Kolejna część Snape'ów. Pozdro dlaa.. już mi się pomysły wyczerpują... No to niech będzie dla Jadzi, która jako jedyna miała dla mnie czas i zbetowała tą część.
- Zrobię to. Nie zmienia to faktu, że strasznie mnie zawiedliście i nie chcę mieć z wami za dużo wspólnego, ale mała nie zasłużyła sobie na takie życie. Kiedy ją zostawicie? - zapytała Angelina roztrzęsionym głosem.
- Teraz - odpowiedział Mist, starając się zachować neutralność, lecz tego, co aktualnie czuł, nie dało się opisać. Właśnie na zawsze stracił córkę. - Wieczorem przyniosę jej rzeczy - zakończył.
- I oczywiście pieniądze. Za opiekę i na dalszy rozwój małej - dopowiedziała Ellie. Ang chciała zaprzeczyć, ale nie mogła z siebie nic wydusić.
- Pozwól, że już wyjdziemy - rzekł ponuro Snape. Angelina nic nie odpowiedziała. Siedziała na krześle jak sparaliżowana. Małżeństwo udało się w kierunku drzwi. Nie chcieli się żegnać z małą. W końcu co mieli jej powiedzieć? Córciu, przepraszam, ale musimy iść zabijać ludzi. Ty tu zostaniesz z ciotką i już nigdy nas nie zobaczysz. Niestety, to nie wchodziło w grę. Lecz jak na złość, kiedy wychodzili, mała wyszła z pokoiku i ich zobaczyła. Szybko podeszła.
- Już idziemy? Jaka szkoda - powiedziała rezolutnie mała Angie. Ellie puściły nerwy. Już dłużej nie wytrzymała, zaczęła płakać. Mist strasznie się o nią bał. To, co przeżywała, było dla niej bardzo trudne, zresztą jemu samemu było ciężko, lecz jakoś sobie radził. O Ewilan nie można było tego powiedzieć.
- Nie, kochanie. Ustaliliśmy z ciocią, że zostaniesz u niej na wakacje. Co ty na to? - mówił roztrzęsiony. Stojąca obok Ellie nie mogła tego wytrzymać. Była na skraju wytrzymania.
- Ale fajnie! Będę za wami tęsknić. Tylko niech mamusia już nie płacze. - Podeszła do niej i pocałowała ją w policzek. Ellie objęła ją i przez najbliższe minuty nie potrafiła jej puścić. Całą scenę obserwowała Angelina. Widząc to, było jej bardzo smutno. Była obrażona na Snape'ów, ale mimo to dalej byli to jej najlepsi przyjaciele. Mist również ucałował córkę, powiedział, że muszą już iść, życzył miłej zabawy z ciotką, po czym wziął żonę za rękę i wyszedł.
Wrócili do domu i usiedli sobie w dwóch fotelach. Mist już nie wytrzymywał. Dosia usiadła na jego kolanach i po cichu płakała. On natomiast z kamienną twarzą szybkim ruchem ręki przywołał kielich i ognistą whisky. Nalał napoju do kielicha i napił się. Dosia spojrzała na niego.
- Pamiętasz - otarła nos chusteczką. - jak kiedyś chodziliśmy na Błonia? Bez żadnych problemów i kłopotów. Żyliśmy tylko i wyłącznie sobą. Pamiętasz? - zapytała Ellie, ciągle szlochając. Mist wspaniale pamiętał te czasy. Tak bardzo za nimi tęsknił. Wszystko było wtedy łatwiejsze. Spojrzał na Dosię i pociągnął solidny łyk ze swojego kielicha. Dosia przyciągnęła drugi kielich. - Nalejesz mi?
- Dosia! Przecież ty nie pijesz, odkąd urodziła się Angie – zauważył Mist.
- Powiedziałam - nalej, a nie dyskutuj! - odpowiedziała Ellie. Przestała płakać, lecz wyglądała okropnie - twarz była cała od łez z rozmazanym makijażem. Mężczyzna, choć niechętnie, posłuchał jej. Siedzieli i wspominali stare czasy.
- A pamiętasz Anię Potter? Tą małą, co mnie tak wkurzała – uśmiechnęła się Ellie. - Z tego, co wiem, to uczy teraz w Hogwarcie.
- Ach. Pamiętam ją... Dosłownie się o mnie biłyście! - powiedział Mist.
