Kolejna część mojego FF. Dedykuję Angelinie xD Naszej kochanej córci i najlepszej admince ;)
- Mist? Mist?! Co się dzieje?! - krzyczała spanikowana Ewilan.
Ślizgon nie potrafił się odezwać. Jego mała córeczka, która dała mu tyle szczęścia (że aż potrafił wyczarować swojego patronusa), będzie teraz zdana na łaskę i niełaskę Czarnego Pana. Jeśli zechce ją zabić, zabije ją, jeśli zechce ją do czegoś wykorzystać, również to zrobi. Nikt i nic nie stanie mu na drodze.
- Może... pójdziemy do Dumbledore'a ? - myślał głośno mężczyzna.
- I sądzisz, że on nam pomoże? Za duże ryzyko. Kiedy Czarny Pan się o tym dowie, zginiemy w męczarniach - stwierdziła z histerią w głosie Ellie. Była w szoku i dopiero teraz powoli zaczynała rozumieć to, co Mist zrozumiał już wcześniej. Ich dziecku grozi śmierć. Zaczęła płakać.
- Mist? Ty masz jakiś pomysł, prawda? Wiesz, jak ocalić naszą córkę? - rozpaczała już bez cienia nadziei Dosia.
Jej mąż spojrzał na nią. Wiedziała, co to znaczy - Angie została skazana. Nie ma dla niej ratunku. Jest szansa, że Sami-Wiecie-Kto jej nie zabije, ale i tak w przyszłości musiałaby wykonywać dla niego wszelakie misje. Córka chciała być taka jak mama, była dla niej wzorem. Na tę myśl Ewilan potrząsnęła ze smutkiem głową. Nie mogli tego tak zostawić.
Mała Angelina była już w takim wieku, że rozumiała, że dzieje się coś złego. Słysząc płacz, podeszła do matki i przytuliła się do niej. Mist również starał się uspokoić żonę.
- Kochanie. Już... Spokojnie... Coś wymyślę - mówił. - Lepiej przygotuj jakieś jedzenie dla małej, bo na pewno jest głodna. Chciał zająć Ellie czymś innym niż myśleniem o sytuacji. Ukochana tylko pokiwała głową, wstała i udała się do kuchni. Rozumiała intencje męża.
Mężczyzna starał się znaleźć rozwiązanie. Czuł, że jakiś plan błąka się w jego myślach, ale w żaden sposób nie mógł tego uchwycić.
Po dziesięciu minutach wróciła Dosia z jakąś papką dla Angie. Podała jej sztućce i usiadła obok niej przy stole.
- Mamusiu? - zapytała mała Angelina.
- Tak? - spytała, z trudem powstrzymując trzęsienie głosu.
- A kiedy odwiedzi mnie ciocia Angelina? Zrobiłam dla niej śliczny rysunek.
- Zapewne niedługo - odpowiedziała matka, gładząc ją po włosach.
Nagle ją olśniło. Mist spojrzał na nią i zauważył cień nadziei na jej twarzy.
- Angelina! Musimy się do niej udać i z nią porozmawiać. U niej Angie będzie bezpieczna - entuzjazmowała się Dosia.
- Tylko... - przystopował ją - nawet jeżeli Angelina zaopiekuje się małą, to my nie będziemy mogli jej widywać. Możliwe, że już do końca życia - stwierdził bardzo smutnym, rozżalonym głosem. Właśnie, tego Ellie nie przewidziała. Od razu się zasmuciła, a z jej oka wyleciała kolejna łza.
- Ale... Ale... nie mamy innego wyjścia, prawda? Przynajmniej mała będzie bezpieczna - powiedziała dzielnie żona.
- Pozostaje jeszcze kwestia tego, co powiesz Angelinie. Zamierzasz się przyznać co do naszej... przeszłości i prawdopodobnej przyszłości?
Kolejna luka w pomyśle Ellie.
- Jeśli będę musiała... - stwierdziła poważnie.
***
Następnego dnia cali w nerwach zjedli śniadanie. Obudzili małą Ang, nakarmili i ubrali, po czym wybrali się do Angeliny. Starali się nie rzucać w oczy, aby nikt się nie zorientował, co robią. Angelina mieszkała dość blisko ich domu, więc bardzo szybko do niej doszli. Zapukali i drzwi otworzyła im ich stara znajoma.
- O! Cześć! Co tam u was? Cześć mała - przywitała się z wszystkimi, a szczególnie z chrześniaczką. - Proszę, wejdźcie. Napijecie się czegoś?
- Nie dzisiaj. Przychodzimy z konkretną sprawą - stwierdził oschle Mist.
Johnson spojrzała na niego spode łba. Jego ton jej się nie podobał, lecz po jego minie od razu zobaczyła, że dzieje się coś złego i tego prawdopodobnie dotyczy ich wizyta.
- Usiądźcie - powiedziała o wiele mniej entuzjastycznym tonem niż zwykle.
