Ivy tym razem traci nie tylko ojca.
Magiczny ¶wiat od dekad czci tylko jednego czarodzieja, porównuj±c jego umiejêtno¶ci i wielko¶æ z samym Albusem Dumbledore’em. Ten sam ¶wiat zrobi³ to, ¿eby odkupiæ swoje winy za wcze¶niejsze nazywanie Harry’ego Pottera ob³±kanym zdrajc± i k³amc±, który miesi±cami bezskutecznie próbowa³ przekonaæ wszystkich, ¿e Lord Voldemort powróci³. Ministrowie i dziennikarze tak bardzo chcieli wymazaæ ze swoich umys³ów winê, jak± niew±tpliwie ponosz± za ¶mieræ setek niewinnych osób, ¿e przypisali bohaterstwo tylko jednemu, najbardziej poszkodowanemu. Harry Potter zosta³ przez nich rozpieszczony tak bardzo, ¿e sam, przez wiele lat, uwa¿a³ siebie za jedynego, prawdziwego wybawcê ¶wiata magii. Nigdy jednak nie ratowa³ Waszych rodzin w pojedynkê, co na ponad po³owê stulecia zosta³o zapomniane przez wszystkich – nawet przez samego zainteresowanego.
Je¿eli ktokolwiek z Was, siêga po tê ksi±¿kê jedynie w celach kolekcjonerskich; bo historia i tak siê powtórzy, mo¿e spokojnie daæ sobie spokój. To nie bêdzie kolejna biografia Ch³opca, Który Prze¿y³. To pierwsza ksi±¿ka o kilkunastu Potterach, którzy przyczynili siê do tego, ¿e najbardziej odra¿aj±cy czarnoksiê¿nik w historii przesta³ wreszcie siaæ strach w naszych dziadkach i rodzicach.
Punkt widzenia kilkunastu par oczu, dziesi±tek blizn i za³amañ. Czyja perspektywa naprawdê siê liczy?
*
Ivy wesz³a do Wielkiej Sali, czuj±c na sobie spojrzenie dwójki uczniów, którzy zdecydowali zje¶æ ¶niadanie o tak wczesnej porze. S³oñce w³a¶ciwie jeszcze nie wzesz³o, ale Ivy przywyk³a do budzenia siê w ¶rodku nocy; najczê¶ciej z powodu koszmarów, które nawiedza³y j± po obejrzeniu wspomnieñ ze skrzynki. Obrazy w jej g³owie by³y jeszcze gorsze od tych, które musia³a zobaczyæ, co sprawia³o, ¿e najchêtniej w ogóle nie k³ad³aby siê spaæ.
Stó³ nauczycielski by³ pusty, za co dziewczyna by³a dozgonnie wdziêczna, bo nie mia³a najmniejszej ochoty na mi³e pogawêdki przy kawie, kiedy godzinê temu w jej ¶nie ¶miercio¿ercy torturowali niewinne dzieciaki. W³a¶ciwie Ivy nie zdo³a³a obejrzeæ wszystkich wspomnieñ, zostawiaj±c sobie najgorsze na koniec, chocia¿ ju¿ teraz by³a wykoñczona psychicznie. Do tego Malfoy zacz±³ ponaglaæ j± w sprawie pierwszych rozdzia³ów, które powinna przys³aæ do redakcji dwa tygodnie temu.
- Pieprzony wrzód na ty³ku – mruknê³a pod nosem, prze¿uwaj±c tosta z bekonem. W tej samej chwili poczu³a, jak co¶ ci±gnie j± za nogawkê pod sto³em. – Co do cholery?! – Ivy spojrza³a w dó³, a jej oczom ukaza³ siê ma³y, ubrany w bia³± szatê skrzat domowy.
- Panienka ma wiadomo¶æ ze szpitala ¶wiêtego Munga – zapiszcza³, staj±c na baczno¶æ. – Wiadomo¶æ prosto od uzdrowicieli! – Skrzat wyci±gn±³ w jej stronê chud± i ¿ylast± rêkê, w której trzyma³ kawa³ek pergaminu, po czym uk³oni³ siê i z cichym pykniêciem rozp³yn±³ siê w powietrzu.
Blondynka pospiesznie odwinê³a ¶wistek i po chwili otworzy³a szeroko usta.
Twój tata siê obudzi³. Czekamy na ciebie.
G.
Minê³o sporo czasu, odk±d Ivy ostatni raz by³a w szpitalu; g³ównie przez obowi±zki zwi±zane z biografi±, ale po czê¶ci dlatego, ¿e nie mog³a patrzeæ, jak jej ojciec od tygodni nie daje ¿adnych znaków ¿ycia. A teraz wreszcie siê obudzi³. Otworzy³ oczy, byæ mo¿e wypowiedzia³ ju¿ jakie¶ s³owa, a mo¿e za³ama³ siê, widz±c w jakim stanie jest jego organizm. W koñcu bêdzie mog³a z nim porozmawiaæ, w koñcu dowie siê prawdy. W koñcu odzyska ojca.
