Dlaczego wiadomość o czarach Rachel przyniosła jej taki rozgłos?
***
Dzięki Nieoryginalna za info, ten rozdział będzie poświęcony właśnie temu tematowi.
***
Wchodząc do Dziurawego Kotła, Rachel Otterly bała się reakcji ludzi. Dotychczas przekonała się, że nawet mugolaki uważają ją za wariatkę. Tymczasem w Kotle było spokojnie, część co prawda patrzyła nieprzychylnie, ale większość traktowała ją całkiem normalnie. To spowodowało, że dziewczyna poczuła się lepiej, na sercu zrobiło się nieco cieplej. Tylko dlaczego to dało jej taki rozgłos?
Poszła na Ulicę Pokątną i od razu weszła do najbliższego papierniczego. Tam widniały najnowsze numery Proroka Codziennego. Zakupiła jeden i od razu zaczęła czytać. Pierwsze strony nie były zapełniona niczym ciekawym, ale na piątej stronie znalazła swoje imię.
Jak sobie radzą uczniowie przed Hogwartem? - Rachel Otterly i jej przygody
Zdumiona dziewczyna przestraszyła się. Jej ojciec słynął z pisania ostrych, przepełnionych smaczkami artykułów. Jak Ministerstwo Magii dowiedziało się, że już wcześniej czarowała świadomie, będzie mogło oskarżyć ją o świadome użycie magii w obecności mugoli! Jednak nie pozna prawdy, dopóki nie przeczyta. Z lekkim strachem zaczęła czytać artykuł.
Wielu uczniów nie może doczekać się nauki w Hogwarcie. Część próbuje czarów na własną rękę, np. Rachel Otterly, która przed listem akceptacyjnym do Hogwartu sama zaczęła podkradać różdżkę ojcu i wykonywać świadomie próby czarów. Kończyło się to różnie, jednak miła pozostanie świadomość, że Hogwart dla wielu uczniów jest tak wymarzonym miejscem, że sami próbują nauki, czasem w obecności mugoli.
Oto fragmenty pamiętnika Rachel i krótkie relacje z jej próby czarów.
Rachel po przeczytaniu tego krótkiego artykułu wiedziała, że dalsze czytanie nie ma sensu. To dało jej wystarczającą informację na temat tego, czemu dla części ludzi jest lekko świrnięta. Jeśli artykuł dostał się do Ministerstwa Magii...
Co zrobi w takiej sytuacji? Czuła lekkie załamanie. Nawet tata nie powinien robić czegoś takiego. Przecież to jednak jakaś rodzina. A taka sytuacja...
- Weź się w garść, Rachel - powiedziała sama sobie. Załamka nic nie zmieni. Pomyśl, skąd Hermiona wytrzasnęła informacje o tobie.
Rachel podeszła do sprzedawczyni i lekko chwiejnym głosem zapytała:
- Czy wczoraj była tu jakaś mugolaczka z burzą włosów?
- Tak, pojawiła się tutaj wczoraj, chyba Hermiona miała na imię. Dałam jej ten numer, a czemu pytasz?
- Ot tak, po prostu. Dziękuję za informację.
Wyszła ze sklepu bardzo szybko. Dopiero wtedy przypomniało się jej, że musi kupić sobie przybory do Hogwartu.
Najpierw weszła do Banku Gringotta, by wziąć złoto. Nie miała tego wiele, ale powinno wystarczyć na zakup wszystkiego. Och, pomyślała dziewczyna, od czego zacząć?
Weszła do sklepu Ollivandera, który jak zawsze był zawalony różdżkami. Nieśmiało podeszła do różdżkarza i poprosiła o różdżkę.
- Hmm, tak, ta powinna być idealna. 12 cali, kasztanowiec i włókno ze smoczego serca. No dalej, spróbuj! - powiedział pan Ollivander po piątej próbie różdżki, która albo wyrywała się z prawej ręki, albo wystrzeliwały z niej fajerwerki.
Gdy zapłaciła za różdżkę (na szczęście ta z kasztanowca okazała się idealna) i wyszła ze sklepu, mogła przysiąc, że słyszała ulgę w oddechu właściciela sklepu.
Potem udała się do madame Malkin, gdzie kupiła sobie szaty i słuchała narzekań, jaka to ona jest chuda i blada (z takim wyglądem to nawet znając potężne zaklęcia świata nie zwojujesz!). W końcu udało się je dopasować i dziewczyna poszła kupić inne przybory do nauki.
Po dwóch godzinach ważenia, kupowania, podsłuchiwania szeptów i testowania Rachel była gotowa na rozpoczęcie przygody z Hogwartem. Odstawiła rzeczy w Dziurawym Kotle i poszła się przejść ulicą Pokątną, szukając znajomych twarzy. Podczas jednej z takich wędrówek natknęła się na Hermionę Granger z tym samym wyrazem twarzy jak ostatnio, poznała również Draco Malfoya, chłopca, który na pewno nie przypadł jej do gustu.
