

Redaktor Naczelny:
CoSieDzieje
Redaktorzy:
Angelina Johnson
ulka_black_potter
Nieoryginalna
fuerte
Roksolana Delakur
Lilyatte
Wioletta
Sam Quest
Korektor:
avlee
Oprawa graficzna:
Klaudia Lind
PaulaSmith
1. Od Redaktora Naczelnego
2. Archiwalni
3. Pod Lupą
4. Nowinki ze świata Fan Fiction
5. Podsumowanie newsów
6. Podsumowanie wydarzeń
7. Sentymentalne brednie
8. Wywiad z ulką_black_potter
9. Bitwa na forum
10. Szeptanki z SB
11. Druga Strona Lustra
12. Nawiasem mówiąc
13. Humor z SB
14. Kącik kulinarny

I nadszedł ten moment, kolejny numer za nami - Redaktorami, a teraz przed Wami - Czytelnikami. Zapraszam Was na słowo wstępu od Naczelnego… Admina.
Przed każdym numerem, nim jeszcze zostanie wybrana redakcja, zastanawiam się o czym chcielibyście przeczytać, jaki temat wydałby się Wam na tyle interesujący żeby sięgnąć do najnowszego wydania, żeby przeczytać i zostawić ślad w postaci komentarza. Jako, że w zeszłym roku był numer bożonarodzeniowy miałam małą zagwostkę, jak to ugryźć żeby było w klimacie, ale jednak coś innego. I tak Kath, podczas spotkania w kawiarni Central Perk (polecam przy okazji wizyty w Toruniu), podsunęła mi pomysł, żeby napisać o magicznych rodzinach, bo w końcu święta to czas rodzinnych spotkań.
Mam nadzieję, że gdy już się podzielicie opłatkiem, najecie, odpakujecie superwymarzone prezenty, to znajdziecie czas, by w ramach relaksu sięgnąć do najnowszego wydania Proroka i poczytacie, co stworzyła nasza Redakcja.
Mając "głos" chciałabym Wam życzyć magicznego wieczoru wigilijnego, który przyniesie spokój i radość. Świąt wypełnionych miłością i uśmiechem, niosących wyciszenie i odpoczynek. Żeby w nadchodzącym Nowym Roku spełniały się Wasze marzenia, żebyście byli zdrowi i szczęśliwi!
Przyjemnej lektury!
~Opiekun Numeru - Paula Smith

Jak zapewne zdążyliście już zauważyć, temat tego numeru ściśle powiązany jest z rodziną. Jednym rodzina kojarzy się z miłością, dobrym jedzeniem, kłótniami, domem... Właśnie! Z domem i nieuporządkowanym pokojem, w którym zamykały nas nasze matki, byśmy ogarnęli wszystko. Od ubrań na krześle po pyłek kurzu pod szafą. A gdyby tak, posiadać magiczny pokój?
W tym momencie zaczynacie czytać artykuł sponsorowany. Mam nadzieję, że dostanę za niego punkty na konto i pierwsze miejsce w Topce.
Pewnego dnia, a dokładniej 21 lutego 2017, Śmierciojadek (znana szerszej publiczności jako adminka) napisała artykuł sponsorwany przez jakąś tam firmę. Nie wymienię nazwy bo mi za to nie płacą. Artykuł ten zawierał informacje jak w ciekawy sposób można dodać trochę magii w naszych pokojach, o ile mama da pieniążka.
Na pierwszy ogień poszły plakaty. Rzeczywiście sama miałam takie w swoim pokoju. Kupiłam je zapewne razem z Bravo (taka gazeta - dla osób, którym trzeba tłumaczyć czym jest gazeta - odsyłam do wikipedii). Następnie jest mowa o obrazach, dalej o wycieraczce, kubku, opasce na rękę i breloku. To ciekawe jak łatwo Śmierciojadek przeszła od wystroju pokoju po gadżety, które potteromaniakom są niezbędne do życia. Artykuł jest schludny i może zachęcać do kupna tych rzeczy. Dołączone zdjęcia są przejrzyste i miłe dla oka.
Czy Wy, moi drodzy, chcielibyście urządzić sobie w ten sposób pokój? Czy może Harry Potter jest tylko w waszych głowach, a zaśmiecanie pokoju gadżetami uważanie za złe? Co myślicie o tym artykule?
~ ulka_black_potter

W dzisiejszym numerze chciałabym Wam przypomnieć o pisarce lubującej się w dramatach i romansach, a najlepiej w połączeniach tych dwóch gatunków. Jak sama stwierdziła, dramaty ją ciekawią, gdyż ukazują złożoność osobowości bohaterów, są motorem napędowym akcji i relacji, a połączenie tego z romansem to przepis na idealną fabułę. Wiecie już o kim tutaj mowa? Czarodzieje i czarownice, przed Wami Paula Smith i jej twórczość!
Paula najbardziej płodna pisarsko była w 2017 roku. To wtedy ukazały się jej dwie serie, każda zupełnie inna od drugiej, aczkolwiek są pewne elementy, które je łączą. Pierwsza seria nosi dramatyczny (a jakże) tytuł Powrót do życia i opisuje ostatni rok nauki Harry'ego i Hermiony po Bitwie o Hogwart. Jakby mało było dramatu, Paula odsunęła Ginny od Harry'ego (mała Weasleyówna potrzebuje przerwy od chłopaka), a wprowadziła postać uroczej Samanthy, która nie dość, że uczy się tak samo dobrze jak Hermiona, to jeszcze kręci się jakoś tak blisko próbującego podnieść się z kolan Pottera. Co z tego może wyniknąć? Cóż, za wiele się nie dowiecie, gdyż po dwóch rozdziałach Paula porzuciła ten fan fick. Gdy pozwoliłam sobie przypomnieć autorce o tej zapomnianej serii, dostałam odpowiedź, że w sumie to nie do końca pamięta dlaczego tak się stało. Udało mi się jednak dla Was zdobyć jeden spoiler z tej historii - Ale pamiętam, że nie chciałam tam wątku romantycznego, Samantha miała być dla Harry'ego motorem napędowym do powrotu do życia. Miała być między nimi chemia, ale Harry kocha przecież Ginny. Alette powinna właśnie odetchnąć z ulgą, gdyż w komentarzu pod pierwszym rozdziałem (który swoją drogą ma aż 10 komentarzy, to o czymś świadczy!) stwierdziła, że nie zniesie łączenia Harry'ego z kimkolwiek innym niż Ginny Weasley. Całe szczęście Paula też by tego nie zniosła!
Debiut na naszej stronie Paula miała udany, aczkolwiek najbardziej kojarzona jest z serią, która wyszła jedenaście miesięcy po Powrocie do życia. Seria opowiadająca o biurowym romansie w wersji bynajmniej nie humorystycznej była naprawdę głęboko przeżywana przez fanów twórczości Pauli, a wątek głównej bohaterki szeroko komentowany swego czasu na shoutboxie. Jeżeli ktoś jeszcze nie wie o czym mowa, to koniecznie musi zajrzeć do FF Magiczna chwila, pod tym świstoKLIKiem. Chyba nie ma lepszej reklamy jak stwierdzenie, że historią miłosną Holly Hunt i Jamesa Syriusza Pottera żyła cała fan fickowa społeczność HPnetu! Zapytana o wybór amanta w tej serii, Paula stwierdziła, że wybrała Jamesa, gdyż nie chciała za bardzo grzebać w kanonie, a pragnęła, by jej postacie wydawały się autentyczne i prawdopodobne. Tym bardziej, że sama tematyka wydaje się być mało "magiczna" - jak to ładnie ujął blad logiczny, mamy tutaj romans biurowy i do tego jeszcze z tragicznymi wydarzeniami w tle. Romans, który na dodatek dość szybko i bardzo brutalnie został przerwany, a sama fabuła szybko zakończona po pięciu rozdziałach. Osobiście zastanawiałam się dlaczego, dlaczego Paula nam to zrobiła, czy nas nie lubi? Czy nie miała weny i wymyśliła na prędko zakończenie? Czy Harry Potter pozwał ją o wykorzystanie wizerunku jego syna? Czy nikt z adwokatów HPneta nie mógł jej pomóc? Czy tak szybkie zakończenie tego romansu było zamierzone? Zamierzone, nie lubiłam Holly w pewnych względach, tak jak i niektórzy czytelnicy, i wiedziałam, że łatwe połączenie nie wchodzi w grę. Nie pasują mi takie łatwo przychodzące sprawy, odpowiedziała Paula Smith, podając mi chusteczkę na otarcie łez. Przychodzę jednak do Was, fanów tej serii, z tycim tycim światełkiem nadziei - zakończenie serii jest otwarte. Autorka zdradziła, że ma rozpisany plan wydarzeń na dużo więcej rozdziałów i nie wyklucza, że jeszcze kiedyś powróci do tej historii. Wiecie teraz co należy zrobić? Piszcie w komentarzach pod Prorokiem petycje o powrót tej serii! Dajmy jej znać, że Holly i James Syriusz zasługują na drugą szansę!
Jakbyście jednak chcieli odpocząć trochę od dramatu romantycznego, polecam fan fick Pauli, który napisała jako ostatni. Historia z Little Hangleton to miniaturka Halloweenowa, w której dramat tym razem miesza się z horrorem. Choć dla uparciuchów można tu znaleźć dziwacznie pokręcony romans, ale to obrzydliwe i nie wiem jak chore procesy myślowe przychodzą do głowy komuś, kto zobaczy w tym wątek romantyczny ;) Zachęcę Was do przeczytania tego FF tym razem słowami Mikasy: lubię jak makabra przemawia sama za siebie, bez upiększania słówkami. Mniam!
Mam nadzieję, że tym artykułem zachęcę Was do przypomnienia sobie o twórczości Pauli Smith, gdyż naprawdę warto jest zgłębić te ludzkie dramaty, jak i samą Paulę do napisania dla nas czegoś jeszcze. Liczę, że pokażecie tej czarownicy, iż nie tylko ja tęsknię za jej piórem!
~ Angelina Johnson

