Harry i Draco spotykają się w Hogsmeade. Potter mało co pamięta z poprzedniego wieczoru i boi się, że zrobił coś głupiego. Luna motywuje go do rozmowy z chłopakiem, udowadniając tym kolejny raz, że można na nią liczyć.
Harry obudził się w dość jasnym pomieszczeniu. Leżał w dużym, dwuosobowym łóżku i szczerze mówiąc dłuższą chwilę zastanawiał się, co tutaj robi.
Nie pamiętał, jak znalazł się w łóżku, kiedy się w nim znalazł, i co właściwie się stało. Pamiętał, że pił z Draconem, kawałki ich rozmowy powoli docierały do niego, ale zakończenie wieczoru gdzieś mu umknęło. Miał tylko nadzieję, że nie zrobił nic głupiego i go nie wystraszył. A co jeśli powiedział coś głupiego? Siedział na łóżku, intensywnie próbując sobie przypomnieć, czy nic między nimi się nie wydarzyło, ale okropny ból głowy skutecznie mu to uniemożliwiał. Rozejrzał się dokładnie po pokoju, skrzywił się na widok butelek porozwalanych po podłodze. Całe szczęście w szafce obok łóżka znalazł fiolkę z eliksirem na kaca i liścik, który leżał obok.
"Porozmawiamy w Hogsmeade. "
Wstał z łóżka i zerknął na zegarek, była za piętnaście dziewiąta, a o dziewiątej trzydzieści mieli zaplanowane wyjście do wioski. Nie chciał iść, jednak wiedział, że jego zniknięcie wkrótce zostanie zauważone i będą go szukać, poza tym musiał porozmawiać z Draconem. Miał dziwne przeczucie, że jednak zrobił coś głupiego i zepsuł wszystko, co zaczęło się dziać w ich relacji. Czyli sam nie wiedział, co dokładnie ma na myśli. Zaczął traktować go jako dobrego kolegę, na przyjaźń było zdecydowanie za szybko. Jednak nie umiał oprzeć się wrażeniu, że chłopak interesuje go nie tylko na stopie koleżeńskiej. Pamiętał, jak wczoraj nie mógł oderwać wzroku od jego pięknych oczu. Byłoby prościej, gdyby chłopak nie był aż tak przystojny lub jakby faktycznie był dupkiem. A jak na złość zapowiadało się, że był naprawdę w porządku, a do tego był całkiem w jego guście. Do tej pory nie zwracał na niego uwagi w taki sposób, bo się nie lubili. Oczywiście, miał oczy i widział, że chłopak ma nieprzeciętną urodę, ale jeszcze wtedy nie zwróciłby uwagi na jakiegokolwiek Ślizgona, a tym bardziej Malfoya. Sam nie wiedział, jak mógł wpakować się w takie coś.
Udał się w stronę łazienki, a gdy się tam znalazł, wziął prysznic i odbył codzienną toaletę. W końcu gotowy opuścił pomieszczenie. Wydawało mu się, że wyglądał nawet okej. No, może pomimo tego, że ciągle było widać po nim zmęczenie spowodowane porannym kacem. Cóż, nie można mieć wszystkiego, przynajmniej ból głowy ustał.
Do wyjścia było jeszcze dziesięć minut, więc pośpiesznie ruszył w stronę drzwi wyjściowych.
— Potter, w końcu, już zaczynałam się martwić. Teraz są wszyscy, możemy iść — powiedziała opiekunka jego domu. Harry zauważył Draco, który stał razem z Pansy. Widać było, że także jest zmęczony. W końcu ich wzrok spotkał się, a Potter mimowolnie zagryzł wargę.
Postanowił porozmawiać z nim dopiero na miejscu. Wiedział, że chłopak rozmawiał o czymś z Parkinson i nie chciał przeszkadzać. Poza tym nie wiedział, czy chłopak przypadkiem nie jest o coś zły. Nienawidził żyć w takiej niewiedzy, już nigdy nie tknie alkoholu.
Prawie całą drogę szedł sam, zaledwie chwilę porozmawiał z Luną, która jako jedyna do niego podeszła i uśmiechnęła się pocieszająco.
— Uważaj, bo Pansy wyraźnie na niego leci — Zaśmiała się.
— Co? To nie tak - Pokręcił głową. — Po prostu chciałem coś zmienić, pogodziliśmy się.
— Czyli ci się nie podoba? Twój wzrok mówi co innego — powiedziała, biorąc go pod rękę. — Zresztą on też co chwila na ciebie zerka.