- A ty i tak pozostałeś mi wierny – odrzekła i pocałowała Mista. Opróżnili dwie butelki ognistej whisky. Byli totalnie upici. Całkowicie zapomnieli o problemach. Z resztą w tym celu sięgnęli po alkohol. Teraz całowali się, lecz mało było w tym uczucia. Dosia powoli zaczęła rozpinać koszulę Mista. Skończyli na łóżku w sypialni. Dosia zasnęła na ramieniu Mista, lecz mężczyzna nie mógł zasnąć. Pomimo alkoholu, który wypił, problemy nie odeszły. Dosia już po dwóch kieliszkach zgubiła swoje kłopoty, lecz organizm Ślizgona był uodporniony na whisky. Myślał o całej ich sytuacji i czy mają jeszcze jakieś szanse zobaczyć się z małą i nagle sobie przypomniał, że nie zanieśli rzeczy i pieniędzy do domu Angeliny. Delikatnie wyszedł z łóżka, ubrał się, spakował rzeczy i połowę ich majątku oraz udał się do Angeliny. Leciutko zapukał, a drzwi od razu się otworzyły. Widocznie Johnson na niego czekała. Wzięła tylko walizki od Mista, a z oka wyleciała jej kolejna łza.
- Nie martw się. Damy sobie radę. Coś wymyślimy, a ty zajmij się na ten czas Angie – powiedział i objął ją w koleżeński uścisk.
- Musicie dać sobie radę! Wierzę w was! A teraz do zobaczenia – zakończyła kobieta.
Mist leciał od Angeliny jeszcze do Lucjusza, by opowiedzieć mu, co działo się z małą. Przy kolejnej butelce whisky dowiedział się, jakie są plany i cele Voldemorta, lecz dowiedział się czegoś jeszcze. Na najbliższym spotkaniu nie czeka go miłe powitanie.
*** Tydzień później ***
- Jesteś gotowa? - zapytał Mist swoją żonę.
- Trochę się źle czuję, ale tak. Wchodzimy.
Miejsce, w którym odbywały się spotkania Śmierciożerców, było okropne. Strasznie mroczne, ciemne i nigdy nie wiadomo było, co można tam spotkać. Ale cóż... Nie mieli wyboru. Weszli. Powitał ich okropny śmiech Bellatrix. Widocznie Czarnemu Panu już udało się załatwić sprawę wyciągnięcia jej z Azkabanu. Udali się do sali, w której miało odbyć się spotkanie. Zobaczyli tam Snape'a i Lucjusza, którzy jakby błagali o coś Czarnego Pana. Mist i Dosia stali w wejściu, patrząc na tę scenę. Wizerunek Czarnego Pana strasznie się zmienił. Ale w końcu sporządzono mu nowe ciało. Małżeństwo od razu zorientowało się, na kogo patrzą. Po chwili Sami-Wiecie-Kto przemówił:
- Dobrze. Wiecie, że jestem bardzo litościwy, więc ocalę jednego, lecz drugi poniesie karę! - wydał osąd. Mist nie wiedział, o co chodzi, lecz po minach Snape'a i Lucjusza wywnioskował, że nie zapowiada się nic dobrego.
- Tak więc ty, Ewilan Snape, możesz już zasiąść na swoim miejscu, lecz twojego małżonka poproszę za mną - powiedział ostrym i oschłym głosem. Obydwoje już zrozumieli, o co chodzi. Ellie chciała zacząć wyć i krzyczeć, ale Mist skinieniem głowy przekazał Malfoy'owi, aby się nią zajął. Ten od razu do niej podleciał i odszedł w kierunku stałego miejsca państwa Snape'ów. Voldemort uśmiechnął się szyderczo i odszedł, a Mist za nim. Poszli do ciemnego, małego pokoiku. Czarny Pan zabrał głos.
- Nie przywitasz się z swoim Panem? - Jednym ruchem różdżki nakłonił Mista do ukłonu, a następnym przewrócił go na ziemię. - Jak śmiałeś?! Porzuciłeś swojego Pana! A teraz do niego wracasz i prosisz o litość! Crucio! - syknął swoim przerażającym głosem, a Mist, leżąc na ziemi, przewracał się z bólu. Tego, co czuł, nie dało się opisać. Powróciły do niego wszystkie złe wspomnienia, jakie miał. Ból był przerażający. Wydawało się, jakby ktoś wkładał mu nóż w brzuch.
W końcu czarnoksiężnik przestał.