Co nowego u Harry'ego? Hm, chyba nic ciekawego, gdyż nikt o nim nie pisze. Czyżby Chłopiec, Który Przeżył był tak mało interesującym materiałem na bohatera Fan Fiction? Nie mam pojęcia, ale nie mamy co płakać nad rozlanym piwem kremowym, ponieważ czeka nas prawdziwie dropsowa niespodzianka - pierwszy fan fick naszego naczelnego Pottermaniaka i strażnika poprawności w języku polskim - Mikasy! Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po jej dzieło i przy okazji sprawdzić, czy postawiła wszystkie przecinki w prawidłowych miejscach, łapcie tego świstoklika.
Mikasa rozpoczęła serię pod tytułem Dla większego dobra. W pierwszym (i jak dotąd jedynym) rozdziale Nad rzeką dla świata autorka przenosi nas w czasie do burzliwej młodości Albusa Dumbledore'a. Już na początku stajemy w samym środku awantury między Albusem, a jego bratem. Poznajemy również największego przyjaciela głównego bohatera, czyli Grindelwalda. Brzmi typowo? Nic bardziej mylnego! Mikasa pozwala nam w pierwszym rozdziale podejrzeć jak z bliska wyglądały manipulacje Gellerta, dlaczego znany nam z dobroci, mądrości i rozsądku Albus pragnął dominacji czarodziejów nad mugolami, a to wszystko podaje nam w sosie przyjemnej narracji i lekkiego pióra, mniam! Zresztą, jak stwierdziła trzynastoletnia ulka_black_potter w komentarzu, chwilami widzimy tutaj opisy rodem z Ani z Zielonego Wzgórza, zaś lothien dodała, iż pierwszy rozdział porwał ją na tyle, że pochłonęła go dosłownie w kilka minut. Może zaciekawi Was fakt, że tekst, który przeczytacie, ma już trzy lata! Mikasa napisała go zaraz po premierze pierwszej części Fantastycznych Zwierząt, gdzie postać Grindelwalda bardzo ją zaciekawiła i postanowiła uzewnętrznić swoje wyobrażenia na temat, jak sama to poetycko ujęła, najbardziej fascynującej relacji całego uniwersum. Zastanawia mnie więc fakt, że skoro trzy lata temu Mikasa miała takie lekkie, a jednocześnie przyjemnie górnolotne pióro, to co wyszłoby spod jej różdżki teraz? Mam nadzieję, że niedługo się tego dowiemy!
Postanowiłam zapytać się też autorki o wątek romansu, który interesuje z pewnością wielu z jej czytelników. Czy ma zamiar zawrzeć go w tym fan ficku? I... zostałam brutalnie postawiona do pionu, gdyż, jak to wyłuszczyła mi DUŻYMI LITERAMI Mikasa, a ja Wam to przekażę w ten sam sposób, NIE BYŁO ŻADNEGO ROMANSU.
ROZUMIECIE?
Zgodnie z książkami, Dumbledore był bez wzajemności zakochany w Gellercie. Zresztą sama Jo tak to tłumaczyła bezpośrednio po zakończeniu serii. To, że teraz Rowling stara się to odwrócić dla filmowej dramaturgii, jest aberracją i zaprzeczeniem kanonu.
No cóż, takiemu Potteromaniakowi chyba należy zaufać w tej kwestii, prawda?
Seria Dla większego dobra ma więc skupiać się na marzeniach i planach Dumbledore'a i Grindelwalda, na ich dążeniach do dominacji nad światem, a to wszystko w intrygującym połączeniu z manipulacją, trudnymi uczuciami i bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Czy historia o dwóch geniuszach się obroni? Podobno autorka ma już drugi rozdział, ale nie zdradziła mi, kiedy go doda. Nie pozostaje więc Wam nic innego, jak tylko powrócić do rozdziału pierwszego, odwiedzić Albusa i Gellerta, posiedzieć z nimi na trawce i posłuchać o ich wielkim Planie. Kto wie, może nawet uda im się Was zrekrutować ? Ku większemu dobru, rzecz jasna!
~ Angelina Johnson

