Gdy twoi przyjaciele nagle okazują się być kimś innym, sam nie wiesz kto tak naprawdę mówi prawdę. Intrygi, kłamstwa, uczucie pustki. Nie wiesz co ze sobą zrobić, aż w końcu w twojej głowie pojawia się nienawiść i chęć zemsty.
.
Harry stał w pokoju i patrzył się na swoje odbicie w lustrze. Nie mógł uwierzyć w to, że przez tyle lat, przez tyle czasu dał sobą manipulować. Teraz wpatrywał się prosto w swoje zielone oczy i zaczął analizować wszystkie najdziwniejsze sytuacje, które mu się przypominały. Ron był jego najlepszym przyjacielem, choć czasem zdarzało mu się, że kompletnie nie mógł go zrozumieć. Zawsze go usprawiedliwiał, a kłótnie zrzucał na siebie. Sądził, że niektóre słowa wypowiedziane w złości były tylko wywołane chwilowymi emocjami. Brał na siebie odpowiedzialność, bo wiedział, że chłopak nie miał zbyt łatwo.
Drugi rok. Ron cały dzień chodził jakiś naburmuszony, Harry sam nie wiedział, co ma z tym zrobić i jak z nim rozmawiać. Hermiona ignorowała go, chowając się w bibliotece. Nie chciał iść z tym do bliźniaków, ani do Ginny, bo czuł, że byłby wtedy nielojalny.
Kłótnia wisiała w powietrzu, choć sam nie wiedział dlaczego. Lekcja obrony przed czarną magią wcale tego dnia go nie cieszyła, zwykle podchodził do niej z większym entuzjazmem. Był w parze z Ronem i nie do końca wiedział, jak ma się zachowywać. Wygrał pojedynek, miał wrażenie, że rudzielec nawet nie próbował go atakować.
— Jasne, przecież to Harry Potter, zawsze jest najlepszy — mruknął pod nosem Ron, wyszedłszy z sali, trzaskając drzwiami.
Gdy wybiegł na korytarz, by z nim porozmawiać, już go nie było.
To nie pierwsza i nie ostatnia taka sytuacja. Ron często się wściekał za różne rzeczy. Czasem wydawało mu się, że chłopak jest zazdrosny, ale zaraz po tym po prostu siadali razem i grali w szachy, zupełnie jakby nie było tematu. Czasem padało kilka słów za dużo, kilka razy się nawet poszarpali, ale nie oni jedyni - ciężko było być dorastającym chłopcem.
Z Hermioną było inaczej, ona nigdy nie wybuchała złością. Zawsze była opanowana, spokojna, dojrzalsza niż oni. Teraz zastanawiając się nad tym widział w niej drobne rzeczy, na które wcześniej nie zwracał uwagi. Często chowała emocje, ale kilka razy zdążył zauważyć w jej oczach różne, sprzeczne emocje. Przysiągłby, że czasem patrzyła na niego ze współczuciem, troską, a raz wyższością, jakby był nic nie wartym pionkiem. Wyglądała na rozdartą, szczególnie, gdy była przy Ronie. Nie chciała, aby rudzielec pomyślał, że coś ich łączy? Tak mu się wydawało.
Pamiętał jeden konkretny moment na trzecim roku. To był dla niego ciężki czas, ciągle dręczyły go koszmary i nie mógł spać. Mógł na nią liczyć, właściwie tak mu się wtedy wydawało. Choć zauważał pewną zależność, gdy była z Ronem, często go ignorowała.
Nie miał już sił po kolejnej nieprzespanej nocy. Wiedział, że coś złego niedługo się wydarzy, Hogwart nie dawał mu takiego ukojenia. Znak bolał go coraz częściej, koszmary senne przyprawiały go o mdłości. Musiał z nią porozmawiać, potrafiła go uspokoić i racjonalnie wszystko wyjaśnić. Zawsze była najmądrzejsza z nich wszystkich, analizowała wszystko i znajdowała wyjście z sytuacji.
Ale tamtego dnia chyba przyszedł nie w porę. Byli razem z Ronem, siedzieli na błoniach. On ją obejmował, a ona opierała głowę na jego ramieniu. Poprosił o chwilę, ale zobaczył tylko lodowate spojrzenie i odczytał z niego "Idź stąd, nie widzisz, że przeszkadzasz?". Domyślał się, że dziewczyna podkochuje się w Ronie, ale on do tej pory nie zwracał na nią uwagi. Chyba.
— Ja mam swoje życie, Harry. Daj nam spędzić trochę czasu samym — powiedziała. — Poza tym na pewno znów dramatyzujesz.
Wspomnienie zatarło się, a on znów wpatrywał się w siebie. Powinien zauważyć, że coś było nie tak. Byli tak blisko, a jednak daleko. Nigdy nie wybaczy sobie, że zmarnował tyle lat życia na dbanie o przyjaźń, która tak naprawdę od zawsze była fikcją.
***
Chłopak, jak co roku, pół wakacji spędzał w domu rodzinnym swojego najlepszego przyjaciela - Rona Weasleya. Uwielbiał spędzać czas w tym miejscu, w którym zawsze było tak rodzinnie, ciepło i przyjaźnie. Molly Weasley traktowała go jak syna, Artur codziennie pytał go o różne mugolskie wynalazki, z bliźniakami nigdy nie było nudy, a z Ronem i Ginny codziennie ćwiczyli grę w Quidditch'a.
Hermiona także spędzała tam tegoroczne wakacje i to jej Harry mógł się zwierzyć, opowiedzieć o koszmarach czy po prostu powiedzieć, co mu leży na sercu.