- Wolałabym, żeby mała nie uczestniczyła w naszej rozmowie. Mogę zanieść ją do pokoju gościnnego? - spytała Ellie. - Dałabym jej kartkę i kredki, porysowałaby sobie.
- Dobrze - odparła Angelina. Teraz już miała pewność, że coś się stało. Ellie wzięła Angie za rękę i wyszła z jadalni. Johnson spojrzała pytająco na Mista, lecz ten nic nie odpowiedział. Kiedy Ewilan wróciła, zaczęła mówić.
- Angelino, jesteśmy w naprawdę trudnej sytuacji. Zagrożone jest życie małej.
W tym momencie kobieta przeraziła się nie na żarty.
- Co? Jak to? Co się dzieje z małą? - pytała histerycznym tonem.
- To bardzo długa historia, lecz niestety będziemy zmuszeni ci ją opowiedzieć, gdyż tylko ty możesz nam pomóc w uratowaniu Angie - powiedział. Angelina zbladła. Bardzo kochała swoją chrześniaczkę, a teraz dowiedziała się, że jej życie jest zagrożone i tylko ona może jej pomóc. Nie potrafiła sobie tego ułożyć w głowie.
- Tak więc, zaraz po ukończeniu Hogwartu wzięliśmy z Mistem ślub - zaczęła Ellie.
- Tylko spokojnie. Nie wpadaj w panikę. Daj nam wszystko wytłumaczyć - uprzedził Ślizgon Angelinę. - Tak więc ja już w czasach szkolnych byłem Śmierciożercą.
Angelina chyba w końcu rozumiała, o co chodzi. Wpadała w histerię. Jak oni mogli?! Nic mi nie powiedzieli?! Ja im ufałam! - krzyczała w myślach, lecz nie mogła z siebie wydobyć żadnego dźwięku.
- Zaraz po ślubie ja również dołączyłam do armii Czarnego Pana. Po upadku Sama-Wiesz-Kogo, staraliśmy się normalnie żyć. Weszliśmy w ten lepszy, ciekawszy, weselszy świat czarodziejów, lecz teraz, kiedy najgorszy z czarnoksiężników powrócił, musimy wrócić do dawnego trybu życia - dokończyła Dosia.
- Jak to, Voldemort wrócił? - wtrąciła oszołomiona i skołowana Angelina. Odpowiedziało jej milczenie.
- Kiedy poznaliśmy to życie, nie chcieliśmy dołączać do Voldemorta, lecz zostaliśmy zmuszeni - podjął po chwili Mist. - W końcu zdaliśmy sobie sprawę, w jak wielkim zagrożeniu jest teraz nasze dziecko. Chyba jedynym wyjściem z sytuacji jest oddanie jej... - tutaj się zatrzymał i z całej siły powstrzymywał łzy - tobie. My, jako Śmierciożercy, nie możemy mieć dzieci, gdyż po ich dorośnięciu, będą musiały podzielić nasz los. Okrutny los - skończył Snape i dał Angelinie chwilkę na poukładanie sobie tego wszystkiego. W jej głowie wybuchła właśnie ogromna bomba. Ufała Snape'om jak nikomu. Mówiła im o wszystkim! A oni ukryli przed nią tak znaczącą tajemnicę!
- Jak mogliście nic mi o tym wcześniej nie powiedzieć?! Ja wam ufałam! Patrzcie, co zrobiliście małej Angie! Naraziliście ją na śmiertelne niebezpieczeństwo! - krzyczała, dławiąc się łzami.
Słysząc takie zarzuty, Ewilan również zaczęła płakać. Tylko Mist z okropną, zabarwioną wstydem miną, jakoś się trzymał.
- Jesteś okropni! Nie rozumiem, jak można być tak podłym! Mordować tyle ludzi... Zdajecie w ogóle sobie z tego sprawę, co wy mi przed chwilą powiedzieliście? Jesteście maszynkami do zabijania! A ja miałam was za swoich przyjaciół - ciągnęła Angelina. Nie potrafiła się uspokoić.
Dosia nie wytrzymała, łzy pociekły jej jak wodospad. Jej psychika została narażona na bardzo ciężką próbę. W końcu Angelina jeszcze raz porządnie się zastanowiła. Próbowała to sobie wszystko ułożyć w głowie. W końcu spojrzała stanowczo na Mista, przygotowując się do oświadczenia.
Już ci napisałam, co myślę o tej części, ale i tak skomentuję.
Mało się dzieje jak na mój gust w tej części, ale wszystko jest technicznie i w ogóle bardzo ładne. Błędów nie ma, no trudno żeby były po 4 betach
W końcu ----> w końcu.
Podoba mi się, oby tak dalej! No, trudno żeby mi się nie podobało, w końcu to o mnie ;D Daję W, obowiązkowo i czekam na kolejną część, mam nadzieję już niebawem.