Ivy, po tym jak dowiedzia³a siê o po³o¿eniu amuletu i jego przeznaczeniu, nie jest w stanie podj±æ decyzji. Ratowaæ ojca? A mo¿e setki mugoli, przeciwko którym amulet najpewniej zostanie u¿yty? Zreszt±, nie tylko te sprawy zaczynaj± siê komplikowaæ...
S³oñce nie mia³o szansy przebiæ siê przez gêste chmury, zwisaj±ce nisko nad Portree, do czego mieszkañcy miasteczka byli od dawna przyzwyczajeni. Mieli jednak szczê¶cie, bo tury¶ci przybywaj±cy na wyspê Skye prêdzej spodziewaliby siê spotkania z mitycznym potworem, ni¿ chocia¿ jednego bezdeszczowego dnia. O tak wczesnej porze nikt nie mia³ jednak ochoty na ogl±danie rozbijaj±cych siê o wysokie klify fal, wiêc nikt nie móg³ zauwa¿yæ dziwnie ubranej postaci, id±cej szybkim krokiem wzd³u¿ barierek chroni±cych przed utopieniem siê w morzu. Wyboista ¶cie¿ka, która pocz±tkowo prowadzi³a wzd³u¿ klifów, po jakim¶ czasie zaczê³a skrêcaæ w stronê ³±ki pokrytej wysokimi trawami. Mê¿czyzna ubrany w granatow± szatê, której koniec ci±gn±³ siê po ziemi, szed³ w stronê niedu¿ego dworku, stoj±cego samotnie kilkaset metrów od punktu widokowego, znajduj±cego siê przy samych klifach. Kiedy po kilkunastu minutach dotar³ na miejsce, drzwi otworzy³a mu rudow³osa kobieta o nieco nieobecnym spojrzeniu.
- Wpu¶æ go – odezwa³ siê mêski g³os z g³êbi domu, a kobieta natychmiast odsunê³a siê od drzwi i gestem rêki zaprosi³a przybysza do ¶rodka.
- Nie wiem, po co taka ostro¿no¶æ, Jerome – powiedzia³ nieco nad±sany mê¿czyzna, wchodz±c do salonu znajduj±cego siê w koñcu korytarza. – Gdyby¶cie zmniejszyli ochronê o kilkadziesi±t metrów, nie musia³bym dra³owaæ przez to nieszczêsne b³oto.
Mê¿czyzna siedz±cy w wysokim, ciemnozielonym fotelu wsta³ z niego i u¶miechn±³ siê nieznacznie.
- Takie s± uroki Szkocji, mój drogi – odpar³ spokojnie i przeczesa³ palcami gêste w³osy. – Ale przestañmy zajmowaæ siê klimatem – powiedzia³ po chwili i g³o¶no odchrz±kn±³. – Masz co¶ dla mnie?
- Moi ludzie twierdz±, ¿e jeste¶my ju¿ blisko odnalezienia amuletu – powiedzia³ przybysz i ¶ci±gn±³ kaptur, który ukaza³ jego krótkie, przyprószone siwizn± w³osy. – Za dwa, mo¿e trzy dni rozszyfruj± ca³± mapê i tê notkê, któr± kto¶ przy niej zostawi³.
- Oby¶ mia³ racjê, Vic. – Mê¿czyzna podszed³ do jednego z okien i ostro¿nie rozchyli³ kotarê. – W takim razie ma³a Potter nie bêdzie nam ju¿ potrzebna. Podobnie chyba, jak jej staruszek…
Vic u¶miechn±³ siê z³o¶liwie, uk³oni³ siê nisko swojemu towarzyszowi i skierowa³ siê ku wyj¶ciu. Gdy drzwi trzasnê³y z hukiem, drugi z mê¿czyzn pstrykn±³ palcami, a w progu pokoju pojawi³a siê rudow³osa kobieta.
