Rekord osób online:
Najwięcej userów: 918
Było: 23.12.2025 07:55:01
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Ewa Potter
O pomocy i determinacji.
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Drugiego września Anna obudziła się okropnie niewyspana. Niewiele pamiętała z uczty. Nawet nie była pewna, czy na niej była. Zaraz, zaraz! To chyba nie jest do końca normalne. Jak można nie wiedzieć, co robiło się dzień wcześniej?...
- Ania! – Otrząsnęła się na dźwięk głosu swojej współlokatorki, Katy, która właśnie zawiązywała swój szkarłatno-złoty krawat. Kilka metrów od niej krzątała się złotowłosa Camilla, również dzieląca dormitorium z White.
- Dlaczego wczoraj nie było cię na uczcie? – spytała blondynka.
- Ja... Nie pamiętam – odpowiedziała Anna zgodnie z prawdą. Szybko założyła na siebie szatę. Na jej piersi dumnie wisiała odznaka Prefekt Naczelnej. Uśmiechnęła się na widok pełnego zazdrości spojrzenia Katy. No cóż, White ciężko pracowała na ten tytuł przez całe sześć lat, więc teraz miała prawo czuć satysfakcję.
Chwyciła torbę i powoli zeszła po schodach, rozglądając się na boki. Pokój Wspólny był pusty. Odgarnęła nieokiełznany kosmyk włosów, opadający na twarz i skierowała się do Wielkiej Sali na śniadanie. Usiadła na skraju stołu Gryffindoru, z dala od wesoło rozmawiających uczniów. Nie miała ochoty na ich towarzystwo. Szybko chwyciła tost z masłem czosnkowym i kubek herbaty. Kiedy już zjadła i wypiła, postanowiła od razu pójść na lekcję.
- Panno White! – Podeszła do niej profesor McGonagall. Gryfonka spojrzała na nią, nic nie rozumiejąc. – Twój plan lekcji – wyjaśniła nauczycielka transmutacji, podając uczennicy kawałek pergaminu.
- Dziękuję. – Anna wzięła plan. Kiedy opiekunka Gryffindoru udała się do kolejnych uczniów, Prefekt Naczelna popędziła na lekcje.
I właśnie wtedy uświadomiła sobie, jakie zajęcia są pierwsze. Eliksiry. Podwójne eliksiry ze Ślizgonami i Nietoperzem Z Lochów...
Głośno westchnęła. Sam przedmiot lubiła, ale perspektywa dwugodzinnego siedzenia na lekcji z Naczelnym Postrachem Hogwartu nie był zbyt przyjemny. Gdyby na przykład eliksirów uczył ktoś inny?... Wtedy na pewno uczęszczałaby na zajęcia z ochotą. Ale cóż, wybrała ten przedmiot do OWTM-ów, więc warto pomęczyć się jeszcze rok.
Dotarła do sali i usiadła w ostatniej ławce. Obserwowała powoli schodzących się ludzi. Byli to uczniowie zarówno Gryffindoru, jak i Slytherinu. Nic dziwnego, że niezbyt cieszyła się z obecności tych drugich. Oczy prawie wyszły jej z orbit, kiedy zobaczyła przechodzącego korytarzem Eddie’go z odznaką Prefekta Naczelnego. Dopiero później dotarło do niej, że przecież on też dostąpił tego zaszczytu. I to, że już nie uczy się eliksirów.
Kilka minut później do Sali wkroczył Severus Snape. Omiótł uczniów wzrokiem, machnął swoją słynną czarną peleryną i podszedł do tablicy.
- Dzisiaj waszym zadaniem jest uwarzenie Wywaru Żywej Śmierci. Wiem, że w większości będą to jedynie żałosne próby otrzymania oceny wyższej niż Troll, jednak wiem także, że te próby się nie powiodą. Do dzieła – powiedział nauczyciel, sprawiając, że na tablicy pojawiła się instrukcja.
