M³ody auror dowiaduje siê, ¿e jego praca wcale nie nale¿y do ³atwych. Czy podo³a wyzwaniu i podejmie w³a¶ciwe decyzje?
Richarda obudzi³y poranne promienie s³oñca. Z jêkiem wsta³ z sofy i masowa³ swoje plecy. Zasn±³ w szacie, w której wczoraj przedziera³ siê przez zaro¶la wokó³ dworu Cragleyów. Czu³ sztywno¶æ we wszystkich ko¶ciach, a na dodatek cuchn±³. W drodze do ³azienki zerkn±³ na Grace le¿±c± w jego sypialni. Eliksir nasenny dzia³a³, gdy¿ spa³a spokojnie ca³± noc. Dziêki innym specyfikom poparzenia i inne liczne rany na jej ciele nie wygl±da³y ju¿ tak strasznie i powoli siê goi³y. Cierpia³ wewn±trz, wiedz±c, jak bardzo poranili j± podczas tortur. Nawet nie by³ sobie w stanie wyobraziæ, co musia³a tam wycierpieæ. Mimo to Auror u¶miechn±³ siê i poszed³ zmyæ z siebie kilkunastogodzinne b³oto i pot.
Ca³± resztê dnia spêdzi³ przy Grace, sprawdzaj±c, czy proces leczenia idzie w dobrym kierunku. Nie zna³ siê na tym za bardzo. Porusza³ siê prawie po omacku, czepiaj±c siê jedynie podstaw i ogólnych zasad, jakie zapamiêta³ z krótkiego szkolenia, na którym musia³ polegaæ. Obawia³ siê jedynie, ¿e móg³ czego¶ nie zauwa¿yæ lub co¶ pomin±æ, przez co Grace nie wyzdrowieje. Choæ tak bardzo chcia³ zanie¶æ j± do uzdrowicieli, zdawa³ sobie sprawê, ¿e spiskowcy nie s± g³upi i na pewno maj± tam swoich informatorów. Po³o¿y³ swoj± d³oñ na jej ramieniu i wpatrywa³ siê w jej twarz. Czu³ pod swoimi palcami delikatn± i ciep³± skórê. Widzia³, jak jej klatka piersiowa unosi siê spokojnie i opada. Nawet nie zorientowa³ siê, kiedy zasn±³. Obudzi³ siê w ¶rodku nocy, le¿±c obok dziewczyny i wci±¿ trzymaj±c j± za rêkê. Przetar³ oczy, poprawi³ koc, którym by³a przykryta i poszed³ do salonu.
Druga noc na sofie nie by³a ju¿ taka z³a. Rankiem spojrza³ na Grace w sypialni i kiedy upewni³ siê, ¿e ta nadal tam jest, zabra³ siê za robienie ¶niadania. Wyci±gn±³ z lodówki kilka produktów i po chwili po ca³ym mieszkaniu rozszed³ siê zapach jajek sma¿onych na bekonie. Kiedy nak³ada³ sobie aromatyczny posi³ek na talerz, us³ysza³ jêk i skrzypienie pod³ogi. Rozejrza³ siê z przera¿eniem po mieszkaniu, szukaj±c ¼ród³a niepokoj±cych d¼wiêków. Nawet nie zorientowa³ siê, kiedy w jego rêku znalaz³a siê ró¿d¿ka. W drzwiach sypialni stanê³a Grace. Jedn± rêk± trzyma³a siê framugi, a drug± mia³a przyci¶niêt± do brzucha. Richard rzuci³ siê w stronê dziewczyny i pomóg³ jej utrzymaæ siê na nogach.
- Grace, oszala³a¶? Jeste¶ ciê¿ko ranna, nie powinna¶ siê forsowaæ - szepn±³ z napiêciem prowadz±c j± z powrotem do ³ó¿ka. Nie opiera³a siê i spokojnie usiad³a, czekaj±c a¿ Auror pozwoli wyraziæ jej w³asne zdanie.
- Cieszê siê, ¿e jeste¶ przy mnie. Jak d³ugo by³am chora? Ju¿ po wszystkim? Zdemaskowa³e¶ spiskowców?
Nie mia³ pojêcia, od czego zacz±æ. Nie by³ przygotowany na lawinê pytañ. Jedyne czego pragn±³, to by Grace wyzdrowia³a.