- Powiedz Teodorowi, ¿eby przyprowadzi³ tutaj Pottera, natychmiast – powiedzia³ Jerome, nie odwracaj±c siê do okna. – Czeka nas ma³a pogawêdka…
*
Kiedy Ivy tylko dotknê³a stopami miêkkiego dywanu, le¿±cego na pod³odze jej sypialni, bez zastanowienia podesz³a do biurka i zaczê³a zbieraæ z niego wszystkie dokumenty, wycinki z gazet i ksi±¿ki, po czym spakowa³a je do du¿ej, br±zowej torby. Grace, która do tej pory obserwowa³a wszystko z boku, wreszcie siê odezwa³a.
- Ivy… - zaczê³a ostro¿nie. – Ivy, co ty robisz?
- A jak ci siê wydaje? – warknê³a blondynka i za pomoc± ró¿d¿ki przela³a wspomnienie z my¶lodsiewni z powrotem do ma³ej fiolki.
- Rozumiem, ¿e jeste¶ zdenerwowana, ale…
- Ale co?! – wrzasnê³a Ivy, odwracaj±c siê w stronê kobiety. – Je¿eli uwa¿asz, ¿e mam znowu siedzieæ z za³o¿onymi rêkami i nadal udawaæ, ¿e robiê cokolwiek, ¿eby wydostaæ ojca z r±k tych ¶wirów, to wybacz, ale jeste¶ w b³êdzie!
Ivy czu³a, ¿e coraz bardziej wzbiera w niej w¶ciek³o¶æ.
Wszystkim wydawa³o siê, ¿e wiedz± co jest dla niej najlepsze. Grace i Ben wiecznie mieli dla niej jakie¶ wspania³e rady, ale to nie ich ojciec by³ torturowany przez jakich¶ psychopatów i to nie na ich barkach le¿a³ teraz los setek ludzi. To nie oni, ale ona, Ivy, musia³a wybraæ, czy w pierwszej kolejno¶ci ratuje ojca i ma gdzie¶ wszystko inne, czy ochrania kolejnych mugoli przed wybiciem w py³.
- Przecie¿ robimy co mo¿emy, uspokój siê – powiedzia³a z opanowaniem Grace. – Po prostu powiedz, co planujesz.
- Planujê w koñcu ruszyæ ty³ek z zamku i znale¼æ tatê – odpar³a Ivy, odwróci³a siê na piêcie i ruszy³a w stronê drzwi, ale kiedy z³apa³a za klamkê, nie da³o siê ich otworzyæ. – Co ty wyprawiasz?! Otwieraj! – krzyknê³a w stronê Grace, która sta³a po ¶rodku pokoju z ró¿d¿k± w d³oni.
- Wiesz co, przymknij siê – warknê³a brunetka. – Po prostu siê zamknij. Przyjecha³am tutaj, ¿eby ci pomóc, staram siê jak mogê, ¿eby twój tata wróci³ do domu… To nie moja wina, ¿e kolejne nieszczê¶cie spad³o na ciebie i twoj± rodzinê, wiêc daruj sobie te wrzaski.
Ivy otworzy³a usta, ¿eby co¶ powiedzieæ, ale tak wiele chcia³a wykrzyczeæ, ¿e sama nie wiedzia³a od czego zacz±æ. Poza tym Grace wcale nie zamierza³a skoñczyæ.
- My¶lisz, ¿e tylko ty siê boisz? – zapyta³a, podchodz±c bli¿ej. – Zale¿y mi na uwolnieniu Jamesa tak samo jak tobie. Wiemy, gdzie jest amulet, jeste¶my o krok od zakoñczenia tego wszystkiego… – ci±gnê³a dalej, zni¿aj±c g³os i zbli¿aj±c siê coraz bli¿ej blondynki.
Ivy poczu³a, ¿e nerwy powoli zaczynaj± j± opuszczaæ. Ciep³e spojrzenie br±zowych oczu Grace uspokaja³o j± i powodowa³o dreszcze jednocze¶nie. Jeszcze rok temu patrzy³a w te oczy codziennie, ale w ci±gu ostatnich miesiêcy sta³o siê tyle niespodziewanych rzeczy, pad³o tyle s³ów, których nie da³o siê ju¿ cofn±æ, ¿e nie mia³a ju¿ z³udzeñ i wiedzia³a, ¿e te szczê¶liwe dni nie wróc±.
