ciebie bałam, gdzie cię poniosło? – zapytała, rozcierając kolana. Będzie mieć siniaka jak nic. - Nie masz ochoty iść spa…
Dopiero gdy Moon uniosła głowę i spojrzała na nią, zobaczyła, że z jej podkrążonych i zaczerwienionych oczów wypływają łzy. Megan uklękła przed nią i otarła jej poliki od łez własnym rękawem szaty.
- Co się stało?
Moon zacisnęła powieki i pociągnęła nosem.
- N-Natalia powiedziała, że skoro nie-e jestem d-dość mądra by dostać się do Ravenclawu, to nie powin-nyśm-my być już przyjaciółkami. Je-estem b-beznadziejna, nawet nie potrafię przy s-sobie ut-trzymać n-najlepszej przyjaciółki!
Co za wstrętna małpa! Megan była w stanie założyć się o własną różdżkę, że to był tylko byle jaki pretekst. Natalia z pewnością nigdy nie uważała Moon za przyjaciółkę. Przyjaciół się nie zostawia. Usiadła obok i objęła ją ramieniem.
- Moon… Rosa, posłuchaj mnie dokładnie, ok? To, że trafiłaś do Gryffindoru wcale nie znaczy, że jesteś głupia. Masz w sobie po prostu więcej odwagi niż rozumu, co nie znaczy, że masz go mniej niż ta małpa Daffodil. – Uśmiechnęła się blado do Moon. – Wiesz co? W mojej poprzedniej szkole też miałam przyjaciółki, ale kiedy zaczęły się dziać wokół mnie dziwne rzeczy… zostawiły mnie.
Moon spojrzała na nią z zaciekawieniem.
- Przestałam wierzyć wtedy w prawdziwą przyjaźń, ale szybko mi przeszło dzięki mojej mamie. Powiedziała mi, że źle trafiłam, bo prawdziwi przyjaciele nie zostawiają siebie nawzajem i od tej pory cały czas szukałam, a teraz znalazłam.
Megan wstała i wspięła się stopień wyżej, otrzepując kolana.
- Chcę być twoją najlepszą przyjaciółką. – Wyciągnęła rękę w kierunku Moon. – A ty moją?
Moon chwyciła jej dłoń.
***
Przepraszam, że trzeba było czekać tak długo. Jednak - wcześniej czy później - wszystkie przygody Megan zostaną opublikowane. Planuję to od... no już prawię roku, więc tak łatwo się nie poddam ;D
Świetne! Super to napisałaś. Bardzo fajnie i lekko się to czytało