- Grace... ja... ty by³a¶ w ciê¿kim stanie. Ba³em siê, ¿e nie uda mi siê ciebie uratowaæ. - Patrzy³ prosto w b³êkitne oczy dziewczyny, zanim wsta³ i pod±¿y³ w kierunku kuchni. - Powinna¶ wypoczywaæ. Zaraz przyniosê ci ¶niadanie.
Richard wybieg³ pospiesznie z sypialni, zostawiaj±c Grace sam± z jej my¶lami (a nie by³y one radosne). Nie odpowiedzia³ jej na kluczowe pytanie. Ba³ siê jej reakcji. I s³usznie. Nie po to tyle cierpia³a, by on porzuci³ swoje zadanie. Tak bardzo siê na nim zawiod³a. Zacisnê³a piê¶ci i zamierza³a wstaæ, by wygarn±æ mu, co o nim my¶li, jednak nie pozwoli³ jej na to pal±cy ból, który ponownie zaatakowa³ i przywo³a³ wspomnienia niekoñcz±cych siê tortur i obcego ¶miechu. Upad³a na pod³ogê i le¿a³a tam, cierpi±c i dr¿±c. Mia³a wra¿enie, ¿e znów zaczê³a siê niekoñcz±ca mêka. Jedynie otoczenie by³o odmienne, jednak i to sta³o siê niewa¿ne, gdy¿ powoli ogarnia³a ja ciemno¶æ. Ostatnie, co us³ysza³a, to d¼wiêk rozbijanej porcelany.
Czas jakby spowolni³. Richard widzia³, jak Grace osuwa siê bezw³adnie na pod³ogê. Nie móg³ z³apaæ oddechu. Umys³ podsy³a³ mu wizje martwej dziewczyny. Bieg³, ale jakby nadal sta³ w miejscu. Nie móg³ wydobyæ z siebie ¿adnego d¼wiêku. Jego krtañ by³a ¶ci¶niêta ze strachu, a oczy patrzy³y, jak twarz Grace przykrywaj± rozsypane blond loki. Nie wiedzia³ nawet, kiedy dotkn±³ jej zimnej i spoconej skóry. Podniós³ j± delikatnie i z wielkim wysi³kiem szepta³ jej imiê. Wydawa³o mu siê, ¿e jego w³asny g³os dobiega gdzie¶ z oddali, spoza szumów i szybkich uderzeñ bêbnów, które wydawa³y siê byæ orkiestr± dyrygowan± przez sam± ¶mieræ. Zaczê³o mu siê krêciæ w g³owie. Nie wiedzia³ ju¿, gdzie jest góra i dó³. Obraz niebezpiecznie siê rozmywa³, jednak mimo to nadal dok³adnie widzia³ nieruchom± twarz Grace. Nagle w¶ród tej spowolnionej rzeczywisto¶ci jego p³uca zaczê³y domagaæ siê powietrza. Oddycha³ szybko i p³ytko, próbuj±c pogr±¿yæ siê w nico¶ci. Nie mia³ ju¿ pojêcia, po co ma d³u¿ej ¿yæ. W¶ród przyt³aczaj±cej go paniki rozleg³ siê dono¶ny huk. Rozejrza³ siê niewidz±cymi oczyma dooko³a, jak dziecko przestraszone w ¶rodku nocy. Kolejny huk przypomina³ ju¿ raczej trzask, po którym nast±pi³y kolejne. W koñcu dostrzeg³, ¿e Grace porusza siê w rytm tych osobliwych d¼wiêków. Nie rozumia³, dlaczego siê porusza³a, skoro by³a martwa. A mo¿e on te¿ umar³ i s± teraz duchami. Nagle poczu³ ból w okolicach lewego nadgarstka. ¦ciska³a go z ca³ej si³y d³oñ dziewczyny. Dopiero wtedy dotar³o do niego, ¿e Grace wci±¿ walczy. Z³apa³ j± woln± rêk± i pomóg³ usi±¶æ. Dziewczyna kas³a³a, próbuj±c odkrztusiæ krew, która sp³ywa³a z k±cika jej ust.
Richard pospiesznie z³apa³ swoj± ró¿d¿kê i zacz±³ wymawiaæ inkantacje lecz±ce. Trzês±ce siê rêce w tym nie pomaga³y, przez co musia³ powtórzyæ kilka zaklêæ. Nie odwa¿y³ siê pomin±æ ¿adnego w obawie, ¿e zaszkodzi to Grace. W koñcu dziewczyna zaczerpnê³a g³êboko powietrze i z ulg± osunê³a siê w ramiona Richarda. Auror cieszy³ siê, ¿e Grace ponownie wywinê³a siê ¶mierci. G³adzi³ rêk± jej blond w³osy, licz±c na to, ¿e chwila ta bêdzie trwaæ wiecznie. Dziewczyna jednak nie da³a mu tego komfortu. Powoli, uwa¿aj±c, by znowu nie straciæ przytomno¶ci, wesz³a na miêkki materac i popatrzy³a na Richarda.