- Przemy¶lmy wszystko dok³adnie, nie mo¿emy pope³niæ b³êdu, ci ludzie s± zbyt niebezpieczni… - Grace spojrza³a na Ivy niemal b³agalnym wzrokiem. – Po prostu siê uspokój… - Brunetka sta³a ju¿ tak blisko, ¿e Ivy mog³a policzyæ wszystkie piegi na jej policzkach i wyra¼nie s³ysza³a ³omotanie jej serca.
Nagle jednak kto¶ po drugiej stronie drzwi szarpn±³ za klamkê, a u³amek sekundy pó¼niej w progu stan±³ Ben, trzymaj±c w rêku ró¿d¿kê.
- Dlaczego macie zamkniête… - zacz±³ z niepokojem w g³osie, ale po chwili urwa³, obrzucaj±c kobiety zdezorientowanym spojrzeniem.
Ivy unikaj±c spojrzenia Grace nie powiedzia³a ani s³owa, a zamiast tego zerwa³a siê z miejsca i szybkim krokiem wysz³a z komnaty i pu¶ci³a siê biegiem wzd³u¿ korytarza, nie zatrzymuj±c siê nawet wtedy, gdy wpad³a na dwójkê uczniów spaceruj±cych w nocy po korytarzu.
Uciec, jak najszybciej uciec.
*
Grace przygryz³a wargê i wplot³a palce we w³osy, wzdychaj±c ciê¿ko. Nie mia³a pojêcia, co jej strzeli³o do g³owy. Po chwili niezrêcznej ciszy, która panowa³a w pokoju, pierwszy odezwa³ siê Ben.
- Eee… - zacz±³ zmieszany i podrapa³ siê po g³owie. – Co siê tu…
- Nic – przerwa³a natychmiast Grace. – Trzeba za ni± biec, zanim zrobi co¶ g³upiego – doda³a, chwytaj±c laskê, opart± o ¶cianê. – Ben, b³agam ciê, rusz siê, ja raczej nie pobiegnê!
Ben skin±³ tylko g³ow± i wybieg³ z komnaty, a Grace poku¶tyka³a za nim najszybciej jak mog³a, maj±c nadziejê, ¿e Ivy siê opamiêta i wróci do zamku. Zawsze by³a w gor±cej wodzie k±pana, ale tym razem ta impulsywno¶æ mog³a kosztowaæ kogo¶ ¿ycie. Brunetka po kilku minutach, które wydawa³y jej siê okropnie d³ugie, dotar³a do sali wej¶ciowej i tam natknê³a siê na zziajanego Bena.
- Nie ma po niej ¶ladu – wydysza³ i otar³ pot z czo³a. – Powiesz mi, co siê takiego sta³o?
Grace przysiad³a na drewnianej ³awce, stoj±cej pod ¶cian± i zaczê³a rozmasowywaæ sobie rw±ce z bólu kolano. Nie by³a do koñca przekonana, czy powinna mówiæ Benowi o tym, co zobaczy³y we wspomnieniu, ale z drugiej strony by³ z nimi od pocz±tku i pomaga³ w znalezieniu Jamesa. No i by³ jej potrzebny, ¿eby opracowaæ jaki¶ plan i odnale¼æ Ivy.
- Dobra, ale chod¼ tutaj – powiedzia³a, krzywi±c siê z bólu, który z ka¿d± minut± coraz bardziej siê nasila³, a kiedy Ben usiad³ obok niej, opowiedzia³a mu o wszystkim, co uda³o im siê znale¼æ w ksi±¿kach, i o tym, co razem z Ivy zobaczy³y we wspomnieniu jej babki.
