Pierwsze lekcje Rachel i całej reszty.
***
To opowiadanie dedykuję:
- Nieoryginalnej - za dodawanie moich ff na stronę
- Takoizu - za wiarę we mnie
- I Nicram_93 - za pomysł na Lisę Turpin
***
Słońce wpadało przez okna do dormitoriów, budząc zaspanych uczniów różnych domów. Rachel wstała jako druga, obok niej Mandy już była gotowa z przepraszającą miną.
- Przepraszam, jak obudziłam, nie wiedziałam, na którą wstać.
- Nic nie szkoooodzi - ziewnęła ciemnoskóra Lisa i poprawiła swoje piękne włosy.
Rachel od razu pomyślała, że Lisa będzie sławna wśród chłopaków.
- Masz piękne włosy - odparła Mandy.
- Dzięki, ty też masz ładne.
- Najlepsza ironia na świecie - dziewczyna pokazała na swoje kręcone, ciemnobrązowe włosy.
- Moooożecie nie haaaaałaaaaasować? - powiedziały jednocześnie Cynthia i Padma.
Tyle że Padma, ziewając, wracała z łaźni Krukonek, a Cynthia dopiero wstawała.
- Któóóra to gooooodzina, żeeee już nieee śpicie, te zaaaasłony nic nie daaaają! - rudowłosa wskazała na niebieskie zasłony, a potem na zegarek. Gdy spojrzała na drugi przyrząd, od razu krzyknęła:
- O żeż ty w mordę jeża! Mamy 10 minut!
Od razu dziewczyny zaczęły się ogarniać. Rachel była gotowa po 5 minutach, jednak nie można było tego powiedzieć o Lisie, która przesiedziała cały czas w łazience.
- No co? - odparła wychodząc. Lśniła jeszcze bardziej niż w łóżku.
Gdy wszystkie były gotowe, szybko zbiegły na dół. Wszystkie w jakiś sposób znały zamek - Rachel widziała na zdjęciach w Proroku, brat Lisy uczył się na 6 roku, Cynthia raz była, by zabrać rodzeństwo, Padma słyszała dużo opowieści, a Mandy niemal fotograficznie zapamiętała drogę. Jedynym jej problemem było to, że dużo razy stawała przy magicznych pamiątkach, portretach i je oglądała. Kiedy wreszcie dotarły do Wielkiej Sali, przy stołach siedzieli prawie wszyscy Krukoni, większość Puchonów, połowa Ślizgonów i mniej niż połowa Gryfonów. Dziewczyny usiadły obok chłopaków, wśród których siedział Terry - przyjaciel z pociągu. Od razu powitał je stwierdzeniem:
- Macie 45 sekund spóźnienia!
- Liczyłeś? - zapytała Rachel. Chłopak zdecydowanie był pedantem.
- No a jak? Trzeba być punktualnym!
- Spójrz na stół Gryfonów - powiedziała Cynthia, a Terry stracił butę w 5 sekund.
Rachel właśnie kończyła porcję płatków CheeriOwls, kiedy zaczepił ją Gabriel z pokoju wspólnego.
- A panienka się odnalazła?
- Skąd taka troska niby, co? - powiedziała Lisa. Gabriel na nią spojrzał i od razu podszedł do niej z pytaniem:
- A pani nic nie podać?
Rachel była zniesmaczona takim zachowaniem. On szuka atencji u ładnych kobiet, a gdy znajdzie lepszą, to natychmiast do niej leci. A ma dopiero 12 lat, coś tu chyba nie gra. Rachel od razu obiecała to sprawdzić. Odniosła miseczkę i poszły z Cynthią na górę. Tam na łóżkach czekały na nie blankiety z planem zajęć. Rachel uniosła jeden i zobaczyła:
8.30 - 10.00 zaklęcia
10.15 - 11.45 eliksiry
13.30 obiad
15.30 - 16.15 transmutacja
- Całe szczęście, że dziś mamy lekcje tylko ze sobą - powiedziała Rachel.
- A mamy z kimś innym? - odparła Mandy, która nie wiadomo skąd się tu pojawiła.
- Tak czasem bywa - odpowiedziała Cynthia, najwyraźniej zgaszona.
- Co ci? - zapytała blondynka.
- Dziś mamy eliksiry, a je prowadzi Snape! Najgorszy nauczyciel pod słońcem, najgorszy dupek!
- Ja nie mogę doczekać się zaklęć, jak będą wyglądały! Czy będziemy rzucać zaklęcia? - Mandy była w euforii.
- Najpierw będziemy uczyć się, jak trzymać różdżkę - powiedziała Padma, która też pojawiła się znikąd, spojrzała na plan lekcji i zmarkotniała.
- Też z powodu eliksirów? - zapytała Rachel. Jej tata nigdy nie opowiadał o nauczycielu, z wyjątkiem wzmianki, że byli na tym samym roku.
Padma pokiwała głową.
Wszystkie wyszły z pokoju w miarę szybko, z wyjątkiem Lisy, która wróciła z Gabrielem (Rachel prawie zwymiotowała). Padma rzuciła jej torbę z planem i wyszły wszystkie razem. Gdy dotarły do klasy zaklęć, czekał tam profesor Flitwick i chłopacy z pierwszego roku.
- Dzień dobry dziewczęta! Usiądźcie tutaj, zajmijcie miejsca i posłuchajcie!
Cynthia wyglądała, jakby miała iść na ścięcie.
- Nienawidzę długich rozmów - szepnęła do Rachel.
Profesor Flitwick okazał się być miły i rozmowny, lecz nie wygłaszał długich przemów. Po 5 minutach przeszli już do trzymania różdżki. Rachel miała ułatwiony zakres w tej sprawie, ale nie tylko jej szło tak dobrze. Mandy zrobiła to najszybciej ze wszystkich, za co Ravenclaw zarobił 15 punktów.
