Czy koniec szkoły oznacza koniec miłości Jane i Erethiliona?
Mijały miesiące a dni robiły się coraz dłuższe. Egzaminy końcowe były już tylko wspomnieniem i zbliżał się koniec roku szkolnego. A dla Jane i Eretha - koniec szkoły.
Wieczorem, przed ucztą pożegnalną na szczycie Wieży Astronomicznej siedziała pewna zielonooka dziewczyna ze swoją gitarą, której dźwięki roznosiły się po błoniach tonących w blasku słońca.
- Znaliśmy się kilka chwil. To zabawne, dobrze wiem. Było dużo miłych chwil. A i łez płynących deszcz. Zabawne, wiem. Rozstania jest czas, nie wrócę już tu. Kto wie czy jeszcze spotkamy się, może kiedyś, wiesz jak to jest... - Śpiewała sobie cicho myśląc o zbliżającym się nieuchronnie wyjeździe z tego magicznego miejsca.
- Bardzo ładnie. - Usłyszała za sobą głos Erethiliona. Muzyka w jednej chwili ucichła. Chłopak oparł się o barierkę i spojrzał na Jane. Dziewczyna wstała odkładając gitarę na bok. Coś było nie tak. Czuła to. Podeszła do niego i splotła ręce na jego karku.
- Co się dzieje? - Spytała patrząc mu w oczy, przez co nieco ugięły się pod nią kolana.
- Bo ty wątpisz. Myślisz, że jak skończy się szkoła, to z nami też będzie koniec. - Powiedział z wyraźnym wyrzutem.
- A więc chcesz, żebyśmy spotykali się nadal? - Spytała uradowana. Czy to się dzieje naprawdę? Czy to może tylko sen, i jak się obudzi znów będzie ten prawie zimowy poranek, kiedy się poznali?
- Oczywiście, że chcę! - Potwierdził z entuzjazmem i objął ją czule w pasie. - To, że kończy się szkoła nie znaczy że skończyć musi się też to, co jest między nami. Kocham Cię, Jane. I to się nigdy nie zmieni. - Odsunął jej delikatnie włosy z twarzy patrząc głęboko w jej oczy, jakby chciał z nich wyczytać co dzieje się teraz w jej głowie. A działo się całkiem sporo. Dziewczynę przeszedł przyjemny dreszcz. Tak bardzo cieszyła się, że nadal będzie go mieć przy sobie!
- Ja ciebie też kocham, Ereth. - Powiedziała. - Nawet nie wiesz jak bardzo. - Stanęła na palcach i pocałowała go delikatnie, aczkolwiek bardzo stanowczo, jakby chciała mu wyrazić w ten sposób wszystko co do niego czuje.
W Wielkiej Sali królowały barwy Ravenclawu - tegorocznego zwycięzcy w konkursie o Puchar Domów. Jane i Erethilion usiedli przy zwycięskim stole pełnym dumnych z siebie uczniów. Przy stole Puchonów siedzieli ich przyjaciele Jack i Sonia machający do nich energicznie, a u Gryfonów Nash i Sierra zabawiali towarzystwo naśladując kilku zarozumiałych Ślizgonów. Jane uśmiechnęła się i rozejrzała po sali. Zapewne widzi ją po raz ostatni. Westchnęła, a Erethilion objął ją ramieniem. Sercem już tęskniła za tym magicznym miejscem. Oparła głowę o ramię chłopaka i zmrużyła oczy.
- Ty też już tęsknisz, kwiatuszku? - Spytał nagle Ereth.
- Tak. Bądź co bądź, spędziłam tu całe siedem lat. - Westchnęła.
- Nie o to mi chodzi. - Powiedział szarooki również wzdychając. - Kiedy pomyślę, że już niedługo wyjedziemy i nie zobaczymy się zbyt prędko to coś ściska mnie w sercu.
- Mnie też. - Przytaknęła Jane. Siedzieli tak przytuleni do siebie do chwili gdy dyrektor wszedł na mównicę, aby ogłosić wyniki. Ereth spojrzał w tamtą stronę, ale Jane pogrążyła się w rozmyślaniach.
- Chodźmy stąd. - Usłyszała tuż przy swoim uchu szept swojego ukochanego, kiedy dyrektor skończył przemowę. Oboje wstali i niezauważeni wyszli na ciepłe błonia. Na czystym niebie świecił księżyc, tworząc na zewnątrz piękną, srebrną poświatę. Ruszyła przed siebie prowadzona przez Erethiliona. W końcu stanęli nad brzegiem jeziora.
- To nasza ostatnia noc tutaj. - Powiedział chłopak patrząc na księżyc. Jane kiwnęła głową i westchnęła. Cóż mogła zrobić? Czas płynął czy tego chciała czy nie. - Wiesz, mógłbym tak z tobą stać do końca życia. - Stwierdził Ereth. Dziewczyna spojrzała na niego. Uśmiechał się, a w jego szarych oczach odbijał się blask księżyca.
- Ja również. - Położyła głowę na jego klatce piersiowej. - Obiecaj mi coś. - Szepnęła. On objął ją i przycisnął do siebie.
- Dla ciebie wszystko kochanie. - Powiedział.
- Nie zostawiaj mnie.
- Tylko tyle? - Zdziwił się nieco.
- Aż tyle.
- Nie, Jane. Nigdy cię nie zostawię.
