Piaty rozdział opowiadania.
Harry i Draco spotykają się w Pokoju Życzeń, aby na spokojnie porozmawiać. Harry opowiada mu o dziwnym śnie, który niedawno mu się przyśnił i starają się jakoś naprawić swoje relacje.
Transmutacja, której nauczycielką była Profesor Minerwa McGonagall, była jednym z trudniejszych przedmiotów nauczanych w Hogwarcie.
Była ona także bardzo niebezpieczna, więc wymagała pełnego skupienia. No właśnie, a zielonooki wcale nie mógł się skupić, szczerze mówiąc mało go interesowało to, jak zmienić mysz w książkę czy na odwrót. Zrobił zadanie tylko po to, żeby Profesorka nie zwracała tak na niego uwagi i dała mu w końcu spokój. Lubił ją, bo jako jedyna starała się oceniać wszystkich bez względu na to, kim byli. Nigdy nie postawiła mu lepszej oceny tylko za to, że był kim był. Nie słyszała też, aby oceniała Ślizgonów za bycie Ślizgonami, chyba, że któryś faktycznie nabroił. Była stanowcza, surowa i wymagająca, ale przy tym wszystkim sprawiedliwa. Wiedział, że jako opiekunka domu też sprawuje się idealnie, bo mimo swojego twardego charakteru potrafiła współczuć i doradzić. Może nie była jak Molly Weasley, która najchętniej całymi dniami mówiła "kochaneczku", przytulała na powitanie i wciskała na siłę kolejną porcję babeczek jagodowych, bo to był zupełnie inny typ osoby. Jedynym odstępstwem jej sprawiedliwości były mecze Quidditcha, szczególnie wtedy, gdy Gryffindor ciągle przegrywał ze Slytherinem, ale wtedy to i on był po jej stronie.
Resztę lekcji przesiedział, wpatrując się w podręcznik i rozmyślając co powie Draconowi, gdy już się spotkają. Był podekscytowany tym spotkaniem, bo naprawdę fajnie im się rozmawiało. Poza tym bardzo nie chciał tego po sobie poznać, ale chłopak zaczął go w jakiś sposób interesować. Nie dość, że był inteligentny, mieli wiele wspólnych tematów, to na dodatek musiał przyznać, że był też bardzo przystojny. Dawno z nikim nie był, nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio się całował. Próbował wyrzucić sobie te myśli z głowy, ale nie mógł. Był dojrzewającym chłopcem, to nie jego wina, że hormony w nim buzowały. To wszystko przed te zmienne emocje, podekscytowanie i jego przeklęty plan zemsty na Dumbledorze, Ronie i Hermionie.
Na szczęście, albo i nieszczęście, ostatnią lekcją była znienawidzona przez Harry'ego, z resztą tak samo, jak przez większość uczniów, Historia Magii. Przedmiot ten był nauczany przez Profesora Binnsa — ducha, który miał niezwykle usypiający głos. Szczerze mówiąc, wszystko w tym przedmiocie było usypiające, rzadko trafiało się coś ciekawego. Właśnie dlatego Harry i większość uczniów biorących udział w zajęciach po prostu spało. Większość uczniów nawet nie próbowało się z tym kryć.
— Witaj Tom. Miło cię spotkać na neutralnym gruncie. Porozmawiajmy. — Usłyszał swój głos, niosący się echem po pustej, ciemnej komnacie. Nie wiedział, gdzie jest, ale czuł się tu wyjątkowo spokojnie, był pewny, że nic mu nie groziło.
— Witaj Harry Potterze, więc to nie jest żadna sztuczka? Co cię zatem do mnie sprowadza? — W odpowiedzi usłyszał donośny, męski głos. Od razu ciarki przebiegły po jego kręgosłupie, głównie z powodu chłodu, który odbił się po sali. Zimny, szorstki głos jeszcze chwilę brzmiał w jego uszach.
Dopiero w tym momencie zauważył, jak z cienia wynurza się wysoki mężczyzna.
Tom Riddle, nazywany przez większość „Sami-wiecie-kim", a przez samego siebie Lordem Voldemortem, stanął przed Harrym.
Wyglądał zupełnie inaczej, niż kiedyś — normalnie. Jego czarne, lekko dłuższe włosy, zasłaniające czoło i tego samego koloru oczy znacząco wybijały się na bladej, jasnoszarej karnacji. Długie, czarne jak smoła rzęsy rzucały cień na jego idealnie wyrzeźbione policzki, a usta były koloru soczystej maliny. Ciało miał trzydziestoletniego mężczyzny, był dobrze zbudowany i wysoki. Można byłoby stwierdzić, że jest bardzo przystojny.