Anna podwinęła rękawy. Ustawiła kociołek i zaczęła przygotowywać kolejne składniki. Tujon, Asphodelus, piołun, korzeń waleriany... Mieszała raz w prawo, raz w lewo. Zmniejszała i powiększała ogień. Skupiła się na tym, żeby niczego nie zepsuć, chociaż była pewna, że Nietoperz i tak potraktuje ją tak jak resztę Gryfonów. Spojrzała w stronę najbliższego Ślizgona, który z dumą prezentował nauczycielowi czerwoną i lepką zawartość swojego kociołka.
- White! – Wzdrygnęła się na dźwięk głosu Snape’a tuż przy swoim uchu. Zawsze, kiedy go słyszała bądź napotykała jego spojrzenie, czuła palące od środka poczucie winy. Nawet wtedy, kiedy nic nie zrobiła. – Co to jest? – spytał oschle.
- Wywar Żywej Śmierci, panie profesorze – odparła Anna z podniesioną głową.
- Kto ci pomagał? – Severus najwyraźniej był zaskoczony idealnie czarnym kolorem eliksiru. Był taki, jaki powinien.
- A kto chciałby pomagać takiej nielubianej osobie jak ja, proszę pana? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Gryfonka.
- Na pewno zdajesz sobie sprawę z tego, że wykonałaś zadanie bardzo dobrze. Jednak śmiem wątpić w samodzielność. Powyżej Oczekiwań, White. – Zarzucił czarną peleryną i odszedł. Dziewczyna ze zdziwieniem patrzyła na odchodzącego Snape’a.
Kiedy nareszcie lekcja się skończyła, Anna spakowała wszystkie swoje rzeczy do torby i poszła na następne zajęcia – transmutację.
Tym razem zajęła miejsce w pierwszej ławce. Ten przedmiot mieli z Krukonami, więc niestety musiała przebywać w pobliżu Frances, która nadal zachowywała się tak, jakby nic o niczym nie wiedziała.
Dzisiaj przerabiali transmutację ludzką. Po chwili klasa pełna była kolorowych włosów, brwi i oczu. Niektórzy byli wysocy aż do sufitu. Profesor McGonagall podchodziła po kolei do każdego, oceniając jego postępy. Anna miała teraz czerwone włosy i oczy, a jej cera była wyjątkowo rumiana. Przez resztę lekcji eksperymentowała ze swoim wyglądem. Pod koniec jednak stwierdziła, że jest jej dobrze tak, jak było dawniej, więc przywróciła swojemu ciału pierwotną postać.
Tego dnia miała jeszcze zielarstwo, lecz zostało ono odwołane z powodu choroby pani Sprout. Gryfonka niezbyt się tym przejęła – uczęszczała na ten przedmiot tylko dlatego, że chciała w przyszłości zostać aurorem.
Wróciła do swojego dormitorium. Nie była w stanie zrobić nic konstruktywnego, więc postanowiła się zdrzemnąć. Po kilku godzinach obudziła się z płaczem. Czasami zdarzało jej się coś podobnego, lecz zazwyczaj nie wiedziała, dlaczego ma wilgotną poduszkę i oczy mokre od łez.
- Ania! Ania, co się stało? – Podbiegła do niej zatroskana Camilla.
- Nic – odrzekła White. Była dwudziesta druga. – Miałam patrolować korytarze! – przypomniała sobie i poleciała na dół.
Szła piątym piętrem. Wokoło było cicho i ciemno. W jej głowie kłębiły się myśli. Usłyszała czyjeś kroki. Podskoczyła.
- White? Prawie się spóźniłaś – powiedziała profesor McGonagall.
- Ja... Prze-przepraszam, proszę pani. Nie chciałam – odparła cicho Gryfonka. – Gdzie mam zacząć?
- Patrolowanie korytarzy zostaw nauczycielom. To była tylko wymówka, White. Chciałam z wami porozmawiać.
- Z... Nami? – zdziwiła się Ania. Opiekunka Gryffindoru przesunęła się trochę w prawo i jej oczom ukazała się gromada prefektów. Minerwa zaprowadziła ich do najbliższej pustej Sali.