Luna była idealną przyjaciółką. Była miła, grzeczna, cholernie inteligentna, jednak umiała ryzykować dla przyjaciół, dla nich łamała zasady i zawsze mówiła, co myśli, nawet jeśli przez to uważali ją za dziwaczkę. Harry zdecydowanie tak nie myślał i dla niego Luna była zwariowana, szalona, ale była wierna swoim przekonaniom i przyjaciołom, była jedyna w swoim rodzaju. Wiedział, że ona nigdy by go nie skrzywdziła i był zły na siebie, że nie spędzał z nią tak dużo czasu, jak powinien. Domyślał się, że była samotna, nie miała zbyt wiele przyjaciółek, często za to przysiadała się do niego, Rona czy Hermiony, a oni ją ignorowali. Czuł się źle, gdy zorientował się, że tak niesprawiedliwie ją traktował.
— Skąd wiesz? — spytał, patrząc na nią. — Chyba masz rację, ale boję się, że coś zepsuję. Rozmawiamy dopiero od kilku dni, wcześniej niemal zawsze rzucaliśmy się na siebie z pięściami. Ostatnio dużo się pozmieniało, nie chcę znowu wszystkiego stracić.
— Przecież to widać na kilometr, że coś do siebie macie! On nieśmiało spogląda na ciebie, ty podążasz za nim wzrokiem. Wiem, że to może być trudne, bo mieliście trudne relacje, przecież nikt nie mówi, że od razu macie brać ślub i adoptować dzieci. Nie uwierzę, że go sobie odpuścisz Harry. Zaryzykuj, bo później, jak wejdziecie tylko w przyjaźń to nic więcej z tego nie będzie, bo będziecie zbytnio się bać zepsuć wszystkiego. Teraz przecież nic nie tracicie. — Spojrzała na niego z wyrzutem. Poczuł się wręcz skarcony. — Jeśli będziesz chciał porozmawiać o Hermionie i Ronie to zawsze cię wysłucham. Nie wiem, co się między wami stało, ale to coś poważnego, prawda?
— Luna, to nie tak, chcę z nim porozmawiać, jak będzie sam — odpowiedział jej chłopak. — Tak, w te wakacje... Z resztą nie chcę o tym rozmawiać, ale już nigdy nie będzie, jak dawniej.
— Teraz masz okazję, spójrz. — Wskazała dyskretnie na chłopaka, który samotnie szedł w kierunku Wrzeszczącej Chaty. — Idź do niego. Porozmawiamy jutro, Harry.
— Dziękuję, tak, chyba muszę iść. — Przytulił ją mocno i szybkim krokiem poszedł za chłopakiem.
Dopiero gdy blondyn usiadł na jednym z kamieni, z dala zasięgu wzroku innych uczniów, Harry podszedł do niego. Uważnie obserwował chłopaka, który siedział z twarzą schowaną w dłoniach i mruczał coś pod nosem. Niestety robił to zbyt cicho, aby cokolwiek zrozumieć.
Sam nie wiedział, co chce mu powiedzieć, przede wszystkim chciał się dowiedzieć, co się wczoraj wydarzyło, ale czy nie wyjdzie na kompletnego idiotę, gdy po prostu powie „Hej Draco, nie za bardzo pamiętam wczorajszy wieczór, opowiesz mi?". Na pewno wyjdzie na idiotę.
W pewnym momencie Draco podniósł głowę i spojrzał na niego. No tak, teraz wypadałoby coś powiedzieć, a nie stać i czekać na Merlin wie co.
— Draco, co się dzieje? — powiedział i usiadł obok niego. — Coś zrobiłem?
— Co ma się dziać? — odpowiedział obojętnie i właśnie tym potwierdził to, że coś musiało się stać.
— Czy zrobiłem coś nie tak? Powiedziałem coś głupiego, prawda? — odparł niepewnie i spojrzał na niego.
— Nie wracajmy już do tego — powiedział, odwracając głowę w stronę Chaty. Potter położył dłoń na jego plecach i lekko schylił się w jego stronę. — Nic nie powiedziałeś, tu nie chodzi o ciebie, tylko o mnie.
— Dobrze, ale gdybyś zmienił zdanie... — powiedział cichym, niepewnym głosem. Nie mógł nic poradzić, objął go lekko i po prostu przytulił. Lubił się przytulać, czuł się wtedy tak dobrze. Malfoy spiął się cały, ale nic już nie odpowiedział.
Siedzieli tak kilka, może kilkanaście minut, nic nie mówiąc. Harry czuł na sobie spojrzenie chłopaka, który raz po raz zerkał na niego, myśląc, że ten tego nie widzi. Nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi Draco, co go tak zdenerwowało? Czy po prostu nie był pewny, czy chce się z nim zadawać? Dlatego postanowił nie naciskać — poczeka. Nie mógł zepsuć ich znajomości. Pomijając fakt, że blondyn jest mu potrzebny, po prostu zaczęło mu zależeć. I nawet, jeśli Draco postanowi nie brać udziału w jego planie, to po prostu to zaakceptuje i poradzi sobie w inny sposób.