— Jak to się stało, że wyglądasz jak wyglądasz? — odezwał się Harry, przyłapując się na tym, że lustruje wzrokiem jego sylwetkę.
— Trochę czarów, eliksirów i czasu, ale wydaje mi się, że nie o tym chciałeś rozmawiać — Pokręcił głową, ciągle trzymając różdżkę w dłoni.
— Chciałbym z tobą współpracować. Chcę do ciebie przyłączyć. Czy jesteś zainteresowany? — odpowiedział tajemniczo. Chyba udało mu się zaskoczyć samego Lorda Voldemorta.
Harry zerwał się z ławki dosłownie minutę przed końcem zajęć. Na szczęście nikt nie zwrócił na niego uwagi. Co to był za sen? Był tak realistyczny, że jeszcze dłuższą chwilę wydawało mu się, że słyszy ten głos wokół siebie.
Czy to w ogóle był sen? A może kolejna wizja? Chociaż to chyba niemożliwe, w końcu Tom nie wiedział o jego planach.
Od razu, gdy Profesor Binns zakończył lekcję, chłopak pobiegł w miejsce, gdzie znajdował się Pokój Życzeń.
Na szczęście na miejscu nikogo nie było, więc udało mu się nie spóźnić. Usiadł na korytarzu i westchnął cicho, właśnie wtedy zaczął zastanawiać się, czy Draco w ogóle się pojawi. A co jeśli go wystawił albo z niego zażartował?
Jego obawy były bezpodstawne, ponieważ blondyn zjawił się niecałe pięć minut po nim. Obaj weszli do Pokoju Życzeń, który, jakby czytając im w myślach, dostosował się do ich potrzeb.
Ściany pomieszczenia były ciemnoszare, a drewniana podłoga miała kolor mahoniu. Zaraz naprzeciw okna był kominek, w którym palił się ogień. Oświetlał on całe pomieszczenie, ponieważ ciemnozielona kotara w oknie zaciemniała pokój. Poza tym biło od niego przyjemne ciepło, które od razu sprawiło, że miał ochotę zdjąć szatę i się rozgościć. Naprzeciwko kominka stał szklany stolik, a obok niego czarna, skórzana kanapa. Na stoliku stały różnego rodzaju alkohole i dwie szklanki. Uwielbiał tą szkołę.
Harry nawet nie sądził, że pokój aż tak gościnnie ich przywita, ale bardzo się z tego powodu ucieszył.
— Ten pokój nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. — Uśmiechnął się Potter.
— Doskonale cię rozumiem — odpowiedział mu Draco, który już zdążył usadowić się na swoim miejscu na kanapie. — Nie w każdej szkole są pokoje, które same namawiają cię do picia.
Po chwili dołączył się do niego Harry i otworzyli pierwszą butelkę ognistej whisky.
— Jak zajęcia? — spytał Draco po pierwszym łyku.
— Transmutacja jak zwykle, nic ciekawego. Za to na Historii Magii miałem dość dziwny sen — powiedział i spojrzał na ogień. Po chwili odwrócił wzrok, aby spojrzeć na chłopaka i wypić większy łyk trunku.
Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy, Harry był zafascynowany tym spojrzeniem. Miał wrażenie, że przez szarość ścian jego oczy wyglądają na stalowe, ale ciepło bijące z kominka barwiło je na ciepłe odcienie. Jego spojrzenie pokazywało całą jego duszę. Wszelkie na co dzień ukrywane przez niego emocje były podane jak na tacy.
— Opowiesz mi o nim? — odrzekł po chwili i zawstydzony odwrócił wzrok. Na jego twarz wkradł się uroczy rumieniec.
Oczywiście Potter od razu zaczął opowiadać o wszelkich szczegółach snu. Myślał, że Malfoy pomoże mu go odszyfrować. Jeśli wiedział coś o Voldemorcie, to zapewne jakaś jego reakcja na to wskaże, a jeśli nie, będzie musiał mu powiedzieć. Może i za szybko, ale nie mógł tracić czasu. Chciał zacząć realizować ten plan, nie mógł tracić czasu na kombinowanie. Poza tym nie chciał bawić się w żadne manipulacje chłopakiem, nie próbował go oszukiwać, aby ten mu zaufał, bo wiedział, że wtedy by go zranił. Chciał być szczery, bo musiał przyznać, że polubił go. Gdy byli sam na sam chłopak naprawdę był świetnym towarzyszem i chciał, aby ich znajomość bardziej się rozwinęła. Nie chciał budować jej na kłamstwach.
