Pakowanie przed wyjazdem do Hogwartu, zakupy na Ulicy Pokątnej...
Z podziękowaniem dla wszystkich, którzy komentują ten fan fick. Jestem wdzięczna za wasze uwagi i rady. Staram się jak mogę, żeby wykorzystać je jak najlepiej.
Edward powoli zaczął pakować swoje rzeczy do kufra, podczas gdy Anna z zagłębiła się w lekturze. Ślizgon co jakiś czas patrzył na nią ukradkiem. Nie zauważył, że dziewczyna czyta Szyfr Szekspira – jedną z jego ulubionych książek. Szczerze mówiąc, Eddie nigdy nie był zbytnio spostrzegawczy, jeśli chodzi o przedmioty. Z wyglądem miał to samo. Dopiero niedawno spostrzegł, iż Gryfonka miała piękne, kruczoczarne loki sięgające do łopatek i śliczne, ciemnobrązowe oczy. Ona zaś natychmiast zwróciła uwagę na jego długie do ramion, proste blond włosy i jasnoniebieskie tęczówki. Bardzo przypominał swojego ojca.
- Ania... - zaczął Eddie. - Masz już prawo na teleportację, prawda? - spytał cicho. Dziewczyna oderwała wzrok od książki i spojrzała na przyjaciela.
- Tak, mam - odparła. Rzeczywiście, dwa tygodnie temu, w dniu swoich siedemnastych urodzin, zdała egzamin, nie popełniając najmniejszego błędu.
- Musimy skoczyć na Pokątną. No i tak sobie pomyślałem, że gdybyśmy się teleportowali, byłoby szybciej - powiedział Ślizgon. Anna kiwnęła potakująco głową. Podeszła do biurka, chwyciła swoją listę podręczników, a drugą podała chłopakowi.
Oboje wyszli z pokoju, zamykając za sobą drzwi. W kuchni matka Edwarda przygotowywała kolację. Zobaczyła, jak wychodzą z pokoju i uśmiechnęła się.
- Idziecie na zakupy? A może zabierzecie Frances? - zapytała z nadzieją.
- Ale mamo... Przecież wiesz, jaka ona jest. Spędzimy godzinę u Madame Malkin i spóźnimy się na kolację! - rzekł z lekkim wyrzutem chłopak.
- Ależ pani Cobain, proszę się nie martwić, zabierzemy pani córkę ze sobą - obiecała pogodnie Gryfonka. Eddie wziął ją na stronę.
- Czyś ty zmysły postradała? - szepnął, zdenerwowany.
- Nie. Po prostu też muszę sobie kupić nową szatę, a ty mi w tym za bardzo nie pomożesz - stwierdziła z przekąsem.
Z pomieszczenia obok wyłoniła się siostra chłopaka. Prawdopodobnie wiedziała, że wybiera się z Eddie’m i dziewczyną na zakupy, bo podeszła w ich stronę. Brat poinformował ją o tym, jak zamierzają przedostać się na ulicę Pokątną. Frances nie była z tego powodu zbytnio uradowana - nigdy wcześniej się nie teleportowała. Po chwili jednak niechętnie się zgodziła.
Wyszli na zewnątrz. Woleli nie znikać na oczach pani Cobain - mogłaby się przestraszyć, w końcu jest mugolką. Rodzeństwo chwyciło Anną za ręce i deportowali się.
Wylądowali na środku ulicy Pokątnej. Edward pobiegł po książki do Esów i Floresów, a dziewczyny poszły po nowe szaty do Madame Malkin. Po wyjściu ze sklepu rozmawiały ze sobą jak stare przyjaciółki, co zostało skwitowane gardzącym spojrzeniem Ślizgona. Następnie udali się do apteki po składniki do eliksirów - Gryfonka nadal się ich uczyła. Po zakupie ingrediencji odwiedzili Magiczne Dowcipy Weasley’ów. Cała trójka zakupiła zestaw Bombonierek Lesera, kilka detonatorów pozorujących, parę Uszów Dalekiego Zasięgu i garść Peruwiańskiego Proszku Natychmiastowej Ciemności.
- Robi się ciemno - zauważyła Frances. - Mama nas zabije, jeśli nie wrócimy na kolację.
- Po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni muszę przyznać ci rację. - Mina chłopaka wskazywała na to, że nie jest zbytnio zachwycony faktem, iż jego siostra powiedziała coś sensownego.
- Z tego, co mi wiadomo, żadne z was nie może się teleportować. A ja muszę jeszcze kupić jedzenie dla Rozpruwacza. - Anna uśmiechnęła się, widząc zaskoczoną twarz Krukonki.
Chcąc nie chcąc, udali się do Magicznej Menażerii. Gryfonka nabyła pokarm dla swojego zwierzątka, po czym wszyscy deportowali się z ulicy Pokątnej. Po sekundzie wylądowali na miękkim trawniku przy Dover Street. Weszli do domu oznaczonego numerem 16.
- Och, jak dobrze, że jesteście. - Pani Cobain otworzyła im drzwi.
Znaleźli się w środku przytulnego budynku. Zjedli kolację, o jakiej Anna w domu mogłaby tylko pomarzyć. Jej matka nigdy nie gotowała, więc dziewczyna musiała radzić sobie sama. Do niedawna nie mogła używać czarów, więc przygotowanie każdego posiłku zajmowało jej dużo czasu.
Nagle Gryfonka poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odwróciła głowę i ujrzała niebieskie oczy Eddie’go, który chwilę później wziął ją na ręce i zaniósł do swojego pokoju. White oswobodziła się przy użyciu zaklęcia, na co chłopak zrobił obrażoną minę.
- A mnie nie wolno używać czarów poza szkołą - rzekł z wyrzutem.
- Bo jesteś na to za młody - odparła dziewczyna. - I za głupi - dodała, wybuchając śmiechem.
- Ty coś brałaś, czy to ze mnie się śmiejesz? - spytał Ślizgon, zaplatając ręce na klatce piersiowej.
- Zgadnij. - Anna upadła na łóżko i z trudem zamilkła.
- Przedawkowałaś żelki. Wiedziałem. A przecież mówiłaś, że wolisz kisiel!
Przekomarzali się jeszcze około pół godziny, po czym Gryfonka machnięciem różdżki wyczarowała karimatę i śpiwór. Następnie transmutowała swoje ubrania w czarną koszulę nocną i upięła włosy w kok. Eddie przez dłuższą chwilę siedział na skraju łóżka i nie wiedział, co ze sobą zrobić. W końcu wszedł do dużej, hebanowej szafy. Po minucie wyszedł, ubrany w krwistoczerwoną piżamę.
- Dobranoc - szepnęła dziewczyna, kładąc się do śpiwora.
- Czy ty naprawdę myślisz, że pozwolę ci spać na ziemi? - zapytał Ślizgon.
- Jestem już duża, nie potrzebuję twojego pozwolenia - odfuknęła Anna, przewracając się na bok.
- W takim razie, dobrej nocy - powiedział Eddie, wślizgując się pod kołdrę.
No i co, i pozwolił jej spać na tej ziemi? Na gacie Merlina... no facet, prawdziwy facet. Przecież powinien ją wziąć i siłą rzucić na to łóżko, a nie się jej słuchać...
Mam niestety wrażenie, że oni są psychicznie młodsi, niż wykazują ich metryczki. Spróbuj może nieco ich "postarzyć".
I popracuj nieco nad dialogami, bo są nieco sztuczne.
Podoba mi się to, że jest coraz więcej opisów
Czekam na dalsze losy