- Myślałeś, że cię nie dopadnę? Może chciałeś, aby Ministerstwo Magii cię uratowało? Słyszałem, że bardzo się ostatnio z nim zżyłeś! - Zaklęciem podniósł kamień leżący w pokoju. Zwinnym ruchem różdżki pchnął głaz w stronę Mista. Kamień nie był na tyle wielki, aby zabić, lecz na pewno był w stanie sprawić ogromny ból. Kiedy uderzył, Mist wydał z siebie tylko stęknięcie. Wszystko go bolało. Myślał, że już umiera. Czarno mu było przed oczami. Cała jego twarz była zakrwawiona, żebra i nie tylko, były połamane, ale Voldemort nie zamierzał przestać.
- CRUCIO! - krzyknął Czarny Pan i Snape pogrążył się w jeszcze większym bólu. Kiedy skończył, Mist był nieprzytomny. Cały poobijany. Ledwo żywy.
- Wstawaj, głupcze! Czas na spotkanie, w którym musisz wziąć udział. - Podniósł Mista na nogi. Ten ledwo co na nich stał. Spróbował ruszyć w kierunku sali, gdzie siedzi Ellie, lecz od razu się przewrócił. Voldemort zaczął się śmiać.
- I co teraz? - Wziął jeszcze jeden kamyk, tylko mniejszy, i cisnął nim w Ślizgona. Mist zaczął krzyczeć z bólu. Tego już za wiele. Był cały połamany. Bał się, że zaraz umrze. Chciał stawić czoła Czarnemu Panu, spróbował wstać, ale ten tylko uśmiechnął się szyderczo.
- Nawet nie próbuj. Crucio! - Mist znowu zemdlał, lecz Czarny Pan ponownie go obudził.
- Teraz wyjdę! Za chwilę rozpocznie się spotkanie! I masz na nim być, bo inaczej twoja żona również zostanie ukarana. DWA RAZY MOCNIEJ! - To ostatnie prawie syknął pogardliwie i jeszcze raz pchnął Mista jakimś zaklęciem. Ten czuł, że zaraz umrze. Nie miał żadnych szans na przeżycie. Mimo wszystko spróbował wstać. Tylko dla Dosi, tylko żeby stawić się na tym spotkaniu.
Widział przed sobą Angelinę. Jego małą, słodką córcię. Próbował po nią sięgnąć, lecz tym przyciągnął tylko większy ból. Przeniósł się ,jakby w myślodsiewni, do pewnego wspomnienia. Kiedy jego córka uczyła się pierwszych słówek.
- Tata – rzekło nieudolnie małe dziecko. - Koćam – tak wymawiała słowo "kocham".
Na ten widok Mist uśmiechnął się, lecz było to jednoznaczne z kolejną falą bólu. Teraz wrócił już do tego nędznego pokoiku, w którym zaraz umrze. Leżał tak i myślał tylko o jednym. Przecież zaraz jego żona miała przeżyć to samo, lecz ze zdwojoną siłą. W końcu nie stawi się na tym cholernym spotkaniu, bo... nie żyje.
Ktoś wszedł do izby, ale nie wiedział kto. Nie miał siły wstać i spojrzeć przybyszowi w oczy. Ta osoba zaczęła wlewać mu coś do ust. Był niezdolny do protestu. Może ktoś postanowił skrócić jego cierpienie i dać mu jakąś truciznę? Kiedy wypił dość dużą ilość płynu, ta osoba go podniosła. Okazało się, że to Severus Snape. Jego ojciec, który się do niego nie przyznaje! Chciał się wyrywać, lecz wyszło z tego tylko lekkie parsknięcie.
- Słuchaj, Mist. Ten napój powinien za chwilę pomóc ci w chodzeniu. Ja mimo wszystko muszę już iść - powiedział i odszedł.
Rzeczywiście po chwili fragmenty ciała Mista jakoś przestały boleć i przywróciła się ich sprawność, ale mężczyzna wiedział, że to tylko chwilowe i trzeba szybko udać się do sali. Wstał i wszedł tam. Na szczęście Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać jeszcze nie było. Podszedł do miejsca, które zostało dla niego przygotowane, tuż obok Dosi. Bellatrix, kiedy go zobaczyła, zaniosła się ogromnym śmiechem. Natomiast Dosia zaczęła płakać. Mist usiadł i złożył na jej ustach bardzo delikatny pocałunek. Ból powoli wracał do jego ciała. Wtedy Czarny Pan wszedł do sali. Widząc Mista, uśmiechnął się do niego.