Dosięgnął mnie w końcu ten zaszczyt, by podsumować dla Was newsy. Proszę, zatrzymajcie się na tej notce odrobinę dłużej. Newsy o ludziach i wydarzeniach związanych z HP potrafią być ciekawe! Żartowałam... Skupmy się zatem na osobach i rzeczach, które poza HP są ciekawe.
Robert Pattinson to człowiek legenda, który wcielił się w Cedrika Diggory'ego, ale nikt o tym nie pamięta, bo w oczach milionów to już zawsze będzie Edward Nożycoręki ze Zmierzchu. Co zatem u Roberta? A no chłopak wystąpił w nowym filmie, który opowiada o pilnowaniu latarni morskiej... A myśleliście, że aktorzy Hollywood mają ciekawe życie i pracę, HAHA. Oczywiście dziennikarze nie byliby sobą gdyby po raz trzystamilionowo pierwszy ,nie zapytali Cedrika Edwarta Roberta ( z takimi imionami mógłby założyć postać w naszym HOG) o pracę na planie HP. Aktor odpowiedział grzecznie, że było przyjaźnie. To jakby babcia zapytała nas - "Smakowało?. Nie odpowiesz, że nie...
Przejdźmy dalej. Pandora, (nie imię, nie puszka, nie miś z podbitymi oczami) czyli firma zajmująca się sprzedażą biżuterii, wypuściła charmsy (takie zawieszki za kupę hajsu, na które stać nastolatki, ale na pewno nie urzędników) nawiązujące do postaci z HP. Osobiście nie chciałabym ich mieć, jednak może są jacyś fani takich cielesnych zniekształceń. Zapytałam Śmierciojadka, co myśli na ich temat i oto jaką odpowiedź dostałam:
Charmsy z postaciami (Hermiona, Harry, Ron, Zgredek) toporne, niepasujące do generalnie delikatnych kolekcji Pandory. Znośne są zawieszki z herbami Domów Hogwartu, choć fajniej by było, gdyby to po prostu były zawieszki do łańcuszka, a nie taki miks, że może służyć w sumie jako charms, zawieszka czy nawet breloczek. Najfajniejsza jest zawieszka Złotego Znicza.
Dodam jeszcze od siebie, że Złoty Znicz chyba zawsze najlepiej będzie się prezentował jako część biżuterii.
A co u Jo zapytacie? U niej zawsze wesoło. Jednego dnia dostaje wyróżnienie za wkład w walkę dotyczącą praw człowieka i za wyjątkową pracę mającą na celu bardziej sprawiedliwy i pokojowo nastawiony świat, a drugiego internet jej nienawidzi. Zapewne bardziej ciekawi Was czym naraziła sie J.K. Rowling. Pewnego dnia pewna kobieta powiedziała: Istnieją tylko dwie płcie. Zwolniono ją za to z pracy, a Jo napisała to:
Ubieraj się jak chcesz. Nazywaj siebie jak chcesz. Prześpij się z dowolną osobą dorosłą, która tylko będzie chętna. Przeżywaj swoje życie w spokoju i bezpieczeństwie. Ale żeby zwalniać kobietę z pracy tylko dlatego, że uznała, że płeć jest prawdziwa? #IStandWithMaya i #ThisIsNotaDrill
Jestem szalenie ciekawa co na ten temat myślicie.
Z ciekawszych rzeczy to by było na tyle... Mogłabym jeszcze dodać, że Draco, Hermiona, Ginny, Luna i Neville (znacie nazwiska aktorów, którzy odgrywali te postacie, prawda?) spotkali się na instagramowym zdjęciu. Nikt nie wie czy to spotkanie odbyło się naprawdę czy tylko na tym jakże szanowanym medium społecznościowym. A może to tylko magia?
Reszta ciekawostek wydała mi się zbyt nudna by o nich wspominać, jednak pragnę oddać szacunek ludziom którzy te newsy piszą. Wiem, że robią to tylko dla punktów, ale i tak! Brawa dla nich!
~ ulka_black_potter

Minęły trzy miesiące od ostatniego wydania Proroka - trzy długie, ciemne, nieprzespane miesiące, w których uczniowie wrócili do szkół, studenci na uczelnie, a dni, na przekór, zamiast wydłużać się, praktycznie zanikły na rzecz długiej nocy. I nie jest to wstęp do kolejnej powieści fantastycznej, a krótkie streszczenie życia przeciętnego HPnetowicza przez ostatnie miesiące. Ostatnia (nawet po nadziei) umiera jednak bateria - nie zgasły więc ekrany laptopów ani smarfonów, a my po każdej kolejnej wywrotce na chodniku i każdym kolejnym skrobaniu zamarzniętych szyb mogliśmy zalogować się na HPneta i podzielić się tym na shoutboksie. O tym, co działo się tam dokładniej, poczytacie u fuer, ja tymczasem streszczę wydarzenia, które rozgrzewały w ostatnim czasie nasze zmarznięte serca.
Podsumowanie zaczniemy szybką zmianą dekoracji. Zgaście na sekundę kolorowe światełka na choince albo chociaż wyobraźcie sobie, na potrzebę chwili, w jej miejscu olbrzymią dynię. Tak, Halloween - jak pewnie zgadliście - obchodzone było jak zwykle hucznie. 10 śmiertelników zabawiło się na przyjęciu z okazji rocznicy śmierci Sir Nicolasa de Mimsy-Porpingtona, Mikasa wykonała najlepsze tematyczne zdjęcie, a Ginny Evans znalazła najwięcej dyń. Ponadto odbyły się kalambury oraz dwa konkursy - plastyczny, w którym Klaudia Lind wygrała skarpetki z logiem swojego ulubionego hogwarckiego domu, oraz literacki, na którego podium uplasowali się kolejno fuerte, Nicram_93 i Nieoryginalna, skromna autorka tego tekstu.
Ledwo rozdane zostały punkty za Noc Duchów, zakończyła się kolejna, 31. już edycja Pucharu Domów. Po wyrównanym pojedynku między trzema domami (zgadnijcie którymi) zatriumfował Hufflepuff z Klaudią Lind na czele. Najlepszymi zbieraczami, oprócz niej, okazali się Nicram i fuer. Nie będę posługiwała się wartościami punktowymi, by nie przytłaczać Ślizgonów, których ostatnie miejsce w naszym pucharze stało się już - niestety - nową tradycją.
Mamy jednak na HPnecie tradycje znacznie smaczniejsze. "Dzień Śmieciożarcia to dla mnie kwintesencja hpneta - zrodzony całkiem spontanicznie na sb, łączy użytkowników, jest związany z jedzeniem i przenosi magię strony do naszego życia." - napisała Mikasa i naprawdę ciężko lepiej opisać mi 30 listopada. Dominowały, jak zwykle, drwale, chipsy, pizze i czekolada, na które tęsknym spojrzeniem znad wigilijnego karpia możecie zerknąć tutaj.
Co poza tym? Forumowicze ożywili się kolejnym tygodniem z tematem, galeria znów dorobiła się kilku kliknięć dzięki minizadaniu, a Maggie Smith wie już, a przynajmniej wiedzieć od HPnetowiczów powinna, które jej zdjęcie jest tym najkorzystniejszym. Tym, co jednak prawdziwie - i warto dodać, że zupełnie oddolnie - ożywiło stronę w ostatnim czasie, była dyskusja, zapoczątkowana w księdze skarg i zażaleń. Quo vadis, HPnecie? Na postępującą polaryzację wśród HPnetowiczów apelem uwagę zwróciła fuerte. "I teraz pozostaje kwestia, czy chcemy coś z tym zrobić, czy będziemy patrzeć jak strona, na której część z nas siedzi od dzieciaka, a część jak Ulka czy Nieor nawet się nie starzeje, powoli po prostu zdycha.". Nie chcę tu rozwodzić się nad postępującym pustoszeniem strony, samym sporem, który skłonił do tej dyskusji, czy nawet relacjonować świeżej jeszcze dyskusji, ciekawskich (i nie tylko) serdecznie zapraszam do tematu w dziale "O stronie ogólnie". Mam nadzieję, że skłoni Was on do jakichś rozważań o przyszłości strony, z którą większość z nas jest tak związana. Ja na nadchodzący rok pragnę jedynie życzyć w równej mierze Wam, jak i sobie, by HPnet pozostał otwartym, przyjaznym dla każdego i bezpiecznym miejscem, jakim był dla mnie zawsze. Dzielcie się wirtualnym opłatkiem!
Podsumowując podsumowanie (ku uciesze Antona, który w tej chwili ma pewnie stan przedzawałowy, patrząc na ilość nieoddanych jeszcze tekstów... Ale co było w redakcji, pozostaje w redakcji), te miesiące, mimo pozornej stagnacji, obfitowały w wydarzenia przeróżnej maści. Pielęgnujemy stare tradycje, powoli uskuteczniamy te nowe, jak zwykle nie komentujemy newsów i narzekamy na zimno. Chyba taki już nasz hpnetowy (wmig)urok. Jednak niezależnie od tego, co połączyło, a co poróżniło nas w ostatnim czasie, pamiętajcie, że HPnet to przede wszystkim ludzie. Z następnym prorokiem widzimy się już w nowej dekadzie (czy wpłynie to jakkolwiek na wiek ulki? przyjmuję zakłady), tymczasem ja prosto z pociągu życzę Wam smacznego wigilijnego karpia.
~ Nieoryginalna