- Gratuluję, panno...
- Brocklehurst - Mandy znienawidziła nazwisko chyba do końca życia. Rachel bała się o jej aklimatyzację, w końcu była mugolaczką. Ale Mandy dzięki swojej pamięci pod koniec zajęć zaczęła rzucać najprostsze zaklęcia i udało się jej nawet Lumos.
Padmie też szło całkiem nieźle, tak samo jak Lisie. Rachel nie była na nią zła - Lisa była fajna, no może nieco egoistyczna, ale mieszkały razem, więc nie powinny się kłócić. Cynthia również była zdolna, ale zmęczyła się szybko, więc udawała, że słabo jej idzie.
- Ty leniu! - zawołała Rachel po tym, jak wyszły z klasy.
- No co? Nie jestem taka zdolna jak Mandy, ale przynajmniej nie rzucam profesorem Flitwickiem na odległość, jak Terry.
Terry rzeczywiście niechcący machnął różdżką tak, że profesor latał po całej sali. Po tym wspomnieniu dziewczyny rechotały przez całą drogę do lochów.
Tam jednak nie było tak wesoło.
Lochy były ponurym miejscem, nieco nawet strasznym. Jedynym źródłem światła były świece, a połowa klasy tonęła w mroku. Wszyscy usiedli po tej jaśniejszej.
- Jasna strona mocy - mruknęła Cynthia.
- Witajcie na lekcji eliksirów, która wymaga niesamowitej precyzji - powiedział profesor Snape, który przypominał połączenie starego nietoperza i tłustego paragonu. Po pięciominutowej przemowie w takim stylu zadał pierwsze pytanie Cynthii:
- Co dodasz do wywaru z asfodelusa, by powstał silny eliksir snu? - powiedział do Cynthii.
- Eee... sproszkowany piołun?
- Dobrze. Gdzie poszukasz bezoaru? - to było skierowane do Rachel.
Nie potrzebowała go szukać, więc niezbyt wiedziała, o co chodzi. Czytała książki do eliksirów, na pewno była jakaś wzmianka...
- W żołądku kozy? - pierwszy strzał najlepszy.
- Tak.
Zadał taką serię pytań każdej osobie. Każdy znał właściwą odpowiedź, lecz mimo tego Ravenclaw nie dostał ani jednego punktu. Po tej lekcji wszyscy udali się do wieży i potem na drugie śniadanie, podczas którego rozmawiali o lekcjach.
- Snape nie jest taki zły, co nie? Tylko ponury i tak jakoś nie daje punktów - powiedziała Cynthia.
- Z opowieści brata myślałam, że jest gorszy. Tylko jest bardzo brzydki - odparła Lisa.
- No, w sumie jest najgorszy. Na razie. A myślałam, że eliksiry będą fajne - poskarżyła się Mandy.
Rachel w sumie myślała podobnie do Mandy, Snape był niemiły.
- No i zadał dużo pracy domowej - powiedziała Cynthia z miną, jakby jadła cytrynę.
Po drugim śniadaniu udali się do pokoju wspólnego, by zrobić pracę domową z eliksirów. Zaklęcia postanowili poćwiczyć wieczorem. W pokoju wspólnym byli tylko pierwszoroczni, co nie mieli zajęć. Reszta miała lekcje. Po godzinie szukania w bibliotece, pokojach i pokoju wspólnym znaleźli wreszcie trzy książki o temacie wypracowania.
- Jakie to nuuuudne. Aż zasnę chyba - powiedziała rudowłosa. Rachel dopisała trzy zdania za nią i skończyły wypracowania.
Na sam koniec dnia była transmutacja. Rachel poczuła, że jej nie polubi.
- Mam taką zdolną uczennicę, pannę Granger. Jest w waszym wieku i idzie jej znakomicie. A wy jesteście Krukonami, powinno wam wyjść dużo lepiej!
Gadała o Granger cały czas, przez co Rachel nie mogła się skupić i jej igła wydłużyła się nagle i dziobnęła Cynthię w rękę.
Koniec końców dzięki Mandy Ravenclaw zyskał kolejne 15 punktów. Jednak pani profesor doprowadziła Rachel do płaczu.
- Hermiona Granger robi to lepiej, damo. Naucz się od niej czegoś wreszcie!
Po kolacji zaczęły ćwiczyć Lumos.
Przy okazji obserwowały, jak Terry znowu wyrzuca książkę w powietrze i śmiały się głośno. Po ćwiczeniach udały się do łaźni, a potem do dormitorium. Cynthia zaczęła szukać czegoś w regale książek, gdy nagle krzyknęła.
- Co się stało? - zapytała Rachel i sama wzięła głęboki wdech.
Za regałem Cynthii znajdowała się ukryta klatka schodowa.
Bardzo dobrze udało Ci się oddać tu klimat Hogwartu, czytając przygody Rachel czułam się jak jedenastoletni uczniak, który przeżywa swoje pierwsze dni w zamku ;D Nie pasowało mi tu zachowanie McGonagall - jestem pewna, że nie porównywałaby żadnych uczniów, tym bardziej w celu oczernienia kogokolwiek, to bardzo nie w jej stylu. Trochę też mieszały mi się postacie, przez to, że często adresowane były jedynie kolorem włosów (no i niestety znów nie pamiętam, która z nich była rudowłosa). Może warto też rozdzielić tekst większą ilością enterów? Na pewno ułatwiłoby to czytanie.
Jestem ciekawa, dokąd prowadzi ukryta klatka schodowa!