- Moi drodzy prefekci. Isabelle Rose była waszą koleżanką, ale również należała do waszego grona, więc myślę, że powinniście dowiedzieć się o tym przed pozostałymi uczniami. Rose żyje, lecz nie zazdroszczę jej życia po zbrodni, jakiej dokonała w tak młodym wieku. Podała swojej ofierze eliksir wieloskokowy tak, aby wszyscy myśleli, że to Isabelle jest martwa. A później potraktowała niewinną istotę Morderczym Zaklęciem – rzekła nauczycielka transmutacji, patrząc po kolei na każdą osobę siedzącą w sali. – Tak więc dowiedzieliśmy się o tym dopiero wtedy, kiedy eliksir przestał działać.
Wszyscy mieli niewesołe miny. Bardzo niewesołe. To raczej zrozumiałe, zważając na to, czego się przed chwilą dowiedzieli.
- Możecie już iść. Poproszę tylko Prefektów Naczelnych o pozostanie. – Natychmiast spełnili prośbę McGonagall. – W sumie, mogłam zatrzymać tylko jednego z was.
Anna i Eddie popatrzyli na siebie. Oczy Ślizgona nie wyrażały żadnych emocji. Były zimne jak lód w Ognistej Whisky, którą profesor Snape właśnie popijał w swoim fotelu, choć nikt nie miał o tym pojęcia.
- Ofiarą Rose jest twoja matka, White – oświadczyła cicho Opiekunka Gryffindoru. – Ogromnie mi przykro.
Gryfonka patrzyła na swoją nauczycielkę ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, które po chwili przerodziło się w głęboki smutek. Może relacje z mamą nie układały jej się tak, jakby tego chciała, ale jednak była bardzo związana z rodzicielką do tego stopnia, że jej nagła śmierć okropnie ją zabolała i pewnie na zawsze zostawi ślad w jej sercu. Jednak nie uroniła ani jednej łzy.
- Pani profesor... Proszę mnie nie zatrzymywać. Dam sobie radę. – Wstała i wyszła z klasy. Prefekt Naczelny Slytherinu uczynił to samo.
White skierowała się na błonia. Usiadła pod drzewem i ukryła twarz w dłoniach. Musiała sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć, lecz nie było jej to dane, bo przed nią stanął Cobain, z różdżką wycelowaną prosto w jej serce. – Ed, to tylko ja.
- Ania, przepraszam cię. Przepraszam za to, że udawałem przez te wszystkie lata. Za to, że powiedziałem ci, że to była Frances. Za wszystko. – Ślizgon popatrzył na nią smutno.
Dziewczyna nic nie zrozumiała. O czym on do niej mówi?! Ktoś mu zrobił pranie mózgu czy co?...
- Eddie, chyba pomyliłeś daty. Dzisiaj nie mamy pierwszego kwietnia . – Wysiliła się na uśmiech. Wyszedł marnie, ale zawsze coś.
- Błagam, wybacz mi. – Chłopak zignorował to, co powiedziała Anna. – Avada Kedavra!
White usłyszała najgorsze dwa słowa w swoim życiu. Słowa, które odebrały jej wszystko, co cenne. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że on musiał to zrobić, nie miał innego wyjścia. W przeciwnym wypadku sam by zginął. Było mu źle z tym, co uczynił. Wiedział, że ta chwila będzie go prześladować aż do końca jego dni, lecz przynajmniej ten koniec nie nadejdzie zbyt wcześnie. Teraz zaczął żałować swojego czynu, ale było już za późno. Spojrzał na bladą cerę swojej przyjaciółki, na jej czarne oczy, które niegdyś śmiały się do niego radośnie. Z jego oczu popłynęły łzy. Wziął w ramiona zimne, martwe ciało Gryfonki i pocałował jej delikatne, różowe usta.
- Nie ma róży bez kolców... – szepnął, choć ona nie mogła już tego usłyszeć. Popełnił błąd. Niewybaczalny błąd.
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
To już koniec, co nie? Bo nie możesz chyba pisać dalej bez głównej bohaterki
Poza tym, wydawało mi się, że nieco za szybko leciałaś z akcją, choć tego ni będę się czepiać, bo np. ja mam z tym ogromny problem. ;p
Jak pani prefekt mogła zabić matkę koleżanki? :O I jak Eddie mógł zabić Anię? :O W ogóle, to czuję, jakbyś zabiła swoją postać w Hogwarcie