Los bywa przewrotny. Do tego stopnia, że to właśnie mnie w udziale przypadło opowiedzenie Wam historii, która wydarzyła się na HPnecie w czasach, kiedy monciakund i Nieoryginalna uczyły się pisać literki. Przewrotność wyraża się także w tym, że ze mnie raczej biją hasła "obalić patriarchat", a nie "tak mi dopomóż Bóg", ale przejdźmy do sedna.
Początkiem najpiękniejszego miesiąca w roku (czyli kwietnia) Seferyn, który akurat jakimś cudem był w redakcji - chociaż pewnie było to na 5 minut przed kolejnym postanowieniem, że jednak nie chce w niej być - wystosował ważnego i pięknego newsa do hpnetowego narodu.
W newsie tym uchylił rąbka znajomości Smierciojadka i loska13, zwanego łososiem, która to znajomość po kolejnym spotkaniu miała przerodzić się w coś więcej. Losiek13, zwany łososiem, oświadczył się bowiem drogiej wtedy SuperAdministratorce. Co odpowiedziała niewiasta, zapytacie? Ano niewiasta ochoczo się zgodziła, a Seferyn już otworzył szampana i liczył na szybki ślub i wesele, co do którego wyraził nadzieję, że zostanie zaproszony.
Śmiechom i radości nie było końca, nie tylko w gronie administratorów, ale i wśród użytkowników. Kate stwierdziła krótko i dobitnie, że "czad". Ulka_black-potter, która wtedy chyba zabłądziła, aż dwa razy napisała w komentarzu, że to zdecydowanie za wcześnie na taki krok i "ona by się nie zdecydowała". No cóż, sześć lat później, a Ula-urzędniczka wiedzie ustatkowane życie w małej wsi w zachodnio-lewackiej Polsce. Portugas życzył powodzenia i niezbyt subtelnie zapytał, gdzie jest jego zaproszenie. A. Z kolei uznał, że to świetna okazja do nabzdryngolenia się i spytał "ile będzie wódki?", czy też "ile wódki będzie", ale o składnię w tym tekście dbam ja, więc cokolwiek.
Później nastąpiły gratulacje od randomowych użytkowników, którzy nigdy więcej nie zalogowali się na stronę i nikt - do tej pory - nie wiedział o ich istnieniu. Właściwie teraz o ich istnieniu też wiem tylko ja, bo tylko ja widzę newsa o zaręczynach. Zabiorę ich nicki ze sobą do pieca krematoryjnego, a Was będzie skręcać z ciekawości.
Nie zabrakło też reakcji samych zainteresowanych. Smierciojadek przyznała, że absolutnie nie spodziewała się, że losiek13, zwany łososiem, uklęknie na jedno kolano i nie będzie mógł wstać. Ale wstał. A kiedy już to zrobił, na palcu księżniczki błyszczał wielki pierścionek z brylantem, ptaszki ćwierkały, a krasnoludki zrywały stokrotki. Przyszły narzeczony podziękował wszystkim za życzenia i był przy tym miły i słodki niczym ania_potter (której wtedy nie było na świecie).
I w tym miejscu wszystkim powinna zaświecić się czerwona lampka, bo miły losiek13, zwany łososiem, to tak samo wiarygodny widok, jak ja na Marszu Niepodległości. Informacja o zaręczynach okazała się nieprawdziwa, a posłańcem złych wiadomości byłam ja. Na stronie rozpoczął się płacz, lament, a z najdalszych zakamarków sb w moją stronę padały groźby (karalne). A wszystko dlatego, że przypomniałam użytkownikom, że chociaż pięć miesięcy wcześniej skończył się kalendarz Majów, to mamy jeszcze kalendarz gregoriański. A 1 kwietnia to święto psikusów i kto uwierzył, ten trąba. Ulka_black_potter użyła caps-locka pisząc "ONI SIĘ NIE ZARĘCZYLI? Moja wiara w miłość legła w gruzach". Ktoś by tu zawstydził niejednego młodego pelikana, młoda damo. Chcę poświęcić więcej czasu tej użytkowniczce, ponieważ ewidentnie były to jej pierwsze kroki na HPnetowej wyspie miłości. Ula napisała bowiem jeszcze: "Dziwnie tak, przez neta się poznać i potem być razem. No ale ja znam też takich ludzi w moim bliskim otoczeniu. HPnet powinien mieć zakładkę KONCIK MIŁOSNY teraz by to nie wyszło pewnie bo większość użytkowników na stronie to dziewuchy. Przynajmniej tak mi sie wydaje." No, wiadomo. Janusz, Grażyna, normalna rodzina. Z kolei Portugasa zasmuciły wieści o udawanych zaręczynach, bo "naprawdę chciał pojechać". Pewnie na ślub. A może np. na Malediwy, żeby świętować zamążpójście starszej koleżanki. Gne odpowiedziała, że "chyba każdy chciałby, żeby to była prawda". Za to Sasume z wielką pewnością siebie napisała "a ja się nie dałam". "A Wy pewnie nadal wierzycie w św. Mikołaja, frajerzy" - dopisała fuer. Ale nie w komentarzu, tylko w tym tekście.
I tak właśnie przebiegła słynna historia niedoszłego małżeństwa. Okropna redakcja HPneta pozwoliła cieszyć się użytkownikom przez niecałe osiem godzin. Chociaż patrząc na to z perspektywy pracującego człowieka, lepiej cieszyć się z zaręczyn przez osiem godzin niż tyle samo siedzieć w robocie, co nie. Także chyba jednak spełniliśmy jeden dobry uczynek, za który wszyscy, oprócz mnie, pójdą teraz do nieba.
A dlaczego właściwie piszę o rozpadzie związku w numerze, w którym tematem przewodnim jest rodzina? Nie wiem. Ale było śmiesznie, więc dlaczego by nie. Morał może być taki, że bądźcie jak Sasume i nie dajcie się. A w święta przytulcie tych, których kochacie, żeby później nikt nie musiał odwoływać zaręczyn.
~ fuerte