— Faktycznie, dziwne. Jak myślisz, może miał on jakieś ukryte znaczenie? — spytał do kilku minutach myślenia. Zdążyli w tym czasie wypić kolejne dwie szklaneczki ognistej i teraz przerzucili się na jakieś wino. Podobno dobre, drogie, ale Harry kompletnie się na tym nie znał.
— Nie mam pojęcia. Myślałem, że pomożesz. Chociaż muszę przyznać, że ostatnio ciągle o nim myślę. W moim życiu wiele się zmieniło. — odpowiedział i spojrzał w ogień. — Dumbledore mnie wykorzystywał, bawił się mną, moimi uczuciami, nie patrząc na nic dookoła. Wykorzystał do tego ludzi, których nazywałem swoimi przyjaciółmi. Ciągle brał, nie dając nic w zamian. Nie pomógł mi nigdy, gdy tak naprawdę tego potrzebowałem. Spiskował z nimi, z Ronem i Hermioną, już od pierwszego roku. Wysyłał im listy, dawał wskazówki, wydawał polecenia, a oni co miesiąc zdawali mu raport. Opisywali wszystko, co im mówiłem, co robiliśmy, gdzie chodziliśmy. To wszystko, co myślałem, że jest przyjaźnią, było zasranym teatrzykiem, a ja kukiełką. Oni pociągali za sznurki.
Poczuł, że blondyn podnosi się z miejsca i idzie w stronę okna.
Harry niewiele myśląc, podszedł do niego i stojąc za nim delikatnie położył mu dłonie na biodra i przytulił się lekko. Bał się, że chłopak go odepchnie, ale potrzebował tego. Był pijany i potrzebował pocieszenia, chciał, aby ktoś go po prostu przytulił.
— Co ty robisz? Potter, chcesz mnie poderwać? — zapytał Malfoy, był zdecydowanie zawstydzony, jednak nie odsunął się. Próbował jakoś rozweselić atmosferę. — Jakbym wiedział, założyłbym lepsze bokserki.
— Nic takiego, Draco — Parsknął śmiechem, nie wierząc, że usłyszał coś takiego z jego ust. — Jestem pewien, że twoje bokserki są wystarczająco dobre.
W tamtej chwili chłopak odwrócił się w jego stronę. Stali na tyle blisko, że ich czoła dotykały się, ale Harry ani myślał odsuwać się od niego. Było mu przyjemnie, nikt go dawno nie przytulał. Patrząc z biegiem czasu nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio to robił. Westchnął, wtulając się mocniej w jego ramiona. Sam nie wiedział, czy to zwykły, przyjacielski uścisk, czy może jakiś znak, ale nie chciał robić nic więcej. To była głupota, znali się kilka lat, nienawidzili się przez ten cały czas, a teraz po kilku dniach po prostu stoją i się przytulają. Harry mimo wszystko nie chciał nic zmieniać, było mu dobrze tak, jak jest. Spojrzał w oczy blondyna, a ten uśmiechnął się lekko. Nie wiedział, jakiej orientacji jest chłopak, ale nie chciał wszystkiego zepsuć tym pytaniem. To był miły dzień i miło zamierzał go skończyć.
— To urocze, Potty. Rumienisz się, jak mała dziewczynka — powiedział chłopak, śmiejąc się cicho.
— Spójrz w lustro, Malfoy — powiedział, lekko odsuwając się od niego.
Obaj zaśmiali się szczerze i wrócili na kanapę. Przed nimi jeszcze butelka ognistej, wino i bliżej niezidentyfikowany napój procentowy.
No nieźle. Mam wrażenie, że jest jakaś różnica między tym, a poprzednimi rozdziałami. Tak jakby minął dłuższy czas pomiędzy ich napisaniem. Jakoś tak inaczej mi się to czytało.
Muszę przyznać, że nie bawisz się w żadne ceregiele i ich znajomość szybko się rozwija.
Rozumiem, że to ff o Harrym i Draco, ale chciałabym więcej Rona i Hermiony ich motywacji, tego jakimi są ludźmi w tym świecie.
Ta scena snu też była zaskakująca bo przez chwilę miałam mindf*ckaa, co tu się dzieje.
Ogólnie wiem, że marudzę trochę na fabułę, ale przeczytałam dotychczasowe rozdziały i przeczytam kolejne, co dobrze świadczy o tej historii.
Muszę przyznać, że wciągnęłam się w ten ff, bo jestem ciekawa jak to wszystko pociągniesz i to, że pewne rzeczy fabularnie mi się nie podobają, nie skreśla dla mnie tej historii. Także, pisz i dodawaj kolejne rozdziały.