- Musimy ich powstrzymaæ. Sam widzisz, do czego s± zdolni - wykrztusi³a, zanim znów z³apa³a siê za brzuch z grymasem bólu.
Richard pomagaj±c jej po³o¿yæ siê wygodnie, rozmy¶la³ nad tym, czego siê dowiedzia³.
- Grace, znalaz³em handlarza. Tego, któremu da³em przesy³kê. Chc± otruæ Pottera. Zapewne podczas przyjêcia w dworze Cragleyów.
Auror wsta³ i popatrzy³ na le¿±ce na pod³odze kawa³ki jajka, porcelany i bekonu. Machn±³ ró¿d¿k±, usuwaj±c resztki niezjedzonego ¶niadania.
- Musisz co¶ zje¶æ, ¿eby odzyskaæ si³y. Przygotujê zaraz co¶ tylko, proszê, nie wstawaj. Jeste¶ jeszcze zbyt ranna, by siê forsowaæ. - Parzy³ z trosk± na Grace, próbuj±c wyczytaæ z jej twarzy, czy zgadza siê na jego warunki. Kiedy cisza zaczê³a robiæ siê niezrêczna, wyszed³ z pokoju.
Kiedy pó³ godziny pó¼niej wraca³ do sypialni z dymi±c± porcj± makaronu z bia³ym serem, znów zobaczy³ puste ³ó¿ko. Tym razem jednak Grace by³a przytomna. Sta³a oparta o ¶cianê, wygl±daj±c przez okno. By³o pó¼ne popo³udnie, w zwi±zku z czym na ulicy wrêcz roi³o siê od ludzi wracaj±cych z pracy. Richard postawi³ obiad na komodzie i podszed³ do dziewczyny.
- Prosi³em ciê przecie¿, ¿eby¶ siê nie forsowa³a.
Po³o¿y³ rêkê na jej ramieniu, chc±c daæ znak, by usiad³a i nie przemêcza³a siê dalej. Grace jednak odtr±ci³a jego d³oñ i popatrzy³a w jego oczy z drapie¿n± determinacj±.
- Jestem gotowa nawet umrzeæ, byle zdemaskowaæ spiskowców i uratowaæ...
- Ale ja nie jestem gotowy by¶ odesz³a - przerwa³ jej wypowied¼. Nie chcia³ s³uchaæ o umieraniu, nie teraz, gdy prawie j± utraci³.
Nadal wpatrywa³a siê w niego, jakby szuka³a brakuj±cych elementów uk³adanki.
- Teraz widzê, ¿e pope³ni³am b³±d. ¯yjesz iluzjami. Nie jeste¶ w stanie zaakceptowaæ rzeczywisto¶ci.
Ziemia jakby zapada³a siê pod nogami Aurora. Wiedzia³, ¿e to, co czuje nie jest iluzj±, a jednak ta najwa¿niejsza osoba nie wierzy³a w prawdziwo¶æ jego intencji.
- Grace, to, to nie tak, ja ciê.. ja ciê kocham.
Zamilk³a, spu¶ci³a na chwilê wzrok, poprawiaj±c szatê. Opar³a siê o parapet, wpatruj±c siê w gwar panuj±cy wieczorem na ulicach Londynu. Zbiera³a w sobie resztki si³. Nienawidzi³a siê za to, co planowa³a za chwilê powiedzieæ.
- Idziesz ze mn± do Logbottoma, czy dalej zamierzasz trwaæ w tym, co nie istnieje?
Patrzy³a na Richarda, widz±c, jak bardzo dotknê³y go jej s³owa. Z ca³ego serca pragnê³a rzuciæ siê w jego objêcia i tak¿e wyznaæ mi³o¶æ. Niedawny ból zwi±zany z torturami wydawa³ siê niczym w porównaniu z tym, co czu³a teraz. Nie mog³a jednak pozwoliæ, by jej uczucia wziê³y górê nad rozumem. Nie mog³a pozwoliæ na to, by spêdzili tu kolejne dni odciêci od ¶wiata. W koñcu to Richard przerwa³ milczenie. W jego g³osie wyczu³a podobne cierpienie, które nieumiejêtnie próbowa³ ukryæ pod ch³odnymi przemy¶leniami. Wiedzia³a, ¿e w tej chwili czuj± to samo.