Nieor: Może zacznę od tego, że nie uwierzyłam, kiedy napisałaś, że jeszcze nie miałaś swojego wywiadu na łamach Proroka... Twój nick przewija się kilkakrotnie chyba w każdym z ponad dwudziestu numerów tej gazety i nie trzeba Cię specjalnie przedstawiać. Czego więc HPnet nie wie jeszcze o ulce_black_potter, a czym ta chciałaby się podzielić, wykorzystując ten nietypowy format?
Ulka: Nie wiem, czy HP-net może czegoś o mnie nie wiedzieć. Jestem raczej typem gaduły i opowiadam o wszystkim, co mi tylko do głowy przyjdzie. Jakbym była prawdziwą "celebrytką", to zapewne co drugi post na Pudelku byłby o tym, co akurat powiedziałam. Ale dobra, czego HPnet o mnie nie wie? Może tego, że najchętniej do pracy chodziłabym w dresie, bo wtedy lepiej mi się myśli :D
Nieor: Na pewno byłaby to nietypowa odmiana w urzędniczej codzienności. Ale zapomnijmy na chwilę o pracy - ten numer, jak wiesz, pojawi się w chwili gdy większość HPnetowiczów będzie szykowała karpia na wigilijny obiad. Jak wygląda Boże Narodzenie w Czarnym Garncarstwie?
Ulka: Wszyscy czekamy, aż zrobi się choć troszkę ciemniej i będzie można otworzyć prezenty! Tak tak, w Czarnolesie otwieraliśmy prezenty zawsze przed kolacją, bo jako dzieciaki nie mogliśmy się doczekać Gwiazdora! Rok temu otwieraliśmy prezenty po kolacji, bo moje bratanice są bardziej wytrwałe niż ja i moje rodzeństwo byliśmy, jednak ja wolę przed :D Aha, i nie przestrzegamy postu.
Nieor: No nie, czekaliście na Gwiazdora? Jak w ogóle wygląda ta postać, jak sobie ją wyobrażaliście?
Ulka: To taki creepy dziad z czerwoną twarzą. Serio, w ogóle nie przypomina Mikołaja. Jest ubrany w łachmany, typu stara brązowa kurtka, czapka menela spod sklepu i ta czerwona twarz... Zawsze się go baliśmy, a on przed świętami zaglądał przez okno czy byliśmy grzeczni. Bałam się tego okropnie, ale jednocześnie zawsze na niego czekałam. Oczywiście to mój najstarszy brat się za niego przebierał, ale ja i tak wierzyłam, że to Gwiazdor. Ciekawą historią jest to, że miałam kiedyś piękną porcelanową lalkę z kręconymi blond włosami. Nagle zniknęła, a Gwiazdor wyhodował sobie piękną brodę z blond loczkami...
Teraz się zorientowałam, że zapytałaś jak go sobie wyobrażaliśmy. On do nas przychodził przynajmniej do 3 podstawówki, hahahaha.
Nieor: Mikołaj ma zdecydowanie łagodniejsze oblicze... No ale skoro ustaliliśmy, że prezenty są po kolacji, to cofnijmy się na moment do najważniejszego dla wielu pytania w tym wywiadzie: najlepsze jedzenie wigilijne? Albo ogólnie świąteczne, hahah.
Ulka: Nie mam ulubionego. Pod tym względem wolę Wielkanoc, bo kocham jajka. A najlepsze są jajka malowane i pobrudzone przez barwnik. Mogłabym się żywić tylko jajkami i byłabym najszczęśliwsza na świecie.
Nieor: Okej, to z kim z HPneta najchętniej "zbiłabyś" się jajkiem, czy, w wydaniu bardziej grudniowym, podzieliła opłatkiem? Kogo ze strony zaprosiłabyś do wigilijnego stołu?
Ulka: Myślę, że ekipę, na którą spłynęła łaska papieża Shillera. Pasuje do świąt, nie? :D Jest jeszcze parę osób, jak np. Alette czy gne, ale ogólnie fajnie byłoby poznać całą HPnetową ekipę, wszystkie sympatie i antypatie. W końcu w Wigilię trzeba być miłym i przemawiać ludzkim głosem :D Ale, ale! Jest jeszcze A. Chciałabym podzielić się z nim opłatkiem i poznać tajemnice jego duszy. I zapytać "dlaczego to zawsze jest twoja wina?".
Nieor: Obawiam się, że to pytanie na cały inny numer.... I chyba bez odpowiedzi. Tematem tego numeru są za to (niespodzianka!) magiczne rodziny. Która ze stworzonych przez Jo rodzin jest twoją ulubioną?
Ulka: Chyba Weasleyów, chociaż są rudzi (ups). Od nich zawsze biło takie ciepło rodzinne i jedli dobre żarcie. Mam teraz przed oczami zupę cebulową z Księcia Półkrwi, kiedy Albus odstawia Harry'ego do Weasleyów. Ta zupa musiała być przepyszna. Cały efekt popsuło nazwanie Molly dygotką przez Artura... No ale skupmy się na jedzeniu.
Nieor: A której parze najbardziej kibicowałaś?
Ulka: Harry'emu i Ginny, a komu by innemu? Zawsze chciałam, żeby byli razem, tak jak Ron i Hermiona. Nie jestem ślizgońską psychopatką, która podnieca się na widok słowa Dramione, Snarry czy Harry i jabłko, było coś takiego, prawda? :D
Nieor: Był Draco i jabłko! Miało to nawet swoją własną nazwę, drapple hahah.
Ulka: No właśnie, ludzie to mają na bani.
Nieor: Wróćmy może na chwilę do Weasleyów i rodzinnego ciepła. Sama wychowałaś się w wielodzietnej rodzinie, z bodajże czwórką rodzeństwa? Jak to wspominasz?
Ulka: Normalnie :D Nie byłam nigdy jedynaczką, więc nie mam porównania. Normalne było to, że musiałam dzielić z kimś pokój czy szafę (!!!). Dzielenie szafy było straszne, zawsze żarłam się o to z siostrą. Tak samo jak dzielenie kompa...
Nieor: Chyba komputer najgorszy, hahah. Chciałabyś się z nami podzielić swoimi rodzinnymi planami na najbliższy czas?
Ulka: W przyszłym tygodniu praca, potem mam tydzień wolnego (fuer mnie zainspirowała). A w nowym roku? Może się w końcu obronię i pewnie wyjdę za mąż (jak to brzmi w ustach 13-letniej dziewczynki z sb).
Nieor: 13 to poważny wiek! To na kiedy przygotować się na składanie ślubnych życzeń?
Ulka: Październik przyszłego roku... Życzenia ok, ale liczę też na punkty na konto... Interesują mnie tylko sumy z 3 zerami i 6 z przodu...
Nieor: Spójrzmy też może na "rodzinę" w kontekście naszej małej HPnetowej społeczności, która te punkty będzie musiała jakoś przelać... Jesteś na stronie już ponad dekadę, od 2009 roku. Czy w tym czasie zawarłaś znajomości, może przyjaźnie, które myślisz, że przetrwają na dłużej?
Ulka: Jestem na stronie od 2013 tak naprawdę. Od 2009 do 2013 wchodziłam nie logując się w ogóle, ponieważ zostałam wykurzona z sb przez ówczesne adminki. Obraziłam się na śmierć. A co do takich znajomości, które miałby przetrwać trochę dłużej, to tak. Nie będę wymieniać z nicków, bo zrobiłoby się ckliwie :D Są na HPnecie ze cztery czy pięć osób, z którymi rozmawiam poza sb częściej lub rzadziej od paru ładnych lat, widujemy się też czasem w realu :D
Nieor: To szybkie pytanie, rozstrzygnijmy to raz na zawsze - które z licznych hpnetowych dzieci, które kiedyś szczerze pisały na sb o swoich 13 latach, jest największą porażką wychowawczą?
Ulka: Hahahahahaha. ŁAPA ;( Ty i moncia wyrosłyście na porządne dzieci. Moncia dobrze się uczy, a Ty mogłabyś stanąć w jej obronie i podbić komuś oko różdżką! Co bardzo cenię! A Łapa miała taki potencjał i odeszła w siną dal z Aną Black... Rozumiem, jakby odeszła sama, ale odeszła z Aną - Gryfonką! Nie mam nic do Gryfonów, ale... No dobra, trochę jednak mam. Na stronie zawsze byli największymi dziwakami. Tak więc Łapę uważam za swoją osobistą porażkę wychowawczą. Czasami moncia nie chce mi dać punktów za nic... W sumie nigdy mi nie dała za nic. Jednak każdy w takim wieku ma swoje buntownicze odchyły
Nieor: Monci przypomnimy w odpowiednim czasie o sumie z 3 zerami i 6 z przodu, a Łapę serdecznie pozdrawiamy, jeśli przypadkiem wpadnie wspominać i natknie się na ten wywiad.
Ulka: Ja nie pozdrawiam (buntuje się), Łapa ma już pewnie ze 30 lat i nie jest delikatna! Jeszcze co do porażek wychowawczych, to Kamyk i Port, ale nie będę się rozwijała w tym temacie xd Bo tu fuer również zawiodła jako matka xd
Nieor: Z rodziną dobrze tylko na zdjęciach, a w Boże Narodzenie trzeba wybaczać : ( Pytanie na koniec - święta to też dobra okazja, by pokłócić się z rodziną przy wigilijnym stole. Niech zostanie dla potomnych - raz i oficjalnie, ile punktów wisi Ci redakcja za awardsy?
Ulka: A ile dostałam awardsów? Chyba 4! 4 tysiące punktów na konto + odsetki + 6 tysięcy punktów za straty moralne i wizerunkowe!
Nieor: Przypilnuję, żeby żaden admin tego nie wykreślił. Tymczasem dziękuję za rozmowę!
Ulka: Dzięki! Pozdrawiam moich fanów!
~ Nieoryginalna