***
Pociąg powoli ruszył z miejsca. Jane patrzyła na oddalający się powoli zarys Hogwartu. Ereth jak zwykle obejmował ją ramieniem, jakby bał się, że kiedy ją puści, ona zniknie jak sen. No cóż. Teraz w pewnym sensie ma ma tylko jego. Zamknęła oczy i westchnęła.
- O czym myślisz? - Spytał cicho chłopak przykładając usta do jej miękkich włosów.
- O tobie. O mnie. O nas. - Odpowiedziała i wyjrzała przez okno. Migały za nim mijane szybko lasy, pola, łąki, rzeki...
- Nadal boisz się że już się więcej nie zobaczymy? - Zaczął gładzić jej kręcone włosy. Serce zabiło jej szybciej.
- Nie. - Pokręciła głową trochę po to, aby zaprzeczyć, a trochę po to, by się uspokoić. Uniosła głowę i spojrzała w jego szare oczy, przez co musiała wziąć głębszy oddech. - Kocham cię i ufam ci bezgranicznie. Skoro mówisz że mnie kochasz, to znaczy że tak jest. - Powiedziała a Ereth obdarzył ją jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
- Kocham cię kwiatuszku. - Mruknął cicho niczym miauczący kot i oboje zbliżyli się do siebie. Ich usta były coraz bliżej, aż w końcu delikatnie się zetknęły...
- O, tu jesteście! Wszędzie was szukaliśmy! - Rozległ się w przedziale głos Jacka Drivera, przez co para oderwała się od siebie. Jane miała ochotę wyrzucić go razem z całą resztą z przedziału, ale powstrzymała się i Jack wraz z Sonią, Sierrą i Nashem rozsiedli się wygodnie.
- No i co wy na to? Skończyliśmy szkołę! - Powiedział Jack wesoło. Reszta towarzystwa przytaknęła. Jane zrobiła to bez większego entuzjazmu. Chciałaby spędzić jeszcze trochę czasu w Hogwarcie. Na błoniach czy w Pokoju Życzeń... Oj tak, na pewno będzie jej tego brakować. Powstrzymała westchnięcie i spojrzała na siedzących przed nią przyjaciół.
- Co będziecie teraz robić? - Spytał Jack niby od niechcenia.
- Ja będę grać w zespole mojej siostry, która ukończyła Hogwart dwa lata temu. - Powiedział Nash. - Będę ich gitarzystą. - Dodał a Jane uśmiechnęła się do niego znacząco. Wiedziała, że Nash świetnie radzi sobie z jej ulubionym instrumentem. - Zespół nosi nazwę "Green Box", a pierwszy album to "Przystosowani". Ukaże się niedługo w sprzedaży. - Spojrzał na Sierrę, która pod jego wzrokiem zarumieniła się lekko. Reszta zachichotała.
- Ja zostanę aurorką. - Poinformowała Jane.
- Serio? Ja tak samo! - Wykrzyknęła Sonia.
- A ja będę szefem biura aurorów. - Uśmiechnął się Ereth mrugając porozumiewawczo do Jane, która poczuła jak coś w niej skacze niczym piłeczka.
- Ja chcę pracować w Departamencie Tajemnic. - Sierra wzruszyła ramionami, jakby nie było to nic wielkiego. Wszyscy spojrzeli wyczekująco na Jacka, od którego zaczęła się cała ta rozmowa.
- Ja? Ja zostanę uzdrowicielem w św. Mungu. - Odpowiedział na nie zadane przez nikogo pytanie uśmiechając się. Reszta kiwnęła głowami z uznaniem. Mało kto podejmował się tej pracy.
***
Pociąg zatrzymał się przy peronie 9 i 3/4 w Londynie. Szóstka przyjaciół wstała i zebrała swoje bagaże. Wyszli z pociągu jako ostatni śmiejąc się ze Sierry, która korzystając z swoich zdolności metamorfomagicznych zmieniła swój nos i usta na kacze i udawała Penny Quimby - nieco głupawą Gryfonkę z czwartej klasy.
- No to do zobaczenia wam! - Pomachała przyjaciołom, a Erethiliona pocałowała w policzek.
- Do widzenia skarbie. - Szepnęła mu do ucha i ruszyła w stronę barierki. Przyjaciele i znajomi żegnali ją przyjaznymi okrzykami. Jane uśmiechnęła się i przeszła przez barierkę. Rozejrzała się i zobaczyła swoich rodziców machających do niej z uśmiechem. Uśmiechnęła się i podbiegła do nich. Rzuciła im się kolejno na szyję i ucałowała.
- Witaj córeczko. - Powiedziała matka dziewczyny patrząc z dumą na córkę. - Jak ty wyrosłaś...
- Mamo, nie przesadzaj... - Odpowiedziała Jane. - Chodźmy już do domu. - Dodała odwracając się i zerkając na barierkę. Właśnie przekroczyła ją ostatni raz jako uczennica.
- Będziesz tęsknić za tamtym domem? - Spytał ojciec. Jane uśmiechnęła się.
- Tak. - Powiedziała. - Ale po co są wspomnienia, czyż nie? - Dodała i ruszyła wraz z rodzicami w stronę samochodu mamy.
Wszystko bardzo zgrabnie ujęte. Troszczke ckliwe no i romansidło, ale szczerze to całkiem mi się podobało