- Ale Grace, jeste¶ zbyt s³aba, by gdziekolwiek i¶æ. Kim jest ten Longbottom?
Ba³a siê, ¿e jej g³os siê za³amie. Popatrzy³a na wieczorne niebo, szukaj±c na nim si³y i spokoju, by mog³a dalej kontynuowaæ t± wyszukan± formê tortur.
- Zanim mnie z³apali, zd±¿y³am przejrzeæ archiwalne egzemplarze Proroka. Nale¿a³ on do pewnej grupy, któr± dowodzi³ Potter w czasach szkolnych. Nazywali siê Gwardi± Dumbledore'a. Pamiêtasz tego nowego nauczyciela zielarstwa, który uczy³, jak byli¶my na siódmym roku? To w³a¶nie Longbottom.
Richard usiad³ powoli na ³ó¿ku, zastanawiaj±c siê nad szalon± decyzj± Grace. Nie móg³ pozwoliæ jej tak po prostu wystawiæ siê na widok wroga.
- Jutro z rana wyruszam do Hogsmeade, a teraz wybacz, ale podobno muszê wypoczywaæ. - Patrzy³a na niego ch³odnym wzrokiem, czekaj±c, a¿ wyjdzie. Kiedy w koñcu zosta³a sama w sypialni, popatrzy³a na zapalaj±ce siê latarnie, które na nowo roz¶wietla³y swoim blaskiem zanurzone ju¿ w mroku ulice Londynu. Powoli po³o¿y³a siê na ³ó¿ku plecami do drzwi. Skuli³a siê w k³êbek i pozwoli³a, by ³zy w koñcu sp³ynê³y po jej policzkach.
Przepraszam, ¿e tak bardzo bardzo chaotycznie, ale jestem mega zmêczona. Jutro doprowadzê swój komentarz do porz±dku.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony je¶li chodzi o sam± akcjê to bardzo mi siê podoba. Z drugiej masz tutaj kilka takich hm... dziwnych spraw, których nie mogê rozgry¼æ.
Mamy tutaj m³odego aurora, który od jakiego¶ czasu ¿yje spiskiem. Nie wiem sk±d u niego w lodówce bekon ;p Mo¿e jestem jaka¶ nienormalna, ale moim zdaniem powinien znale¼æ stary pasztet i zesch³y ser ;p
Jako¶ te¿ nie trafia do mnie przebudzenie Grace - le¿a³a nieprzytomna przez jaki¶ czas, a nagle wstaje i mówi.
No i nie lubiê specjalnie jak kto¶ tak czêsto zmienia perspektywê... oczywi¶cie wszystko fajnie, ale nie w tak krótkich odstêpach. Dlatego na moje ca³o¶æ powiniene¶ napisaæ w³a¶nie z perspektywy Ricza, a to o tym, ¿e Grace jest z³a mog³e¶ dodaæ te¿ na zasadzie - wydawa³o mu siê, ¿e Grace jest z³a.
Trochê te¿ nie ogarnê³am momentu, kiedy Grace zas³ab³a... my¶la³am, ¿e kto¶ ich zaatakowa³ czy co¶.
No ale dobrze, ¿e Grace postanowi³a dzia³aæ na podstawie rozumu... uf uf uf. Mo¿e to tylko moje wra¿enie, ale Ricz chyba zbyt szybko wyskoczy³ z t± mi³o¶ci±. Mo¿e nie ta chwila, czy co¶. Mimo to i tak zdziwi³a mnie jej odpowied¼.
Nie pasuje mi to, ¿e ona gdzie¶ jedzie. On powinien wybraæ siê sam.
No i doczepi³am siê do totalnych pierdó³, ale sam tego chcia³e¶ haha. Tak naprawdê na tym etapie czujê siê ju¿ jako¶ psychicznie zwi±zana z bohaterami twojej opowie¶ci i obojêtnie jak poprowadzisz w±tek, ja i tak doczytam do koñca. Lubiê tego trochê zbyt delikatnego ch³opczyka i jego siln± laskê. On jest taki s³odki w tej niewiedzy, a ona pasuje mi do niego ze swoj± si³± charakteru. Zastanawiam siê, jak planujesz poprowadziæ akcjê z prób± otrucia Pottera. Tylko nie staraj siê jako¶ tego popêdzaæ - ja poczekam ; )