W poprzednich wydaniach naszego Proroka niejednokrotnie mieliście szansę przeczytać o przeróżnych związkach między postaciami z serii. Czy Harry dobrze zrobił, biorąc ślub z Ginny? A może lepiej byłoby, gdyby związał się z Hermioną? Próbę odpowiedzi na te pytania poruszano niejednokrotnie nie tylko na forum, ale i na łamach naszej gazety. W tym rodzinnym numerze zajmiemy się cieszącym się paradoksalnie najmniejszym zainteresowaniem małżeństwem dwójki protagonistów - Hermiony i... Rona Weasleya (nikt się na pewno tego nie spodziewał. A na pewno nie Jo. Ale o tym słów kilka później). Niepopularność tego parringu, zwanego w nomenklaturze fanowskiej "Romione", szczególnie mocno wybrzmiewa na tle innych, niekanonicznych "shipów", tak chętnie od lat opisywanych w fanfickach przez fanów. Potteromaniacy znacznie chętniej śledzą perypetie tzw. "Dramione", czyli związku Hermiony z Draconem Malfoyem, czy nawet losy z Severusem Snape'm w tak zwanym "Sevmione" (czytajcie "HGSS Dwa Słowa" Anni1111!). Czy winą takiego stanu rzeczy jest "nijakość" charakteru Weasleya, którego najpopularniejszym parringiem jest w końcu tak zwany "chickron" (dla błogo nieświadomych: parring Rona z kurczakiem), czy może kolor jego włosów? Kwestię kanonicznego związku tej dwójki roztrząsnąć postanowili i nasi użytkownicy w dyskusji na forum, którą postaram się Wam tutaj przybliżyć.
Temat z dołączoną ankietą powstał nie tak dawno, bo w czasach, kiedy umiałam już czytać, w kwietniu 2015. Założył go niejaki Mateusz Squarepants, a jego tytuł brzmiał: "Czy Hermiona dobrze zrobiła biorąc Rona za męża?" Autor, skonfundowany popularnością parringu Harry x Hermiona, sam nie znał niestety odpowiedzi na to pytanie, ale od czego są nasi forumowi HPnetowicze. Z chęciom przeczytam komętarz!! - napisał, co przeczytałam z niekrytą niechęcią. A może chenciom? Pierwsze posty nie nadały dyskusji godnej jej zaciętości - Astrid Lilo stwierdziła, że dobrze, że są razem, bo Hermiona z Ronem są przeciwieństwami, które idealnie do siebie pasują, a związek Hermiony z Harrym byłby nudny. Odmienne stanowisko zajęła Nietoperz1234, nie wnosząc jednak wiele do merytoryczności dyskusji. "Według mnie Hermiona nie pasuje do Ron'a i nie powinna z nim być". Ok. Na swoją obronę przed nieistniejącym atakiem dodała jeszcze, że to wcale nie dlatego, iż jest zwolenniczką Dramione.
Wreszcie do dyskusji wkroczył i ten, którego nicku pisać nie wolno. I nie chodzi mi tu o sympatycznego Puchona sprzed lat o bardzo, bardzo długim nicku, a o innej legendzie forum o wielu twarzach i sprzecznościach, tak wielce nieugiętym w szerzeniu prawdy, że nieraz musiał nie zgadzać się i sam ze sobą. "Mi tam w ogóle to nie przeszkadzało (bo niby czemu?), że są razem, pobrali się, mieli dzieci itp." napisał batalion_88, wyrażając popularny pogląd, że serce nie sługa. Jednocześnie nie zanegował, że Hermiona i Ron stali intelektualnie na różnych biegunach, co jest tak daleko idącą tezą, że żałuje, iż jej autor jej nie rozwinął.
"Co do tego, że przeciwieństwa się przyciągają. Kupiłabym to, gdyby oni byli siebie nawzajem ciekawi i potrafili odnosić się do siebie z szacunkiem, a tego tam nie ma" - odniosła się do wypowiedzi kilka postów wstecz Bruja, ponadto zauważyła, że związek Hermiony z Ronem był niezdrowy, co okazało się wystarczające do wywołania przysłowiowego wilka z lasu. "Dojrzały związek w wieku 17 lat? Dla mnie to logiczne, że oni zamiast rozmawiać i konstruktywnie rozwiązywać problemy po prostu strzelali fochy" zagrzmiała Alette. Wspólnie z Niają stwierdziła również, że krzywdzące jest postrzeganie Rona jedynie jako "tego trzeciego nieudacznika". Była adminka oświadczyła także, że jeśli ktoś miałby nie dawać komuś szczęścia w tym związku, to Hermiona Ronowi. Wyobrażaliście sobie kiedyś żyć z perfekcjonistką, która nie pozwala sobie na najmniejsze potknięcia i w cieniu której, niezależnie od wszystkiego, wypadalibyście blado? Alette nie. I ja również muszę przyznać jej w tym rację.
Strzelanie fochów w tym wieku zależy od wychowania, a poza tym Hermiona na swoje oceny pracowała ciężko, a ładna była tylko, jak się odstawiła - tak streścić można kontratak Brui. Ze stwierdzeniem, że Weasley kompleksy miał ma własne życzenie, znów nie zgodziła się Alette, według której chłopak otoczony był po prostu ludźmi, przy których nie był w stanie się wybić.
Dalej oczekujecie zaciętej dyskusji? Tu muszę Was zmartwić, bo tą wypowiedzią zakończyła się wszelka polemika obu stron w tym temacie. Na szczęście znalazło się kilku śmiałków, którzy dodali kilka słów od siebie. Według fuerte Hermiona miała tyle chemii z Ronem, co z Harrym, więc nie jest przekonana do tego związku. Krok dalej poszła MonicMalfoyWeasley, stwierdzając, że zawiodło ją zakończenie serii, niemniej Hermiona dobrze zrobiła kierując się głosem serca. Ulka ucieszyła się, że jeszcze nie wypowiedziała się w temacie i związek dwójki protagonistów uznała za słodki. "I co tam, że ona była mózgiem, a Ron nie." Odmienne zdanie miała UsagiTsukino, która zszokowana była ilością wielbicieli "Romione" na HPnecie (te słowa nie dziwią, biorąc pod uwagę fakt, że dziewczyna jest autorką pierwszego na tej stronie chickrona, klik dla ciekawskich). Podobnie wyraziła się Wioletta, dając temu związkowi trzykrotne, stanowcze "nie". Niestety nie sprowokowało to do kłótni z kospirre - pierwszej zwolenniczki tego związku na przestrzeni ostatnich kilku postów. Oświadczyny Rona to w końcu wspaniałe posunięcie!
Koniec końców dyskusja okazała się na tyle nudna, co sam związek Rona i Hermiony - liczyła zaledwie 19 postów i nie zaobfitowała w dosadne argumenty. Nic dziwnego, skoro przeciwnikiem tej pary okazała się sama J.K. Rowling, mówiąc, że żałuje niezakończenia serii związkiem Harry'ego i Hermiony (na stan dzisiejszy dalej nie żałuje niestety również Przeklętego Dziecka, więc nie jestem pewna zdroworozsądkowości jej pomysłów). A Wy, po której stronie barykady stoicie? Jeśli macie coś do dodania, koniecznie zróbcie to w tym wątku na forum. A jeśli nie, to po prostu zaznaczcie opcję w ankiecie, która najbardziej przemawia do Waszego serca, bo w końcu o uczuciach w tym tekście mowa.
~ Nieoryginalna

