Gdy twoi przyjaciele nagle okazują się być kimś innym, sam nie wiesz kto tak naprawdę mówi prawdę. Intrygi, kłamstwa, uczucie pustki. Nie wiesz co ze sobą zrobić, aż w końcu w twojej głowie pojawia się nienawiść i chęć zemsty.
Całą drogę w pociągu spędził sam. Udało mu się znaleźć wolny przedział, a gdy zauważył, że Ron i Hermiona go szukają ukrył się w toalecie. Nie mógł się doczekać aż wróci na zajęcia, chciał być już w Hogwarcie, aby móc się od nich uwolnić.
Pragnął w końcu zacząć realizować swój plan, który w ciągu ostatniego miesiąca był już praktycznie dopracowany. Chciał pokazać im, że już ich nie potrzebuje. Umiał radzić sobie sam, nawet to dziwne uczucie pustki zaczęło powoli znikać. Przyłapywał się czasem na tym, że myślał o tym, jacy byli szczęśliwi, ale później słyszy w głowie ich rozmowę. To tylko fikcja, nic poza tym.
Wyszedł na spacer po korytarzu dopiero, gdy miał pewność, że darowali sobie szukanie go. Pewnie mimowolnie cieszą się, że nie muszą spędzać z nim czasu. Choć dyrektor pewnie nie będzie zadowolony, w końcu nie dadzą mu najnowszych raportów, bo nie będą mieli o niczym konkretnym napisać. Pewnie się poskarżą, że zachowuje się inaczej, ale nic więcej.
Stanął przed jednym z przedziałów. Blondyn spojrzał na niego, odrywając się od rozmowy z Pansy Parkinson, oboje unieśli brew. Nie wiedział co powiedzieć, odwzajemnił tylko wzrok chłopaka. Był ciekawy czy on też byłby takim przyjacielem, jak Ron czy Hermiona. Nie wiedział, czemu tak właściwie wybrał wtedy Weasleya. Bo był biedny, zachowywał się żałośnie i nie umiał odpyskować bogatemu, pewnemu siebie chłopakowi? A Harry chyba zawsze miał nieodpartą chęć ratowania słabszych. Zawsze potem obrywał za to po tyłku. Teraz sądził, że się pomylił. Powinien wybrać Malfoya, który już od pierwszych chwil był szczery. Może trochę chamski, miał niewyparzony język, ale przynajmniej mówił, co myślał. Nie lubił dyrektora, więc nie spiskowałby z nim. Ciekawe, jak wyglądałoby jego życie, gdyby to zrobił...
— Potter, wyjazd stąd — powiedziała Pansy.
Dopiero teraz zauważył, że ciągle tam tkwi, bujając w obłokach. Prychnął pod nosem, odwrócił się na pięcie i ostatni raz spojrzał na blondyna, posyłając mu niewielki uśmiech.
***
Atmosfera na wielkiej uczcie, która symbolizowała początek nowego roku szkolnego w Hogwarcie dla Harry'ego była niezwykle denerwująca, a wszystkie pytania skierowane do niego wręcz irytujące.
Ginny Wesley i jej koleżanki jak zawsze gapiły się na niego jakby był cudem, mimo że Harry nieraz mówił jej, że nie jest zainteresowany. Nie tylko nią, a każdą inną kobietą. I wcale nie miał zamiaru na siłę tego zmieniać tylko dlatego, że jakaś dziewczynka twierdziła, że są dla siebie stworzeni i powinni być razem bez względu na wszystko. Właśnie o to kłócił się z Ronem, który twierdził, że to Harry zrobił jej złudną nadzieję.
Miał serdecznie dosyć Gryfonów, którzy ciągle go o coś wypytali. Harry, jak udały Ci się wakacje? Co robiłeś? Słyszałem, że byłeś u Rona?
Chyba nic go tak bardzo nie denerwowało, więc odpowiadał tylko półsłówkami, które miały odstraszyć następnych rozmówców i przerwać dotychczasowe rozmowy. Jak na złość nic na nich nie działało i jak zwykle wokół niego zebrała się grupka osób, które nieświadomie zatruwały mu dzień. Albo i świadomie. Przyłapywał się na tym, że nie wiedział już komu ufać. W każdym uczniu widział potencjalny fałsz, bał się, że cokolwiek powie dyrektor i tak się o tym dowie.