- Witam was, moi drodzy. Jak się cieszę, że powoli wszyscy zaczynacie do mnie wracać. Zacznijmy dzisiaj od gościa specjalnego. - Otworzył szafę, która stała w kącie. - Proszę, wchodź, przedstaw się. - Szybkim zaklęciem wytrącił tę osobę z szafy. Okazało się, że to dobry przyjaciel Mista. Poznali się w drużynie, w której grał. Na jego widok zrobiło mu się smutno, ale robił wszystko, żeby się nie popłakać.
- Mist! Mist! Przyjacielu! Pomóż mi! On mnie torturował! - krzyczał, a Mist bał się spojrzeć mu w oczy. Voldemort znowu zaczął się śmiać.
- Tak więc panie Snape, dzisiaj mam dla pana zadanie specjalne. - Severus zaczął wstawać. - Ach... Nie ty, Severusie, proszę tutaj Mista. Wstań! - krzyknął. Mist wstał już ostatkiem sił.
- Zabij go!
Było to dla Mista bardzo trudne. Pamiętał, jak ostatnio był z tym człowiekiem na piwie, a teraz musiał go zabić. Cóż... Nie miał wyboru.
- Mist! Nie! Błagam! - Mężczyzna zaczął płakać. To jeszcze bardziej utrudniło Mistowi zadanie. W końcu pokonał swoje sumienie.
- Avada Kedavra - powiedział prawie bezgłośnie. Błysk zielonego światła zabrał ze sobą tego człowieka.
- Nagini! Zjedz go! - powiedział pogardliwie Voldemort. - Na początek chciałbym wam powiedzieć, iż mam dla was pewną misję. Dowiedziałem się, że w Dolinie Godryka ma się odbyć tajne spotkanie kilku Aurorów. Dobrze wiecie, że większość Ministerstwa jest tak głupia, że myśli, iż ja nie żyję, lecz ci Aurorzy coś podejrzewają i tego dotyczy ich spotkanie. Będziecie musieli ich wyeliminować. Będzie ich około dziesięciu. Spotykają się na starym cmentarzysku, później dokładnie opiszę wam to miejsce, ale najpierw wyznaczę osoby, które się wybiorą na tę misję. - Tu wziął głębszy oddech i dokończył. - Lucjusz, Bella, Narcyza, Fenrir... - Mist spostrzegł, że szła elita Czarnego Pana i prawdopodobnie ani jego, ani Dosi nie będzie na tej misji. - I nasze ukochane państwo Snape. Po spotkaniu macie do mnie przyjść, opiszę wam miejsce, gdzie umówili się Aurorzy.
Sześć na dziesięciu, pomyślał Mist. To będzie krwawa bitwa.
Mam dla ciebie dwie wiadomości - dobrą i złą. Zła est taka, że dostaniesz totalnie po tyłku za swoją niechlujność, kompletny brak staranności. A dobra jest taka, że jeśli się przyłożysz, to będą z ciebie ludzie ;p
Generalnie strasznie irytujące było to, że robisz aż tyle powtórzeń. Ich jest naprawdę dużo - "to", "jej", "było" (chyba najbardziej lubiane słowo), gdzieś tam rzucił mi si w oczy chyba "ból". Ale to nawet nie sposób wymienić. Dlatego dostajesz ode mnie opierdziel, bo żeby uniknąć tak jawnych powtórzeń wcale nie trzeba być mądrym czy obeznanym w pisaniu - wystarczy kilka razy przeczytać tekst przed dodaniem.
Z przecinkami nie widzę większego problemu (chociaż się nie znam, musisz tylko większą uwagę zwracać na wtrącenia, gdzie stawiasz dwa przecinki a nie jeden.
Sama historia natomiast jest bardzo fajna. Ja nie jestem fanką Śmierciożerców ani trochę, ale jakoś ładnie to przedstawiasz - mimo ich jawnego zepsucia i zwykłej podłości (zabicie swojego kolegi... nie do wybaczenia), gdzieś tam pojawiają się ludzkie odruchy. Voldemort zostaje pokazany jako prawdziwy tyran i to mi pasuje. Nieco mniej trafia do mnie przeskakiwanie od wydarzenia do wydarzenia...
Ale samo torturowanie Mista (biedny...) wypadło żywo i poruszyło mnie w jakiś sposób... a u mnie to rzadkość.
Dlatego ćwicz dalej, kontynuuj historię, ale przyłóż się, bo będziesz miał ze mną do czynienia. Nie wolno psuć takiego ff takimi błędami.