Od wrześniowego wydania Proroka niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o aktywność w shoutboxie, chociaż co więksi optymiści mogą uznać, że sytuacja uległa poprawie. Właściwie zabierając się za pisanie tego tekstu uznałam, że niewiele mil będę musiała pokonać, niewiele stron w archiwum przerzucić, żeby dotrzeć do chwil, w których sb faktycznie żyło. Kiedy okazało się, że trochę jednak muszę się naklikać - a klikałam już cały dzień w pracy różne rzeczy - to chociaż przez ułamek sekundy pomyślałam, że to obiecujące, to jednak po chwili wróciłam na Ziemię i stwierdziłam, że bardzo mi się już nie chce. Postanowiłam jednak pokonać swoje coraz bardziej pogłębiające się lenistwo, żeby dotrzeć do afery, która wstrząsnęła stroną. Być może dlatego, że była to chyba jedyna afera w tym roku.
Do tragedii doszło na ok. 560 stronie sb (stan na 9 grudnia 2019 r. godz. 18:48). Był to wieczór powyborczy, kiedy to na stronę zleciała się cała masa dorosłych ludzi, którzy mieli ochotę porozmawiać o polityce (szok). No i zaczęło się. Jedna grupa wleciała w nawijkę o polityce, druga zaś grupa Hogwartowiczów wypowiedzi pierwszej grupy przeplatała postami "moja kolej", "poszło" i tak dalej. W pewnym momencie ktoś powiedział, że hej, może by tak na chwilę zrobić stop, bo tracimy wątek. Potem ktoś nieśmiało się dołączył, że faktycznie lekka przeginka, o niczym nie można pogadać, bo Hogwart. No i zaczęła się siedemdziesiąta siódma hogwarcka drama, która z jakiegoś powodu tym razem zakończyła się przenosinami Hogwartczyków na discord. Do wszystkich, którzy urodzili się wtedy, kiedy ja - nie chodzi o discmana. Przez kilka następnych dni pojawiały się złośliwe komentarze, że "oni pozbyli się Hogs, my pozbyliśmy się tłumów z sb". Z drugiej strony zaś, byłam to najpewniej ja, również złośliwostki, że awards za przypał roku dla mnie i Mikasy ex aequo za zrobienie z sb trupa. I tak trwały te przepychanki, ale Hogwart na sb nie wrócił. Obeszło się bez ofiar w ludziach, jedynie strona po raz kolejny skisła.
Shoutbox pozostawał względnie żywy. Przeglądając archiwum zauważyłam, że właściwie pojawiło się sporo rozmów, które nie kończyły się na "siema, jakie jest hasło do dormitorium?". Anton codziennie zdawał relację z działania komunikacji miejskiej w swoim mieście, czasem przeplatając je opowieściami o swoim braku orientacji w terenie. Przynajmniej wiadomo, że nigdy nie zostanie taksówkarzem, bo nie zda egzaminu z topografii miasta. Ale spoko, zawsze można pojeździć na czarno Uberem.
Z rozmów można było też dowiedzieć się, że monciakund nie chodzi do szkoły, bo woli leżeć w łóżku, a Nieoryginalna wozi wujka Wieśka osobiście samochodem. W międzyczasie na stronę zawitała przemiła osóbka o nicku Suz Malfoy, która z uwagi na to, że Tiara przydzieliła ją do Hufflepuffu, a nie do Slytherinu, poczęstowała nas wszystkimi wyzwiskami, jakie udało jej się wyszukać na Bluzgatorze.
Wizyta tej przeuroczej damy, która zapewne dopiero co była odpytywana z tabliczki mnożenia, zbiegła się z apelem (moim - lubię siebie wciskać do tekstu) o większe zaangażowanie administracji i użytkowników w życie strony. Piszę o tym jednak nie tylko po to, żeby napisać o sobie - ma to bowiem jednak mały związek z sb. Pojawiło się bowiem wówczas trochę więcej osób, które zadeklarowały, że wezmą się do galopu. I powiedziałabym, że nawet nam wyszło, a administracja przygotowała konkursy na Halloween, w których powygrywaliśmy puzzle, skarpetki i różne fajne gry. Także wiecie, opykało się.
Listopad mijał dość spokojnie. 11 listopada trochę pomachaliśmy wirtualnymi flagami, pogadaliśmy, jak to zwykle bywa, o Marszu Niepodległości; kto by poszedł, a kto by nie poszedł. Wyszło na to, że poszłaby tylko Mikasa. Ale hej, Sto lat, Niepodległa! Poza tym okazało się, że co tam niepodległość, skoro na HPnecie wszyscy czekają tylko i wyłącznie na Śmieciożarcie.
Śmieciożarcie świętowaliśmy huczniej niż odejście bataliona ze strony. Większość postawiła na tradycje i udała się skonsumować drwala. Livka jak zwykle przeszła wszelkie pojęcie, zjadając tyle śmieciowego żarcia, że później pewnie przez tydzień była na kroplówce. Świętowali jednak wszyscy, zjadając słodycze, burgery, pizzę, indyjskie żarcie, tosty topiące się w keczupie, jak Wrocław w 1997 r. I najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Lubimy jeść syf i jesteśmy z tego dumni!
Na początku grudnia niewiele się zmieniło, dalej głównymi tematami na sb jest jedzenie, wagary i komunikacja miejska. Na stronie zalogowała się jeszcze Hermionka Potter, ale wciąż czekamy na jej pierwsze słowa. Piszę to, bo nie mam już pomysłu na zakończenie. Zakończę więc może pełną nadziei myślą, że może każdy z nas, zamiast robienia noworocznych postanowień w przedmiocie wagi, rzucenia palenia albo innych rzeczy, które nigdy nie wypalą, zrobi postanowienie, że będzie się częściej odzywał w sb.
~ fuerte

Nadmiar czasu oraz dostęp do internetu mają różne skutki. Jedni robią vlogmaski na youtube, inni spamują social media zdjęciami swojego posiłku, a jeszcze inni rozkładają popkulturę na części pierwsze.
W tej ostatniej grupie znajduje się jedna z moich ulubionych podgrup, czyli ludzie dostrzegający to, co dla innych niewidoczne. Nawet w naszej społeczności były takie osoby (niezgadzające się kropki i te sprawy). Szukając odpowiedniej teorii do tego numeru, postanowiłam skupić się na rodzinie i nie było łatwo, (w sumie poddałam się, zanim zaczęłam szukać) nagle jak ostatnia deska ratunku, źdźbło, którego mogłam się chwycić, niczym żyrafa spadająca w przepaść, ukazała mi się Nieoryginalna i niesamowita teoria, która nie ma najmniejszego sensu, ale i tak się nią z Wami podzielę.
Severus Snape był ojcem Harry'ego Pottera.
Tak moi drodzy milusińscy, dobrze czytacie.
Pewnej nocy, dziewięć miesięcy przed narodzinami Harry'ego, James Potter opuścił dom w nieznanym celu. Pod jego nieobecność, Severus Snape odwiedził Lily Potter (z domu Evans) i za pomocą leglimencji wmówił jej, że jest Jamesem Potterem. Dokonali czynu, którego konsekwencją było zapłodnienie Lily Potter. Severus Snape, był bardzo przewidującym czarodziejem i w trakcie owego aktu rzucił na Lily klątwę odbicia, w skutek której dziecko poczęte tej nocy miało być zawsze chronione przed czarami Voldemorta.
Jedenaście lat później Harry James Potter trafił do Hogwartu, gdzie (według opinii niektórych czarodziejów i mugoli) był poniżany przez Severusa Snape'a, po to by mógł się samodoskonalić oraz stać się najlepszym czarodziejem, tak jak oczekiwał tego jego prawdziwy ojciec. Prawdopodobnie dwadzieścia lat później Kelly Clarkson śpiewając What doesn't kill you makes you stronger myślała właśnie o sposobach wychowawczych Severusa Snape'a.
Jeżeli myśleliście, że patronus Harry'ego Jamesa Pottera jest jeleniem, bo James Potter był animagiem i zamieniał się w to zwierzę, to jesteście w błędzie albowiem patronus ten jest wynikiem związku dwóch łań (patronusów Lily Potter oraz Severusa Snape'a). Szach mat biologio.
Pamiętacie ten wzruszający (wcale, że nie) moment śmierci Mistrza Eliksirów? Jego reakcja na widok Harry'ego była spowodowana faktem, że po raz pierwszy mógł wyrazić miłość i uczucie, jakie żywił do syna. I nie miało to nic wspólnego z jego (patologiczną) miłością do Lily ani znaną marką podpasek.
Ostatecznym argumentem potwierdzającym tę teorię jest fakt, że Harry James Potter nadał synowi imiona Albus Severus Potter, czym skrzywdził go na wieki wieków.
Myślę, że najlepszym podsumowaniem tej teorii są słowa osoby, która ma największego fioła na punkcie Snape, ze wszystkich znanych mi osób, czyli Elizabeth_ (która wprawdzie już nie bywa na HPNecie, ale postanowiła się wypowiedzieć):Nie zgadzam się z tą teorią, gdyż Snape był człowiekiem o wielkiej godności i nie posunąłby się do udawania i przebierania się za swojego największego wroga. Teoria jakoby był ojcem Harry'ego też jest mocno naciągana - gdyby była prawdziwa na pewno byłby dla niego nieco bardziej przyjazny. Jako niekwestionowany autorytet i największa fanka Snape'a - zdecydowanie dementuję.
Jeżeli wydaje Wam się, że ta teoria jest do bani to prawdopodobnie macie racje. Zapewne fakt podobieństwa Harry'ego Jamesa Pottera i Jamesa Pottera jest jedynie potwierdzeniem znanego porzekadła: z kim przystajesz takim się stajesz (nawet jeżeli James umarł rok po narodzinach Harry'ego, nie marudźcie). Pamiętajcie też, że wszystko było zmyłką i nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Tymczasem dajcie znać w komentarzach co sądzicie o tej teorii i rozglądajcie się uważnie, może i w waszym otoczeniu kryje się mroczna prawda z przeszłości.
.
~ Sam Quest