Dodatkowo ciągle rozmyślał, jak mógłby zrealizować swój plan. Miał wszystko ułożone, ale w głowie czy na papierze to było dużo łatwiejsze. Nie wiedział, jak się do tego zabrać. Chciał w jakiś sposób skontaktować się z Voldemortem, musiał dostać odpowiedzi na swoje pytania, a nie ufał już dropsowi. Miał wiele wątpliwości, czy strona, po której stanął, jest odpowiednia. Zdawał sobie sprawę, że sam nie poradzi sobie z dostaniem do niego, jego plan przewidział w tym pomoc Dracona, tylko nie wiedział, jak się za to zabrać. W końcu przez ostatnie lata się nienawidzili, nie wyobrażał sobie, że teraz podejdzie i powie do niego:
Hej Malfoy, moi przyjaciele okazali się szpiegami tego starego Dropsa, który jest zwykłym kłamcą. Mam już dość tych manipulacji i chce wiedzieć jak skontaktować się z Lordem Voldemortem, aby zemścić się na nich wszystkich. Chcesz mi pomóc?
Cóż, na pewno mu uwierzy i nie pomyśli, że zwariował albo, że to jest pułapka.
°°°
Przez całą ucztę jego wzrok skierowany był na stół Slytherinu, a dokładniej na osobę, która zaprzątała jego myśli.
W pewnym momencie jego wzrok skrzyżował się że stalowo-błękitnymi tęczówkami. Te oczy były tak chłodne, wręcz wyprane z jakichkolwiek emocji, że Harry'ego przeszedł dreszcz. Nie miał zamiaru mu ulec i odwrócić spojrzenia. Wiedział, że chłopak też nie odpuści. Nie czuł skrępowania, gdy toczyli tą małą bitwę. Musiał mu jakoś pokazać, że w tym roku coś się zmieni, że nie chce, żeby było jak zawsze. Chciał, aby blondyn w jakiś sposób mu zaufał.
Patrzyli na siebie przez dłuższy czas, a żaden nie próbował odwrócić wzroku. Potter, nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnął się lekko. Cała ta sytuacja zaczynała go śmieszyć. Zaczął zastanawiać się, czy aby przypadkiem nie wariuje.
×××
Uczta skończyła się, pierwszoroczni zostali jak zawsze przydzieleni do domów i wszyscy rozeszli się w swoją stronę.
Po długich staraniach Harry zgubił w tłumie Rona i Hermionę i udał się w stronę biblioteki. Chciał być sam, a nawet Hermiona nie przychodziła tam w pierwszy dzień szkoły. Z jednej z sof zabrał dwie wielkie, grafitowe poduchy i zaciągnął je między dział z eliksirami a magicznymi zwierzętami.
W te wakacje Harry bardzo polubił eliksiry. Pewnie dla niektórych to szok, ale gdy siedział zamknięty w pokoju na Privet Drive pewnego razu sięgnął po jeden z podręczników, który go zaintrygował i w kilka godzin przewertował wszystkie tematy. Był bardzo dokładnie opisany, miał schemat, który bardzo ułatwiał mu naukę, opisane były nawet zapachy, które powinien mieć dany eliksir. Czasem czytając o coraz to bardziej trujących miksturach wyobrażał sobie, jak dolewa kilka kropel do herbaty wuja. Wiedział, że nie powinien, ale cieszyłby się, widząc, jak jego opiekunowie cierpią. Teraz wcale mu to nie przeszkadzało, wydawało mu się, że te myśli były uzasadnione. Całe życie męczył się z tymi mugolami, którzy znęcali się nad nim fizycznie i psychicznie. Nieraz chciał się zabić, czasem cały tydzień nie spał, płacząc w poduszkę i błagając, aby ktoś go w końcu stamtąd zabrał. Potem dostał list z Hogwartu, czuł, że jego modlitwy zostały wysłuchane. Przez kilka miesięcy miał spokój, a potem wracał do tego piekła. Nikt nie próbował mu pomóc, mimo że mówił im wiele razy, jak tam jest. Oni pewnie cieszyli się z jego cierpienia. A on chciał sprawić, żeby oni też cierpieli.
Podręcznik szkolny zdążył przeczytać już dobre cztery razy, więc pora na coś nowego.
Sięgnął po Magiczne eliksiry i ich działanie Arseniusa Jiggera, usadowił się na poduchach i zaczął czytać. Cieszył się, że w końcu jest sam, mimo że niezbyt mógł skupić się na tekście, bo jego głowę zaprzątały inne myśli.
Mój główny problem z opowiadaniami o przechodzącym na złą stronę Harrym jest taki, że zazwyczaj nie wyjaśniają w wystarczającym stopniu wewnętrznej przemiany bohatera. Mimo wszystko nie wierzę, że chłopak potrafił po jednej rozmowie odrzucić całe swoje dotychczasowe życie, nie przeżywając tego w znaczący sposób. Mam też nadzieję, że w następnych częściach większy nacisk postawisz na postacie Hermiony i Rona i dynamikę między nimi a Harrym. Podoba mi się za to, jak poprowadzony jest wątek Harry'ego i Dracona - opisanie przejścia z wrogów do przyjaciół jest trudne, a ty prowadzisz tę akcję naprawdę zgrabnie, nie zatracając charakteru żadnej z tych postaci.
Czekam na kontynuację i mam nadzieję, że pociągniesz te wątki.