W Norze było zupełnie inaczej niż u Dursleyów, którzy odkąd pamiętał, traktowali go jak intruza.
Jednak tydzień przed wyjazdem do Hogwartu zmieniło się wszystko. Właśnie wtedy chłopak dowiedział się o intencjach dyrektora i swoich najlepszych przyjaciół.
×Miesiąc wcześniej×
Tego dnia kolejny raz pokłócił się z Ronem. Odkąd chłopak ubzdurał sobie, że Harry'ego i Ginny coś łączy, zachowywał się, jakby nie był sobą. Na nic były próby przekonania go, że ani jego siostra, ani żadna inna kobieta go nie interesuje. Uparł się i nic nie wskazywało na to, żeby w końcu mu uwierzył.
Wchodząc po schodach coś kazało zatrzymać mu się przed drzwiami do pokoju, z którego dochodziły odgłosy kłótni. Nie chciał podsłuchiwać przyjaciół, ale gdy usłyszał swoje imię zmienił zdanie.
— Znów przyszedł list od dyrektora, pytał czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy Harry na pewno się niczego nie domyśla — powiedziała zdenerwowana Hermiona.
— Oczywiście, że się nie domyśla, przecież ten idiota nigdy nie pomyśli, że coś jest nie tak. Za bardzo nam ufa, ale coraz bardziej mnie wkurza, pieprzony idealny złoty chłopiec. Mam nadzieję, że w rok w końcu zabije Voldemorta i sam zginie. Mielibyśmy w końcu spokój. Nie podoba mi się to, że Gin się w nim kocha, jestem pewien, że ją wykorzysta — odpowiedział Ron.
W jego głosie było tyle jadu, że Harry mimowolnie cofnął się krok. Nie spodziewał się tego, nie po nich. Miał nadzieję, że zaraz wyskoczą skądś Fred i George, krzycząc głośno, że dał się nabrać. Nic takiego się nie stało, ani teraz, ani później.
Reszty rozmowy nie usłyszał, więc zbiegł cicho po schodach. Nie chciał wiedzieć więcej, za bardzo bał się słów, które padały z ust jego najlepszych przyjaciół, przynajmniej tak myślał o nich do tej pory.
Przez cały dzień nie dał po sobie poznać, że odkrył jakąś część ich tajemnicy. Za to zaraz po kolacji udał się na górę pod pretekstem bólu głowy i zaczął szperać po szafkach, aby znaleźć cokolwiek, co zdradziło by mu o czym mówili. O dziwo nie zajęło mu to zbyt dużo czasu, bo ani Ron ani Hermiona nie wysilili się z szukaniem dobrej kryjówki. Myśleli, że są na tyle sprytni, że ich intrygi się nie wydadzą. Najciemniej jest zawsze pod latarnią.
Po chwili trzymał wielki stos listów, niektóre z nich były jeszcze z ich pierwszego roku nauki w Hogwarcie. Nie zdążył przeczytać wszystkich, jednak z tego, co wynikało z kilku pierwszych, całe jego życie w magicznym świecie było ustawione w każdym szczególe. Instrukcje, tematy do rozmów, część jakichś haseł, dokładne opisy jego zachowania i tego, z czego im się zwierzał...
Był wykorzystywany, śledzony i oszukiwany przez przyjaciół i dyrektora. Niczym marionetka w jego grze.
×××
Długo zastanawiał się, co miał teraz zrobić. Bał się tego, co odkrył. Choć był w domu pełnym ludzi, był bardziej samotny niż zwykle. Chłopak nie powiedział nikomu, że poznał prawdę. Odsunął się od swoich przyjaciół, przestał się im zwierzać, unikał rozmów i wspólnych zabaw. Po smutku i żalu przyszła nienawiść i chęć zemsty. Nie mógł uwierzyć w to, że jego życie było jednym wielkim kłamstwem. Postanowił to wszystko zakończyć, musiał ułożyć plan.
Nie sądził, że potrafi tak szybko wymyślić zemstę. Czuł się zraniony i chciał, aby oni czuli się tak samo jak on, gdy usłyszał ich raniące słowa. Wiedział, co zrani ich najbardziej i postanowił sobie, że dopnie swego chociażby miało od tego zależeć jego życie.
Zaczął zastanawiać się czy jeśli jego przyjaciele byli w rzeczywistości jego wrogami, to czy wrogowie będą w stanie być przyjaciółmi?
Może zacznę od tego, że bardzo dobrze sprawdzało mi się ten rozdział, lubię Twój styl pisania, w ciekawy sposób prowadzisz akcję. Czasem tylko nie stawiasz przecinków i gubisz wyrazy, głównie zaimki, ale to już kwestia przeoczenia. Na początku miałam tylko problem z ogarnięciem, na którym roku toczy się akcja, skonfundował mnie ten przeskok do wspomnienia.
Co do fabuły - trudno mi tu wiele powiedzieć, bo to dopiero pierwszy rozdział, natomiast zupełnie nie kupuję póki co tej zdrady Hermiony i Rona. Nie chodzi mi tu stricte o książkowy charakter tych postaci, bo po to jest ff, żeby jego autor mógł wprowadzać swoje wersje kanonicznych bohaterów, tylko o to, w jaki sposób tu to poprowadziłaś. O ile nie trudno mi uwierzyć manipulacje Dumbledore'a, to jak uzasadnić je w przypadku 11 letnich dzieciaków? Bo jak rozumiem pierwszy znaleziony przez Harry'ego list został napisany na pierwszym roku właśnie. Także liczę, że dobrze to uzasadnisz i wytłumaczysz w kolejnych częściach ;>