Mówi się, że co było, a nie jest, nie piszę się w rejestr. Nie do końca się z tym zgadzam, dlatego też zajrzałam w czeluści internetu by poznać trochę przeszłość rodzin znanych z Harry'ego Pottera. Najciekawsze, w mojej skromnej opinii, informacje znajdziecie w poniższych 199 znakach.
- Toujours pur, czyli Zawsze Czyści to motto rodowe Blacków. Myślę, że każdy zwolennik Higieny w Hogwarcie szanuje takie zawołanie.
- Potterowie pochodzą od Linfreda ze Stinchcombe, XII wiecznego czarodzieja, który uważany jest za stwórcę takich eliksirów jak Szkiele-Wzro czy Eliksir Pieprzowy. Niestety osiemset lat później, jego potomek (Harry) nie miał już takich zdolności w tej dziedzinie za wyjątkiem momentu, gdy używał książki swojego nemezis.
- Najstarszy syn Linfreda - Hardwin ożenił się z wnuczką Ignotusa Peverella, która w posagu wniosła pelerynę niewidkę. Grunt to dobrze się ustawić.
- Abraham Potter (nie mylić z Lincoln) był jednym z pierwszych aurorów działających na terenie USA.
- Pradziadek Harry'ego - Henry Potter był sprawcą wykreślenia rodziny z Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki. Powód: chęć pomocy mugolskiej społeczności w czasie wojny.
- Motto rodziny Lestrange to Corvus oculum corvi non eruit, czyli Kruk krukowi oka nie wykole. Po wpisaniu tego hasła w wyszukiwarkę google znajdziecie wywiad (starszy od naszego naczelnego) na stronie niedziela.pl. Bellatrix byłaby dumna.
- Ród Malfoyów dorobił się w dużej mierze na handlu z mugolami. Po wprowadzeniu Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarów, niechętnie zerwali kontakty z mugolami i zaczęli szerzyć nienawiść wobec nich. Ze skrajności w skrajność to zapewne ich motto rodowe.
Dajcie znać, która z ciekawostek najbardziej przypadła Wam do gustu. Osobiście jestem fanką maksymy rodu Lestrange, jednak co rodzina, to rodzina.
~ Sam Quest













Chyba każdy z nas ma taki przysmak, z którym kojarzy swoje dzieciństwo. Ciasto, którego nigdy nie mogło zabraknąć na świątecznym stole, nie ważne, czy to urodziny, czy może wigilijna kolacja.
W moim przypadku tym smakołykiem stała się szarlotka na kruchym cieście. W tym przepisie możecie odłożyć na chwilę różdżki na bok. Jedyna magia, jaką dzisiaj użyjemy, pochodzi bowiem z serduszka i ciepła rodziny.
Przygotuj:
ciasto kruche:
60 dg mąki
1 kostka masła
1 i pół łyżeczki proszku do pieczenia
2 opakowania cukru waniliowego
6 łyżek cukru pudru
5 żółtek
2 łyżki śmietany
łapki gotowe do wyrabiania
Masa:
4 kg jabłek
3 łyżki kaszki manny
cukier waniliowy, cynamon, cukier według uznania
Sposób przygotowania:
Ciasto wyrobić, następnie włożyć do lodówki. Jabłka zetrzeć na tarce i odsączyć sok (polecam rozcieńczyć z wodą i wypić). Doprawić cukrem waniliowym, cynamonem i cukrem. Dodać 3 łyżki kaszy manny.
Ciasto rozwałkować na dwa płaty. Włożyć do dużej blaszki wyłożonej papierem do pieczenia: ciasto, masa, ciasto. Piec około 50 minut bez termoobiegu.
Posypać cukrem pudrem i jeść w gronie przyjaciół i rodziny!
Smacznego!
~ Roksolana Delakur
Jak wiecie (prawdopodobnie dlatego, że Ulka lubi na to marudzić), XXIII wydanie Proroka zniknęło jakiś czas temu. Ze względu na to, że minął czas na wysyłanie rozwiązań do konkursów z tego numeru, a rozwiązania konkursów z poprzedniego numeru zawierały obrazki, które wygasły ze stron hostingowych. Z tych powodów część z konkursami oraz ich podsumowaniem nie zostały dołączone. Nie pojawiły się także pozdrowienia i ogłoszenia, jednak ze względu na to, że Pan Prorok Niecodzienny nie znalazł żadnych w swojej skrzynce, więc albo żadne się nie pojawiły albo przepadły na zawsze. Zapraszam do czytania :fairy:
~S32


Nicram_93



[P]Louise Lainey
PaulaSmith
. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Czekałem na to aż skończę jeszcze sudoku i tak odkładałem i odkładałem, aż w końcu nie wysłałem nawet reszty mimo, że miałem zrobioną
. Teraz zrobiłem konkursy od razu, żeby nie odwlekać na później.
Mikasa
wiem, jak potrafi układać się praca w redakcji, więc bywa ciężko, ale właśnie takie wrażenie pozostawił na mnie ten numer. Najciekawszy był chyba wywiad z ulką. Też jestem zaskoczona, że to dopiero pierwsza rozmowa z nią! Popieram chodzenie do pracy w dresie
. Bardzo podobają mi się memy! <3 
Krnabrny
A.
Nikt jeszcze nie pozostawił komentarza? No to ja czynię honory.
Przedstawione tu wydanie proroka ubrane w te piękne lampki świąteczne po obu stronach ekranu wywarło na mnie całkiem miłe wrażenie. Zdarzały się już lepsze wydania, ale również i gorsze. To jest na naprawdę przyzwoitym poziomie
Oprawa graficzna całkiem miła dla oka, teksty i wywiady ciekawe. Oceniam na plus