Po chwili zauważył, że ktoś im się przygląda. Jasnowłosa dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie i udała się w stronę miasteczka. Tak, Luna pilnowała, czy na pewno niczego nie spieprzył. To także w niej cenił, nigdy nie wpychała się na siłę, za to zawsze pilnowała go po cichu. I wiedział, że robi to tylko dla jego dobra.
— Draco, chodź, pójdziemy coś zjeść. — Uśmiechnął się do niego.
— No dobrze. — Lekko odwzajemnił uśmiech i oboje ruszyli w stronę wioski. — Właściwie to miałem rano takie mdłości, że nie ruszyłem śniadania.
— Uwierz mi, że ja też — Zaśmiał się. — Ledwo co wstałem z łóżka. Dziękuję za ten eliksir, gdyby nie on to pewnie dalej bym tam leżał.
— Tak myślałem, że się przyda. Sam wypiłeś ostatnią butelkę wina, mimo że próbowałem ci ją zabrać — prychnął. — Nie podzieliłeś się nawet łyczkiem.
Harry zaciągnął Dracona do herbaciarni u pani Puddifoot, małego i cichego lokalu dla zakochanych. Nie, żeby coś sugerował.
Oboje zamówili po kawałku miodowego ciastka i herbatę. Zjedli w ciszy, obaj zauważyli, że wszyscy przebywający w pomieszczeniu przyglądają się im z zaciekawieniem, a część Gryfonów z odrazą. Szukali jakiegoś spisku, wyraźnie widać było, jak przysłuchują się ich rozmowie, ale nie mogli usłyszeć nic niepokojącego. Rozmawiali na wszystkie możliwe tematy - zaczynając od Quidditcha, opowiadali sobie o tym, jak minęły im te wszystkie lata w szkole. Mimo że chodzili na ten sam rok, mieli zupełnie inne odczucia. Rozmawiali o swoich innych hobby, o tym, kim chcieliby zostać w przyszłości. Obgadywali nauczycieli, uczniów, opowiadali sobie o pierwszych miłościach, Harry nawet odważył napomknąć o swoim pierwszym pocałunku i o swojej orientacji. Widział ten błysk w oku chłopaka, a potem usłyszał, że jemu chłopcy też nie są obojętni. Był w niebie, ale jego przerażenie było równie duże, jak ekscytacja.
Nie mógł uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Siedzi w romantycznej knajpce ze swoim dawnym wrogiem, którego teraz uważa za kogoś bliskiego, na którym mu cholernie zależy, jedząc ciastko i mając daleko gdzieś fałszywych przyjaciół.
Cóż, ludzie się zmieniają.
— Masz dziś plany na resztę dnia?— spytał znienacka Draco.
— Szczerze mówiąc, muszę napisać wypracowanie na eliksiry z przedwczoraj. — Skrzywił się lekko. Polubił eliksiry, fakt, ale wypracowania ciągle go dobijały. Był w tej kwestii zbyt leniwy i mimo że umiał to napisać, nie chciało mu się.
— Jeszcze tego nie napisałeś? — zaśmiał się blondyn.
— Może gdybym zaczął myśleć o nauce, a nie pił z tobą co dzień, to bym napisał — odpowiedział, patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak rumieniec wkradł się na jego twarz.
Szczerze mówiąc, powiedział mu tylko część prawdy - przez ostatnie dni jego myśli krążyły tylko wokół Draco, Voldemorta i ich obu naraz. Harry coraz bardziej zaczął zastanawiać się, jak wtajemniczyć chłopaka w swój plan. Był coraz bardziej pewien, że powinien zrobić to jak najszybciej. W końcu i tak by się o tym dowiedział, a wtedy mógłby być wściekły, że nic o tym nie wiedział. Mógłby pomyśleć, że chciał go po prostu wykorzystać.
— Pomogę ci, jeśli chcesz — powiedział z uśmiechem. Nawet nie domyślał się, jak bardzo chciał. Uwielbiał spędzać z nim czas. W końcu nie czuł się taki samotny, nie myślał ciągle o bólu, który zadali mu przyjaciele. Nie żył samą zemstą, miał kogoś z kim mógł porozmawiać i kto był wobec niego szczery.
— Z chęcią. Chodźmy już na zbiórkę, chcę jeszcze zahaczyć o Miodowe Królestwo — odparł. W końcu słodycze są dobre na wszystko.
Więc teraz zostało tylko pomyśleć, jak Harry ma mu o tym wszystkim powiedzieć.
Jakoś nie umiem im kibicować, jeszcze się nie wkręciłam w ich relację na tyle by obchodziło mnie to, co się między nimi dzieje. Najprawdopodobniej dlatego, że rozmawiają od dwóch dni i po tylu latach nienawiści nagle są najlepszymi kumplami.
Fajnie, że Harry pogadał chwilę z Luną i skupiłaś się trochę na niej, że nie okazała się kolejną zdrajczynią. Nadal czekam na jakąś rozmowę z Ronem i Hermioną.