*
Grace odsunê³a kubek z kaw± i odsunê³a siê od biurka, próbuj±c rozprostowaæ zmêczone ko¶ci. Jej zmiana powinna siê skoñczyæ godzinê temu, ale musia³a zostaæ jeszcze trochê ze wzglêdu na Jamesa i Ivy. Poza tym, ten idiota Trevor nie by³by w stanie dopilnowaæ wszystkiego jak nale¿y. Szczerze mówi±c, nie mia³a pojêcia jak ten facet w ogóle dosta³ siê na sta¿. Brunetka spojrza³a na wielki zegar wisz±cy na ¶cianie i postanowi³a jeszcze raz zrobiæ krótki obchód; zanim dojdzie do sali Jamesa, Ivy powinna ju¿ byæ na miejscu. Kiedy wysz³a na korytarz, dopiero po chwili zorientowa³a siê, ¿e jest strasznie ciemno i dziwnie g³ucho. A z pewno¶ci± zbyt cicho jak na oddzia³, na którym le¿± pacjenci o ranach tak g³êbokich i bolesnych, ¿e ich wycie s³ychaæ pewnie w mugolskiej czê¶ci Londynu. Zaklêciem zapali³a ¶wiece przy ¶cianach i zagl±da³a kolejno do sal, w których pacjenci wygl±dali, jakby zapadli w bardzo g³êboki sen.
- Zabijê tego Trevora – powiedzia³a w¶ciekle i ruszy³a w g³±b korytarza do pokoju, który zajmowa³ James Potter.
Kiedy wesz³a do ¶rodka, z jej ust wydoby³ siê d¼wiêk przera¿enia. £ó¿ko by³o puste, a w sali nie by³o ¶ladu Jamesa.
- Zgubi³a¶ co¶, kochana? – Grace poczu³a czyj¶ oddech tu¿ przy swoim uchu i podskoczy³a jak oparzona, zaciskaj±c mocniej palce na ró¿d¿ce. – Radzê ci siê nie ruszaæ.
Mê¿czyzna znalaz³ siê nagle naprzeciwko kobiety i spojrza³ na ni±, u¶miechaj±c siê kpi±co.
- Widzisz, staruszek zadar³ z niew³a¶ciwymi lud¼mi – zacz±³, podchodz±c do ³ó¿ka i bior±c do r±k zakrwawione prze¶cierad³o. – Nie powiem, ¿e nie jest twardy, ale nied³ugo to potrwa – doda³, a z jego twarzy nie znika³ irytuj±cy u¶mieszek.
- Gdzie jest James? – wychrypia³a Grace, staraj±c siê wyczuæ odpowiedni moment na rzucenie zaklêcia, albo chocia¿ wezwanie pomocy.
- Widzisz, miejsce, do którego go zabra³em niekoniecznie jest miejscem jego obecnego pobytu – odpar³ mê¿czyzna. – Nie ja tutaj poci±gam za sznurki. Ja tylko, hm, przekazujê wiadomo¶æ.
Grace bacznie obserwowa³a mê¿czyznê, który spokojnym krokiem spacerowa³ po sali, rozgl±daj±c siê dooko³a. Kiedy szybkim ruchem podnios³a ró¿d¿kê, w tym samym momencie przybysz odwróci³ siê, a si³a jego zaklêcia rzuci³a kobiet± o ¶cianê tak mocno, ¿e ta zawy³a z bólu.
- Ostrzega³em – powiedzia³, wzdychaj±c cicho. – Wy, kobiety, nigdy nie chcecie s³uchaæ dobrych rad… I do czego was to prowadzi?
- Chrz-añ siê – wymamrota³a brunetka, le¿±c nieruchomo na zimnej posadzce.
- Pos³uchaj mnie, skarbie – zacz±³ nieznajomy, podchodz±c bli¿ej z zaci¶niêtymi piê¶ciami. – Przeka¿ blondyneczce, ¿e nie zobaczy swojego kochanego tatusia, dopóki nie spe³ni kilku naszych warunków. I lepiej b±d¼ pos³uszna, bo nie chcê zostawiæ kolejnej wskazówki w ka³u¿y twojej nêdznej krwi, zrozumiano?
- Grace? – Z g³êbi korytarza dobieg³ ich g³os Ivy. Mê¿czyzna jednym machniêciem ró¿d¿ki otworzy³ okno, rzuci³ du¿±, czarn± kopertê na ³ó¿ko i wskoczy³ na parapet, a kiedy kobieta by³a ju¿ przy drzwiach, znikn±³.
Brunetka zacisnê³a mocno zêby, próbuj±c wytrzymaæ narastaj±cy coraz bardziej ból.
- Na merlina, co tu siê sta³o? – Ivy podbieg³a do le¿±cej na pod³odze kobiety i spojrza³a na ni± przera¿ona. – Mo¿esz wstaæ?
- Chyba nie d-dam rady – wymamrota³a Grace. – Na prawej rêce mam… opaskê, naci¶nij czerwony g-guzik.
Kiedy Ivy wykona³a polecenie kobiety, w ca³ym szpitalu rozleg³ siê alarm i na korytarz zaczêli wbiegaæ uzdrowiciele.
- Gdzie jest tata? Kto ci to zrobi³? – zaczê³a pytaæ blondynka, zanim do sali wbieg³o dwóch mê¿czyzn, którzy natychmiast wyczarowali niewidzialne nosze, na które przenie¶li Grace.
- P-przepraszam – Uzdrowiciele mamrotali nad kobiet± rozmaite zaklêcia, próbuj±c powstrzymaæ krwawienie z jamy brzusznej. – Chyba w-wszyscy m-amy k³opoty.
Jejku, koñcówka jak zwykle trzyma w napiêciu. Jednak piszesz to tak rzadko, ¿e musia³am przeczytaæ wszystkie poprzednie czê¶ci, by sobie przypomnieæ dok³adnie o co comon. Nadal nie wiemy co ³±czy Ivy z Grace, dochodzi teraz do tego motyw zemsty (?) Jamesa za jego ¿onê. I jak w tym wszystkim biedna bohaterka ma napisaæ biografiê dla Malfoya?
Ogólnie lubiê Twój styl. Masz mistrzowskie dialogi. Szybko siê czyta, jak dobr± ksi±¿kê.