Kiedy Grace skoñczy³a opowie¶æ, spojrza³a na mê¿czyznê, spodziewaj±c siê zdziwionego, a byæ mo¿e nawet nieco zaniepokojonego wyrazu twarzy. Ben jednak wydawa³ siê byæ tylko delikatnie zszokowany i kobieta zauwa¿y³a, ¿e na jego ustach b³±ka siê nieznaczny u¶mieszek.
- Trochê dziwnie siê zachowujesz – stwierdzi³a podejrzliwie i przyjrza³a siê mu uwa¿niej.
- N-nie, po prostu… Jestem w szoku, ¿e znalaz³y¶cie co¶ takiego – odpar³ szybko Ben, a u¶miech znikn±³ mu z twarzy. – Poza tym… Nie wydaje ci siê dziwne, ¿e… dziadek Grace da³ jej to wspomnienie, a wcze¶niej nawet nie napomkn±³, ¿e wie o ca³ej sprawie Departamentu?
Grace jeszcze przez chwilê nie odrywa³a wzroku od Bena, a kiedy dotar³y do niej jego s³owa, faktycznie zaczê³a siê nad tym zastanawiaæ.
- W takim razie, musimy chyba odwiedziæ pana Pottera – mruknê³a, powoli podnosz±c siê z ³awki.
Razem z Benem wydostali siê z zamku i ruszyli po kamienistej ¶cie¿ce, prowadz±cej do wioski Hogsmeade. Grace wspiera³a siê z jednej strony na ramieniu mê¿czyzny, z drugiej za¶ na drewnianej lasce i przeklina³a co chwila z bólu. Obieca³a sobie, ¿e jak tylko wróc± z powrotem, to zrobi sobie ok³ad z nowych zió³, które wczoraj dostarczy³a jej jaka¶ rozczochrana sowa. Kiedy dotarli do rozwidlenia ¶cie¿ek, z których jedna prowadzi³a prosto do wioski, druga za¶ na peron, Ben zatrzyma³ siê gwa³townie i zwróci³ siê do Grace:
- Id¼ powoli sama, ja jeszcze sprawdzê, czy Ivy nie ma gdzie¶ na stacji. Ostatnio wprowadzili pewne ograniczenia i nie mo¿na siê teleportowaæ o ka¿dej porze. Dogoniê ciê, dobrze?
Grace zgodzi³a siê niechêtnie, ale nie mia³a si³y protestowaæ, wiêc ruszy³a pokracznie w stronê domu opieki, zastanawiaj±c siê, co mia³ w g³owie s³ynny Harry Potter, ukrywaj±c przed ¶wiatem tak± tajemnicê.
Jezu, w koñcu. Przez moment zapomnia³am ju¿, co siê dzia³o wcze¶niej i czemu musi ratowaæ ojca, ale ju¿ wiem wszystko.
Czê¶æ jak zwykle dobra, ale mam kilka uwag. Wiêkszo¶æ osób raczej nie lubi przecinków, Ty chyba masz na odwrót, bo dajesz ich czasem za wiele i to tam, gdzie nie s± w ogóle potrzebne ;> Dodatkowo zauwa¿y³am, ¿e w wyj±tkowo w tej czê¶ci zaniedba³a¶ trochê zdania. S± strasznie d³ugie, niektóre mo¿na nawet skróciæ na trzy pomniejsze zdania. Dlatego te¿ sam pocz±tek (opis Portree) ciê¿ko siê czyta. Np. tutaj:
Mam nadziejê, ¿e szybciej dodasz nastêpn± czê¶æ, bo jestem cholernie ciekawa jak to wyjdzie wszystko. I przera¿ona, co siê stanie z Grace. Przez Ivy Ben mo¿e jej co¶ zrobiæ, samo to, ¿e j± zostawi³, nie ¶wiadczy o niczym dobrym. Dodatkowo bardzo podoba mi siê, jak delikatnie opisujesz relacjê Ivy z Grace, naprawdê. Po mistrzowsku wrêcz. Czekam na kolejn± czê¶æ.