- Mam nadzieję, że będę w Slytherinie, w końcu to jedyny porządny dom. Tam była cała moja rodzina, a ty? Gdzie chcesz trafić? - dodał na koniec, patrząc na nią uważnie. Nagle uniósł brwi, jakby coś zrozumiał.
- Czarowałaś przed szkołą?
- No i co z tego? Chyba lepiej coś wiedzieć, niż tylko ufać starym księgom.
- Wiesz, że dostaniesz pozew od Ministerstwa?
Znowu nasunęła się jej ta przykra wizja oczekiwania na wyrok. W oczach pojawiły się łzy, lecz tylko na moment, bo od razu otarła oczy. Odwróciła się demonstracyjnie i poszła do pokoju w Dziurawym Kotle. Tam czekała ją jednak niespodzianka: obok jej pokoju zamieszkiwała staruszka, którą uniosła w powietrze, by się nie potłukła! Chciała o nią zapytać, ale wtedy sobie przypomniała, że nie zna jej nazwiska. Na szczęście nie musiała poruszać tego tematu, bo kobieta sama się do niej odwróciła i powiedziała:
- Rachel, Rachel! Chodź do mnie, porozmawiamy!
Jej ton był nieco tajemniczy, choć sama pani promieniowała radością. Nieco zdumiona dziewczyna weszła za kobietą do jej małego, obskurnego pokoju. Tam obie rozsiadły się na jej łóżku.
- No i? Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - zapytała ciepłym tonem.
- Eee... Już w porządku. Teraz jest ok.
- Jestem pewna, że masz wiele pytań, dlatego możesz mi je zadać.
Po tym pytaniu zapadła chwilowa cisza. Jednak szybko Rachel zapytała:
- Skąd pani mnie wcześniej znała, pani...
- Pani Lovegood. Byłyśmy sąsiadkami. No i już wtedy kojarzyłam cię ze względu na ojca. Mój syn, Ksenofilius też tworzy gazetę. Jest redaktorem naczelnym Żonglera. Och, oni się tak nienawidzili! A teraz oboje tworzą czwartą władzę. Jestem też babcią Luny, jest młodsza od ciebie o rok. Polubicie się, uwierz mi.
- Dlaczego część ludzi uważa mnie za wariatkę, a druga mnie lubi?
- Och, skarbie. To chodzi o coś innego. Ci, co ciebie lubią, cieszą się, że są czarodzieje ciekawi świata, chcący poznawać świat. Daje to nadzieję na nowy porządek w Ministerstwie, w którym jest bałagan. Nie wolno tego ujawniać, ale ludzie jednak lubią świeżą krew z nowymi pomysłami. No ale są i zwolennicy starego ładu, którzy chcą, by zostało tak, jak jest teraz, bo im to pasuje.
- I to są ci, co uważają mnie za świrniętą.
- Tak, dokładnie. Szybko pojmujesz - pochwaliła ją pani Lovegood. Rachel pokraśniała z zadowolenia.
- Dziękuję pani bardzo za pomoc, pani Lovegood. Tak miło mnie pani traktuje, a przecież jesteśmy tylko sąsiadkami.
- Och, daj spokój, skarbie! Każdemu należy się trochę przyjaźni ze strony dorosłych. A teraz leć do pokoju, coś tam na ciebie czeka.
Rachel wybiegła od razu do pokoju. Tam czekała sowa z listem. Wizja tego, co będzie w liście, przerażała ją nieco, ale szybko go otworzyła. Sowa natychmiast odleciała z pokoju.
Droga Panno Otterly,
Dostaliśmy informację o świadomym użyciu czarów w obecności dwóch mugoli. Użyte zaklęcie lewitujące było bardzo silne, lecz udało się wyczyścić pamięć owym osobom, i za wstawiennictwem pani Lovegood sprawa zostaje zamknięta.
Pozdrawiam,
Mafalda Hopkirk,
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów.
Rachel odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała, ile jest winna pani Lovegood, ale zdecydowanie dużo. Nie miała siły, by dziękować, więc od razu położyła się spać.
***
Poprzedni rozdział zostawił wiele pytań. Mam nadzieję, że udało się je wyjaśnić
Ten rozdział powinien się nazywać "Rachel na gigancie"
Zwiała z domu, kupiła sobie rzeczy do szkoły i teraz śpi w Kotle. Trochę się jej nie dziwię skoro ojciec umieścił w gazecie fragmenty jej pamiętnika i jeszcze doniósł w ten sposób na nią do ministerstwa. Nie cierpię tego ojca.
Ten rozdział jest zdecydowanie najlepszy i cieszę się, że zdecydowałaś się wyjaśnić nam co nieco. Oby tak dalej!